Sprzedawać się i nie dawać dupy.

Kilka lat temu trójka blogerów kulinarno-lifestyle’owych spędziła parę dni w Lizbonie. Spali w kilkugwiazdkowym hotelu, jedli burgery robione z foie gras, pływali łodzią po Tagu w środku lata. Zwiedzili też przetwórnię win (celowo nie używam słowa winiarnia). Wiesz, co w tym jest najlepsze? Że cały ten wyjazd mieli w zasadzie za darmo. Zapłacili jedynie wpisem na blogu. Sponsorem był importer przeznaczonych dla pokolenia CKM i Cosmopolitan półwytrawnych win portugalskich o soczystej, samczej nazwie, który zdawał się polować na nieskomplikowany młody elektorat pewnego znanego w Polsce kalifornijskiego kombinatu przetwórczego win. Tamci blogerzy ledwo odróżniali czerwone od białego, ale żaden bloger winny nie dostanie podobnej propozycji sponsoringu¹.

Ponieważ żaden nie ma zasięgu i dużej popularności. Nikt też nie reklamuje kalifornijskiej winogronowej Coca-Coli, choć niektórzy blogerzy winiarscy potrafią taplać się radośnie w dyskontowych pomyjach jak małe dziecko. Wielkie kombinaty handlujące napojami à la wino wolą przeznaczać budżety reklamowe na blogerów wpływowych, a nie zorientowanych w winach. Bloger pozwiedzał i pojadł za cudze, wpis zamieścił, choć win nawet nie spróbował. Znacie taki przypadek wśród branżowców?

W kim więc winiarski bloger upatruje nadziei na sponsoring? W sieciach dyskontowych, które mają w rocznym budżecie dziesiątki milionów złotych na reklamę. Ale postawię też drugie pytanie: na którym miejscu ich listy płac jest bloger od win? Tak, tak, na ostatnim, daleko za emerytem zamiatającym parking dla klientów sklepu. Niebawem dyskonty będą dostawać na blogerów dofinansowanie z PFRON, skoro jedną butelką co kilka miesięcy kupują blogera jak frajera, a ten za nędzny ochłap wina podzieli się swoim kalectwem z mikrospołecznością.

Do mnie dyskonty i importerzy nie ustawiają się w kolejce z mirrą, kadzidłem ani nawet z winem. Jednak parę planktonowych propozycji barteru odrzuciłem. Mam zapas około 500 dobrych butelek kupionych za własne pieniądze – nie muszę i nie chcę pić tanich gratisów. Z resztą Zresztą, od samego początku nie miałem zamiaru być blogerem, którego kupuje się za tanią flaszkę i ogórki. Nie dam dupy za wstęp do grupy, wolę posiedzieć sam.

Kilka miesięcy temu przyjąłem jednak karton od importera win hiszpańskich Viniteranio. U niedużego importera prezent w cenie prawie 300 złotych stoi wyżej w pozycji kosztów niż roczny wydatek sieci dyskontowej na blogerów. Zrozumiałem się z importerem co do pełnej swobody oceny jego win na blogu. W ogóle facet zachował się w porządku, bo przez tyle czasu ani razu nie zapytał mnie o obiecany wpis, choć widywaliśmy się na kilku degustacjach.

Wina próbowałem i oceniałem w ciemno, licząc na jakieś niespodzianki, ale odkrywane butelki nie były odkryciami na miarę Magellana. Szczep tempranillo w pięciu smakach, a do ostatniej przegrody w kartonie wpadł biały kupaż…

COMENGE – „Don Miguel Comenge Reserva 2011”

Ribera del Duero, 20 miesięcy we francuskich beczkach. Ciemne owoce, czarny bez, czekolada, cynamon, w pierwszych nutach też tytoń. Czyli całkiem zmysłowe zapachy… W ustach moc. Dość pełne i słodkie, ze średnio wyczuwalną kwasowością. Żywy, apetyczny owoc, wsparty czekoladą i wypolerowanymi garbnikami. Rozpoznawalne stylowo. Bardzo dobre, ale nietanie.

Ocena: 89 p. Cena: 130 zł.

 

CANFORRALES – „Gladium Tempranillo Crianza 2012”

Beczkowe pięcioletnie tempranillo z gorącej La Manchy brzmi złowrogo, na szczęście zniewagi nie ma! Zaskakująco młode i żywotne wino, nieprzepakowane amerykańskim dębem. Sporo kwiatów i radosnego, dziarskiego czerwonego owocu (malin, wiśni). Później pojawia się delikatne wsparcie czekolady, roztartego pieprzu, czerwone owoce „ciemnieją”. Smak czysty, substancja pochodząca z samego owocu, solidna kwasowość i dość długi wiśniowy posmak. Dobre na drugi dzień.

Ocena: 85 p. Cena: 43 zł.

 

CANFORRALES – „Viognier Sauvignon Blanc 2015”

Jedyne białe wino. Nos morski, mokroskalisty, świeże siano, wyciśnięta cytryna, irysy. Usta całkiem pełne, choć wysokokwasowe, potoczyste, z nutą goryczkowej niepełnej dojrzałości owocu. Viognier wniosło gramaturę, a sauvignon blanc kwas. Dobra cena, wino dla poławiaczy tanich okazji spoza marketu.

Ocena: 84 p. Cena: 23 zł.

 

GORMAZ – „Catania Joven 2015”

Producent poleca tę Riberę del Duero do jajek (hmmm), ja wybrałem pieczonego kurczaka i sos grzybowy. Dość przyjemny nos leśnych owoców, mielonego pieprzu i gorzkiej czekolady. Owocowe, z prawie mleczną gładkością, dość intensywne, ale przyswajalne. Niezłe.

Ocena: 84 p. Cena: 29,50 zł.

 

CANFORRALES – „Tempranillo Clasico 2016”

To już trzecie wino w od tego producenta, chyba importer ma dobrą z nim umowę. Warzywny nos na szczęście tylko na starcie, potem owocowo – kwiatowy. Wino poprawne smakowo, taniny nie gryzą, owoc jest. Amen.

Ocena: 81 p. Cena: 21 zł.

 

DONA CASILDA – „Rioja Crianza 2012”

Czerwony, trochę konfiturkowy owoc, przyprawy, nieco nut balsamicznych, tostowych. Z czasem wywietrza się nie całkiem czysta warzywna nuta. Warto napowietrzyć, bo drugiego dnia na pewno lepsze niż w pierwszej godzinie. Nieduża koncentracja, oparte na prostym, kwaskowym, niezbyt dojrzałym owocu jak na ten region. Skąpe wcielenie Riojy, ale jeśli chcemy tanio, mamy tanio.

Ocena: 81 p. Cena: 29,50 zł.

 

Dumny z tych win nie jestem, ale też nie żałuję. Choć barter z Viniteranio to nie Himalaje moich pragnień, cztery wina z sześciu uznałem za dobre. Ich sklep stacjonarny mieści się w Legionowie pod Warszawą, ale można kupować przez internet.

 

25 września w poniedziałek zaczynają się targi winne w Auchan i tego dnia przeczytacie na moim blogu, które wina rekomenduję. Od ponad roku współpracuję  z tą siecią na przyzwoitych warunkach, choć na blogu jak dotąd tylko jeden raz dałem temu wyraz. Czyli nie jestem nastawiony negatywnie do samej idei wina z marketu, ani tym bardziej nie chodzi mi o deprecjonowanie sieci konkurencyjnych dla Auchan. Ale jak długo można na blogu przebijać piłeczkę od Lidla do Biedronki? Przy siedemnastym secie publiczność zaśnie nawet, gdy gra Nadal z Federerem. Jak wygląda publiczny wizerunek blogera, który poświęca się dla gratisowej butelki za dwie dychy? Jak bloger za dwie dychy.

Na zamkniętej degustacji Auchan spróbowałem już wielu win z oferty przygotowanej na targi. Wybrałem też sobie do domu tyle win, ile dałem radę unieść w kartonach. Jedynym moim kosztem była taksówka, nie chciałem wieźć blisko 30 butelek metrem przez pół Warszawy. Z przetestowanych stu win z nowej oferty można kupić sporo dobrych win od kilkunastu złotych do 150.

Wciskam „Enter” do publikacji i wychodzę na poranną degustację do ambasady. Oczywiście Hiszpanii.

 

¹ Sponsoring – „Sponsora to ma Legia, a ty jesteś zwykłą kurwą”. Cytat nie całkiem na temat z innej sytuacji.

5 thoughts on “Sprzedawać się i nie dawać dupy.

  1. „W kim więc winiarski bloger upatruje nadziei na sponsoring? ”

    ja nie upatruję w nikim, w zasadzie to w ogóle nie upatruje sponsoringu 😉 Prawie wszyscy polscy importerzy sprowadzajacy do Polski wina, które by mnie interesowały, oferują je po takich cenach że kosiłbym ich równo z trawą na swoim blogu. Są naprawdę nieliczne wyjątki oferujące wyjątkowe wina po rozsądnych cenach i to głównie gdy jest promocja albo jakaś wyprzedaż.

    By the way napisz coś o tej wrześniowej ofercie w Auchan, interesuje mnie głównie bordeaux od poziomu Cru Bourgeois w górę, chociaż nie nastawiam się aby w Auchan był porównywalny wybór do ursynowskiego Leclerc. Chyba że mnie mile zaskoczysz 🙂

    1. Temat cen win w Polsce był mielony na Winicjatywie, nie chcę powielać wątku. Ale tylko zauważę, że z punktu widzenia importera sprawy inaczej wyglądają i nie upatruję w cenach win głównie ich pazerności.
      Nie mam listy pod ręką, ale w Auchan będzie chyba blisko tuzin win Cru Bourgois. Z GCC tylko Grand Puy-Ducasse 2014 za 145 zł, niebawem wypiję, opiszę 25 września.
      Gdybyś kiedyś miał odwiedzić Piaseczno to mogę wynegocjować b.dobre ceny dla Ciebie. Na przykład przez kilka dni Estournel 11 był po 350, Smith Haut Lafitte 11 po 210.

      1. Może kiedyś wpadnę do Piaseczna bo mam kumpla w Nowej Iwicznej i czasami go odwiedzam. Co do GCC to jest sens kupować albo z najlepszych roczników ale wtedy trzeba się nastawić na „drogo” albo jeśli ze słabych to naprawdę za nieduże pieniądze.
        d’Estournel tak powariowali z cenami że 80 euro (350zł) to jak na nich to tanio, inna sprawa że za porównywalną kasę można kupić Malescot St.Exupery 2009 w Leclercu. Właśnie ja potrafię docenić to że jakiś sklep ma nie tylko tańsze roczniki ( zwykle słabe) ale również ma najlepsze w sprzedaży czyli na przykładzie Bordeaux to by były 2009 i 2010 oprócz tanich jak 2011 czy 2012. Jak masz kasę to polecam Le Plus de Fleur de Bouard 2010, produkowane w mikroskopilnych ilosciach Lalande de Pomorel ( najlepsze wino apelacji 100% Merlot z 60 letnich krzewów) przez właściciela Chateau Angelus, w cenie ok 500zł, za kilka lat bedzie lepiej smakować niż Latour 1989.
        „This is a beauty, a full-throttle, pedal-to-the-metal Lalande de Pomerol that is impossible to believe comes from a less heralded appellation.”
        To wino to nawet trudno we Francji kupić.

      2. A jakieś ciekawe biele? Coś z doliny Loary? Jakieś sauvignon czy też chenin? Może biała Burgundia lub Alzacja?

        1. Odpowiedź z głowy: Pouilly-Fume i kilka sauvignon, bez chenin niestety. Trzy chablis, Puligny Montrachet, ok.10 win z Alzacji. Większość warta zakupu. Bońkowski też zrecenzuje na pewno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *