Najpiękniejsze kolory: burgundzki i bordowy

Trzy lata temu towarzysko skonfrontowali się  Hugh Johnson z Jancis Robinson podczas debaty w efektownej sali londyńskiego Emmanuel Centre. On jako rycerz Bordeaux, ona księżniczka Burgunda. Konferansjer od początku zachęcał publiczność do deklaracji, której drużynie kibicują. Ja nie lubię dylematów, skoro mogę oddawać się obu winnym namiętnościom. I odpowiadam: oboje rodzice spełniają różne funkcje i nie muszą brać rozwodu.

Dlaczego nie zostanę hipsterem

Nie drgnie mi powieka, gdy powiesz, że nic nie równa się picia win w stodołach jedynych kilku plantatorów szczepu rossara we włoskim Trydencie. Rozumiem, że ktoś podwyższa o trzy punkty ocenę wina za gumofilce, brudne paluchy winiarza i nawożenie winorośli łajnem w krowich rogach. I ja też wolałbym trafić na chłopa, który oprowadzi po swoich trzydziestu krzakach niż patrzeć przez ażurową bramę na niedostępne bordoskie château. Znam faceta, który ma gdzieś komercyjną Ligę Mistrzów i podróżuje na rozgrywane na kartofliskach mecze drugiej ligi gruzińskiej.

Jednakże… Może Cristiano Ronaldo zarabia dziesięć razy za dużo, może nie segreguje odpadów i popiera monarchię, ale ja wybrałbym mecz z jego udziałem niż kopiących się w czoło czeladników z Zagłębia Sosnowiec. Dlatego gdy pozostaję sam na sam z winami, w krwiobieg chciałbym wprowadzić najlepsze z nich. Nie jestem Winny temu, że wielkie wina robi się w Bordeaux i Burgundii. Wielkie było Led Zeppelin, a nie Greta van Fleet i wielka jest Burgundia, a nie Villanyi. Niedawno kilkudziesięciu czołowych międzynarodowych handlarzy winem skupionych w organizacji Wine Lister wybrało najbardziej prestiżowe wina świata. Na czele, o nie dziwo, znalazło się burgundzkie Domaine de la Romanée-Conti, za nim już tylko Bordeaux: Petrus, wszystkich pięć pierwszych grand cru classé z Lewego Brzegu, Cheval Blanc, d’Yquem i Le Pin. 30 % tej listy już spróbowałem, a moją ścianę zdobią puste butelki-trofea. Porożem tylko jeleń się chwali!

Domaine Latour vs Domaines de Baron Rothschild

Niedawno zostałem zaproszony przez importera Vininova na wyjątkową degustację, więc zamiast w planowane Tatry pognałem do warszawskiej restauracji Ed Red na prezentację win od dwóch dużych rodzin winiarskich: burgundzkiej i bordoskiej.

Domaine Latour jest posiadaczem największego areału grand cru w Burgundii (27 hektarów) i wyjątkowej kolekcji roczników z lat wojny, do których cudem nie dotarli hitlerowcy. Zaczęliśmy od czterech białych burgundów, bez rozgrzewki wchodząc na Mont Blanc! Już zwykłe Puligny-Montrachet 2016 ukazało świetną cytrusowo-irysową lekkość i finezję. Corton Charlemagne Grand Cru 2014 zachwyciło strukturą, elegancją i intensywną lekkością cytrusowego owocu, Chevalier-Montrachet Grand Cru Les Demoiselles 2013 było mniej ekspresyjne, ale cudnie kremowe i jeszcze wytworniejsze.

Ze szczytu już nie zeszliśmy, gdyż po chwili podano pinoty. Podstawowe Mercurey 2015 to jeden z najlepszych burgundów w cenie miesięcznej warszawskiej karty miejskiej, takie świeżutkie wiśnie spożywane w stajence. Gevrey-Chambertin 2015? Uuuuuch, tym razem wiśnia rozebrana do naga i oglądana pod mikroskopem. Zapach peonii, wspaniałe taniny, cudo! Aloxe-Corton 2014 pachniało zmysłowo i korzennie jak dobre Vosne-Romanée, choć smakowało bardziej zielono i rustykalnie. Największe wrażenie jednak na mnie wywarło starsze wino, Corton Grand Cru Clos de la Vigne Au Saint 2009Bardziej cielesne, pięknie ułożone, z dyskretnymi taninami i pysznym malinowym podniebieniem. Nie ma nic tak wielkiego jak wielkie pinot noir!

Nie wypowiedziałem tego głośno, bo pan w bordoskim garniturze szykował już swoje butelki. Wielkie wina zresztą wymagają ciszy, stąd sala degustacyjna była rozgadana niczym wierni na mszy (popadam w patos). Szampan Barons de Rothschild Blanc de Blanc NV był zaskakująco świetny. W nosie słodkie jabłka, nieco cytryny, drożdże, trufle. W smaku szczypta świeżych orzechów laskowych i cytrusy, idealne bąbelki i energia. Potem Château d’Aussières 2014 z langwedockiego Corbières – kolejne zadziwienie. Z kieliszka uniósł się aromat powideł śliwkowych, wędzonki i ziół. Świetna owocowość, charyzmatyczna osobowość, zgrabne ciało, pyszna kwasowość, taniny zasługujące na Oscara za rolę drugoplanową. 130 zł to karton papierosów: palenie albo ekstaza, wybór należy do Ciebie. Chilijskie Le Dix de Los Vascos 2014 oparte o caberneta może nie jest winem terroirystycznym, ale oddaję mu hołd za wspaniałe wyrażenie charakteru czarnej porzeczki i utrzymanie wigoru owocu leżakowanego półtora roku w nowych beczkach – tych samych, które używa się do Lafite’a! Następnie do kieliszka trafiło argentyńskie Caro 2014, efekt kooperatywy z Nicolasem Zapatą. Malbec z dodatkiem caberneta był gładziutki jak kobieta po depilacji. Śliwki, jagody, korzeń lukrecji, czekolada, tosty. To było jak seks, choć z płynów ustrojowych pociekła mi w tym momencie tylko łza wzruszenia. Nadmiar emocji w jednej godzinie.

Potem dostaliśmy bordoskie Château Duhart-Milon 2008 z apelacji Pauillac, „ledwie” czwarte grand cru classé i z kiepskiego rocznika. Okazało się bardzo, bardzo dobre i bardzo młode, ze świeżym owocem, dobrą koncentracją, eleganckimi garbnikami i klasycznym porzeczkowo-paprykowo-tostowym sznytem.

Nadszedł moment, którego wyczekiwałem najbardziej. Czy kieliszek udźwignie legendę gwiazdy Pomerolu z rocznika stulecia, a 100 punktów Wine Spectatora znajdzie uzasadnienie? Ha, nie warto mieć oczekiwań, bo Château l’Évangile 2005 było jedyną chwilą lekkiego rozczarowania tej degustacji. Ceglasta obwódka, zapach przypraw suszonych i korzennych, czekolady w płynie, podsmażanych śliwek, likieru, mięsa – nie pachniało to jak małolatka lecz pani przed menopauzą. Smak jednak był ożywczy, napakowany śliwkami ( l’Évangile to prawie merlot) i kwasowością. Wino dużej klasy, choć nie wybijające się ponad wcześniejsze. Aha – 2345 zł (słownie: dwa tysiące trzysta czterdzieści pięć złotych).

Na osłodę po kulminacji bez ejakulacji dostałem sauterna Château Rieussec 1997Ten nektar można potraktować jako wzorzec swojej apelacji: zapach kwiatu lipy, nektarynek, mirabelek, skórki pomarańczowej, miodu, akacji, wanilii i kokosa. W smaku też barokowe hedonistyczne bogactwo: tłustość faktury, miodowa słodycz utrzymana w pionie przez niezłą kwasowość, dojrzałość owoców tropikalnych i brzoskwini, szczypta pikanterii w długim finiszu…

Zostałem na sali sam, kieliszek wylizałem do czysta. Pierwszy raz w tym roku zrezygnowałem z wypluwania. Tych kilkanaście próbek postanowiłem wysikać, choć niechętnie, a pozostałe pół butelki Rieusseka zabrałem na randkę.

 

Dżentelmeni nie rozmawiają, dżentelmeni pieniądze mają

Mniej więcej w tym samym czasie w nowojorskim domu aukcyjnym Sotheby wylicytowano butelkę Romanée-Conti z 1945 roku za 558 tysięcy dolarów. Sprzedawał znany burgundzki winiarz Robert Drouhin, kupował jak zwykle kolejny anonimowy dżentelmen z Azji. Być może uzbierałbym na mały kieliszek tego wina, to tylko kwestia sprzedania mieszkania i wszystkich zdrowych organów. Dlatego Julian Tuwim XXI wieku skomentowałby zapewne: Za swoje pij podstawowe burgundy, za cudze pij grand cru, Romanée-Conti ukradnij. Brytyjski pisarz Roald Dahl natomiast powiedział kiedyś: „Wypić Romanée-Conti jest jak mieć orgazm jednocześnie w nosie i ustach”.

Najdroższy i podwójny orgazm świata nie będzie mi dany

Świadomie powstrzymałem się przed podawaniem cen większości butelek z degustacji. Za dwa najdroższe wina trzeba zapłacić cztery tysiące. Kiedyś wertowałem kartę menu pewnej damy i na moje pytanie o jakąś skomplikowaną pozycję z cennika, usłyszałem lakoniczne i niestety realistyczne: „Nie stać cię”.

A kogo stać na hektar ziemi w Le Montrachet za 23 miliony euro, żeby wycisnąć z niego rocznie ledwie 800 butelek wina? I jak spać spokojnie w nocy jako posiadacz takiego niestrzeżonego parkingu pełnego Ferrari?

3 thoughts on “Najpiękniejsze kolory: burgundzki i bordowy

  1. Ha, temat winnego hipsterstwa z tym nieśmiertelnym „winem nieoczywistym” to temat do dłuższego i brutalnego rozprawienia się ;-)) może kiedyś u siebie na blogu się poznęcam 😉
    Co do drogich win, niestety kilkunastoletnie doświadczenie mnie uczy, że tylko w przypadku cudu lub jakiegoś błędu systemu można kupić tanio nadzwyczajne wino. Jako miłośnik Bordeaux czytam opisy rożnych win bordoskich za kilkadziesiąt złotych ( powiedzmy 25 -90zł) czy to na blogach czy na Winicjatywie i dochodzę do wniosku, że ludzie zachwyceniu tymi winami nigdy nie pili naprawdę rewelacyjnego Bordeaux i nie maja żadnego punktu odniesienia. Oczywiście Bordeaux za kilkadziesiąt złotych to najbezpieczniejszy wybór, jeśli ktoś chce kupić „pijalne” czerwone wytrawne wino ale to nadal będzie plastikowa czerwona komercha.
    Co do cen Bordeaux to ja przez wiele lat kupowałem za granicą i nie musiałem płacić jakiś absurdalnych 2345zł. Za Evangile 2000 zapłaciłem coś około 140 Euro jakieś 10 lat temu (jeszcze nie otwarte) .

    „Bardziej cielesne” – chyba chodzi o „bardziej cieliste”
    Evangile 2005 -Parker dał 96/100 i on po prostu lepiej sie zna na Bordeaux niż ktoś tam z WS.
    „Nie ma nic tak wielkiego jak wielkie pinot noir!” – owszem jest, cabernet sauvignon to moim zdaniem najszlachetniejszy czerwony szczep wina i to właśnie dojrzewanie win z cabernet sauvignon stoi za przysłowiem że ” im wino starsze tym lepsze”. Aż tak fenomenalnych zdolności do doskonalenia się z wiekiem win , pinot noir nie ma.
    Co do Sauternes/barsac to moje ulubione wina deserowe , stawiam je wyżej niż słodkie Rieslingi czy Tokaje, chociaż oba te regiony maja fanatycznych i agresywnie je promujących w internecie wyznawców w Polsce.
    Co do ceny Romanee Conti to warto wspomnie że dopiero teraz został pobity dotychczasowy rekord świata czyli 500 000 USD za dużą butle Screaming Eagle 1992.
    „Pierwszy raz w tym roku zrezygnowałem z wypluwania. ” ja nigdy nie wypluwam, chociażby dlatego że wino w pełni smakuje gdy przejdzie ci przez gardło a nie tylko gdy próbujesz na języku.
    Na dużych degustacjach staram się spróbować max 15-17 najlepszych win a resztę sobie odpuszczam. Nie mam za grosz zaufania do osób i ich ocen, gdy sami przyznają, że na jakieś degustacji spróbowali kilkadziesiąt win. Po 20 czy 30 mają tak zryte podniebienie i język od taniny i kwasowości, że nie odróżnili by Latour od d’Aussières

    1. W ogóle świetne wino do 100 złotych to rzadkość, nie tylko Bordeaux.
      Oczywiście cabernety starzeją się lepiej niż pinot, natomiast wchodzimy na ścieżkę własnych preferencji. Poza tym przecież w Bordeaux 100 % caberneta to absolutna rzadkość, ciekawe jak smakowałyby GCC bez dodatku merlota, ale pewnie nie tak kompleksowo i balansowo.
      Screaming Eagle to było właśnie magnum, więc porównywanie ceny z normalnymi butelkami oczywiście nie jest miarodajne. Zresztą, dla mnie to raczej ciekawostka branżowa, bo i tego nigdy się nie napiję.
      Ale na pewno marzy mi się udział w degustacji tych „setek” Parkera, którą kiedyś linkowałeś do Cellar Trackera :).

      1. Co do dojrzewania to może czytałeś u mnie opisy dwóch merlotów ( każdy ponad 20 letni) od kalifornijskiego producenta Newtona, z okresu kiedy robił najlepsze niefiltrowane merloty. Muszę powiedzieć ze to było takie doświadczenie, że jestem całkowicie przekonany , że wina z odmiany merlot również maja wybitne zdolnosci do dojrzewania. Ma się rozumieć, że dotyczy to naprawdę najlepszych producentów z St.Emilion, Pomerol czy doliny Napa.
        Kiedyś czytałem, że w Bordeaux musieli historycznie dodawac merlota i inne odmiany do cabernet sauvignon bo właśnie ten ostatni nie był w stanie tak dobrze dojrzeć, żeby zrobić wyłącznie z cs nadzwyczajne wino. Takiego problemu nie ma w Kalifornii bo tam taka pogoda, że trzeba pilnować żeby grona cabernet za bardzo nie dojrzały. Niemniej jednak zmiana klimatu na cieplejszy w Europie powoduje, ze udział cabernet sauvignon w mieszankach najlepszych win grand cru classe z Medoc cały czas rośnie. Teraz w Mouton, Latour czy Margaux cabernet sauvignon potrafi mieć około 90% udział.
        Butelka Screaming Eagle 1992 miała chyba 5 litrów ale to nadal butelka wina a nie skrzynka czy seria kilku butelek.
        Kiedyś na lotnisku w Dubaju miałem możliwość potrzymania w rękach Screaming Eagla, sprzedawca wyjął je z zamykanej szafy na moja prośbę. Cena to było w przeliczeniu ok 9 tys zł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *