Nie ma winnicy w Krynicy

 

Ale i tak jest zajebiście. Tournée po Burgundii jeszcze przede mną, a nie jestem Immanuelem Kantem, żeby całe życie siedzieć w swoim Królewcu. Na trzy dni Krynica-Zdrój jest w sam raz.

 

Co się pije w Krynicy?

Przeżyłem szok estetyczny. Otóż zarówno ludność tubylcza jak i element napływowy pijają… wodę i  nie mam na myśli pinot grigio spod Wenecji. Naprawdę nie zaobserwowałem nikogo raczącego się szlachetnym trunkiem pijącego wino. Zaintrygowany tym zjawiskiem postanowiłem mu się przyjrzeć, a nawet spróbować zrozumieć. Dotarłem do starych ksiąg miejskich, z których wynikało, że jeszcze do XVIII wieku osadnicy pili tu wino. Ale powszechnie przecież wiadomo, że w czasach zamierzchłych woda była często skażona i piły ją zwierzęta – homo sapiens stojący wyżej na drabinie cywilizacyjnej degustował zaś wino.

Dopiero w XIX wieku odkryto w Krynicy złoża wody. Śmiałkowie marzący o fortunie zaczęli wiercić w ziemi, a kasyna i burdele, w których tracili fortuny, wyrastały jak grzyby po deszczu. Krótko mówiąc, Krynicę opanowała gorączka wody. Facet o nazwisku Zuber wykopał takie cacko:

 

Woda napakowana minerałami jak Pudzianowski sterydami. Od Żywca Zdrój ma tego towaru równo sto razy więcej. Co tam – w całej Europie nie ma drugiej takiej wody. Bardziej mineralna od chablis, w dodatku podobno leczy objawy przedawkowania chablis. Nie będę kłamał, że Zuber mi od razu posmakował, ale wytrawne wino za pierwszym razem tez było okropnie kwaśne i cierpkie. A jak byłem dzieciakiem to sprzedawanie wody w Polsce było równie powszechne jak handel piaskiem na pustyni. Na wsi woda była ze studni, w mieście z kranu, z bezbarwnych płynów kupowało się tylko zdrobnienie od wody, czyli wódkę. Może to z braku tradycji w Polsce  picia wszystkie wody wrzuca się do jednego worka na tej samej zasadzie, na której na gazowane Sowietskoje Igristoje mawia się szampan?

Bo przecież wody źródlane mają zwykle kilka razy mniej minerałów od mineralnych oraz mniej stabilny i stały skład pierwiastków. W dodatku producenci wód źródlanych nie muszą znakować ilości minerałów w butelce, ale prawie zawsze to robią, co mniej świadomego klienta upewnia, że „woda to woda”. Mineralni wodopijcy też niech nie popadają w hurraoptymizm: nawet magnezu czy wapnia w waszych wodach jest tyle, że musielibyście pić tyle co słoń.

Woda mi się wyczerpała, a ja nie planuję nowego bloga (chociaż domena www.wodny.com.pl jest nadal do wzięcia). Tak więc napiłem się czegoś dla prawdziwego mężczyzny, w Tyliczu pod Krynicą. Ustaliliśmy dwugłosem (moim i Agnieszki), że mógłby reklamować się w folderach biur podróży: „Tylicz – wyjątkowa miejscowość, w której zupełnie nic się nie dzieje”. Dlatego postanowiłem dodać mu trochę bajkowego kolorytu udając się na lokalny stadion Przełęczy z butelką Mouchao, najsłynniejszego wina południowej Portugalii. Dreszczyk emocji przeżyłem siadając na ławce rezerwowych Przełęczy. Tej samej, na której szykują się do wejścia na boisko Czesław Gruca, Janusz Chłód i Dawid Migacz.

MOUCHAO – „Colheitas Antigas 2000”

Wino oparte na dość mocarnym portugalskim szczepie alicante bouschet. Producent postanowił niewielką część swojego flagowego wina przetrzymać dekadę we własnej piwnicy. Efekt? Zapach suszonych przypraw i owoców, z niewietrzejącą butwiejącą beczką i intensywnym smakiem smolistych  jeżyn. Wino mocne i mocno rozczarowujące. Zostały w nim głównie mięśnie podstarzałego kulturysty. W „Winach Europy” przed laty to wino opisano jako genialne, więc szkoda tak długiego przechowywania.

Ocena: 86 p. Cena: ok. 200 zł. (Atlantika).

Nie pomogło mu nawet napowietrzenie i nielegalna nocna degustacja z plastikowego kubka w Polskim Busie…

 

Najbardziej nietypowe miejsce w Krynicy na keks?

W zasadzie to miejsce nad Krynicą, na szlaku na Jaworzynkę. Generalnie to nie lubię ambon, a na widok ambony myśliwskiej to już w ogóle rozglądam się za najbliższą siekierą. Jednak na wysokości około 1000 m. n.p.m. powietrze jest już pewnie rozrzedzone, bo uaktywniają się inne procesy myślowe. Postanowiliśmy się na   tą tę ambonę wdrapać. Keks w ambonie smakuje wybornie! Trzeba tylko uważać na wystający z górnej ramy okna gwóźdź oraz konsumować mniej łapczywie, bo zaczyna bujać jak w łodzi w czasie sztormu. Katastrofa była blisko, ale zeszliśmy na ląd cali, zdrowi i spełnieni.

A potem spotkaliśmy jego:

Ujęcie godne National Geographic. A w zasięgu słuchu przytrafił się turysta z mottem: „Ten pies wygląda jak lis”.

 

Najciekawszy film z Krynicą w tle?

„Nikifor” z Krystyną Feldman mi się podobał, ale pierwiastek sentymentalny przedwojennego kina bierze u mnie górę, więc mam innego faworyta. Z okazji krótkiego wypadu do Krynicy dwukrotnie obejrzałem komedię „Książątko”, kręconą w 1937 roku w nowo powstałym hotelu Kiepury „Patria”. Film polecam, obejrzenie hotelu (dzisiaj w formie sanatorium) polecam. Alabastry, marmury, wejściowe drzwi obrotowe i podłoga sali balowej od tamtych czasów się nie zmieniły. Energia dawnych epok wtapia się w mury i kamienie. Kamień żyje dłużej niż człowiek, ale wspomnienia o ludziach są niezniszczalne, więc coś po nas pozostaje…

 

 

Bodo po lewej, Fertner po prawej
Mouchao po lewej, Winny po prawej

 

 

 

 

 

 

 

 

Co można wypić w Krynicy, gdy obrzydnie Ci woda?

Ostatni fragment przeznaczony jest już tylko dla winiarskich freaków, zawiera krótkie opisy czterech czerwonych win ze zbyt mało docenianych francuskich apelacji nad Loarą. Wszystkie wymienione wina są ze szczepu cabernet franc.

CHATEAU DE VILLENEUVE 2011

Jedyne wino z apelacji Saumur Champigny (pozostałe są z najbardziej prestiżowej Chinon). Liściaste aromaty czarnej porzeczki, likieru cassis, wiśni, starej beczki. W ustach lekkie i zgrabne, chropowata ziemistość ładnie współgra z „liściastością”. Charakterystyczne „chude” taniny. Intensywny finisz galaretki wiśniowo-porzeczkowej i goryczki.

Ocena: 88 p. Cena: ok.60-70 zł. (DeliWina, kilka lat temu)

 

BERNARD BAUDRY – „Chinon 2011”                                                         

W nosie leśne maliny, dojrzała czerwona porzeczka, suszone owoce, fiołki, przyprawy, czekolada, akcenty prażone.

Kwasowe, z miłą drobnoziarnistą szorstkością i małą koncentracją, smakuje wiśniami, czereśniami ze skórką. Loarskie chłopskie wino.

Ocena: 89 p.   Cena: 55 zł. (promocja w M&P Pawlina)

 

 

BERNARD BAUDRY – „Chinon Les Granges 2012”

Startuje lekkim stajennym brettem, starą beczką i podpsutym mięsem. Jeśli ktoś nie kocha swojskich wiejskich aromatów, sugeruję kilkugodzinną dekantację. Drugiego dnia wino robi bardzo dobre wrażenie, pojawiają się nuty owocowe: wiśni, zgniecionych żurawin i truskawek. Spora kwasowość, lekkie ciało, oszczędny owoc, ziemistość, liściastość i świeżość. Chce się pić! Szczere wino od chłopa, z chłopską taniną, żadnego przymilania się – lubisz mnie albo idź sobie. Bernard Baudry to instytucja sama w sobie nad Loarą, a to tylko wino z jego średniej półki…

Ocena: 90 p. Cena: 55 zł. (promocja w M&P Pawlina).

OLGA RAFFAULT – „Chinon Les Peuilles 2012”

W tym Chinonie nie czuć beczki, tylko ziemię, wiśnie i początkowo tradycyjnie mięso. Dość zwyczajnie, dość rześko. Usta dość twarde, surowe i kanciaste, kwasowe, chyba nieco gęściejsze od win Baudry’ego. Nieco czerwonych owoców (wiśni i porzeczek) i ziemistości. Zero widowiskowości, wino nie dla gustu Parkera.

Ocena: 85 p. Cena: 68 zł. (Mielżyński)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *