Amore amarone

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami kochali się Romeo i Julia. Tę romantyczną legendę znamy, jak i jej gorzkie zakończenie – przecież prawdziwa miłość powinna mieć słodko-gorzki smak. Zupełnie jak amarone. Tak się składa, że po włosku „amaro” oznacza „gorzki”, a nie „najlepszy kucharz w mieście”. Na przedmurzach Werony, niezbyt daleko od balkonu panny Capuleti rozciągają się winnice. Trudno mi stwierdzić czy kochankowie przekomarzali się między winoroślami, niech to zostanie ich tajemnicą. Zajmijmy się czymś podobnie pięknym. Amarone. INFORMACJE PRAKTYCZNE   Tradycja suszenia gron w regionie Valpolicella jest starsza niż […]

Lepiej gra się bez hetmana

Ponad sto lat temu ówczesny wybitny rosyjski szachista będąc w podróży musiał załatwić jakąś urzędniczą sprawę. Urzędnik go nie rozpoznał (w tamtych czasach nazwiska nie można było sobie wygooglować), ale przyjął i wskazał krzesło. Wskazał jednakże też szachy leżące na biurku przedstawiając się jako pasjonat tej gry i spytał grzecznie petenta czy w szachy również grywa. Petent na to, że przyszedł załatwić pilną sprawę, a w szachy niestety nie grywa. – Nie szkodzi, że pan nie grywa. Ja dzisiaj nie miałem z kim zagrać jeszcze ani jednej partii, wygląda pan […]

Do czego by się dzisiaj przyczepić, może do Facebooka ?

Mam coraz więcej znajomych. W tej chwili już równo stu. Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem (czyli dość dawno temu) to niektórzy liczyli znajomych, nawet zapisywali ich sobie na kartce, tworzyli podkategorie przyjaciół, itd. Facebook ułatwia życie, sprawnie liczy, w ten sposób zostałem posiadaczem znajomych w ilości 100. Moim setnym znajomym na Facebooku zapragnął zostać Enrico Rivetto, którego nebbiola z kolei ja zapragnąłem poznać parę dni temu w wine barze Mielżyńskiego. Wcześniej Enrico za to zapragnął mieć żonę Polkę (nadążacie za moim słowotokiem?). Potrafi powiedzieć po polsku znacznie więcej niż „kocham […]

Nie uwierzysz co się stało! Sprawdź.

Kliknąłeś, kliknęłaś? Nie szkodzi, mi też to się zdarza. Moją stroną startową w komputerze jest gazeta.pl, cóż, jakąś przecież trzeba mieć. W biegu ślepego z chromym jeden z nich dobiegnie pierwszy, na tej zasadzie opiera się mój wybór między portalami internetowymi. Już Peter Breughel antycypując zilustrował dylemat: Gazeta, Onet, Wirtualna Polska czy Interia:   Jakiś czas temu jakiś twórczy animator portalu gazeta.pl wpadł na pomysł, że ludzie lubią coś przeżywać, czymś się poruszyć. Sieknął ogromnym tytułem „Dzień dobry, emocje!”. I trochę mniejszymi literami rozwinął złotą myśl: „Wierzymy, że prawdziwa historia […]

Dobrze być warszawiakiem

Z jakich powodów Warszawa jest lepsza od reszty Polski? Ma metro, Pałac Kultury i Legię na stałe, a tymczasowo Dudę. Zanim poznaniacy czy inne krakusy (i ci, i tamci mają za to Lecha) spuszczą na mnie psy z łańcuchów, dodam sprostowanie – Warszawa rządzi degustacyjnie. Nie chcę analizować różnic w ilości butelek wina jakie za wypłatę mogą kupić mieszkaniec Warszawy a mieszkaniec … (wpisz nazwę miasteczka). Bardziej interesuje mnie różnica w dostępności: liczbie sklepów specjalistycznych, wine-barów, restauracji poważnie traktujących wino i last but not least – ilości degustacji. Przecież gdybym […]

Paweł Zarzeczny – własny charakter pisma. Stanko Radikon – własny charakter wina.

Dziennikarz sportowy – brzmi to trochę jak aktor serialowy albo muzyk weselny. Chyba, że chodzi o Pawła Zarzecznego. O erudytę, który nie tylko zjadł bibliotekę, ale umiał barwnie opowiadać to co przetrawił w książkach i to co sam zaobserwował w życiu, wykraczając przy tym znacznie poza sport. Nie był ‚kozą, która skubie trawę tylko wokół własnego podwórka’ jak określił dziennikarzy, którzy mając swoje poletko boją się wyrazistości i wyrażania szczerych opinii bez kalkulowania. Bywał kontrowersyjnym na siłę mitomanem, megalomanem był non stop, ale łatwiej mi rozpoznać jego kolorową narrację niż […]

Burgundia w Winicjatywie i w domu

Dwa tygodnie temu byłem na wyczekiwanym spotkaniu z burgundami u Wojtka Bońkowskiego. Biletów nie było na długo przed, podobno na czarnym rynku chodziły po cztery stówki, co też jest jakimś świadectwem mitycznego obraz regionu. Ale cóż, darmowych degustacji Burgundii w Polsce chyba nie było i chyba nie będzie. Jeśli coś dostajemy czy kupujemy w łatwy sposób, równie łatwo o tym zapominamy , więc z psychologicznego punktu widzenia wartość wynika w dużym stopniu z niedostępności. Dotyczy to PRL-owskiej czekolady na kartki i burgunda Henri Jayera, różnicę stanowi paragon: tam wycinamy karteczkę, […]

W poszukiwaniu ideału

A że za gorąco i duszno. Że za zimna wiosna. Że promienie słońca źle padają, trudno się opalić, a skóra jasna. Że wirusy szaleją. Że grzyb i pleśń. Rany boskie, nie lubię gderających bab. A dlaczego właściwie ja tak latam za tymi kapryśnymi pinotami? Pewnie dlatego, że jeśli choćby raz w życiu zasmakowało się nektaru… Więcej mam bruzd na czole niż wybitnych pinot noir na liczniku. Nawet, gdyby tych faktów nie należało ze sobą łączyć to wnioski nie są wesołe. Wzdycha się do nich, tęskni, ale wyrwać pinota ektraklasy bez […]

Dlaczego tak szybko pijecie? Mastroberardino – „Taurasi Radici Riserva 1998”

Jestem z innego świata. Ewentualnie z tego samego świata, ale mniejszej jego mniejszości i mam dwa argumenty na poparcie swej tezy (a przecież sam sobie nie będę zaprzeczał!). Wino wypijam średnio około roku po zakupie. W Walentynki nie piszę o winach dla zakochanych. Do punktu numer 2 sprowokował mnie Wojtek Bońkowski na Winicjatywie – przypuszczeniem, że wszyscy blogerzy z okazji 14 lutego grzebią się w winach dla zakochanych. A właśnie, że nie! I nawet serduszka z wstążeczką „Kocham Cię” na butelkach Carlo Rossi nie zmiękczyły mojego zatwardziałego organu. Bardziej interesujące […]

Rioja 2001: La Rioja Alta-”Gran Reserva 904” vs. Marques de Riscal-”Baron de Chirel”

Trylogii czas zamknięcia. Pisałem o Rioja Crianza, Rioja Reserva, nie uniknę przewidywalności – dzisiaj Gran Reserva. To dopiero trzeci wpis, ale już się nieco przesyciłem, zwłaszcza, gdy widzę w blogosferze codziennie kilka wpisów o Hiszpanii. Do konkursu Ambasady Hiszpanii dla blogerów podchodzę spokojnie – skoro nie opiszę największej ilości win, nie wygram wyjazdu na targi winiarskie. W moim przypadku „dużo” koliduje z „dobrze”. Góry Kantabryjskie pooglądam z perspektywy swojej kanapy, ale nie zanudzę siebie i Ciebie produkcyjnym tłuczeniem. Mimo to pisać będę, przecież zebranych butelek nie wyrzucę za okno, a […]