Zgadnij, co mam w pokoju

 

Siedzę na kanapie (sofie?), żeby wybrać temat i napisać nowy tekst. Patrzę na ścianę naprzeciwko, która składa się z bieli tynku i jednego wiszącego bohomaza i już mam temat: brakuje tu szafki (stolika?) pod telewizor. I telewizora.

W moim (a w zasadzie pół-moim) pokoju/gabinecie/sypialni panoszą się wina. Gdy zapełnił się drewniany stojak na wina, następne rozgościły się w kredensie (regale?), w biurku (sekretarzyku?). Pod oknem w wymownym milczeniu leży kilka burgundów na specjalną okazję. Milczenie niektórych innych butelek jest już nawet z gatunku „Wypij mnie wczoraj”, choć oczami wypiłem je już wielokrotnie.

A to zaledwie winozbiór podręczny, główny katalog znajduje się w piwnicy. Niektórzy faceci lubią zaglądać do cudzych łóżek (zwłaszcza ci w czarnych sukienkach), mniej bardziej ciekawią piwnice. W dobrej piwnicy mógłbym spędzić cały dzień niczym voyerysta lub froterysta – na podglądaniu i ocieraniu się. O butelki. Dwa lata temu chciałem być Richardem Bransonem. Nie dlatego, że marzy mi się posiadać sieć sklepów muzycznych czy linii lotniczych. Ale móc schować się na własnej wyspie na Karaibach w piwnicy z winami przed szalejącą Irmą lub Katriną. ..? Bardzo chętnie. Aha, to imiona huraganów, a nie żon.

 

Jak otworzyć telewizor?

W nieposiadaniu telewizora nie ma nic niezwykłego, wiem. Wśród czytelników tego wpisu część podziela moje nieposiadanie. Choć ja nawet miałem kilka lat temu bajerancki nowy TV, tylko szybko doprowadziłem go do stanu nieużywalności. Wszystko przez to, że telewizory nigdy nie miały instrukcji obsługi, tyle że kiedyś miało to nawet logiczne wytłumaczenie. W radzieckich Rubinach był tylko przycisk włączania i ze trzy gałki do strojenia. Ale telewizor i tak otwierało się (właśnie otwierało, a nie włączało) wyćwiczonym uderzeniem kantem dłoni w górę obudowy. Z kolei cios w kineskop grubości tułowia Ryszarda Kalisza likwidował usterki na ekranie. Instrukcje były zbędne.

Techniki uruchamiania Rubina nie zadziałały na LED-owego Phillipsa, a wymiana ciekłokrystalicznego ekranu kosztuje więcej niż cały telewizor. Co z tego, że piloty wyglądają jak pulpity do sterowania samolotem, że ekrany są cienkie jak talia Kate Moss w stadium ostatecznym. Telewizory chudną, ludzie siedzący przed nimi grubieją (oprócz Kate Moss). I tak to ze śmiercią Phillipsa zakończył się mój romans z telewizją.

 

Dlaczego oszczędzam na telewizorze, by mieć na wino

„TV ma wymiar edukacyjny. Gdy ktoś włącza telewizję, idę do drugiego pokoju i czytam książki”.

Groucho Marx

Gdy dawno temu otwierałem telewizję, żyłem w przypuszczeniu, że świat składa się z bandytów, prawników, policji, pedofilów, pseudokibiców, Donalda Tuska i braci Kaczyńskich. Myślałem, że amerykański policjant po zjedzeniu rano jajecznicy strzela z pistoletu aż do wieczornego tosta z serem i bekonem. Oszukano mnie. Prawdziwy gliniarz używa broni średnio raz na 27 lat. No więc gdy nachodzi mnie myśl o kupnie TV przypominam sobie sąd z Arizony. Wydał on wyrok przymusowego czytania książek przestępcy, który od nałogowego oglądania TV podobno dostał martwicy mózgu. Nie chcę mieć martwicy mózgu. Nowotwór żołądka mi wystarcza.

 

Reklama dźwignią głupoty

Mam bardzo ograniczony kontakt z programami telewizyjnymi; sprowadza się on głównie do oglądania półlegalnych streamów wydarzeń sportowych. Dlatego reklama telewizyjna wdziera się bardzo rzadko do moich bębenków usznych, więc jestem ponadprzeciętnie wyczulony na jej treść i formę przekazu. Hmmm, czy słyszałeś reklamę wypowiedzianą spokojnym tonem? Tekst reklamy wypowiedziany bez histerii i ekstazy? „Złoty dziewięćdziesiąt groszy! Tylko we wrześniu! To nie jogurt, to styl życia i kosztuje tylko złoty dziewięćdziesiąt dziewięć groszy! Tylko we wrześniu! Kup, nie zwlekaj!”.

A ja chętniej obejrzałbym reklamę, w której łagodny, ciepły głos powie po prostu: „We wrześniu jogurt kosztuje dwa złote”. I taką, która nie będzie mnie straszyła co minutę zagrożeniem życia w przypadku niewłaściwego zastosowania – i to wypowiedzianą tonem, który przypomina serię z karabinu esesmana. Nie wiem czy każdy produkt jest nowy i ulepszony, wiem, że jest głośny. Głośniejszy niż wszystkie audycje pomiędzy reklamami.

Ale to nie dziwi. Przecież któryś z poprzednich prezesów telewizji publicznej powiedział w kuluarach: „Koło chuja mi lata, co puszczamy między reklamami”. A firmy nie wyobrażają sobie, że ich odbiorcy mogą być mądrzy i subtelni. Skoro nie zgadzam się na umysłową degradację, więc telewizora nie mam i zapewne to się nie zmieni. I popieram brytyjskiego prezentera Leslie Mitchella, który rzucił pracę dla amerykańskiej TV, gdy przerwała „Hamleta” dla reklamy pasty do zębów, tłumacząc: „Nie będę żyć wśród barbarzyńców”.

 

Napijmy się wreszcie

O niektórych winach mówi się: kontemplacyjne albo zastępujące posiłek. Ja nazywam je również zastępującymi telewizję. Do nich zaliczam bez wahania słodkie czerwone porto vintage, czyli rocznikowe. Już w cenie mniej więcej 399,99 możesz mieć to cudo:

To równowartość zaledwie połowy budżetowego telewizora, a pół telewizora jest tak pożyteczne jak coravin do otwierania nowozelandzkiego wina.

W tym porto od Graham’sa ze znakomitego rocznika 2016 znajdziesz 115 g cukru resztkowego i kupaż oparty o tourigę franca i tourigę nacional. To jedno z lepszych win, jakie piłem w tym roku. Choć porto vintage ujawnia swoje szlachectwo dopiero po dekadzie lub nawet bardziej ćwierćwieczu – można popełnić odstępstwo otwierając je dla przeciwwagi w wieku niemowlęcym. Dlaczego? Dla cudnej intensywności owocu, której doświadczyłem w tej butelce.

Owocowa lawa smaków jeżyn i śliwek, ubrana w drobniutkie garbniki, które jednak potrafią znienacka kłuć jak szpileczki ukryte głęboko w aksamicie. Trudno rozeznać się w poziomie alkoholu, naprawdę to jest prąd 20 wolt? I wcale nie trzeba tego porto tylko pić… Ja znacznie częściej zanurzałem w nim tylko nos. Przeczysty zapach soku z czarnej porzeczki, likieru jeżynowego, gorącego granitu, westchnienie lukrecji, listek mięty.

 

W tym roku zanurzyłem się jeszcze w kilku innych młodziutkich porto vintage, niemal równie doskonałych. Niepodrabialny smak pełni owocu, konfitur z malin, jagód, wiśni, gorzkiej czekolady trwał i trwał. Ach, rozmarzyłem się…

 

 

 

 

A po weekendzie obiecuję recenzję z rozpoczynającego się 8 października festiwalu wina w Auchan. W poniedziałek lub wtorek przeczytasz u mnie, co warto kupić. A jeśli w tę niedzielę chcesz spróbować kilkuset win z festiwalu – w Warszawie odbędzie się darmowa degustacja, na którą zarejestrujesz się pod tym linkiem:

https://evenea.pl/event/degustacjaauchan2019/

 

 

 

1 thought on “Zgadnij, co mam w pokoju

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *