Dlaczego Parker jest Parkerem? Odcinek 5

W poprzednim odcinku dotyczącym punktowego oceniania win pojawił się główny bohater: Robert Parker jako mimowolny dyktator cen wielu drogich win. Dzisiaj zajmę się głównie znalezieniem odpowiedzi na narzucające się pytanie: dlaczego tak liczono się z jego opiniami? Przecież ciekawie jest być jedynym człowiekiem w świecie wina, od którego nazwiska utworzono rzeczownik. Parkeryzacja oznacza trend do robienia win pod gust Parkera: beczkowych, mocnych, dojrzałych i z ekstraktem. Pęd ku robieniu win niebeczkowych, podkreślających owocowość i terroir, nikt nie nazywa bońkowszczyzną. Przynajmniej na razie.

Czy Parker wygrałby teleturniej z wiedzy o winach?

Na pewno nie byłby faworytem takiego quizu startując z Ying Tanem z Singapuru czy Tainą Vilkuną z Finlandii. Nie znasz tych nazwisk? Nikt nie zna większości posiadaczy najważniejszego certyfikatu jakości – tytułu Master of Wine. Robert Parker swój jedyny dyplom zdobył w dziedzinie prawa. Czyli posiadanie twardych kompetencji nie kłóci się z innym faktem – setki profesjonalistów razem wziętych ma mniejszy wpływ konsumencki niż jeden Parker. Dla zdobycia międzynarodowego uznania niepotrzebna jest biegłość w chińskich regionach winiarskich ani rozpoznanie degustując w ciemno caberneta z Margaret River.

Kiedy Parker został Parkerem?

W sensie biologicznym Parkerem juniorem został w lipcu 1947 roku. Wojownicy życia poczętego zaoponowaliby, że dziewięć miesięcy wcześniej. Choć ich rozumowanie mogłoby doprowadzić do podjęcia poważnych decyzji polityczno-prawnych, począwszy (nomen omen) od pozostawienia wyboru obywatelom daty urodzenia lub poczęcia w dokumentach. To skutkowałoby u niektórych przyspieszonym o dziewięć miesięcy osiągnięciem pełnoletności, przejściem na emeryturę, itd. Ale o czym to miałem pisać? Aha, jak to Parker został papieżem wina. Głęboko wierzący mogą zamienić papieża na influencera albo trendsettera. Wróćmy do tematu, bo dyskusja zaczyna od niego niebezpiecznie odbiegać.

Rok 1982

To nie pomyłka, ja wiem, że rokiem Orwella jest 1984. Ale w świecie wina jest to rok Parkera, o którym przypomina każda publikacja na jego temat. Możesz mnie zbudzić o czwartej nad ranem dzwoniąc z pytaniem o to, kiedy Parker zyskał rozgłos. Odpowiem mniej więcej: “W 1982 roku Parker jako jedyny krytyk oznajmił, że ten rocznik w Bordeaux jest dobry. I na tyle zrównoważony, że nie trzeba tych win przekazywać dzieciom w testamencie, bo można je pić już po kilku latach. Poza tym nie dzwoń o tej godzinie, ja chcę spać”.

Poczułeś/aś rozczarowanie tym wyjaśnieniem? Mnie też by ono niezbyt zadowoliło. Na celnej prognozie “To dobry rocznik Bordeaux” można zostać gwiazdą sezonu, ale niekoniecznie być przez trzydzieści lat guru dla kupujących wino. Takie wyjaśnienie jest niczym droga na skróty przez rzekę. Idąc przez rzekę można się utopić, a nie wypłynąć jak Parker.

 

„W Bordeaux ludzie mówią, że bagażniki krytyków winiarskich automatycznie otwierają się przed słynnymi posiadłościami i nie da rady ich zamknąć, zanim nie wypełnią się butelkami”  Robert Parker

 

Wiesz już, do czego zmierzam? Szkolenia sprzedażowe pod tytułem „Podaruj butelki dziennikarzom branżowym i zwiększ sprzedaż swojego wina” nie są nowym tematem. Prawnik z zawodu Robert Parker pojawił się w branży jako adwokat klientów, a nie producentów i importerów. Wszedł w świat, w którym naturalne były bliskie powiązania ludzi recenzujących wina z osobami je sprzedającymi. Nie pieprzę bzdur o winiarskich korzeniach rodziny z czasów przed Rewolucją Francuską. Jeśli wino jest słabe, mówię to”. To było coś nowego dla kupujących wina, którzy dotąd nie wiedzieli, ile punktów dziennikarz dodał winu za znajomość z producentem.

Dla Parkera rok 1982 był o tyle przełomowy, że mógł rzucić zawód prawnika i poświęcić się pisaniu o winach za dobre pieniądze. Myślisz, że zarobił na reklamach w swoim piśmie Wine Advocate? Nie, pod tym względem było ono nowatorskie. Żadnych reklam, Parker od początku utrzymywał się z subskrypcji. Zamieszczając noty degustacyjne z ocenami myślał o lojalności wobec swoich czytelników, a nie wobec winiarzy czy dystrybutorów. I choć jego portret nie jest całkowicie nieskazitelny, bo każdy dociekliwy może odnaleźć informacje mniej korzystne dla jego wizerunku, to… kto z nas jest świętszy od papieża?

Nos jak tyłek

Ja rozumiem, że sąsiedztwo papieża i tyłka może kogoś szokować. A ja chcę tylko zauważyć, że Jennifer Lopez ubezpieczyła to, co ma najcenniejszego; i Robert Parker uczynił podobnie. Jeśli ktoś nadal nie wie, która ważna część ciała do kogo należy to podpowiem, że Parker ubezpieczył nos. Na milion dolarów. Czy nos Parkera jest wyjątkowo zbudowany, nie wiem. Podobno już w dzieciństwie ten nos wyczuwał kto w okolicy jadł czosnek. W porządku, ale ja smród papierosów wyczuję nawet przez mury byłego KC PZPR, a ubezpieczone mam tylko mieszkanie. I to na niską sumę, i tylko na jeden rok.

Nie wiem więc, na ile doskonałe jest powonienie i podniebienie Parkera. Nie wiem i nie dowiem się czy umie oceniać wino lepiej od innych uznanych degustatorów. Bo nie ma takich konkursów na kompetencje. Bo nie da się zorganizować takiego konkursu w sposób mierzalny i obiektywny. On sam, choć łasy na pochwały, powtarzał wielokrotnie, że degustowanie jest subiektywne i warto zawierzyć swojemu smakowi. O winiarzach modyfikujących swoje wina w nadziei na trafienie w gust Parkera mawiał, że sprzedają swoje dusze. Dostrzegał krótkowzroczność wizji tworzenia wina, gdy pokazywano mu fotokopie kontraktów obiecujące winemakerom duże premie za 90 lub 95 punktów Parkera.

Rozmiar ma znaczenie. Oto różnica między 90 i 95 punktów Parkera, która przyniesie miliony producentowi wina.

Czy lubię Roberta Parkera?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Zawsze cenię sobie zasadę niezależności osądu. Czytając o danym winie mam poczucie, że Parker jest jak Max Kolonko – pisze jak jest, jak wino mu naprawdę smakuje. Nie mam takiego poczucia czytając noty degustacyjne na przykład Jamesa Sucklinga albo Daniele Cernillego. Myślę też, że gdyby Parker trafił na panel polskich win, byłby mniej powściągliwy w uwagach niż zapraszani eksperci. Nie tylko dlatego, że ma parkerowski gust.

Z drugiej strony w jego postawie „Liczą się tylko fakty, widzę tylko zawartość butelki” widzę wyrwy i uszczerbki. Widzę deficyt w rozumieniu wina jako napoju z kontekstem ludzkim i kulturowym. Zresztą pod tym względem widać spore różnice w podejściu między krytykami europejskimi a pozaeuropejskimi. Wielowiekowe dziedzictwo wina w Europie odciska ślad również na dziennikarstwie: w zainteresowaniu jakimi metodami wino powstało, kim jest winiarz i jak wyraża siebie poprzez zrobione wino, do jakich potraw może pasować (wino, nie winiarz).

No i  nie zapominam, że jego nazwisko jest instrumentem mocno wpływającym na ceny w Bordeaux, Rodanie czy Kalifornii. Nie mam zastrzeżeń co do szczerości jego opinii wobec konsumentów wina, ale gdy Parker spróbował i pochwalił kalifornijskie Sine Qua Non czy bordoskie Chateau Valandraud, wina te z kompletnie nieznanych stały się winami dostępnymi tylko dla bogatej elity. Z drugiej strony dobrze, że Parker mało zna i lubi wina z Portugalii, Węgier czy Loary, dzięki czemu ich ceny są nadal interesujące.

Czy Parker jest nieomylny?

Niektórzy pewnie zadają sobie takie pytanie, zwłaszcza ludzie podatni na wpływy, kultowe statusy, bożków i ikony… Odetchnijmy z ulgą. Nie, nawet Parker nie jest nieomylny. Nawet Parker może dać 100/100 falsyfikatowi wina.

Miliarder Bill Koch już wie, że Petrus nie robił w 1921 roku butelek magnum. A mógł zamiast wina kupić kolejną motorówkę…

Niestety, chyba nigdy nie dowiemy się, co nalano zamiast Petrusa do tej butelki. Profesor Rodenstock (jak się okazało, nazwisko tez miał podrobione) podrabiał jednak szlachetnie, bo chyba podstawowemu Bordeaux Parker nie dałby takiej oceny?

 

Żegnając się z panem Parkerem, jeszcze jedno użycie jego autorytetu jako reklamy dla winiarza:

„Chcesz wino wyrafinowane, kupuj mnie, Parker dał mi tylko 78 p.” Chateau Bouscaut

 

2 thoughts on “Dlaczego Parker jest Parkerem? Odcinek 5

  1. Dopiszę kilka spraw o których ty nie napisałeś.
    Parker rozpoczął swoją działalność jako krytyk winiarski od bezpłatnego pierwszego biuletynu The Wine Advocate którego 1000 kopii ( o ile dobrze pamiętam) rozesłał na adresy klientów sklepów winiarskich mieszkających w Baltimore i okolicy.
    Każdy klient który był zainteresowany dalszymi numerami i notkami ocen win musiał wykupić subskrypcje tak to sie zaczęło jeszcze przed oceną rocznika 1982 jako Wielkiego ( bodajże na wiosnę 1983r.). Chyba wszyscy poza Parkerem byli mniej lub bardziej sceptyczni jeśli chodzi o rocznik 1982 w Bordeaux a tylko od jeden od pierwszej chwili widział jego Wielkość i nie pomylił się.
    Obok Bordeaux bardzo ważnym tematem dla amerykańskich amatorów wina (kolekcjonerów) były oceny win kalifornijskich zamieszczane w The Wine Advocate. Trudno ocenić czy oceny Parkera były bardziej motywujące do uczynienia niesamowitego skoku jakościowego bardziej dla Bordeaux czy dla Kalifornii ale wydaje mi sie że nawet bardziej dla Kalifornii. Moim zdaniem to Parker jest jednym z głównych ojców powstania fenomenu win kultowych w latach 90-tych w Kalifornii.
    O ile degustacja w Paryżu e 1976 to było tylko rozstawianie figur na szachownicy ( Francja/Bordeaux kontra Kalifornia) to czerwone wina jakie powstawały na fali win kultowych w latach 1990-1997 w Kalifornii to był : SZACH MAT dla Bordeaux. Dopiero od 2000 roku winiarze w Bordeaux byli w stanie odpowiedzieć jakością na podobnym poziomie ( porównując oceny Parkera dla obu regionów).
    Co do powonienia to Parker gdzieś mówił, że odziedziczył węch po ojcu, który miał tak fenomenalne zdolności, że z zamkniętymi oczami był w stanie rozróżnić rasę psa po jego zapachu.
    Co do znajomości win to ci wszyscy Master of Wine lub posiadacze różnych certyfikatów na bank mają większą wiedzę o technikach, regionach, szczepach i cholera wie czym jeszcze ale moim zdaniem żaden dyplom nie zastąpi autentycznego talentu w ocenianiu win i przewidywaniu tego jak w przyszłości mogą się rozwijać.
    Tutaj jest gigantyczna przepaść miedzy Parkerem a tymi wszystkimi Masters of Wine (włączając samą J.Robinson) czy różnymi mistrzami świata sommelierów. Oni wszyscy to mu mogą buty czyścić a nie rywalizować w ocenach wina.
    Myślę że w tym miejscu warto zapoznać sie z kryteriami jakimi stosuje Parker do oceny win, napisałem na ten temat notkę:
    realdealswines.blogspot.com/2016/11/co-to-znaczy-wielkie-wino.html

    Ja Parkera bardzo lubię chociażby z tego powodu, że kierując się jego rekomendacjami jeszcze nigdy nie wpadłem na minę przy kupnie wina. Chociaż zdarzały się przypadki kiedy jakieś wino uznałem za wyraźnie lepsze lub gorsze niż sam Parker ale takie przypadki to wyjątki.
    Kiedy Parker odejdzie na emeryturę lub umrze wtedy najlepiej będzie widać jego brak w świecie wina, myślę, że nikt go nie zastąpi.

    1. O to rozesłanie pierwszego numeru Wine Advocate było trochę niesnasek, bo adresy klientów kupił w sklepie…
      W kwestii kto komu może buty czyścić – to Twoja prywatna opinia, ja cenię recenzje nie tylko Parkera.
      Czy nikt go nie zastąpi? Każda duża osobowość zabiera coś ze sobą odchodząc, ale świat nie lubi pustki. Wina się zmieniają, eksperci również.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *