Mój przewodnik po festiwalu wina w Auchan

Dzisiaj zaczyna się coroczny Festiwal Wina w Auchan. Miałem sposobność testować dużo win z tej oferty. Wybrałem szczególnie urokliwe w kontekście ceny, chociaż bez schylania się do poziomu podłogi w poszukiwaniu the best of for 14,99. Wolę kupić dwa kilo winogron. Dla bardzo dociekliwych Winicjatywa ma zamieścić znacznie obszerniejszą recenzję hitów i kitów.

Najpierw jednak little funny story sprzed roku. Na jakimś forum internetowym trafiłem na blogera (mniejsza o nazwisko, choć znam) zniesmaczonego. Mną, a nie tanim winem. Zapamiętałem jedno zdanie: tekst sponsorowany bez oznaczenia „Wina mojego pracodawcy” jest nieetyczny. Z rocznym opóźnieniem krótko odpowiem, najpierw dykteryjką.

Otóż dawno, dawno temu dwóch literatów (mniejsza o nazwiska, choć znam) spierało się zaciekle przy kawie czy winie o dzieło trzeciego literata (mniejsza o nazwę, choć znam). Godzinną bitwę na argumenty w ocenie książki jeden z nich zakończył zdaniem: „Ma pan sporo racji, być może dlatego, że w przeciwieństwie do mnie, pan tę książkę przeczytał”.

No więc z nas dwóch blogerów, akurat ja swoje wpisy czytałem. Z jedną ręką na biblii, a drugą na konstytucji ja, Bill Clinton oświadczam, że nie jestem tajnym agentem Auchan ani nawet pracownikiem Auchan. Ja tylko współpracuję na zasadach, które nie naruszają moich zasad. To nie „wina mojego pracodawcy”, ani nawet moja wina. Widzę też zasadniczą różnicę między doradzaniem a marketingiem, bo pomaganie nie jest dla mnie tożsame z kłamaniem. A ja doradzam, w dodatku nie piszę tego tekstu na zamówienie Auchan.

 

Czy Clint Eastwood jednak pośle serię ze strzelby w faceta, który grozi papierową pukawką na kapiszony? Ha, ten uśmiech mówi wszystko.

Nie każdy bloger ze szczęścia obsika kuriera dźwigającego karton darmowych win z marketu. Nie zamierzam więcej tłumaczyć, że niektórzy są w stanie nawet zachować niezależny osąd. Znajomi czy ludzie przychylni tego nie potrzebują, przeciwników nie przekonam ani tego nie potrzebuję.

No to jedziemy.

 

MÓJ KOSZYK OBOWIĄZKOWY

Château d’Epiré – „Savennières 2015” 50 zł.

Wyczekiwałem tego wina i po kilku łykach tęsknię za nim od kilku dni. Na świecie są dwa białe wina nie w pełni wytrawne, które mógłbym pić stale: mozelski riesling i loarskie chenin blanc. Łupkowe podłoże w Savennières to prestiżowe miejsce dla mineralnych win, ale to zaskoczyło mnie subtelnością, miękkością i elegancją dojrzałych białych owoców. Pysznie wkomponowany cukier resztkowy i długi posmak. Jeszcze nie zgłębiłem sekretu długowieczności, ale zapewniam, że może jeszcze długo pożyć. Kup kilka butelek i sprawdzaj.

Mad – „Tokaji Furmint 2015” 31 zł.

No, no, ten wytrawny tokaj powinien kosztować dwa razy więcej. Płyn dla geologów i terroirystów, poszukiwaczy nafty, krzemieni i żwiru. Jako bonus wywąchałem nawet pestki słonecznika i oregano. Solidny ekstrakt każe mi podejrzewać kilkuletni potencjał. Temu furmintowi nie brakuje też owocu w postaci świeżego soku kwaskowych jabłek. Oczywiście to branżowa przenośnia, mniej poinformowanych zapewniam, że jest to wino z winogron zamiast jabłek. Podsumuję jak w referendum ludowym z 46 roku: głosuję trzy razy na tak.

Santo Wines – „Santorini Assyrtiko 2015” 60 zł.

Tak jak furmint powyżej, temat dla geologa, specjalizacja wulkany. Pachnie mi to ziołami, kaszą gryczaną, smarem i dymem. Ekspresyjne w ustach, antonówkowe, z pokładami mineralnymi, intensywnością, gęstością. Ale uwaga: możesz znaleźć przez pomyłkę zupełnie inne assyrtiko z Krety, którego nie próbowałem. Nie wiem kiedy to „właściwe” znajdzie się na półkach.

Chateau Dereszla – „Tokaji Aszù 5 Puttonyos 2010” 83 zł.

Świetny słodki tokaj, aszù to węgierski skarb kulturowy. Mam w piwnicy to wino, kupione kiedyś nieco taniej w Lidlu. Zachodzi jednak kontrowersja czy to dokładnie te same wina – mam przypuszczenia, że partia z Auchan jest tą lepszą, wychwalaną przez magazyn Decanter. W zapachu sporo słodyczy miodu, rodzynek i kwiatu lipy, ale usta zadziwiają doskonałą kwasowością (świetny rocznik dla słodkich win w Tokaju). Lekka budowa, dziarskość, mandarynki i pomarańcze jak u Grechuty. Nie wierzę, że może komuś nie smakować.

Aguia Moura – „Douro Reserva 2014” 34 zł.

Atrakcyjne aromatycznie: dużo pieczonych przypraw, czekolady, ciemnych owoców i cynamonu. Pijąc wyobraziłem sobie tarasowe winnice nad rzeką Douro. Charakterystyczna drapieżność, dzikie wiśnie i ciemniejsze słodsze owoce, ale kwasowość i taniczność trzymają poziom. Zaskakująco dużo wina w winie za tak niewielkie pieniądze. Warte dekantacji.

Pegos Claros – „Castelão Reserva 2014” 38 zł.

Notka tego wina z portugalskiej małej apelacji Palmela sprzed roku: pachnie jagodami, dzikimi ziołami i szczyptą pieprzu. Nieznacznie rustykalny charakter wyczułem też w delikatnie przykurzonych taninach, ale wino przede wszystkim ma bardzo smaczny owoc dojrzałych wiśni, trochę też przypraw i goryczki.

Jeszcze bardziej polecam „Grande Escolha 2013” za 76 zł. Nie mam notatek, ale wywarło na mnie duże wrażenie. Rozmawiałem z przedstawicielem Pegos Claros, który otwierał niedawno rocznik 1990. Podobno był w doskonałym stanie, przypominającym dojrzałe barolo.

Lua Cheia – „Album Reserva Allentejano 2014” 35 zł.

Ciemna barwa, dojrzałe i tłuste ciemne owoce, smażone śliwki. Kopniak nowej beczki i przypraw. Przypakowane, gęste od owocu i tanin. Przeczuwam dobrą sprzedaż, Polak to polubi. Zresztą, ja też polubiłem tę kolejną pozycję z Portugalii.

Antichi Poderi Jerzu – „Cannonau di Sardegna Riserva 2015” 37 zł.

Robi mi się cieplutko, aż chcę się przytulić. Delikatnie podsmażane wiśnie, lukrecja, kwiaty, skóra, drewno. Może trudno przy nim toczyć intelektualne dyskursy, ale spodoba się prawie każdemu, a typowa dla cannonau (grenache) malinowo-wiśniowa słodycz ładnie rozgrzewa przełyk.

Jeśli będziesz miał/a trudności z zakupem Riservy, nie przejmuj się. Za 26 zł. jest bardzo udana wersja podstawowa cannonau (tylko nie pomyl etykiety ze szczepem monica), choć bardziej specyficzna. Dużo aromatów końskich, ale obłożonych ładną śliweczką.

El Masroig – „Sola Fred 2017” 30 zł.

Coroczny pewniak z hiszpańskiego Montsantu dla zwolenników stylu owocowego, bez beczki. Szczep cariñena pozbawiony toporności. 14 wolt sprytnie schowane w lekkim owocu. Mnóstwo czerwonych owoców w nosie i ustach, z przewagą śliwek i czereśni.

El Masroig – „Pinyeres 2015” 45 zł.

Dla przeciwwagi owocowości „Sola Fred” oto bardzo dobre wino dla beczkolubów – kompilacja śliwki, dębu, przypraw i fiołków. Jeszcze nieułożone bardzo wyraźne garbniki, ale sporo soczystego owocu, więc polecam odczekać ze dwa lata albo zdekantować.

Domaine Clos Romane – „Cairanne 2016” 30 zł.

Południowy Rodan z dobrej apelacji w naprawdę dobrej cenie. Jeszcze purpurowy kolor, jeszcze świeżutki zapach słodkawych i smażonych czereśni i wiśni, do tego nuty sosu teriyaki, dymu i przypraw korzennych. W ustach najpierw słodki macerowany czerwony owoc, ale zaraz czuć też całkiem solidną kwasowość. Dlatego wino nie jest ociężałe, więc zaskakuje mnie informacja o 15,5 % alkoholu.

Château Lafleur du Roy Pomerol 2015 100 zł.

 

Może nie jest to według mnie szczególny hit cenowy, ale chyba lepszego jakościowo wina czerwonego w tej ofercie nie spróbowałem, więc warto zamienić Jagiełłę na tego Pomerola od znanego winiarza. Dobry wzorzec apelacji, jeśli nie stać Cię na kilkukrotnie droższe wersje deluxe. Dostajemy aromaty leśnego runa wiosną, smażonych jagód, fiołków, przypraw, tostów, czekolady. W ustach trwałe, ładnie zbudowane, z drobną i gęstą taniną, całkiem dużą kwasowością. Kilka lat przechowania na pewno krzywdy mu nie zrobi!

 

MÓJ KOSZYK ROZSZERZONY

Château de Santenay – „Mercurey Blanc 2015” 74 zł.

Gdy w Burgundii znajdę dobre wino poniżej 100 złotych, to się cieszę. Miła niespodzianka jakościowa i winifikacyjna, bo podobno wino z kadzi stalowej, a założyłbym się o tę butelkę, że dojrzewało w beczce. Nos subtelny, w równych proporcjach śmietanka, orzech laskowy, krówka i wanilia. Klasowy smak, mocny kręgosłup, białe wino niemal taniczne i dobra kwasowość.

Cantina Bolzano – „Gewürztraminer 2016” 45 zł.

Jak zwykle przy tym szczepie zapach, który może zwiastować wino słodkie lub wytrawne. Imbir, róża, bazar turecki. Usta zdecydowanie wytrawne, jabłeczne wręcz, gęste i pikantne, tradycyjnie pod ostrzejszą kuchnię azjatycką.

Cave de Turckheim – „Riesling Alsace 2017” 28 zł.

Alzacki riesling na pograniczu zakupu obowiązkowego, jeśli pijasz wina niedrogie. W ciemno wyceniłem go na 40 zł. Słodkawe jabłuszko w nosie, ale smak klasycznie dla Alzacji wytrawny. Rześkie i strzeliste, jabłka i mineralność.

Cave de Crouseilles – „Pacherenc du Vic-Bilh Grains de Roy 2017” 29 zł.

Apelacja bardziej znana z niezłych win słodkich. To białe wytrawne ładnie łączy kwiatowe zapachy z grejpfrutowym smakiem, przy tym jest mięsiste i świeże, czyste.

La Cave de l’Ormarine – „Les Temps de Thau 2017” 22 zł.

Nie znałem langwedockiej apelacji Côtes de Thau. Za to producenta owszem, z dobrych Picpoul de Pinet. Rzadko pijam tak tanie wina, ale nie czułem zażenowania jakością. Napiszę więcej, intryguje ciekawymi nutami róży i kandyzowanych owoców. Mimo wyczuwalnej południowej proweniencji, nie mam zastrzeżeń do odpowiedniej kwasowości. Skąpcom polecam natarczywie.

Domaine La Bruyère– Touraine Chenonceaux 2017” 37 zł.

Udane sauvignon blanc znad Loary o aromatach melona, agrestu i liścia porzeczki. Finisz apetycznie kwasowy, ale ogólnie jest to wino dość miękkie i subtelne, z melonową lekkością.

Fernland’s – „Marlborough Sauvignon Blanc 2017” 46 zł.

To wino bywa w Auchan za niecałe 40 zł, w cenie festiwalowej może już nie warto gnać do sklepu, ale w sklepach branżowych trudno zaciągnąć się tak smacznym Marlborasem poniżej 50 zł. W nosie mięta, groszek, liść porzeczki. Na Zachodzie już trochę te sauvignony klienteli przynudzają. My jesteśmy jeszcze parę lat do tyłu, więc klasyczny orzeźwiający i wyrazisty smak cytrusów z miętą w stylu prawie półwytrawnym robi wrażenie.

Paxton – „Guessser White 2016” 46 zł.

Dobre wino, choć cena też nie niska jak na market. Ceniony producent z nie byle skąd, bo z australijskiej apelacji McLaren Vale, pionier win biodynamicznych. Zaskakująco lekko zbudowane, jakby z wyciśniętą delikatnie limonką. Cytrusy i minerały. Zakrętka.

Dopff&Irion – „Riesling Alsace Grand Cru Schoenenburg 2013” 51 zł.

Niedrogo jak na dość znane Grand Cru w Alzacji. Degustowałem małą próbkę i w pośpiechu, ale spodobało mi się bardzo klasycznym, szlachetnym balansem kwasowości i cukru z wyraźną nutą naftową. Uwaga: wino jest w odczuciu półsłodkie, na kontretykiecie błędnie oznaczone jako wytrawne.

Chateau Dereszla – „Tokaji Aszù 6 Puttonyos 2008” 140 zł.

Kocham „szóstki” od dobrych producentów, ale na mnie nieco większe wrażenie wywołała znacznie tańsza „piątka”. Trochę zaskoczyło mnie też zróżnicowanie stylowe obu win, bo sześć putni wydaje mi się zrobione „oldskulowo”, w stylu lekko utlenionym. W zapachu karmel, dojrzała pigwa, jabłka. Słodsze od „piątki”, ale nadal niezbyt ciężko zbudowane, o woskowej fakturze. Smak owoców tropikalnych, pomarańczy, nieco kwiatowe i świeższe niż w nosie.

Château Nairac – „Esquisse de Nairac Sauternes 2004” 63 zł.

Drugie wino od dość słynnej posiadłości w Sauternes w starym roczniku. Bez obaw, ten słodziak jest szlachetny, miodowo-kwiatowy i nadal odpowiedni do picia. Kwasowość Sauternów jest niższa niż w słodkich tokajach, czyli słodycz bardziej odczuwalna, ale nadal odległa od ulepkości. Godne polecenia.

Sophie Bertin – „Pinot Noir 2017” 31 zł.

Francuskie wino stołowe zrobione z pinota w markecie? O dziwo, udało się. Próbowałem kilka innych pinotów: burgundów z Morey St.Denis 1er Cru, Santenay 1er Cru i Irancy, z Górnej Adygi i Nowej Zelandii, ale najbardziej godny swojej ceny wydał mi się ten skromny przedstawiciel doliny Loary. Napiszę nawet odważnie, że niedaleko mu do podstawowych burgundów. Ma nos lukrowanej wiśni, czerwonych kwiatów i czerwonej porzeczki. Żadnych objawów przegrzania owocu, żadnej nadmiernej wodnistości, tylko soczysty czerwony owoc z ziemistym tłem. Nieznacznie schładzamy i pijemy.

Mas de Daumas Gassac – „Moulin de Gassac 2017” 40 zł.

Nie chciało mi się dokładnie rozpracować zagadki, ale ze strony internetowej wynika, że to wino pochodzi z winnicy należącej do największej legendy Langwedocji. Topowe wino Mas de Daumas Gassac robione z kilkunastu szczepów wspaniale starzeje się dziesiątki lat, a do Auchan trafiło podstawowe i młodziutkie wino do picia jako youngster. Nos bezowocowy: boczek, piżmo, skóra, dym. Za to w ustach pojawia się jędrny i już dojrzały śliwkowy, wiśniowy i czereśniowy owoc. Jest przy tym całkiem mięsiste, skoncentrowane i umiarkowanie kwasowe, tanin nie czuć. Ładnie zrobione, warte tych 40 złotych i gotowe do picia!

Domaine Martin – „Rasteau 2015” 45 zł.

Erekcji nie dostałem, ale zakupu nie żałuję. Ot, cena stosowna do stopnia podniecenia. Jak to nad Rodanem: dużo ciepłego czerwonego owocu, trochę kwiatów, przypraw, skóry i mięska. Dość mocne i owocowe, całkiem gęste i okrągłe, nieco alkoholowe, z kilkoma gramami taniny.

Hafner – „Zweigelt Classic 2016” 41 zł.

To też nie jest jakaś okazja cenowa, ale zakup bez stresu. Dodałem je do listy, bo kilka osób przyciągnie czerwone wino austriackie, koszerne, wegańskie i bio z austriackiego szczepu zweigelt. Zapach i smak czereśniowy, trochę pieprzu i pluszowych tanin. Dość lekkie, miękkie, średnio kwasowe i całkiem smaczne.

Château d’Eck 2015 80 zł.

Pessac-Leognan, czyli bordeaux dla klasy średniej. W zbliżonych cenach jest co najmniej kilka bordeaux w nowej ofercie Auchan. Niektórych nie próbowałem, więc może ominąłem jakiś rarytasik. Dla znawców tematu to wino może się spodobać, choć cena nie jest niska, więc polecam bez entuzjazmu. Pachnie Parkerem zmieszanym z Rollandem, czyli sporo słodkawej, karmelowej beczki przeciągniętej mleczną czekoladą, obowiązkowe dojrzałe jeżyny i nuta dymna. 80 % merlota. Nie całkiem wiem, czy może już jestem w Kalifornii, ale smak jednak jest zdecydowanie wytrawny. Ciut czekolady czuć, ale głównie świeży, surowy owoc, żwir i nie całkiem jeszcze ułożoną taninę. Dobre wino, za 2-3 lata pewnie będzie lepsze, na dzisiaj do krótkiej dekantacji.

Château Belgrave 2014 143 zł.

Jedyne bordoskie Grand Cru Classé w nowej ofercie z apelacji Haut-Medoc. Wybrałem je do degustacji, którą prowadziłem i zapamiętałem jako typowe. Żadnej niespodzianki, ale klasę czuć. Czarna porzeczka, czarna wiśnia, cedr, dym, dobrze narysowana tanina, bordoska elegancja dominującego caberneta. Oczywiście szkoda je otwierać teraz, bo pewnie dekada przed nim.

10 thoughts on “Mój przewodnik po festiwalu wina w Auchan

  1. Chateu Lafleur du Roy z Pomerol, zawsze się uśmiecham gdy widzę nazwę jakiegoś wina ( najczęściej niedrogiego) którego nazwa w części pokrywa się z nazwą jakieś sławy/legendy z tej samej apelacji.
    Nie mam najmniejszych złudzeń że to trik marketingowy a nie przypadek.
    Chateau Lafleur du Roy w cenie 100zł ma przypominać Chateau Lafleur też z Pomerol w cenie 300-1500 EURO ( w zależnosci od rocznika) innym doskonałym przykładem jest Cheval Noir z apelacji St.Emilion, którego nazwa była inspirowana kilkunastokrotnie droższym Cheval Blanc, też z St. Emilion 😉
    o do oferty może w lokalnym Auchan coś wypatrzę i spróbuje.

  2. Ależ Marku… Czy Lafleur-Petrus jest imitacją Petrusa?
    A to chateau z Auchan akurat nie jest anonimowym Pomerolem.
    Ja się uśmiechnąłem tylko przy etykiecie, która jest dość Moutonowa.
    Ja zresztą wolałbym 20 tego typu butelek od jednego Lafleura.

    1. Lafleur-Petrus ma taką nazwę ponieważ ma za sąsiadów Chateau Lafleur i Chateau Petrus, no wiec logiczne że nazywa się Lafleur-Petrus zresztą Lafleur-Petrus nie musi imitować znacznie droższych sąsaidów bo chociaż jest kilka razy tańszy to i tak kosztuje ok 200 Euro i to jest kosmos nawet dla przeciętnego Francuza, wiec sztuczki marketingowe nic by nie dały gdyby nie fantastyczna jakość.
      Robercie, jako gorący wielbiciel win a Pomerol ( być może tego Pomerola z Auchan też kupię), i jako konsument tych win (oczywiście od czasu do czasu bo są potwornie drogie) mogę Ci oświadczyć że ten Lafleur du Roy to 100% no name.
      A ja wolałbym jedną butelkę Lafleur a nawet Lafleur-Petrusa niż 20 Lafleur du Roy, bo nawet 20 butelek takiego bardzo dobrego wina nie da ci tego co jedna butelka z legendarnego rocznika Lafleur czy Petrusa. To tak jakbyś wolał 20 razy przejechać się VV Passatem niż jeden raz w życiu Rolls-Roycem lub Aston Martinem. W przypadku takich win nie można kierować się w głównej mierze wskaźnikiem cena/jakości.

      1. Nie grzebałem w informacjach, ale otworzyłem „Wielki Atlas Świata Win” i na mapie ważnych producentów w Pomerolu jest Lafleur du Roy, w środku apelacji blisko Le Pin. Na mapie zaznaczyli kilkadziesiąt posiadłości, jasne, że to nie czołówka, ale też nie anonim jednak. Ale wiem, że znasz się na tych klimatach.
        Nie chcę 20 butelek tego wina, ale 20 tej jakości z Prawego Brzegu chętnie…
        Dzisiaj Winicjatywa pochlebnie napisała o tym winie, w podobnym tonie do mnie, że jak na Pomerola za 100 jest ok.
        Poza tym w Auchan są dwa nawet trochę tańsze Chateau Marzy i drugie wino z Mazeyres, też naprawdę dobre. A parę razy w życiu próbowałem gównianych Pomeroli niestety…

        1. Zobacze czy na targach w Leclerku będzie Reignac, jesli nie będzie to zaoszczędzone pieniądze przeznaczę na to Lafleur du Roy. Przez napisanie „no name” nie miałem na myli że to nic nie warte wino ( bo może być bardzo przyzwoite) tylko, że to kompletnie anonimowy producent i pisze to z pozycji konsumenta, który od kilkunastu lat (od czasu do czasu) kupuje wina z Pomerol.
          Pamiętam kupno pierwszej butelki to było chyba w 2002r, Chateau Tailhas 1995 w Hali Banaha 😉

  3. Czy zdjęcia przedstawiają stan faktyczny ( chodzi mi szczególnie o Aszú od Dereszli), czy są tylko zgodne z naturalnym? 😉

      1. A to miłe. 🙂 Jeżeli te wina staną na półkach to bardzo dobrze. Na zdjęciach są oryginalne etykiety Dereszli, żadna tam specjalna, limitowana, ekskluzywna… itd edycja dla Auchan. 😉

  4. Ciekawe rozjazdy macie red. Bońkowskim. Jakby czytał Twoje notki i postanowił być w kontrze do Ciebie 😉
    U Ciebie Mad gęsty, u niego wodnisty; Santorini u Ciebie mineralne, u niego oklapłe, 5 putni ciekawe albo oldskulowe i nie dla wszystkich (choć myśle, że patrząc tylko na rocznik za Wojtkiem postawiłbym na 6p).
    Jak tu żyć, komu ufać, gdy wszystkiego spróbować się nie da…?

    1. Recenzje Wojciecha przejrzałem pobieżnie, ale ogólnie widziałem dużo zgodności w ocenie i opisie. W wolnej chwili dokładnie sobie porównam.

      Chyba tylko przy tych trzech winach duży rozstrzał.
      Aszu różnica chyba w guście, nie opisie.
      Santorini próbowałem w ciemno, mineralność nie była autosugestią, Wojciech zaskoczył mnie oklapłością, wcale nie wydało mi się schodzące. Ale musiałbym spróbować drugi raz, żeby się kłócić.
      Co do Mad, kłócić się mogę, bo wciągnąłem pół butli. Wydaj trzy dychy i wydaj wyrok 😀.

      Co do pytania końcowego. Cenię swoje umiejętności, ale jestem częściowo uczniem Wojciecha, nie odleciałem z powierzchni Ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *