Ojczyzna polszczyzna

Dzisiaj u mnie nietypowo, bo co prawda o winie, ale po polsku. Skoro nasze wnuki na winobranie będą jeździć pod Koszalin, a nad wyschnięte koryto Rodanu raczej pojeździć na wielbłądach, to polskiego winiarstwa nie należy już lekceważyć. Przynajmniej tak nam tłumaczą na pocieszenie, gdy polskie lato jest równie suche jak wagina gwiazdy porno i równie ciepłe jak brukselskie przemówienia Korwina. A w ogóle to globalne ocieplenie klimatu już mnie w Warszawie tego lata nuży.

Od dawna postuluję na łamach mojego bloga łączenie wina z erotyką. Zwróćcie uwagę, że największe nacje winiarskie mają swoje wyrafinowane narodowe techniki seksualne. O miłości francuskiej pojęcie mają nawet gimnazjaliści w Polsce (choć zwykle ją inaczej określają). Hiszpanie zasłynęli z eksportu Riojy i seksportu pomysłowych technik użycia piersi. Spytacie o Włochów? Włosi też unikają prokreacji, a służą im temu pachy Włoszek. Przynajmniej definicyjnie tak się określa włoski seks, może kiedyś zapytam o to jakiegoś winiarza. No i jeszcze są Grecy, którzy uprawiają winorośl co prawda mniej ekstensywnie niż Francuzi, Hiszpanie i Włosi, ale w uprawianiu seksu kombinują jak w gospodarce. Już od czasów starożytnych w miłości greckiej migają się od jedynej słusznej nauki Kościoła. W każdym razie, wielkie tradycje winiarskie idą ręka w rękę (i z użyciem innych organów ciała) z narodowymi tradycjami erotycznymi. Mawia się w takich sytuacjach: Przypadek? Nie sądzę.

Wniosek z tego wysnuwam taki, że nie staniemy się w pełni narodem winiarskim, dopóki nie wytworzymy również własnej narodowej kultury seksualnej. Tradycją, z której moglibyśmy być dumni; którą możemy oflagować jako seks polski jest seks stuprocentowo prokreacyjny na oczach księdza. A gdy rzeczywiście się ociepli, to nawet bez ubrania.

Polskich statystyk seksualnych nie sprawdzałem, natomiast winnie jesteśmy na fali wznoszącej. W ubiegłym roku wypiliśmy 7,5 % win więcej, już (?) około pięciu butelek per gardło. Na tego typu rynkach najszybciej rośnie sprzedaż tanich win, pewnie dlatego Polak wydaje na butelkę 16 złotych, wyłączając mnie i Radka Sikorskiego.

Niestety na polskie wino gronowe nadal musimy wydać więcej niż 16 złotych. A żeby było warte podrzucenia Hugh Johnsonowi do kieszonkowego wydania win świata, niestety będzie kosztować zwykle ponad dwadzieścia, i to euro.

Jeszcze w lipcu byłem w sklepie „13 Win” na warszawskiej Pradze. Z ziomkami blogerami testowaliśmy kilka polskich winnic. Nie sugerując się ceną, najbardziej smakowały mi wina najdroższe, niestety…Na tle wielu całkiem niezłych win absolutnie wyróżniła się Winnica Hople z Opolszczyzny. Testarossa 2015 trafnie została na sali nazwana „pierwszą polską Gran Reservą”. Hybrydowego szczepu cabernet cortis nie uświadczysz ani krzaka w Hiszpanii, poza tym rocznika 2015 nie znajdziesz jeszcze na rynku w żadnym beczkowym hiszpańskim winie. A w miasteczku Paczków już wypuścili świetną beczkową Rioję, hehe. Wino zaskakująco gotowe, napakowane świeżymi jeżynami i porzeczkami, skupione i z wysoką kwasowością, delikatną cabernetową nutą papryczną. Tej zielonej papryki więcej znalazłem w winie Hople Quatro 2015, ale też znacznie więcej garbników, czarnej porzeczki i aronii. Do obu win nie szczędzono dobrych francuskich beczek, nie szczędzono też cyfr, bo wina kosztują stówkę. Mimo to warte.

Sześciu Wspaniałych przy stole. W tym jedna czarna owca.

 

Ja w pełnej krasie (prawie). Koledzy tym razem jako tło.

 

Niedawno na mojej obecnej ziemi ojczystej, czyli w sali konferencyjnej Winosfery w Warszawie, odbyło się seminarium dla członków Stowarzyszenia Sommelierów Polskich dotyczące win polskich. I znowu poziom był przyzwoity, dobre wina Turnaua, niezłe białe winnicy Kojder. Spotkanie prowadził głównie Piotr Stopczyński z Pałacu Mierzęcin. Jeśli będziesz nocował(a) kiedyś w InterContinentalu, możesz zamówić butelkę jego Regenta za 350 złotych. Nie wiem, czy warto, bo w Warszawie sypiam u siebie.

Posłuchaliśmy też trochę o problemach polskich winiarzy. O tym, że nawet, gdy mają udane życie rodzinne to państwo i przepisy ich nie rozpieszczają. Banderole i koszty ich obsługi, akcyza, matryce i koszty etykietowania, kapturki cynowe za 2 złote, porządne korki za złoty pięćdziesiąt, butelki z czeskiej huty szkła, koszt butelkowania. Wino jeszcze nie jest dodane do kosztów, a za koszt pustej butelki można kupić nieśmiertelną kadarkę w markecie. Winiarza w dodatku gnębią jeszcze złodzieje, którzy w workach po saletrze (sic!) kradną grona na bimber.

Zresztą, objadać winorośle bez pytania potrafią nie tylko bimbrownicy – dyrektora z pewnej sieci handlowej (nazwa znana redakcji) zgubiła zgubiona hotelowa karta meldunkowa. Jak z tym walczyć? Jest prosta metoda, tabliczka „Uwaga, pryskane”. Myślę, że na tej samej zasadzie właściciele poszukujący swoich zaginionych psów ostrzegają „Pies w trakcie leczenia”.

 

 

Tytuł wpisu zobowiązuje, więc na koniec pierwsza trójka nieprawidłowo używanych słów, które najbardziej mnie rażą w branży.

WINO DEDYKOWANE…

Autor programu „Ojczyzna polszczyzna” przytaczał w jednej z książek parę przykładów polskich dedykacji w XXI wieku: Dedykuję panu ten odkurzacz, śruby dedykowane do ścian działowych, osobą dedykowana do kontaktu w urzędzie gminy jest Kowalski.

Ta przypadłość nazywa się repartycją znaczeń wyrazów, które kiedyś były synonimami. W języku polskim dedykować można piosenkę, a wino przeznacza się do gastronomii.

STO GRAM

Dlaczego na butelkę wina przeznacza się pięć kilogramów winogron, a nie pięć kilogram? Odmienianie jest proste: gram w piłkę i piję sto gramów wina dziennie. A wieczornie pozostałe sześćset pięćdziesiąt gramów, czyli mililitrów.

NASZE WINA

Korporacyjna nowomowa stworzyła Nas, Naszego i Naszych. To jest aż tak durne, że szkoda mi klawiszy, by się znęcać. Ciebie, Tobie,Was i Wasze. Ale nasze wina, nawet, jeśli to są Petrusy, do cholery! Gombrowiczowska synczyzna do potęgi.

 

I jeszcze mały suplement dotyczący uwag pewnego czytelnika językoznawcy i miłośnika win, który zastanawiał się nad zasadnością używania słowa „apelacja” na świadectwo pochodzenia wina. Oczywiście łacińskie appellation odwołuje się do sądu o ponowne rozpatrzenie sprawy i nawet nie znalazłem w Słowniku Języka Polskiego „naszych” apelacji. Ale proponowanie zamiany rozwiązania francuskiego na hiszpańskie denominacion (przemianowanie dużych nominałów pieniężnych na małe) jest przysłowiowym zawracaniem Wisły kijem…

 

ERRATA

Właśnie zerknąłem na tytuły wpisów blogów branżowych z ostatnich dni. Naliczyłem co najmniej dziesięć postów na temat jednego polskiego wina w ciągu tygodnia. Dziękuję ci, Lidlu, że mi nie wysyłasz swoich frykasów, tak trzymaj!

4 thoughts on “Ojczyzna polszczyzna

  1. Przeczytałem tytuł i… pomyślałem: o k…a nawet Winny dołączył do ogólnonarodowej patriotycznej blogerskiej histerii na lidlowską polkę. 😉 A tu taka niespodzianka. Brawo. 🙂

    1. Tak się nieszczęśliwie składa, że pisałem tekst w nieświadomości blogerskiego szału na Polkę. Ja płynę swoim nurtem, nie wątp we mnie, hehe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *