Depeche Mode i Turnau. Winny mówi jak jest. I co pić pod Depeszów.

Moim najbardziej emocjonującym wydarzeniem ostatnich tygodni był koncert Depeche Mode. Na świecie są miliony facetów seryjnie monogamicznych w kwestii kobiet, ale w sprawach tak poważnych jak zespół muzyczny czy klub piłkarski uczuciowo są stali jak Korwin Mikke wobec wolnego rynku. W moim przypadku wystarczy zapamiętać dwie nazwy: Depeche Mode i Legia Warszawa. Z Legią zacząłem chodzić w drugiej klasie podstawówki, z Depeszami chodzę od drugiej klasy liceum. I tak bujam się z nimi (i przy nich) od 26 lat. W tym czasie przeszedłem przez kilka kobiet, przeleciałem nieco więcej (pozdrawiam prawie wszystkie), jednak w tej materii brakowało mi wytrwałości okazywanej muzykom. Choć żadnego nie przeleciałem.

Ja jako aspirant do krytyki winiarskiej czasem wybrzydzam na wina grane na syntezatorach i gitarach zamiast na fortepianie z sekcją smyczkową. Ale zwykli ludzie niekoniecznie wolą pić wina lepsze w kryteriach jakościowo-estetycznych. Poważni krytycy muzyczni nie schodzą poniżej Pata Metheny’ego czy Czajkowskiego, ale dla mnie jako niepoważnego melomana arcydziełem są kompozycje Depeche Mode i kropka. I wolę najtańszy bilet na ich koncert za 250 złotych od występu Krystiana Zimermana. A tym bardziej od dziesięciu lichych winek.

Na marginesie, krytycy muzyczni moim zdaniem są mniej nam potrzebni niż kiedyś, gdy dostępność płyt była utrudniona i ich znajomość czasem ograniczała się do wyobrażeń po przeczytanej recenzji.

A sam koncert odbył się w tym miejscu:

Stadion Narodowy, rok 1936
Stadion Narodowy, rok 1936
Narodowy, 2017. ładny kolaż video do „Where’s The Revolution” i pięści fanów

 

Po koncercie przenieśliśmy się (Winny i NieWinna, też Depeszka) na drugą stronę Wisły, z widokiem na Narodowy. Bulwary, food trucki i leżaki. Piasek i ciepła noc. W nadwiślańskiej knajpie piwo, piwo, piwo i prosecco. Mimo późnej pory i pokoncertowego haju jestem ciekaw jakież to prosecco, więc pytam czy mogę zobaczyć butelkę. Barman nakreśla w powietrzu seksowne kształty gruszki. Najpierw myślę, że podoba mu się figura Agnieszki, po chwili domyślam się, że pokazał dyletantowi jak wygląda butelka od prosecco. Staram się słownie sprecyzować, że lubię wino i pięć dych mogę wydać na cokolwiek, co przypomina wino (pamiętaj, że byłem na pokoncertowym haju) – byle by tylko pokazał butelkę. Barman potrącał się łokciem z kolegą, ale butelkę pokazał („Ciii, z wariatem nie dyskutujmy, Zenek”).

Towarzyszka i okoliczności przyrody były piękne, więc prosecco Amanti z użyciem wyobraźni smakowało amancko, a nie jak szczepionka na kleszczowe zapalenie mózgu.

 

Przy okazji, oferta współpracy dla Faktorii Win – za przyzwoitą opłatą zadbam o Wasze etykiety win. Wszystkie litery będą na swoim miejscu, Prosecco Extra Dry nie przetłumaczę na „wytrawne”. Na pocieszenie dla tego importera -widziałem też kiedyś kontretykietę innego Prosecco Extra Dry jako „ekstra wytrawne”.

 

Samych emocji koncertowych nie będę opisywał, skupię się na innym wątku. Otóż Depeche Mode dobrze słucha się z winem i w klimatach łóżkowych.

Oto moja łóżkowa lista Top 10 z podanymi rocznikami (i tytułem płyty):

In Your Room (1993, Songs Of Faith And Devotion)

Useless (1997, Ultra)

Only When I Lose Myself (1998, singiel)

Lilian (2005, Playing The Angel)

In Chains (2009, Sounds Of the Universe)

Corrupt (2009, Sounds Of The Universe)

Angel (2013, Delta Machine)

Secret To The End (2013, Delta Machine)

Should Be Higher (2013, Delta Machine)

You Move (2017, Spirit)

Dla mnie to najbardziej seksowna muzyka na Ziemi. Spróbuj uwieść swoją partnerkę / swojego partnera na te dźwięki, zapuszczając do bardzo zmysłowych i gorących pieszczot.  Natomiast do ostrego seksu analnego raczej polecałbym słuchać coveru Depeszów „Stripped” w wykonaniu Rammstein. Chociaż warto ten kawałek również obejrzeć na video, bo użycie fragmentów filmu Leni Riefenstahl z propagandowej Olimpiady w Berlinie w 1936 roku robi wrażenie. Mój kompetentny kolega jednak poleca seks analny pod Slayera lub Behemotha, ale zaznaczam, że nie jest to pairing przeze mnie wypróbowany – ani pochwał, ani pretensji nie przyjmuję.

Przy mozolnym tworzeniu tej listy erotycznej Top 10 Depeche Mode (początkowo liczyła coś ze trzydzieści pozycji) zacząłem się buntować: a czemu to do cholery chcesz się tak gimnastykować i wycinać tyle świetnych kawałków, by zostawić dziesięć? I doszedłem do wniosku, że ja, 99% procentowy ateista, uległem magii Dziesięciu Przykazań. Podobno bóg dał Mojżeszowi spisanych Dziesięć Przykazań, choć żadnych żywych świadków tej darowizny nie było. Dlaczego nie dał dziewięć albo piętnaście? Bo piętnaście to za dużo, by ludzie zapamiętali (skoro nawet współcześnie wielu ludzi nie rozumie wiadomości w telewizji), a dziewięć brzmi jakoś niepełnie i mało ważnie. Dziesięć wygląda marketingowo dużo lepiej, dlatego bezmyślnie je kopiujemy. Muzyczne listy Top 10, dziesięć faktów o cabernecie, dziesięć barolo wartych wypicia, dziesięć najdroższych win świata…

Ok. Muzyka już była, seks już był, o religię się otarłem, przejdę do win. Szukałem ostatnio win, które wchodzą ładnie pod Depeszów. Kilka w ogóle mi się nie sparowało, a potem otworzyłem dwie w miarę satysfakcjonujące butelki:

 

LA PEIRA – „Les Obriers de la Peira 2015”

Zarekomendowane w nowym branżowym piśmie „Ferment” jako styl burgunda z Musigny, więc spodziewałem się seksownych akordów pod nuty Depeche Mode. Trochę na wyrost. Bukiet co prawda bukietowy (kwiaty) i soku czereśniowego, a usta faktycznie czyste, radosne, wiosenne, kwasowe, owocowe i ziołowe. Z burgundem bym tego nie pomylił, ale też nie rozpoznałbym w nim wina z Langwedocji.

Ocena: 87 p. Cena: 79 zł. (Mielżyński)

 

DAVID DUBAND – „Chambolle Musigny 1er Cru Les Sentiers 2007”

Skoro langwedocki niby-burgund nie całkiem mnie porwał, udałem się do samej świątyni. Bo co może dać więcej zmysłowości niż Chambolle Musigny Premier Cru? A jednak przegrało erotycznie z Depeszami. Aromaty głównie pasztetu, poza tym dymne, może też czerwonych porzeczek. W smaku okrągłe i nawet ciut kremowe, z całkiem mięsistym, obfitym i wyraźnym porzeczkowym owocem. Mocno wytrawne i dość długie.

Ocena: 87 p. Cena: ok. 120 zł. (Vinoteka 13, wyprzedaż 1-2 lata temu)

 

Szukałem dalej. I było lepiej!

DETTORI – „Chimbanta 2011”

„Magazyn Wino” na tle magazynu książek. Tak, to więzienie nazywa się Biblioteka Narodowa

Odjazdowy i uznany producent z Sardynii. Wino niefiltrowane, z kadzi cementowej bez użycia beczki, z lokalnego szczepu monica. Uprawy organiczne. Dettori woli nie zebrać owoców niż stosować opryski, przez co kiedyś zostawił prawie całe roczne zbiory pleśni na pożarcie. Na etykiecie dumnie pisze, że nie podąża za trendami, a jego wina nie są takie, jakie chciałbyś, żeby były. Pomyślałem, że moglibyśmy zostać kumplami.

Zapachy bardzo przyjemne: mieszanki dzikich ziół i powideł, do tego zmywacz do paznokci (tzw. lotna kwasowość) i trochę gorąco od 16 % alkoholu.

Smak? W pierwszym ataku słodki i smażony, po nim pojawiają się akcenty migdałowej goryczy. Bardzo duża intensywność doznań, owoc wchodzi łatwo w usta. Kakofonia smaków gwałci podniebienie, wygina się lubieżnie jak szamański Dave Gahan śpiewający „Barrel Of A Gun” na Narodowym. Nieokiełznane jak potencja Rona Jeremy’ego (ej, serio go nie znasz???).

Próbując „Chimbantę” w ciemno obstawiałbym coś pomiędzy valpolicellą ripasso, malbekiem z Mendozy, a garnachą ze starych krzewów. To wino może nie było aż tak seksowne jak koncert Depeche Mode, ale pod koniec chciałem wylizać…kieliszek do czysta.

Ocena: 91 p. Cena: 89 zł. (Magia del Vino)

 

WINNICA TURNAU – „Rondo/Regent 2015”

Na Dettorim miał się wpis zakończyć, ale jest letnia upalna noc, a ja dopijam butelkę pozostałą po seminarium Stowarzyszenia Sommelierów Polskich. Chyba piłem je we wcześniejszym roczniku, ale dzisiaj zdmuchnęło mnie to polskie wino! Jak to, Depeche Mode pod Turnaua? A czemu nie? Właśnie proponuję pairing z utworem „Corrupt”:

Wino zaczyna się zapachami słodko-dębowymi, lukrecji, czekolady, owoców leśnych, potem dryfuje w stronę czarnej morwy i słodkich przypraw. Ustami śpiewającego w tle Davida Gahana wystawia moją moralność na próbę i próbuje wieść na manowce perwersyjnie jęcząc „Mógłbym cię zdeprawować w jednej chwili / Będziesz wywoływać moje imię / Kiedy potrzebujesz kogoś winić”. I właśnie poczułem się Winny i zdeprawowany, wpadając w trans przełykania tych perfekcyjnie dojrzałych jeżyn i aronii. Zajebiste-jedwabiste i mięciuchne taniny szepczą „Pij mnie tu i teraz i nie zwlekaj”. Wino nowoczesne i konkursowe. Zaprojektowane, by cieszyć.

I to mają być szczepy rondo i regent, winorośl „niewłaściwa”? To ma być gorszy sort? W tej chwili niepotrzebne mi cabernety i merloty. Śpiewajcie Turnaua i Depeszów. Dobranoc.

Ocena: 92 p. Cena: ok. 80 zł. (różne miejsca, np.: Winosfera).

 

7 thoughts on “Depeche Mode i Turnau. Winny mówi jak jest. I co pić pod Depeszów.

    1. Zaskoczyłeś mnie znajomością niszowego kawałka. Coś spokojnego, może białe mało aromatyczne, niekoniecznie z Lidla:)

  1. Świetny tekst. Miałem banana jak czytałem ten wpis. Dzięki za kilka podpowiedzi. Coś wybiorę dla siebie. Pozdrowienia od redakcji mode2joy.pl / 101dm.pl

    1. Należał się Depeszom choć ten jeden raz hołd z mojej strony na blogu 😊. Dzięki za pochwały i pozdrowienia dla portalu.

  2. Ciekawy wpis 😉 jakiś nigdy mi nie przyszło do głowy dobierać wino pod utwory DM – może wypróbuję 👍zastanawia mnie tylko brak Barrela w dziesiątce przykazań?

    1. Już to wyjaśniałem na FB. Dziesięć Przykazań, czyli autorska lista erotycznych utworów. „Barrel” też brałe pod uwagę w researchu 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *