Pinoty, nadwiślańskie bulwary i marketingowe pierdoły

Trwającą już miesiąc hibernację Winicjatywy odczuwają cyfrowo blogerzy. Moje ostatnie trzy wpisy przeczytało po dwieście osób czyli połowa zwykłych czytelników porzuciła mnie wraz z nieruchawą ostatnio Winicjatywą. Nie znam jeszcze dokładnej wizji rozwoju tego portalu, choć już poliszynel wie o wprowadzeniu części płatnej oraz pisma obrazkowego o winie. Mam jednak przypuszczenia, że wpłynie to na zahamowanie wzrostu ilości czytelników zarówno Winicjatywy jak i blogów podpiętych pod nią.   Mając to na uwadze przeprowadziłem tani i prosty eksperyment promując swój ostatni wpis. Facebook zyskał ode mnie dofinansowanie 7 złotych i bardzo […]

Amore amarone

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami kochali się Romeo i Julia. Tę romantyczną legendę znamy, jak i jej gorzkie zakończenie – przecież prawdziwa miłość powinna mieć słodko-gorzki smak. Zupełnie jak amarone. Tak się składa, że po włosku „amaro” oznacza „gorzki”, a nie „najlepszy kucharz w mieście”. Na przedmurzach Werony, niezbyt daleko od balkonu panny Capuleti rozciągają się winnice. Trudno mi stwierdzić czy kochankowie przekomarzali się między winoroślami, niech to zostanie ich tajemnicą. Zajmijmy się czymś podobnie pięknym. Amarone. INFORMACJE PRAKTYCZNE   Tradycja suszenia gron w regionie Valpolicella jest starsza niż […]

Bloger kategorii III

Przyznam, że po okresie intensywnego czytania blogów winnych przerzuciłem się w Internecie na przykład na felietony sportowe. W naszej blogosferze brak mi pisania o sobie, swoich odczuciach i poglądach. Brakuje mi świeżości jak brakuje w trzyletnim vinho verde. Jest jednak kilka blogów, które czytam bez względu na nagłówek czyli ze względu na autora. Blogów autorskich, których styl jest rozpoznawalny nawet z zakrytym nazwiskiem. Na takie nazwisko trzeba jednak sobie zapracować, żeby potem nazwisko pracowało na Ciebie. Wtedy nie musisz głowić się godzinę nad efektownym tytułem wpisu – bo masz kredyt […]

Dobrze być warszawiakiem

Z jakich powodów Warszawa jest lepsza od reszty Polski? Ma metro, Pałac Kultury i Legię na stałe, a tymczasowo Dudę. Zanim poznaniacy czy inne krakusy (i ci, i tamci mają za to Lecha) spuszczą na mnie psy z łańcuchów, dodam sprostowanie – Warszawa rządzi degustacyjnie. Nie chcę analizować różnic w ilości butelek wina jakie za wypłatę mogą kupić mieszkaniec Warszawy a mieszkaniec … (wpisz nazwę miasteczka). Bardziej interesuje mnie różnica w dostępności: liczbie sklepów specjalistycznych, wine-barów, restauracji poważnie traktujących wino i last but not least – ilości degustacji. Przecież gdybym […]

O kolarstwie, drożyźnie i Teso la Monja – „Victorino”

Lubisz oglądać kolarstwo? Ja nawet w dawnych latach fascynacji kibicowskich i sportowych nie dawałem rady patrzeć przez pięć godzin na jadący peleton, w którym najciekawsze było wyrzucanie pustych bidonów na wodę. Transmisja zwykle mogłaby zaczynać się na kilka kilometrów przed metą, chociaż komentatorzy Eurosportu dokonywali cudów oratorskich by przez pół dnia utrzymać kibica przed ekranem. W świecie kolarskich wyścigów wieloetapowych liczą się głównie trzy kraje: Tour de France, Giro d’Italia i Vuelta España – analogia z mapą największych krajów winiarskich nasuwa się sama. Ja wystartowałem w miesięcznym Vuelta España dla […]

Wiesz dużo o szampanie? A właśnie, że nie.

Tytuł wpisu jest przewrotny jak ja jestem, ale o tym będzie w drugiej połowie tekstu. Ostatnio pisałem dookoła nierocznikowego szampana Charles Heidsieck, którego dwie butelki różniące się znacznie swoim wiekiem wypiłem w grudniu. Winami bez podanego rocznika na etykiecie są zwykle wina stołowe czyli najniższej kategorii jakościowej. Najsłynniejszym wyjątkiem od zasady „brak rocznika = wino marki wino” jest szampan non vintage. Czy to znaczy, że szampana czas się nie ima jak Krzysztofa Ibisza i Donatelli Versace? Tylko pozornie… I Krzysio się starzeje, i szampan również. Skupmy się na tym drugim, […]

Jak się nazywa miasto nad Wisłą? Odpowiedź prawidłowa: Kazimierz.

Każdy ma jakieś ulubione miejsca na ziemi. Na przykład Wodospady Wiktorii na Zambezi – nawet, jeśli tam nigdy nie byliśmy i nigdy nie będziemy. W mojej zakładce „Ulubione/Praktyczne” mam dodane miasteczko, które zostało pomylone z Kluczborkiem w epickim/ kultowym/ legendarnym* (*niepotrzebne skreślić) quizie komedii „Rejs”. Sto kilometrów od miejsca zamieszkania, dwadzieścia od miejsca urodzenia. Drzewiej, pacholęciem będąc, przejazdem bywałem tu wiele razy nie wiedząc, że Kazimierz rychło zyska siłę mnie ściągającą… Kazimierz Dolny spina w całość wiele historii cudzych i własnych. Toczą się one wokół studni w rynku, renesansowych Kamienic […]

Blogerzy – Lidlerzy

Jeden raz podkręcę sobie statystyki bloga dyskontami. Jakie jest najpopularniejsze wino w polskiej blogosferze? Dowolne z Lidla. Stoję z boku zjawiska, które zaczyna mi wyglądać na ofensywę Lidla wśród blogerów. Ale tam, gdzie ofensywa, tam też ruch oporu. Nie buduję barykady i nie namawiam do ciskania butelkami z benzyną. Rzucam tylko kałamarzem, a od atramentu nikt nie zginie (zwłaszcza, ze podobno mam lekkie pióro). W zasadzie mógłbym ograniczyć się do wzruszania ramionami tak jak dotąd robiłem, ale ostatni tydzień z życia winiarskiej blogosfery sprowokował mnie poświęcić trochę atramentu.. Lidl na […]

Konwersacje, degustacje

  Jest końcówka grudnia. Mało wymagającemu obcokrajowcowi do nawiązania podstawowych kontaktów z Polakami na początek wystarczy opanować trzy niezbyt długie dialogi: – Co słychać? – W porządku. – Wesołych Świąt! – Dziękuję, wzajemnie. – Szczęśliwego Nowego Roku! – Dziękuję, wzajemnie. Od dzisiaj (pierwszy dzień po świętach) dochodzą obowiązkowe opowieści o świątecznym stole, przeładowanym żołądku, wątrobie i spalaniu kalorii. Skonam. Ale bardziej dokuczliwe dla mnie normy stosunków międzyludzkich bywają na linii sprzedawca – klient, gdy występuję po stronie tego wchodzącego do sklepu. Nie chcę roztrząsać zagadnienia całościowo, w końcu to blog, […]

WWV i WWW. Winny o winie, Vermeerze i o Warsaw Wine Week

Mężczyzny nie poznaje się po tym jak zaczyna. Dla mnie to dobrze, bo miewam dni, że przymierzam się do zablogowania niczym Vermeer do nowego obrazu. Namalował ich w całym życiu około trzydziestu, dzieci spłodził około piętnaścioro – widocznie uznał, że takie proporcje dla malarza są odpowiednie. Jak prawie każdy prawdziwy artysta był średnio ceniony wśród mu współczesnych, dopiero dzisiaj uważany jest za arcymistrza subtelnych scen rodzajowych ukazujących życie flamandzkich mieszczan epoki renesansu. Nie śmigam klawiaturą z taka finezją jak Vermeer pędzlem (w dodatku tym drugim operował przecież z podobną pasją), […]