Czy tylko w Sylwestra warto wystrzelić z szampana?

Wystrzelić warto dowolnego dnia, jeśli jest powód i fundusze. Najwięcej trzeba wydać na wystrzał z szampana: od stu złotych do…? Pytałem kilku osób i nikt nie odgadł, ile można wydać w Polsce na szampana w jeden wieczór. Odpowiedź poznał kilka lat temu dyrektor generalny z branży metalurgicznej (sroki szczebiotały o spółce KGHM). Wyboru „Cristala” Louisa Roederera mu zazdroszczę, ale w zasadzie na tym moja zawiść się kończy – facet mógł kupić helikopter, a wybrał szampana. Za „Cristala” nielimitowana służbowa karta kredytowa wytrzymała obciążenie miliona złotych.

Najdroższy wine bar w Polsce nazywał się „Cocomo” i oprócz szampana serwował scenę z metalową rurką do żeńskiej gimnastyki. Choć układy choreograficzne były za darmo, to konsumpcja szampana i dodatków była regulowana cennikiem w karcie menu, nawet jeśli na granicy przepisów ustawy o ochronie konsumenta. Bo gdyby przy wejściu do „Cocomo” wisiał podświetlany neon „Uwaga, pucharek winogron i pomarańczy jako pairing do szampana kosztuje 20 000 zł”, może dyrektor zjadłby owoce południowe jednak na targowisku? Z całej nocy zapamiętał tylko pierwsze wystrzały, kolejnych stu butelek nie potrafił sobie przypomnieć. Fajerwerki pojawiły się następnego dnia przy sumowaniu transakcji za szampany i owoce. Nocny wine bar nie miał żądanej liczby „Cristali”, ale czego nie robi się dla zadowolenia klienta – wystarczy wypożyczyć helikopter, by uzupełnić stany magazynowe dostawą z innego miasta. W świetle tych okoliczności już mniej zaskakuje fakt, że klientowi w klubie nocnym pękła guma bańka. Za dyrektorski (podatniczy?) milion strzelały tylko korki, bo w „Cocomo” w inny sposób klientom wystrzelić nie wolno.

Właściciel sieci „Cocomo” też poczuł niesmak sytuacją: „Płaci się za drogą markę, obsługę i elegancki wygląd. Jestem zażenowany, że ten pan, który się świetnie bawił, poszedł na policję”. Trudno nie zgodzić się z prestiżem marki „Cristal” (chociaż bywają szampany znacznie droższe), ciekawi jednak stanowisko samej marki wobec takiej formy reklamy. Przecież już kiedyś firma Roederer odcięła się od środowiska bogatych raperów obwieszonych „Cristalem” w plecionce z 24-karatowego złota.

Jeśli lubisz drogą markę, obsługę i elegancki wygląd to od niedawna możesz zamówić Dom Pérignon z dostawą. Klasa podobna, a cena na pewno niższa ze względu na brak możliwości transportu śmigłowcami.

Czy można wystrzelić z szampana taniej?

 

Oczywiście. Przedwczoraj byłem w warszawskim Domu Szampana na degustacji czterech nierocznikowych ikon szampańskiej popkultury, które stanowią około połowę ilościowego eksportu szampana poza Francję. Piłem kiedyś je wszystkie, choć nigdy nie próbowałem równolegle. Odczucia pozostawiły jednak niezmienne: sprawne technicznie, choć emocjonalnie ledwie wiosna. Lubię Veuve Clicquot Ponsardin Brut, bo jest całkiem masywny, hojny w dojrzałe jabłka i chałkę maślaną. Laurent Perrier Brut to odmienny, ale przyjemny szampan podstawowy oparty na chardonnay, stąd lekki styl odświeżający skórki i bezy cytrynowej. Natomiast Mumm Cordon Rouge ma więcej struktury, akcentów drożdżowych i pieprznych. Nie kupuję, ale smakuje, może trochę z sentymentu do Bogarta i „Casablanki”?

Natomiast polski fenomen Moët&Chandon Imperial Brut jest zabawną aberracją XXI wieku: gdy we Francji stanowi tylko 5 proc. sprzedaży ogółu szampanów, na świecie już 30 proc., a w Polsce 75 procent! Z ponad dwóch tysięcy producentów, ¾ sprzedaży u nas stanowi pojedyncza marka: jednowymiarowa i nieprzesadnie czysta aromatycznie. Polacy narzekają na ceny win, ale nie wiedzą, że w cenie Moëta prawie każdy inny szampan na naszym rynku będzie lepszy.

Niesamodzielnie myślącemu i słabo wyedukowanemu tematycznie obywatelowi można by marketingowo sprzedać nie tylko Moëta, ale i gówno zapakowane w czekoladę. Dyletant jakości nie rozpozna, rozpozna markę. Wiem, co piszę, bo rozmawiam ze zwykłymi rodakami. Nie chodzi nawet o powszechność osądu „każde wino gazowane = szampan”. Przedsylwestrowe dialogi przy półce w hipermarkecie:

  • To chyba nie są szampany, w żadnej restauracji ich nie widziałam. Tylko Moët to szampan.
  • Wie pani, pozostałe to też szampany, znane i dobrej klasy: Veuve Clicquot, Piper Heidsieck, Pommery, Deutz…

 

  • Chcę kupić prawdziwego szampana.
  • Proszę, to jest regał z szampanami.
  • Ale na tych butelkach jest napisane „wino musujące”, a ja chcę szampana.
  • Bo polscy importerzy mogą tak napisać na naklejce, ale na oryginale etykiety z przodu zawsze jest napisane „champagne”, to nazwa zastrzeżona.
  • Proszę pana, z przodu to każdy może sobie tak napisać! To są podróbki.

Inny klient:

  • Rosyjskie szampany są bardziej oryginalne od francuskich, niech pan mi wierzy. I nie ma sensu przepłacać, bo przecież chodzi o wystrzał korka.

Ostatecznie sięgnął na półkę jednak po włoskiego „szampana” zamiast rosyjskiego. Przepłacił: ruski był po piątaka, włoski prawie dwa razy droższy. No, ale za to polecany przez krawca.

Oczywiście te wszystkie włoskie alkoholowe napoje gazowane o nazwach Veneziano, MichelAngelo i Dorato robione są w polskich kombinatach przetwórczych z naszych, ojczyźnianych zgniłków. Stawiam skrzynkę winogron, że ich konsumenci etykiet nie oglądają: dobre, bo włoskie!

Czy warto wystrzelić najtańszym szampanem?

W marketach można ustrzelić szampany za kilkadziesiąt złotych. Każdy produkt można zrobić taniej, oszczędzając na surowcu i metodach produkcji. Jeśli cena szampana ma być względnie niska, stosuje się różne zabiegi:

  • większą dopuszczalną wydajność gron z hektara upraw,
  • użycie tańszych gron z gorszych winnic
  • mocniejsze dozwolone wyciśnięcie gron, tzw. vin de taille dodane do delikatnie wytłoczonego cuvée (pierwszych 2050 litrów soku z 4 ton winogron),
  • mniejsze użycie w blendzie win ze starszych roczników niż bieżący,
  • krótszy okres dojrzewania szampana na osadzie drożdżowym (wymagane jest 15 miesięcy),
  • mniej staranne pielęgnowanie winorośli, przestrzeganie tylko podstawowych warunków sanitarnych podczas zbiorów, transportu i winifikacji.

Wśród najtańszych szampanów zdarzają się niezłe, tak jak i wśród drogich bywają również co najwyżej niezłe. Mimo że sam proces tworzenia szampana jest bardziej techniczny niż artystyczny, o klasie i stylu decyduje mnogość detali. Przykładowo płacenie kroci za winogrona grand cru niekoniecznie przekłada się na najwyższą jakość. Gleby 319 wiosek szampańskich są podzielone wg drabinki jakościowej, ale na podstawie granic administracyjnych, choć w poszczególnych wioskach mogą być różne gleby: od idealnych kredowo-wapiennych po gorsze gliniaste.

Kto pierwszy wystrzelił i zmarnował?

Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego brata, tracił z siebie nasienie i wylewał na ziemię”.

Znacznie później, w 1966 roku zwycięzca całodobowego wyścigu samochodowego w Le Mans pochwycił butelkę Moëta i powtórzył biblijny gest, rozlewając płyn wokoło. Odtąd każdy prawdziwy kierowca, motocyklista i cyklista woli onanizm od picia szampana. Nie pochwalam tej praktyki, dlatego w Sylwestra szampana laliśmy w gardła.

Pol Roger to bardzo dobry szampan. Niestety, im starszy, tym gorszy – jak niemal każde wino. Kilka lat przechowywania okazało się nieco za długo. Jeszcze czuć w nim było owoc, herbatniczki, drożdże i ciut cukru, ale zaczął przypominać Churchilla na emeryturze: więdnąc, grzybiejąc, garbiąc się i pokasłując. A propos, Churchill w genach przekazał upodobanie do Pol Rogera. Jego krewny lord Soames w 1979 roku pojechał do Zimbabwe mając doprowadzić do stabilizacji i pokoju. Zobowiązał się wypełnić zadanie w 30 dni, zabrał 30 butelek Pol Rogera i słowa dotrzymał. Prawdziwy arystokrata! Choć podobno każdy z nas może się poczuć arystokratą, tak między 16 a 17 łykiem szampana…

Gdybym miał jednak zaproponować arystokracie nierocznikowego szampana to wybrałbym podstawowego Bollingera. Tę butelkę też trzymałem kilka lat w piwnicy, ale czas obszedł z nim się szlachetnie jak z Seanem Connerym. Delikatne, drobne i aksamitne bąbelki, struktura ponad owocem, wino bardzo dojrzałe, długie, złożone i głębokie. Zaczyn chlebowy, skórka chlebowa, orzechy włoskie, grzyby. Nie zmarnowałem ani kropelki!

Czym innym wystrzelić?

Cavą od czołowego producenta! Produkcja tych win musujących robionych szampańską metodą fermentacji w butelce jest bardzo duża i bardzo zróżnicowana jakościowo. Dlatego w ramach poszukiwania nowej tożsamości, powstała niedawno nowa apelacja dla cavy z jednej działki, czołowi duzi producenci Raventos i Torres zaczęli robić bąbelki pomijając termin cava.

Moim najlepszym winem musującym roku 2017 poza szampanami okazała się:

 

GRAMONA – „Imperial Gran Reserva Brut 2010”

Rocznikowa cava, leżakująca na osadzie 5 lat zamiast wymaganych minimalnie 2,5 roku.

W zapachu pieczone jabłka, żółte kwiaty, biszkopty, drożdże.

Świetna w ustach: super świeża, rześka i kryniczna, ale przy tym też z ekstraktem. Kwasowość akurat, pienistość średnia, niezły ekstrakt, posmak kredowo – wapienny. Przy tym bardzo owocowa jak młodziutkie zielone jabłka z sokiem limonki. Smakowo intrygujące wino, precyzyjne, stalowe, którego nie chce przestać się pić.

Pasuje do anegdoty: butelka magnum Gramony Imperial jest idealna na dwie osoby, jeśli jedna nie pije.

Ocena: 92 p. Cena: 115 zł (Starwines)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *