Strzał w 10 – najszlachetniejsza degustacja życia

Zwykle, gdy pierwsze ziarenko tekstu kiełkuje mi w głowie to do czasu jego publikacji Wisła zdąży dopłynąć do morza. Dzisiaj emocjom poddaję się prawie na żywo, przecież impresjonistów podziwiam za chwytanie tej jednej chwili, a nie za dopieszczanie każdego pociągnięcia pędzlem w studiu. Kilka godzin temu piłem być może najlepszy w swoim krótkim życiu zestaw dziesięciu win podczas degustacji u warszawskiego importera Winkolekcja, z okazji 10-lecia istnienia. Za kolejne takie wydarzenie oddam dożywotni karnet na coroczne premiery win Polka w Lidlu.

Gdy szacowni gospodarze przemawiali, ja zerkałem na butelki. Z wzajemnych podziękowań i mów motywacyjnych wyłowiłem głównie lewym uchem cytat wodzireja tej degustacji, Sławomira Brzęczyszczykiewicza Ch. (umiem nazwisko wymowić, trudniej je napisać): „Jest sens sprowadzać różne wina, ale po co, gdy są wina francuskie?”.

 

Przejdźmy do dziesięciu przykazań winnych:

BOLLINGER – „R.D. 2002 Extra Brut”

Legendarny szampan fermentowany w beczkach. Leżakował na osadzie drożdżowym dłużej niż istnieje Winkolekcja. Kolor złoty, ale nos młody, bogaty i rozległy: starta skórka cytrynowa, świeża skórka chleba, grejpfrut, tamarynd, kremowy jogurt. Wdziera się w usta stanowczo świeżym kwasowym chłodem, w środkowym smaku nawet wydał mi się kredowo-chropowaty, a w bardzo długim posmaku cytrusowy i tylko delikatnie drożdżowy. Poczęstujcie mnie nim na kolejnym jubileuszu, bo to dopiero nastolatek. Aha, nie napisałem nic o bąbelkach? Tak szlachetnie drobne, że ich w zasadzie nie zauważyłem… Ok. 94/100

MAS DE DAUMAS GASSAC 2008

Czerwona legenda Langwedocji, cabernet sauvignon z domieszką najdziwniejszych szczepów jakie możesz sobie wyobrazić dla tego regionu. Nos spodziewany: porzeczka z liściem, trochę mentolu, trochę nieokiełznanych, podwórkowych nut. Niezbyt mocno zbudowane, ale z intensywnym i świeżym owocem czarnej porzeczki i ciemnej śliwki. Lekko prażone od beczki, z bardzo dobrą taniną i kwasowością. Również poproszę tę samą butelkę na 20-lecie Winkolekcji. Ok. 92/100

ESSENCE DE DOURTHE 2005

Bardzo dobre wino, nie cieszy mnie tylko fakt, że pochodzi z Bordeaux, bo nowoświatowe w doznaniach, konkursowe w swym bogactwie. Aromaty bardzo czekoladowo-jeżynowe, super dojrzałe i gęste taniny, które przeżuwa się z przyjemnością. Absolutnie niestare, nawet czuć w smaku pewne ożywcze „lift” (dźwignięcie?) roślinnych pyrazyn. Ok.90/100

CASA LAPOSTOLLE – „Clos Apalta 2014”

Dla mnie największa niespodzianka, potrafię nawet zrozumieć, że James Suckling ocenił to chilijskie wino na 100 punktów. Prawie stuletnie krzewy carmenere i caberneta. Eleganckie aromaty: świeża czarna porzeczka, lukrecja, cedr, mentol. Świetny, wypielęgnowany owoc, perfekcyjne i gęste garbniki oraz jakość beczki z Champions League. Do picia dla niebiednych sybarytów, niesamowicie hedonistyczne, po kilku sekundach zalewa usta lawą czarnych owoców i przypraw. Jedyne młode rocznikowo wino degustacji. Za 2-3 lata będzie jeszcze lepsze? Ok. 95-96/100

FATTORIA FELSINA – „Fontalloro 2006“

Zmiana stylistyki z win smakowo głębokich na szerokie w ustach. Słodycz dojrzałych czerwonych owoców, czyli przechodzimy od caberneta do sangiovese. Jednak intensywność smakowa nadal duża, kwasowość i tanina spora, przyszłość przed winem całkiem długa i świetlana. Do tego bardzo ładne aromaty słodkiej beczki, dojrzałych owoców, kawy i gałki muszkatołowej. Ok. 94/100

CASTELLO DEL TERRICCIO – „Lupicaia 2004“

Słynny supertoskan, czyli znowu głownie cabernet. Aromaty dojrzałe, beczkowe z roślinnym tłem, srednio ekspresyjne. Jednak w ustach jest moc, gęste, głębokie, zrodzynkowane i z goździkowym finiszem. Ok. 92-93/100

VIñA TONDONIA – „Rioja Reserva 2001“

Kolejny matuzalem wśród win, jeden z rekordzistów świata w długości dojrzewania wina w beczce i butelce u producenta. Szlachetne zapachy starej beczki, czerwonych jabłek, toffi i karmelu. Usta też karmelowe i jabłeczne, najlżejsze z wszystkich win degustacji. Subtelne taniny, elegancko zaookrąglone w smaku. Bardzo dobry lek uspokajający produkowany w starym stylu. Ok. 92-93/100

RIDGE VINEYARDS – „Monte Bello 2005“

Jak dotąd jedno z moich win życia. Winemaker Paul Draper ma mocne argumenty w dyskusji „Czy wino może kosztować około 1000 złotych“. 12-letnie Monte Bello jest równocześnie dojrzałe i niesamowicie młode, wibruje w nosie świeżutką galaretką z czarnych porzeczek i jeżyn, świeżutkiego korzenia lukrecji, niuansami balsamicznymi, czekoladowymi, ciasta bożonarodzeniowego. Feeria aromatów.

Smak? Niezwykle ułożony, wspaniały, delikatnych jagód i jeżyn, z dymnym akcentem i muśnięciem papryki. Jeśli czujesz się samotny(a) to wino przytuli Cię swoją aksamitnie miękką i grubą tkaniną. Wino kompletne. 98/100

CHATEAU MUSAR 1982

Libański Musar jest tanim biletem do luksusowej podróży w świat starych win. Pod warunkiem, że kupujesz za ok.150 zł kilkunastoletniego Musara i trzymasz go do późnej starości (swojej i jego), bo stare roczniki kosztują wielokrotnie więcej. 1982 – najstarsza butelka degustacji i płowa barwa. Kontemplacyjne aromaty przypraw, cygara, toffi, suszonych fig, śliwek i rodzynek, dymu, brak lotnej kwasowości.

W ustach wytrawne, ale bardzo rodzynkowe, zawieszone w przestrzeni, z każdym łykiem słodsze, wraz z wiekiem zbliżające się do porto albo słodkiego pedro ximenez. Nadal intensywne, uznałbym za wino 10-15 letnie… ok. 92-93/100

GUERRIERI-RIZZARDI – „Amarone Calcarole 2006“

Poprzednie wina tak mnie zachwycały, że pod koniec degustacji jako jedyny pozostałem przy stole niczym ostatni Mohikanin (uwielbiałem w dzieciństwie te książki o Indianach). Niestety za chwilę przyjechała taksówka, która udaliśmy się na inną degustację, dlatego amarone łyknąłem w biegu. Syropowowo-melasowa klasyka gatunku w dobrym wydaniu, choć czuć problemowe poziomy alkoholu (16,5 %). Za krótka próbka, bez oceny.

Czytuję brytyjskiego „Decantera“ i wzdycham czasem na widok informacji o londyńskich warsztatach winiarskich, bo o ile szybciej mógłbym rozwinąć swoje kompetencje na takich degustacjach. Jednak wychodząc z degustacji w Winkolekcji powiedziałem sobie, że nie ma takiego miasta Londyn…

8 thoughts on “Strzał w 10 – najszlachetniejsza degustacja życia

  1. Nie wiem, może ja jestem już zblazowany lub do szpiku zepsuty ale kiedy czytałem relację u Winiacza z tej samej degustacji i użyte przez niego określenia typu Wielkie Wino, Legendarne Wina to miałem już nawet coś napisać ale machnąłem ręką. Kiedy czytam kolejny raz tego typu relację „najszlachetniejsze wina w zyciu” to już nie wytrzymałem.
    Jesli Wy na takie wina reagujecie takim zachwytem i pianiem to co musielibyście napisać gdyby przyszło do degustacji naprawdę genialnych win?? Co byś musiał napisać po takim wydarzeniu jak to: https://www.cellartracker.com/event.asp?iEvent=29724&searchId=8A445AAD%23selected%253DW694061_1_Kc880c49e5a577af1029affefce4e0ae5
    Bollingera RD piłem z rocznika 1990, byc moze nawet lepszego niż doskonały 2002 i byłem rozczarowany ( to było w 2003r.) był tak kwaśny ( extra brut) że w zasadzie pozbawił mnie całą przyjemność i w zasadzie Bollinger NV jest dla mnie przyjemniejszy.
    Essence de Douerthe 2005 to jest mieszanka ( rocznik rzeczywiscie doskonały) chateaux ze średnio-średnio niskiej półki jesli chodzi o hierarchie Bordeaux. Prawdopodobniej wyraźnie lepsze Bordeaux możesz kupic w Leclercu więc Winkolekcja szału w tym przypadku nie zrobiła.
    Vina Tondonia twój opis niestety przypomina mi najgorsze czerwone wina jakie piłem czyli Rioja Alta Gran Reserva 2001.
    Fajnie że podobało Ci się Monte Bello moze to bedzie twój „budzik” jesli chodzi o wina kalifornijskie bo ten region to kopalnia światowej klasy win w dużo większym stopniu niż przereklamowane włoskie regiony. Niemniej jednak to jest co najmniej ze 20 producentów robiących bardziej poszukiwane i wyżej notowane wina w Kalifornii.

    A co do samego zestawy tych 10 win, to określenia typu legendarne czy najszlachetniejsze to jednak przesada , sam mam w domu wina które bez problemu by mogły zrobić lepszą „10” a szczerze mówiąc to co mam to i tak żałośnie wygląda przy kolekcjach bogatych fanatyków-kolekcjonerów, którzy rzeczywiście posiadają legendarne i nieprawdopodobne wina.
    Inflacja achów i ochów

    1. Każdy może mieć swoje ikony. Nie jestem milionerem ani słynnym amerykańskim krytykiem i niestety nikt mnie nie częstuje Montrachetami z lat 50. Piszesz tak jakby wszystko poniżej Screaming Eagle w cenie samochodu miało być nieekscytujące. Ze swoich win też mógłbym ułożyć piękny zestaw, ale bardzo się cieszę, że smakowałem te wina z niedostępnych roczników na polskim rynku.
      Gdyby spotkanie było w inny dzień tygodnia to bym przyjechał, bo chciałem, ale przeważyły względy zarobkowe. Uczcżę jego wizytę Caskiem 23.

      1. Ja też nie jestem milionerem a częstują i zapraszają mnie nieporównywalnie mniej niż Ciebie i za wszystkie wina muszę sam płacić ale jakoś mam okazję napić się czegoś rewelacyjnego od czasu do czasu 😉
        Ja bedę w sobotę na śniadaniu i potem zostanę zobaczyć jakie to Wielkie Wina kalifornijskie będą na masterclass bo raczej jestem sceptyczny i nie chodzi mi o brak obecności The Eagle ( jak podejrzewam) na tej degustacji. Jest wiele ekscytujących win w cenach 10 krotnie mniejszych od The Eagle pisałem o nich u siebie ale jak sam zauważyłeś dopiero wino za 1000 zł zrobiło na Ciebie największe wrażenie.

        1. Mają być trzy wina ze SLWC z Caskiem, poza tym Seghesio, Wente, Ironstone i Marimar. Wybacz, ale raczej wywarłyby na mnie mniejsze wrażenie od tego, co wczoraj dostałem…

  2. Panie Marku, co robić, wina były bardzo dobre. Oczywiście Tondonia z innego bieguna niż Monte Bello. Ale wina z USA też lubię – i co więcej – cenię beczkę i uważam, że po kilku latach zachwytów stalowymi owocówkami lud do niej wróci. Pozdrawiam serdecznie!
    Robert Szulc (www.winiacz.com)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *