Prioratety

Gdy przed kilku laty wybierano najpiękniejsze słowo świata, z naszego języka do konkursu zaserwowano  filiżankę. Gdyby przeprowadzić zawody na słowa najbrzydsze, ja zaproponowałbym prokrastynację, przy okazji jej łacińskiemu słowotwórcy zalecając zmianę zawodu. Chyba że ma kojarzyć się odrażająco, brzydko i źle. Bo moje kabelki mózgowe widzą dwa zbite brzydkie słowa (prostata + kastracja), dźwignięte na wyższy poziom szkarady. A w znaczeniu tego słowa chodzi tylko o przekładanie spraw na później…

Prokrastynacie, pisz wreszcie o Prioracie!

Może już wiesz, do czego zmierzam: prokrastynuję na blogu od czterech miesięcy. Moi przodkowie uprawiali łubin, ziemniaki i seks, ja uprawiam prokrastynację. Nieskuteczne było nawet przeczytanie stosownego poradnika. Tak, tak, czytelnictwo leży, ale poradnictwo kwitnie. Oddałem na tę lekturę kilka godzin życia, dzięki czemu dowiedziałem się, że warto ścielić łóżko rano i iść do lekarza, gdy coś boli. Łóżka i tak dziś nie posłałem, ale za to skończę opowieść z listopadowej podróży do Prioratu. Nie omiń pierwszej historii:

http://winny.com.pl/2019/02/27/pokochalem-cie-prioracie/

PS Licz się ze słowami, jeśli twój facet nie jest erudytą: „Ty prokrastynacie!” może eskalować nieporozumienia. Jeśli złościsz się tylko za opieszałość w wbijaniu gwoździa lub napompowaniu materaca, nie błyszcz słownictwem – wyraź niezadowolenie w mniej wyrafinowany sposób.

Moje trzy wine bary w Barcelonie

Moim priorytetem był Priorat: wieś Gratallops, gdzie jednego dnia odwiedziłem dwie winnice i ich okolice. To stanowczo za mało, te smaki gorących winogron, te suche łupki otoczone dziko rosnącym zielskiem fenkułu nie dają o sobie zapomnieć. Opiłem się Prioratem, teraz częściej myślę o tworzeniu Prioratu. Nie, nie kupuję winnicy, ale tydzień pracy przy zbiorach?

Kilka dni byłem w Barcelonie. Po nasyceniu się Ramblą i Gaudim, warto skierować kroki do trzech wine barów. Patrząc na ich listy win kręci się głową z podziwem i wybiera. W Warszawie trzaska się cennikiem i idzie z własną butelką do parku. La Vinya del Senyor to być może najbardziej znany lokal branżowy w Barcelonie, w którym można zarazem podziwiać zawartość kieliszka i piaskową fasadę gotyckiej bazyliki Santa Maria del Mar, zwłaszcza siedząc na zewnątrz.

 

W mniej oczywistym Bistro Bardot na Enric Granados 147 warto usiąść przy ladzie barowej i wybrać wina na kieliszki z aktualizowanej tablicy.

Natomiast Monvïnic na ulicy Diputació 249 wygląda na chłodną nowoczesną fine dining restaurant, gdzie bez wypastowanych butów wizytowych atmosfera wokół ciebie się zagęści, ale nie przejmuj się pozorami. Na każdego, kto odróżnia cavę od kawy, czeka kilkadziesiąt win na kieliszki.

Dostaje się taki ekran z listą dostępnych win i surfuje po tych frykasach! Na dobranoc wręczają elegancką wydrukowaną papeterię z listą wypitych win. Pamiątka – praktyczna, gdy lista jest dłuższa niż stan pełnej świadomości.

Moja świątynia w Barcelonie

W obiektach sakralnych patos obowiązuje nieustannie, ja popadam w niego sporadycznie. Dla mnie najbardziej emocjonalną barcelońską świątynią jest największy stadion Europy – Camp Nou – z jej arcykapłanem Leo Messim. Wyjaśnię, dlaczego.

Moim pierwszym dziecięcym poczuciem przynależności do jakiejś wspólnoty było chodzenie w podstawówce na mecze Legii (bo przecież nie liczę przymusowego chrztu i komunizacji dziewięciolatka). To był zespół gwiazd, z Dziekanowskim czy Koseckim, na których oglądanie nie miałem pieniędzy. Opracowałem za to sposób na przeskakiwanie kilku płotów w konkretnych miejscach parę godzin przed meczem, gdy ochroniarze stadionowi jeszcze jedli obiad w domu.

Już wtedy zacząłem też lubić FC Barcelonę i w 1989 roku obejrzałem na Łazienkowskiej mecz pucharowy. Legia trafiła na Barcelonę! Wtedy bilet kupiłem, ale nie mam pewności czy cała reszta kibiców też. Niewiarygodnie przepełniony stadion kipiał i falował, sklejone tłumy stały na nierówno wylanym betonie w każdym przejściu na trybunach. Mecz oglądałem…na kolanach jakiegoś starszego kibica, może to uratowało mnie od stratowania? Zachowany bilet na ten mecz traktuję jak relikwię równą szczeblowi z drabiny, która przyśniła się Jakubowi.

Wówczas stadion Camp Nou był dla mnie realny jak ten jakubowy sen, bliski jak kometa Haleya, dostępny jak Berlin Zachodni dla mieszkańca NRD, którego mur rozwalono dwa miesiące później.

Wtedy nie mogłem jeszcze wiedzieć, że w argentyńskim Rosario pewien synek hutnika i sprzątaczki właśnie uczył się kiwać i dryblować nóżką długości mojego ramienia. Dzisiaj wydaje mi się, że on zaczął od ćwiczenia tych zwodów z piłką jeszcze przed nauką chodzenia.

Od lat miałem marzenie zobaczyć raz w życiu grę Leo Messiego na żywo. Nie zdążyłem na Zapasiewicza i Joy Division, Messi też niebawem zejdzie ze sceny. A skoro w trakcie mojego pobytu w Barcelonie na Camp Nou przyjechał Inter Mediolan i zawitała Liga Mistrzów, nie chciałem zastanawiać się długo. Najtańszy bilet kosztował mnie 100 euro, ale za darmo można byłoby dostać się chyba tylko lądując helikopterem. I co? I muszę wrócić nie tylko do Prioratu, ale i do Barcelony. Messi wysłał mi ten sygnał, bo po raz pierwszy kilka dni wcześniej doznał kontuzji i w meczu uczestniczył jak ja. Na trybunach. Gnida.

Prioratety

I wreszcie dotarłem do zebrania w całość wrażeń z wypitych win Prioratu. Okoliczności i miejsca były różne. Spróbowałem butelek od prawie wszystkich najlepszych producentów i ustawiłem od najlepszych do…bardzo dobrych. Dekadę temu wiele Prioratów cierpiało na nadwagę. Teraz już prawie wszyscy winiarze dbają o to, by po kilkunastu miesięcach w beczkach nie produkować budyniu czekoladowego, a owoce były dojrzałe, ale nie rozgotowane w słońcu. Wina zachowują 15 proc. alkoholu, ale zamiast uczucia palenia w gardle, przynoszą aksamitne i zmysłowe doznania, które trudno znaleźć gdzie indziej.

Zapewne na czele tej listy znalazłaby się „L’Ermita” Álvaro Palaciosa. Można ją kupić w Barcelonie, na przykład w La Vinya del Senyor. Wspomniałem, że moi dziadkowie uprawiali ziemniaki? Mieli głęboką, zimną i wilgotną piwnicę. Idealną na przechowanie win, gdyby nie intensywny aromat bulw ziemniaczanych, który do dzisiaj pamiętam. No więc próbuję sobie wyobrazić taką zamianę w ziemiance: butelka „L’Ermity” jako ekwiwalent dwóch-trzech ton kartofli. I widzę siebie pędzącego przez pola łubinu przed wujem i dziadkiem, którzy próbują trafić mnie butelką w łeb.

Punktacja win wg barometru Parkera w skrócie: 85 – dobre, 90 – bardzo dobre, 95 – znakomite.

 

Clos I Terrasses – „Clos Erasmus 2015”

Wino co roku obsypywane deszczem około-100 punktowych ocen przez Parkera i jego zelotów. Co znaczy, że kieliszek Erasmusa kosztował mnie dwa razy więcej niż nocleg w hostelu. Hostel był przyzwoity, ale kieliszek zbliżył mnie do deluxe suite w barcelońskim Mandarin Oriental. Po przytknięciu do nosa wyłoniły się subtelne, słodkie jagody o nieco likierowej nucie. Przyprawy, czekolada, woń lasu, jogurt. Nieśpieszna inhalacja…

Smak okazał się mniej bezpośredni, spokojniejszy, bardziej stateczny. Garbniki, kwasowość i owoc grały w tej samej drużynie. Jakość tanin galaktyczna – ich granulacja wyszlifowana do poziomu zero. Kwasowość trafiona, wyższa niż spodziewałem się po nosie. Jeżynowy smak bardziej dotkliwy od jeżyn. Wino kończyło się czekoladowym akcentem, po którym kieliszek wylizałem do czysta. Absolutnie nie przepakowane wino, w winifikacji Erasmusa unika się pigéage (pogłębiania ekstrakcji poprzez zanurzanie skórek w fermentowanym moszczu). Za kilka lat zyska na efektowności, o czym przekonają się bywalcy Mandarina. Albo ty, zamawiając kieliszek w La Vinya del Senyor. Tylko trzy tysiące butelek, garnacha z dodatkiem syrah. 95-96/100

 

Clos Martinet – „Martinet Bru 2016”

Na wczesnym etapie nieznacznie ustępuje Erasmusowi (opiniowa herezja?) za 1/10 jego ceny. Nie umiem przyjemniej wydać stu złotych (dostępne w Polsce w El Catador)! Aromaty rozwijają się szczodrze jak ogon pawia: najpierw dojrzała jeżyna i czarna porzeczka, konfitura śliwkowa, coraz więcej malin, lukrecja, minerały, węgiel, czarna czekolada. Diabelsko pyszne, gęste i z odpowiednią kwasowością. Świeżutki, soczysty i staranny jeżynowy owoc z lukrecją. Już gładkie, lecz nadal zaokrąglające się taniny. Bardzo intensywne, bardzo żywe, bardzo długie. Zaskakujące, że drugie wino Martineta wydało mi się lepsze i bardziej beczkowe niż pierwsze wino. 94/100

 

Clos Figueras – „Clos Figueres 2013”

W zapachu dominują owoce czerwone i czarne, nozdrza pobudzają też nuty tostowo-kakaowe. Smak już ułożony, z wyraźną i drobną taniną, ale wino nadal młode ze świetnym dziarskim owocowym sznytem. Poważne i klasowe, choć nie po stronie tych najbardziej zmysłowych Prioratów. 93/100

Clos Figueras – „Font de la Figuera 2016”

Drugie wino Figuerasa, czyli dwa razy taniej, a czy gorzej? Myślę, że wątpię! Uwodzicielskie nuty fiołków, czerwonych i ciemnych owoców oraz dymno-tostowy cień beczki. W ustach rozpiera od energii nastolatka, ze świetnym owocem i ekstraktem. 92-93/100

 

Mas Perinet – „Perinet + Plus 2006”

Ten niby wiekowy Priorat od niezbyt znanego producenta, oparty o cariñenę z udziałem garnachy, sprawił bardzo miłą niespodziankę. Świetliście pachnący subtelną słodką galaretką wiśniową, lukrecją, cedrem i dymem. Bardzo owocowy, elegancki i lekki, z drobną i nadal wyraźną taniną. Butelka wyciągnięta w idealnym wieku. 92-93/100

Clos Les Fites – „Criança Estriacus 2012”

Anonimowa winnica i znowu zaskoczenie jakością. Tym razem klasyczny bogaty i szalenie zmysłowy styl Prioratu. Atrakcyjny w nosie, z mleczną czekoladą, sexy jeżyną i lukrecją, pojawiającą się nutą skórzaną. Potężny w smaku, ale bez wynaturzeń, bo choć jest dużo likieru z czarnej porzeczki i jeżyn czy czekoladowego budyniu, to ze wsparciem czarnych wiśni, malin, kaskad obfitej kredowej taniny i porządnej kwasowości. Długi, rozgrzewający finisz – rarytas na zimę. 92-93/100

Clos Mogador – „Manyetes 2015”

Wydzielona winnica obsadzona niemal wyłącznie cariñeną, charakterystyczna dla okolic Gratallops ze względu na brak uformowanych tarasów. Cenowo i jakościowo ten sam poziom co Mogador, ale znacznie mniejsza produkcja. Bardzo rozpoznawalny Priorat, w nosie korzeń lukrecji, śliwka, czereśnia i rozgrzany łupek. Usta bogate i ekspresyjne, śliwkowo-przyprawowe, z miłą taniną i nieco wyczuwalnym alkoholem. 92-93/100

PS Piłem też roczniki 2014 i 2015 białego Prioratu od Mogadora o nazwie „Nelin” z gron garnacha blanca i macabeo. Świetnie skrojona beczka, ładna materia, wina do oglądania w 3 D.

 

Clos Mogador 2009

Pierwsze tzw. Vi de Finca w Prioracie (coś w rodzaju grand cru) w czteroszczepowym kupażu. Cierpliwe trzymanie Mogadora przez blisko dekadę w butelce uwalnia szlachetne i łagodne aromaty pieczonego ciasta, przypraw korzennych i ziół, mokki, śliwki. Smak całkowicie poukładany, obfity, aksamitny i długi. 92/100

Clos Mogador 2015

Zapach stonowany i jeszcze dość zamknięty. Jednak świetne wino może być harmonijne nawet na wczesnym etapie. Eleganckie zachowanie nie potrzebuje pisania dużymi literami, mówienia podniesionym głosem. Bardzo ładne garbniki i przenikliwa prioracka mineralna głębia smaku, wobec której trudno nie pokiwać czołem z uznaniem. 92/100

 

Álvaro Palacios – „Vi de Vila Gratallops 2011”

Odetchnąłem głęboko gorącym łupkiem skalnym wzgórz Gratallops, słodkimi przyprawami i seksem. Niezbyt znane wino od jednego z najlepszym winiarzy nie tylko Hiszpanii, o świetnej strukturze, gęstości dojrzałych śliwek i wiśni oraz stanowczością przekazu: „Pij mnie”. Wyobrażam sobie, że świetnie smakuje w połączeniu z „Miss You” Rolling Stonesów. 92/100

Clos Figueras – „Clos Figueres 2015”

Zapach nadal ściśnięty, macerowanych czereśni i delikatnie prażonej kawy. Smak jeszcze bardziej owocowy i pełniejszy w ustach od 2013, twardość garbników stopniowo mięknie, a spektrum czerwonych owoców urzeka. 92/100

Clos I Terrasses – „Laurel 2016”

Druga etykieta Erasmusa, również z garnachy i nieco syrah. Różnica w cenie, tym razem nie mijającej się z rozsądkiem, i w profilu wg zasady „Wino powstaje w winnicy, a nie w piwnicy”. Czyli dbałość głównie o zdrową cerę, której makijaż jest tylko finalnym maźnięciem pędzlem. Owocowość garnachy jest nieposkromiona: świeżość leśnych jeżyn, bardzo dojrzałych wiśni i nuta lukrecji. Picie Laurela jest bachiczną przyjemnością obcowania z esencjonalnym sokiem ze świeżych jeżyn, młoda tanina pochodzenia owocowego ma nadal ostre krawędzie i chwyta za wargi i szczęki. Do dostania w wine barze La Vinya del Senyor. 92/100

 

Clos Martinet 2009

Ewenement w czołówce win z Prioratu, zamiast dojrzewania w beczkach użyto kadzi betonowych. Pachnie słodkimi owocami, dojrzałymi truskawkami, mokką i siodłem przechodzącym w ciekawe aromaty kurnikowe. Mimo dekady nadal zdaje się młode, gęste od słodkich śliwek z domieszką tytoniu. 91-92/100

Álvaro Palacios – „Finca Dofi 2015”

Palacios, na którego stać górne warstwy klasy średniej, a nie tylko Bogusława Cupiała. Aromaty delikatnie powidłowe i ziarna kawy, potem pojawiają się zioła i cynamon. W pierwszym łyku zaskakuje obfitą słodyczą pełnego owocu. Potem staje się wytrawniej i gładko, za co odpowiadają okrągłe garbniki. W ustach pozostaje miły czekolady posmak. Technicznie wino absolutnie bez zarzutu, zmysłowo również. 91-92/100

 

Vall Llach – „Mas de la Rosa 2013”

Współwłaścicielem winnicy jest bard Lluis Llach, który koncertował nawet na Camp Nou, więc dla Katalończyków znaczy tyle, ile Kaczmarski dla „Solidarności”. Zresztą „Mury” były przeróbką porywającej antyfaszystowsko-antyfrankistowskiej pieśni „L’Estaca”. Choć większość win w moim zestawieniu pochodzi spod Gratallops, Vall Llach rządzi się w Porrerze, oddalonej o dwie godziny spaceru szosą (spacer przez Priorat jest najprzyjemniejszym możliwym kontakt z asfaltem!). Porrera jest mniej odsłonięta na skwar, a winnice nieco wyżej położone.

Mas de la Rosa to stare, nawet 120-letnie krzewy cariňeny, które doceniły władze, nadając status Vi de Finca (jako drugiej winnicy oprócz Clos Mogador). Pracując nad tymi krzewami, enolog i współwłaściciel Albert Costa postanowił kilka lat temu pozbyć się beczek do winifikacji. Jaki jest tego efekt w kieliszku? Aromat głęboki i zmysłowy, bardzo balsamiczny i jeżynowy, z czarną porzeczką, lukrecją i czekoladą. Wino jest ładnie przestronne, mocno zbudowane i ma 15,5 % dobrze wtopionego alkoholu, smakuje rzeczywiście ultraowocowo dojrzałymi owocami leśnymi. 91-92/100

Vall Llach – „Mas de la Rosa 2016”

Najnowszy rocznik. Bardzo dobre wino, jak na Priorat zaskakująco lekko zbudowane i bardzo owocowe, przy tym z delikatnymi taninami, więc w zasadzie już gotowe do picia! Zapach czysty, świeży i bardzo owocowy: dzikich malin, mleczne jeżyn, czereśni i ciepły od minerałów. Jedna wada, ale zasadnicza: trochę poraża wydatek na obie Mas de la Rosy ok. 100 euro na Zachodzie i jeszcze więcej w Polsce (dostępne w Winkolekcji). 90/100

Vall Llach 2000

Historyczne wino jako pierwszy oficjalny rocznik Vall Llacha, gdy piwnicę zapełniły beczki, a winnica była obsadzona z większym wobec cariňeny dodatkiem szczepów bordoskich. Po 19 latach wino pachnie nadal intensywnie jak dobry afrodyzjak nasączony aromatycznymi przyprawami, białą truflą i czekoladą. W smaku już jednak wchodzi w podsuszany wiek emerytalny, więc figle-migle na dachu samochodu niezbyt wskazane… Taniny czuć wyraźnie i to nawet trochę gorzkawo przy umiarkowanej masywności wina. 90/100

Clos Mogador – „Com Tu 2015”

Nowy projekt Mogadora w drugim roczniku. Garnacha z pogranicza Prioratu, ale na etykiecie to już apelacja Montsant. Uwodzi w nosie ekspresją musu z gorących malin i przypraw. Soczyste, kwasowość, garbniki i ciało w rejestrach średnich, troszkę czuć 14,5 % alkoholu. Idealne do picia teraz. 90/100

Vall Llach 2005

„Konfitura z czarnej porzeczki na przypalonym czekoladowym toście” – to celna uwaga kolegi Bazylaka od bloga Zdegustowany. Samodzielnie dorzucę asfalt, cedr, prażoną kawę, czarną śliwkę, nuty mleczne. Wino ze szczytu fascynacji beczką przez Vall Llacha: jest pełno w ustach, jest gładziutko i trochę brakuje kwasowości, to koncentracja i duża masa owocu jeszcze utrzymują wino przy życiu. Doceniam bez zachwytu, zwłaszcza, że na rynku kosztuje 100 euro. 89-90/100

Clos Martinet 2015

Bardzo subtelnie beczkowany rocznik, bo czuję dużo czerwonych galaretkowych owoców. W smaku równie owocowe, o fakturze gładziutkiej jak skóra nastolatki. 89/100

Clos Figueras – „Serras del Priorat 2017”

Bardzo otwarte i przystępne wino, świeże, zdecydowanie malinowo-wiśniowe. Zrezygnowano z dojrzewania w beczce na rzecz lżejszej budowy i ultra-owocowego charakteru, który domaga się picia bez zwlekania. 89/100

Clos I Terrasses – „Glorian 2007”

Daphne Glorian z Erasmusa jest czarodziejką garnachy, ale w tym jednorazowo zrobionym winie (tylko 1200 butelek) stanowi ona tylko połowę kupażu, reszta to cabernet i syrah.

Brunatny kolor i dużo osadu. Ładnie wdycha się suszone maliny w bombonierce, czekoladę, rodzynki, wędzoną śliwkę i runo leśne.

Mam wyrzuty sumienia, że ta butelka trafiła na dno zestawienia, bo nie wątpię, że kilka lat temu było świetnym winem, napakowanym słodko-likierową obfitością owoców garnachy, która nadal miło rozgrzewa bez wrażenia wulgarności i drapie pikantną taniną. Jednak w ocenie trzeba uwzględnić brak perspektyw na jutro i szybkie utlenianie wina w kieliszku. 86-87/100

 

Prokrastynacji piszę stanowcze nie! Będzie u mnie zdrowiej = będzie mnie tutaj więcej i częściej.

2 thoughts on “Prioratety

  1. Oczywiście gratuluję spełnienia winnych marzeń podczas tego wyjazdu do Barcelony! Rozumiem, że te notki dotyczą win które zamawiałeś na kieliszki w wine barach?
    No właśnie na przykładzie tych win widać , że wina o dużej koncentracji z alkoholem 15% nie muszą być jakimiś potworkami i można je ze wszech miar polecać. Mam wrażenie, że u nas w Polsce jest jakaś taka maniera, że wina aby było uważane za dobre to musi być koniecznie kwaśne, o niskim poziomie alkoholu i najlepiej jakby było jeszcze chude. To się chyba bierze z tej niezrozumiałej dla mnie wszechobecnej fascynacji w Polsce winami włoskimi i środkowe europejskimi.
    Moje marzenie związane z winami jest takie, żeby odbyć podobną jak twoja wycieczkę do doliny Napa. Tylko że jest jeden problem. To by mnie musiało kosztować pewnie sporo powyżej 10 tys zł ( samolot do San Francisco, wizy, wynajem auta w Kalifornii, noclegi, opłaty za degustacje w winiarniach etc)

    1. Ze względu na ocieplanie klimatu na prawie całym świecie winiarzy martwi bardziej wysoki niż niski poziom alkoholu. Ale przy żadnym winie z Prioratu nie pomyślałem o alkoholu, mimo tej średniej 15 %. I o to chodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *