Tokaj mnie tak częściej!

My spotykamy się w winiarniach. Literaci raczej w kawiarniach, nawet jeśli nie pijają wyłącznie kawy. Na jednym z takich całonocnych posiedzeń PRL-owskiej elity polskiego pisarstwa bawiono się w kalambury słowne. Artyści pióra rzucali nazwami miast w trybie rozkazującym. Gdy już padły komendy: Przemyśl, Wrzeszcz, Pisz czy Stary Sącz, decydujący cios zadał satyryk Janusz Minkiewicz. Wstał i cisnął: Bombaj!

Szkoda, że nie było mnie przy tym stole… Zakrzyknąłbym w uniesieniu: Tokaj! Tokaj mnie tak więcej i częściej!

I co pan na to, panie Minkiewicz?


Słynny brytyjski dziennikarz Hugh Johnson twierdzi, że są trzy wielkie kraje winiarskie: Francja, Niemcy i Węgry. Na drugim biegunie zdają się być krytycy amerykańscy, którym korepetycji z węgierskiego mogłoby udzielić nawet kilku polskich blogerów. Moim zdaniem, są to wina nadal niedoceniane i wieszczę światu wzrost zainteresowania winami zwłaszcza z Tokaju.

STACJA I – WINNY PADA PO RAZ W PIERWSZY. ISTVÁN SZEPSY

Do Tokaju już pielgrzymowali wszyscy polscy winiarscy pątnicy. Oprócz mnie. Dwa tygodnie temu wziąłem wór pokutny i udałem się zastępczo na wędrówkę do Krakowa. Miała być bosa i piesza, ale temperatury spadły prawie do zera, w dodatku podjechał autokar Polskiego Busa… W każdym razie połączyłem się duchowo z Tokajem w połowie drogi od Warszawy, biorąc udział w małym misterium filmowym pod tytułem „Zmartwychwstanie Tokaju”. Uściślając – filmie dokumentalnym o Istvánie Szepsym, najbardziej cenionym winiarzu Europy Środkowo-Wschodniej, który opowiada o Tokaju i swojej filozofii.

Nie wiem czy Szepsy jest obdarzony wielką inteligencją, ale jest człowiekiem bardzo mądrym. A człowiek mądry umie wydobyć z ziemi to, co najlepsze. Bo wie, że musi sam żyć w harmonii, by zapewnić równowagę w swojej winnicy i środowisku. Wie, że ludzie potrzebują produktów związanych z miłością. Gdy o tym wszystkim opowiada mam wrażenie poznania człowieka, który wieczorem kładąc się do łóżka układa pod poduszką garść tokajskiej ziemi. Czego brakowało podczas projekcji filmu? Wina, tylko wina! Dlatego z Muzeum Sztuki Współczesnej udaliśmy się do wine baru uzupełnić płyny.

Blondynka na pierwszym planie jest autorką dokumentu o Istvanie Szepsym

SZEPSY – ”Furmint 2015” + „Furmint Hasznos 2013”

Wina wytrawne w Tokaju to tak naprawdę współczesna innowacja, wymuszona malejącym światowym popytem na wina słodkie. István Szepsy robi kilka wytrawnych furmintów z pojedynczych działek oraz jednego „mieszańca”. I nawet ten podstawowy jest bardzo dobrym, kilkuwątkowym winem, ze skalistym chłodem, kwitnącymi kwiatami, pikanterią, oleistością, goryczą skórki cytrusowej. Furmint z siedliska Hasznos i doskonałego rocznika 2013 jest jeszcze bardziej mineralny, przenikliwy, zwarty i głębszy w smaku. Dla zawodowców, którzy zamiast beztrosko taplać się w wodzie, wylizują kamienie z dna potoku.

SZEPSY – ”Szamorodni Edes 2012 + 2013”

Słodki szamorodni powstaje tradycyjnie z całych kiści dojrzałych winogron, których niektóre jagody pokryte są botrytisem (szlachetną pleśnią). W roczniku 2012 odnalazłem więcej dziarskich nut galaretki z moreli i kwaskowych mandarynek, kwiatu akacji. Do tego ta niesamowita czystość smaku owocu – zachwycające wino! Natomiast 2013 (próbowany kilka dni później w Warszawie) wydał się bardziej hedonistyczny, gęsty i słodki od egzotycznych kandyzowanych owoców.

SZEPSY – „Aszú 6 Puttonyos 2008” + „Aszú 6 Puttonyos Betsek 2007”

Trudno uniknąć apoteozy Szepsy’ego, mając sposobność spróbowania takich rarytasów.  Syn Istvána przywiózł na warszawskie seminarium (kilka dni po degustacji w Krakowie) dwie butelki najsłynniejszych słodkich win. Aszú Szepsy’ego powstaje z łączenia winogron dotkniętych szlachetną pleśnią z kilku siedlisk. Jedynie w roczniku 2007 Szepsy zdecydował się na zabutelkowanie aszú z pojedynczej, słynnej działki Betsek. Powstało wino bardzo bujne, pełne tropikalnych kandyzowanych owoców i smaku crème brûlée, pachnące też kwitnącą akacją i kwiatem pomarańczy. W roku 2008 było chyba jeszcze więcej botrytisu w powietrzu, bo aszú smakuje jak gęsty nektar owocowo-miodowy z akcentem korzennym. Moje zmysły zostały zaspokojone…


STACJA II – WINNY PADA PO RAZ DRUGI. SAMUEL TINON

Samuel Tinon – druga żywa ikona Tokaju, choć gwoli prawdy transplantowana z Francji w latach 90. I choć jako mówca nie wyciska łez z publiki niczym Cyceron, wina robi godne uznania. Zwłaszcza wytrawne szamorodni – jedyne wytrawne wina świata, powstające z częściowym użyciem szlachetnej pleśni.

Podczas zbiorów Tinon nie wie jeszcze jakie szamorodni powstanie: słodkie czy wytrawne. Do tego drugiego potrzebna jest wilgotność i obecność grzybów cladosporium cellare, które oblepiają tokajskie piwnice i pokrywają kożuchem beczki, jeśli nie są całkiem wypełnione winem. Wino dojrzewa na osadzie drożdżowym pod tą zabezpieczającą przed tlenem kilkucentymetrową pierzyną. Dzięki bardzo dużej wilgotności piwnic tokajskich, alkohol wyparowuje przez sześć lat leżakowania w beczkach w tempie około pół procenta rocznie. Tinon ingeruje w wino w tym czasie minimalnie – nawet nie dodaje siarczynów.

Kościelne stuły? Szaliki kibiców? Nie, to Bractwo Tokaju, Wojciech Bońkowski i Samuel Tinon

SAMUEL TINON – „Szamorodni Szaraz 2003 + 2008”

Na spotkaniu z Samuelem zdegustowaliśmy dwa najlepsze roczniki tego rzadkiego wytrawnego wina. Mimo ich rzadkości, od niedawna są dostępne u polskiego importera Vini E Affini. Ludzka przyzwoitość oraz dbanie o potomnych nakazują dodanie butelki takiego unikatowego wina do piwnicy. Proponuję dołączyć do butelki własne zdjęcie z listem intencyjnym dla prawnuków, żeby zapamiętały, za co sławić swojego donatora.

Bardzo lubię porównywanie w dwóch kieliszkach win pionowo z różnych roczników. Rocznik 2003 był pierwszym w ogóle wypuszczonym na rynek tego dość kultowego już wina. Aromatycznie okazał się nieco głębszy i bardziej drewniany, porównałbym go do solonych orzechów arachidowych rozsypanych na sianie w starej stodole. Rozpoznanie wieku takiego wina po smaku jest niczym prognozowanie pogody w górach na przyszły sezon. Pięć lat czy pięćdziesiąt? Analiza barwy nic nie da, bo te wina pozostają po dekadach bladocytrynowe. W ustach czuć delikatne utlenienie, ale dominuje elegancka, ożywcza mineralność i długi słony posmak.

Szamorodni Szaraz 2008 okazał się mieć więcej owocowości: nie w pełni dojrzałych mirabelek i zielonego jabłuszka. Jest też trochę lżejszy w ustach, a orzechowe akcenty znajdują kontrapunkt w aromacie świeżych drożdży i polnych kwiatków. Podziw za oba wina.

Wina bardzo wyraźne, tylko zdjęcie robione żelazkiem

Potem przeszliśmy do dwóch słodyczy Tinona. Szamorodni Edes 2008 jest świetne, delikatne, kwiatowo-brzoskwiniowe. W dodatku z odpowiednią kwasowością, dzięki czemu wywiera nie mniejsze wrażenie niż Aszú 5 Puttonyos 2007, gdzie koncentracja cukrów i wagi w ustach zdała mi się już naprawdę solidna.


STACJA III – WINNY PADA PO RAZ TRZECI. OREMUS

OREMUS – “ Aszú 6 Puttonyos 1981”

Wiesz jak oddaję największy hołd winiarzowi? Gdy dokupuję to samo wino. Jakieś 5-6 lat temu kupiłem butelkę i tak zachwyciło, że jedyny raz w życiu wszedłem w posiadanie w sumie trzech z rocznika 1981. Wydałem tysiąc złotych, ale to nie tak dużo biorąc pod uwagę wiek i jakość wina. Kusiło mnie w Budapeszcie kupić dwa razy droższe aszú Oremusa z legendarnego 1972 roku. Pewnie nie trafisz na żadne z tych win, ale czy warto czytać tylko o tanich winach, które możesz kupić w najbliższej Biedronce?

Tydzień temu otworzyłem ostatnią z butelek. Choć rodzice straszą małe dzieci słodkimi tokajami z tzw. epoki komunistycznej to Oremus na pewno nie był pędzony na wódzie pod radziecki rynek. Podobno udawało im się ratować część produkcji przed zaleceniami państwowego sektora.

Aszú brązowiejące w barwie jak 30-letnie porto tawny. W aromacie pełny relaks: marmolada z pomarańczy, mnóstwo suszonych owoców (brzoskwinie, rodzynki, figi), przyprawy korzenne, miód akacjowy i palony cukier trzcinowy. Wino spędziło aż 15 lat w beczkach, co dodaje sporo nuty drewnianych desek, ale nie czuć żadnego utlenienia.

W ustach gęste i potwierdzające wymienione aromaty owocowe i korzenność. Zapewne grona zebrano w odpowiednim momencie, wykorzystując potencjalnie wysoką kwasowość furminta, bo z warg zlizywałem krople soku cytrynowego. Pięknej całości dopełnia kremowa tekstura. Padłem trzeci raz w tygodniu. Z gór lepszy Tokaj niż Golgota.

Ocena: 94/100.

 

Aha. Przed wizytą w Tokaju pamiętaj, że czerwone szczepy są tam zakazane. Węgierscy winiarze są tolerancyjni, bo amerykański turysta w Toskanii pytający o białe Chianti może dostać kopniaka…

13 thoughts on “Tokaj mnie tak częściej!

  1. No, no, no… Winny opuścił mury bordoskich zamków (czy ch… wie jak je tam nazwać) i zszedł bliżej ludzi… 😉

    Osobiście mam wielki problem z Tinonem? Kilka win próbowałem, kilka leży w piwnicy i czeka na swoją kolej, ale żadne z tych które próbowałem nie rzuciło mnie na kolana. Dlaczego mnie nie zachwycają chociaż powinny? Nawet ostatnio w Winosferze słyszałem szepty wśród zwiedzających: „musisz koniecznie spróbować wytrawne szamorodni od tego Francuza”. Moje prymitywne powonienie i podniebienie nie jest w stanie docenić wielkości tych win. Są dla mnie dobre, może nawet bardzo dobre, ale czy wielkie? Czego mi w nich najbardziej brakuje? Może większej elegancji? Wśród wytrawnych szmorodnich które próbowałem w ostatnim czasie o wiele większe wrażenie niż szamorodnie Tinona zrobił na mnie Karádi-Berger Tokaji Száraz Szamorodni 2010, o winach słodkich czy wytrawnych furmintach nawet nie wspominam, tutaj różnica na niekorzyść Tinona (niestety) jest jeszcze większa. 🙁

    Uwielbiam tokajskie wina, od kilku lat regularnie odwiedzam Tokaj, miałem okazję osobiście spotkać tokajskich winiarzy. Wszyscy byli niezwykle miłymi i otwartymi ludźmi. Poprzez osobistą sympatię do ludzi, win i miejsca jestem wewnętrznie rozdarty. Z jednej strony chciałbym aby tokajskie wina były doceniane, a winiarze zarabiali porządne pieniądze za swoje wina. Z drugiej strony dzięki temu, że zachodnioeuropejska (a szczególnie amerykańska) krytyka patrzy z dystansem (lub niewiedzą) na te wina, to mogę kupić porządnego tokaja za ułamek ceny przeciętnego sauterna (którego notabene tokaj rozkłada na łopatki). Dzisiaj (chyba) głosuję portfelem, tak więc: Niech Bóg (lub ktokolwiek inny, np. węgierska armia) broni Tokaj przed Parkerem (i innymi mu podobnymi). 😉

    Aha. Czerwone odmiany rzeczywiście są zabronione w tokajskiej apelacji, natomiast nie oznacza to, że nie są one tam uprawiane. Jak ktoś się postara to je tam znajdzie (jak np. to: http://www.dobogo.hu/boraink/105-boraink/300-izabella-utca-pinot-noir-2013 ).

    1. Ja win Tinona nie określę jako wielkich, wytrawny szamorodni ma za sobą historię i unikatowość. Słodki był dla mnie świetny.
      Jakościowo aszu cenię w zarysie wyżej od sauternów, chociaż nie jestem pewny czy cenowo są dużo tańsze w przeliczeniu na litr i w momencie wejścia na rynek. Wydaje mi się, że sauterny szybciej drożeją leżakując. W Tokaju winiarze mają duże piwnice i sami zostawiają dużą część produkcji, nie podnosząc drastycznie cen.
      Takie mam wrażenia. Trzeba by zrobić dokładną analizę z cyframi:)
      Słyszałem, że pod regionalnym określeniem Zemplen bywają okazjonalnie wina czerwone, ale nie słyszałem czy nasadzenia pokrywają się z apelacją. Podobno czerwone były sadzone setki lat temu przed białymi.

  2. „Słynny brytyjski dziennikarz Hugh Johnson twierdzi, że są trzy wielkie kraje winiarskie: Francja, Niemcy i Węgry. ”
    bzdura do kwadratu

    „Na drugim biegunie zdają się być krytycy amerykańscy, którym korepetycji z węgierskiego mogłoby udzielić nawet kilku polskich blogerów. ”
    a panu Johnsonowi korepetycji z win kalifornijskich mogłby udzielić byle kolekcjoner win amerykańskich, nawet niekoniecznie bloger.

    „Moim zdaniem, są to wina nadal niedoceniane i wieszczę światu wzrost zainteresowania winami zwłaszcza z Tokaju.”
    a moim zdaniem wina kalifornijskie są jeszcze bardziej niedoceniane w Polsce niż węgierskie na świecie i wróżę wielkim winom kalifornijskim jeszcze wiekszą karierę w Polsce niż takim węgierskim powiedzmy na rynku amerykańskim.

    „amerykański turysta w Toskanii pytający o białe Chianti może dostać kopniaka…”
    Jezu, kolejny stereotyp amerykańskiego głupka w Europie. Ciekawe czy miałbyś odwagę napisać na blogu o murzynach, że są głupsi od białych.

    1. Aleś czuły na punkcie Ameryki, hehe. Akurat słyszałem historię o Amerykaninie, który spytał o białe Chianti i został podobno wyproszony (kopniak metaforyczny). Wiem, że są też kompetentni enoturyści z USA.
      Co do win kalifornijskich. Pewnie dyskutowałeś dużo razy, ale nie chcesz zrozumieć, że barierą w Polsce nie jest jakość tych win, a ceny. Nie porównujmy ich cenowo do burgundów i bordeaux, bo one wszystkie są za drogie i dlatego w Polsce dostępne tylko dla elity.

      1. „Nie porównujmy ich cenowo do burgundów i bordeaux, bo one wszystkie są za drogie i dlatego w Polsce dostępne tylko dla elity.”

        ale dlaczego ich nie porównywać?? skoro importerzy w Polsce widzą rynek ( klientów) dla Burgundów za 1200 zł czy Bordeaux za 1500 zł to jak najbardziej mozna do nich porównywac tej samej klasy cabernety, chardonnay i pinoty z USA, które mogłby być sprzedawane w podobnych albo nawet niższych cenach. Widzę ceny na przykład w sklepach internetowych w Niemczech drogich Bordeaux i drogich Burgundów oraz drogich win kalifornijskich i biorąc pod uwagę oceny Parkera czy na cellartracker.com te drugie to są albo tańsze albo oferują lepszy stosunek ceny do jakości. Sam się przerzuciłem na Kalifornię miedzy innymi dlatego że ceny win najwyższej klasy ma niższe niż porównywalnie oceniane z Burgundii czy Bordeaux. Sam się chwalisz że wydałeś 1000 zł na tokaja, naprawdę trzeba zawsze udawać że klienci w Polsce są gotowi zapłacić wyłacznie do 100 zł za wino ??

        1. E, to ja nie do końca się zgodzę, dobre USA kosztuje w EU chyba więcej, niż dobre Bordeaux. Nie mówię tu o 1GC, ale o drugiej linii tych najlepszych producentów. Za 150E można przecież spokojnie kupić Bordeaux z 95+PP, jeśli już tym się kierować.

          1. Piotrze, uwierz mi że ostatnie kilka lat ( powiedzmy że 2-3) spędziłem porównując co za swoją kasę mogę kupić za granicą i za każdym razem wychodziło mi że taniej kupić Kalifornię.
            Wina kalifornijskie oceniane przez Parkera ( a nie kogos z Wine Advocate) na 95+pkt. to mozna pokojnie na około 100 Euro i taniej kupić ( Zinfandele i Petite Sirah) i to mowa o w miarę młodych rocznikach, bo gdybyś chciał kupić coś w pełni dojrzałego czyli z lat 90tych lub z okresu 2000-2005 to Kalifornia jeszcze lepiej wychodzi cenowo niż takie dojrzałe Bordeaux.
            parę przykładów z mojego notatnika:
            Beringer Private Reserve Cabernet Sauvignon 2013 – 97pkt Parkera, cena około 101 Euro
            Turley Rattlesnake Ridge Petite Sirah 2004 – 96-98pkt, cena 115 Euro
            Ramey, Jericho Canyon Cabernet Sauvignon 2001, – 96pkt Parkera, cena 107 Euro
            Dunn Howell Moutain Cabernet Sauvignon 2008 – 98pkt od Galloniego jak jeszcze pracował w Wine Advocate, cena 108 Euro

            Albo weźmy jeszcze starsze z lat 90tych
            Beringer Private Reserve Cabernet 1994 – 97 pkt od Parkera, cena 149 pkt
            Pahlmeyer Merlot 1997 – 96 pkt od Parkera, cena 110 Euro
            Pahlmeyer Proprietary Red 1995 – 96pkt od Parkera, cena 129 Euro
            Te trzy ostatnie bardzo drogie ale ile byś musiał zapłacić za Pauillac lub Pomerol z lat 90tych oceniony przez Parkera na 96-97 pkt ?? 200 -300 Euro?? gdyby to był Petrus lub Le Pin to cena by szła w tysiące Euro.
            Albo biały burgund oceniony przez Parkera na 99pkt ? ile byś musiał zapłacić? Ja za Belle Cote 2012 od Sir Petera Michaela ( fakt że w Dubaju a nie w Europie) zapłaciłem poniżej 100 dolarów w 2015 roku. Obecnie w Niemczech to wino można kupić za 175 Euro, tej samej jakosci biały burgund by kosztował minimum z 250 Euro.
            To wszystko wymienione przykłady z pierwszego lepszego brzegu. W tej samej kategorii cenowej Kalifornia po prostu wymiata Bordeaux i Burgundy, oczywiscie na normalnym rynku cenowym a nie w Polsce.

          2. Dorzucę jeszcze dwa białe z Kalifornii, które obecnie mam na celowniku:
            Brewer Clifton Chardonnay Mount Carmel Vineyard 2007 – 96+pkt oraz Brewer Clifton Chardonnay Sweeney Canyon 2008 – 97pkt. Oba wina po 66 Euro.
            Możesz mi zaproponować porównywalny biały dojrzały burgund za takie same pieniądze?

          3. Na każdą teorię można znaleźć jakieś uzasadnienie. Ja na przykład dzisiaj jadę kupić Barolo Monvigliero od Burlotto, które Galloni ocenił na 100 i dlatego w USA jest już TRZY razy droższe niż w warszawskim sklepie :). Wczoraj tego wina próbowałem.
            Nie widziałem wina 100/100 od Galloniego w cenie 219 zł.

          4. Nie pojawia mi się ‚Odpowiedz’ niżej, muszę odpowiedzieć sam sobie 🙂

            Marku, co do cen, to takie perełki pewnie się zdarzają, ja się na USA aż tak nie znam, ale z Bordeaux kupiłem w zeszłym roku Grand Puy Lacoste 1995, czyli Pauillac z 95PP za 100E (wypiłem już zresztą, było cudowne) i Leoville Barton 2003 (96PP) też za coś w tych okolicach. Nie kupuję dużo takich win, więc aż tak szczegółowo cen nie śledzę, ale i tak mi się w oczy czasem coś rzuci. Pewnie zależy, na co radar masz nastawiony.

            A żeby zopełnie off topic nie było, to w Tokaju w roku 1995 byłem na pierwszej w życiu degustacji w winnicy, ale nawet nie pamiętam, gdzie… Za to pamiętam, że wino było dobre, ale słodkie, i że prawdą jest, że Azjaci upijają się szybciej 🙂

  3. „Do Tokaju już pielgrzymowali wszyscy polscy winiarscy pątnicy. Oprócz mnie. ”

    nie wiem czy siebie zaliczyć do winiarskich pątników ale jeśli tak to ja też nie byłem w Tokaju i raczej się nie wybieram. Jak to mówią: „nie trzeba kupować krowy żeby napić się mleka”

    1. „nie trzeba kupować krowy żeby napić się mleka” – dlatego wino jest zgoła innym napojem. Mleko z Napa smakuje zapewne podobnie do mleka z Tokaju. No i z krową nie pogadasz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *