Do czego by się dzisiaj przyczepić, może do Facebooka ?

Mam coraz więcej znajomych. W tej chwili już równo stu. Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem (czyli dość dawno temu) to niektórzy liczyli znajomych, nawet zapisywali ich sobie na kartce, tworzyli podkategorie przyjaciół, itd. Facebook ułatwia życie, sprawnie liczy, w ten sposób zostałem posiadaczem znajomych w ilości 100. Moim setnym znajomym na Facebooku zapragnął zostać Enrico Rivetto, którego nebbiola z kolei ja zapragnąłem poznać parę dni temu w wine barze Mielżyńskiego. Wcześniej Enrico za to zapragnął mieć żonę Polkę (nadążacie za moim słowotokiem?). Potrafi powiedzieć po polsku znacznie więcej niż „kocham […]

Nie uwierzysz co się stało! Sprawdź.

Kliknąłeś, kliknęłaś? Nie szkodzi, mi też to się zdarza. Moją stroną startową w komputerze jest gazeta.pl, cóż, jakąś przecież trzeba mieć. W biegu ślepego z chromym jeden z nich dobiegnie pierwszy, na tej zasadzie opiera się mój wybór między portalami internetowymi. Już Peter Breughel antycypując zilustrował dylemat: Gazeta, Onet, Wirtualna Polska czy Interia:   Jakiś czas temu jakiś twórczy animator portalu gazeta.pl wpadł na pomysł, że ludzie lubią coś przeżywać, czymś się poruszyć. Sieknął ogromnym tytułem „Dzień dobry, emocje!”. I trochę mniejszymi literami rozwinął złotą myśl: „Wierzymy, że prawdziwa historia […]

Paweł Zarzeczny – własny charakter pisma. Stanko Radikon – własny charakter wina.

Dziennikarz sportowy – brzmi to trochę jak aktor serialowy albo muzyk weselny. Chyba, że chodzi o Pawła Zarzecznego. O erudytę, który nie tylko zjadł bibliotekę, ale umiał barwnie opowiadać to co przetrawił w książkach i to co sam zaobserwował w życiu, wykraczając przy tym znacznie poza sport. Nie był ‚kozą, która skubie trawę tylko wokół własnego podwórka’ jak określił dziennikarzy, którzy mając swoje poletko boją się wyrazistości i wyrażania szczerych opinii bez kalkulowania. Bywał kontrowersyjnym na siłę mitomanem, megalomanem był non stop, ale łatwiej mi rozpoznać jego kolorową narrację niż […]

Rocznica Kieślowskiego i filmowa Donnafugata

W niemieckiej gazecie w rubryce „Matrymonialne” ukazał się kiedyś krótki anons: „Blondynka, ładna, wielbicielka „Niebieskiego”, poszukuje partnera życiowego”. Nie obchodzę swoich urodzin, ale są daty, które mają dla mnie znaczenie. Dzisiaj upływa 21 lat od niespodziewanej śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, którego twórczość ukształtowała we mnie coś więcej niż gust filmowy. Mniej więcej w tamtych latach obejrzałem pierwszy raz „Podwójne życie Weroniki”, choć właściwsze byłoby określenie „oglądnąłem” – pobieżnie, niecierpliwie, po gówniarsku. Nie rozumiałem treści i estetyki filmu, tak jak i jego półcieni, głębi zabiegów wizualnych. Do uchwycenia symboliki różnych scen jeszcze […]

Wspomnienia z cyklu „Co mnie kręci, co mnie podnieca”

Co może zainspirować do nowego wpisu na blogu? A choćby i skrzynka na listy. Od paru tygodni uchylałem klapę w oczekiwaniu na konkretną przesyłkę. A ona z premedytacją nie chciała przyjść i mówiła „Zatęsknij mocniej”. Za to pisały do mnie wszystkie okoliczne pizzerie, ktoś chciał mi wymienić drzwi, kablówkę, prąd, gaz i już nie pamiętam co tam jeszcze można wymienić w niespełna trzydziestu metrach kwadratowych. Mogłem pozbyć się szczurów. Mogłem wysłać co łaska pięćdziesiąt złotych jakimś braciszkom zakonnym i nie wysłałem, bo błogosławieństwa, życzenia, cudowny medalik i numer rachunku bankowego […]

Jestem blagierem

Tak przynajmniej mawiają najstarsi Rosjanie. Blogować każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Ta druga kategoria o dziwo też ma swoich entuzjastów. Niedawno natrafiłem gdzieś w Internecie na wątek o nazwie „Jestę blogerę”, nieoficjalny odpowiednik filmowych Złotych Malin, chociaż na razie bez ceremonii wręczania drewnianych klawiatur. Nieważne jak mówią o tobie, ważne, by mówili? Ja jednak wolę nominację Magazynu Wino do najlepszego bloga winiarskiego roku, chociaż obyło się bez czerwonych dywanów i ścianki z modelkami. Cóż, popełniono błędy w kampanii wyborczej, ale winni temu zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Inni kandydaci […]

Winny idzie do kina – wiedz, że coś się dzieje

Genialny amerykański szachista Bobby Fischer w dawnych czasach został zapytany przez dziennikarza o zdanie na temat jakiegoś wyjątkowo ważnego wydarzenia typu Watergate czy lądowanie na Marsie. Odpowiedział: – A co to ma wspólnego z szachami? Uprzedzam, że ten wpis nie ma nic wspólnego z winem, tylko z kinem. I muzyką. Nie jestem znawcą filmowym, nie chcę też odbierać czytelników Piotrowi z bloga „Z winem do kina”, niech nadal zarabia uczciwie na chleb (i wino). Ja w ogóle nie lubię chodzić do kina. A szczególnie nie chodzę na filmy polskie. Kilka […]

A teraz coś z zupełnie innej beczki czyli WTF is FOMO?

Mieszkam w Warszawie, do pracy i na degustacje jeżdżę metrem lub inną komunikacją zbiorową. Tak jeździłem i 10 i 20 lat temu (choć wtedy nie na degustacje). I to już niemal wszystko w tym felietonie co dotyczy wina. Nie samym winem się żyje, więc nie zniechęcaj się i czytaj dalej. Mogę nie bez kozery powiedzieć, że pińcet jestem transportowym ekspertem i chociaż nie chcem, ale muszem być świadkiem pewnych przemian w zachowaniach społecznych. Być może te zjawiska nie dotyczą większości Czytelników mojego bloga – wobec czego odpada aspekt dydaktyczny – ale mam […]

Ten dzień, w którym winna miłość schodzi na drugi plan

Nie, nie rodzi mi się dzisiaj dziecko. Pozostaje więc już tylko druga możliwość: Polska gra o medal Mistrzostw Europy. Że w piłce nożnej to nawet nie wymaga precyzowania. Piłka to noga i koniec, jeśli chodzi o inne części ciała dodajemy przymiotnik: ręczna, siatkowa, wodna. Nigdy powiedzenie „Mamy 40 milionów ekspertów piłkarskich” nie było tak aktualne jak w tych dniach. W mediach wypowiadają się niemal wszystkie tzw. osoby publiczne. Niektórzy z wiedzą, inni na zasadzie „Nie znam się, więc się wypowiem”. Skoro zdanie zabierają osoby znane z niczego ścianek, a wynik meczu […]