Pinoty, nadwiślańskie bulwary i marketingowe pierdoły

Trwającą już miesiąc hibernację Winicjatywy odczuwają cyfrowo blogerzy. Moje ostatnie trzy wpisy przeczytało po dwieście osób czyli połowa zwykłych czytelników porzuciła mnie wraz z nieruchawą ostatnio Winicjatywą. Nie znam jeszcze dokładnej wizji rozwoju tego portalu, choć już poliszynel wie o wprowadzeniu części płatnej oraz pisma obrazkowego o winie. Mam jednak przypuszczenia, że wpłynie to na zahamowanie wzrostu ilości czytelników zarówno Winicjatywy jak i blogów podpiętych pod nią.

 

Mając to na uwadze przeprowadziłem tani i prosty eksperyment promując swój ostatni wpis. Facebook zyskał ode mnie dofinansowanie 7 złotych i bardzo skrupulatnie w zamian przeanalizował wyniki mojej kampanii reklamowej postu o amarone. Analityk Facebook wyliczył dotarcie do 164 osób i pobudzenie do aktywności 29 razy. Nie pytajcie mnie co to znaczy, bo ja pobudzenia żadnego nie wyczułem. Reklamowany wpis przeczytało więcej mężczyzn niż kobiet, w związku z czym reklamując post „ponoszę trzykrotnie większy koszt na czytające mnie kobiety niż na mężczyzn”. Dla mnie to żadna nowość, gdyż kobiety z reguły mocno obciążały mój budżet. Przypomniało mi się stwierdzenie legendarnego piłkarza George’a Besta: „Mnóstwo pieniędzy wydałem na kobiety i alkohol. Resztę po prostu przepuściłem”. Gdybym przetransferował wydatki z jego pozycji 1 na pozycję 2, do końca życia nie musiałbym już kupić ani jednej butelki wina.

Zaawansowany w bloggingu i technikach marketingowych kol. Zdegustowany Bazylak poradził mi, żebym przy kolejnym promowaniu wpisu ustawił samodzielnie grupę docelową czytelników. Właśnie spróbowałem, ale nigdzie nie widziałem w ustawieniach wyboru bezdzietnych kobiet z Warszawy w wieku 28-38 lat.

Chociaż niespecjalnie zabiegam o popularność (nigdy nikogo nie prosiłem o „lajka” czy polubienie strony, itd.) to oczywiście nie piszę tylko dla siebie i cieszy mnie uznanie. Najbardziej to sobie uzmysłowiłem kilka dni temu, gdy zupełnie znienacka po wielu latach napisała do mnie na tymże Facebooku pierwsza wielka miłość, zasypując masą komplementów. I choć nie sławiła mojej obecnej urody to urzekła ją właśnie moja działalność piśmiennicza.

Ja z kolei nie ukrywam swojego zainteresowania kobietami i pinotami. I lubię je łączyć ze sobą.

 

To nieprzypadkowe dłonie i paznokcie, bo nie byle jakie – własnoręcznie zbierały pinoty w Burgundii w całkiem dobrym roku 2014. A obok to nieprzypadkowy pinot, bo pierwsze w historii ojczyste wino docenione srebrnym medalem Decantera 2017. Dziewczęta z lewej strony zupełnie przypadkowe.

ADORIA – „Pinot Noir 2015”

Czysty nos z dużą ilością kompotowych czerwonych śliwek, truskawek i ciepłą piżmową nutą. W ustach lekuchne i zwiewne, zbudowane na troszkę wodnisto-kompotowym owocu. Smak czerwonej porzeczki, zauważalna kwasowość, nieco szorstkiej ziemistości, po godzinie kontaktu z nadwiślańskim powietrzem doszedł posmak ziół. Nie przyspiesza serca, ale warte spróbowania. Gotowe do wypicia, jak chcesz to potrzymaj w piwnicy rok lub dwa.

Ocena: 87 p. Cena: 71 zł. (Auchan). Bezpośrednio w Adorii – 110 zł.

Paulina (ta od paznokci): 5 (oko) + 13 (nos) + 18 (usta) + 9 (ogólna jakość i potencjał dojrzewania) = 95 p.

Czego mi zabrakło ? Nadwiślańskiego świtu i odśpiewania pod Niemena „Snu o Warszawie”. Ale warto przecież po coś żyć dalej?

Aha. I daję w ryj jak ktoś mi teraz powie, że Warszawa jest brzydka.

Następnego ranka postanowiłem pójść za ciosem. Nabrałem sił omletem. Wybrałem na niego jaja od kury na tyle szczęśliwej od grzebania w podwórkowej ziemi, że wydaliła je z pięknie wygrawerowanym napisem „wolny wybieg”. A na drugie śniadanie były już pinoty. A jakże, z Burgundii.

ANTONIN RODET – CHATEAU DE MERCEY – „Mercurey Premier Cru En Sazenay 2011”

Apelacja z mniej prestiżowej południowej Burgundii. W nosie ciasto korzenne, ciepłe czereśnie, wiśnie, porzeczki, nuta dziczyzny. Smak owocowy zgodny z zapachami, ze sporą świeżą kwasowością i gibkim ciałem. Finisz średni i nieco ziemisty. Wino dość pełne, więcej w nim twardości niż finezji, ale Mercurey to właśnie raczej krzepkie pinoty. Nie jest za stare, ale na degustacji parę lat temu bardziej mi smakowało.

Ocena: 87 p. Cena: ok. 100 zł. (Vininova, kilka lat temu)

 

LOUIS LATOUR – „Marsannay 2011”

Marsannay jest skrajnie północnym przyczółkiem dla słynnego burgundzkiego Cote d’Or. Ciekawe, że znane jest z najlepszych… różowych pinotów w Burgundii. Ten czerwony pinot w zapachu jest ładny, łagodny, pełen dojrzałych truskawek, czereśni i malin, płatków róży. Bez stajennego zapachu bretta. W ustach spora kwasowość, ale owoc trochę już suszony i pusty. Tu gibkości poprzedniego Rodeta nieco brak, ale jest jego rustykalność.

Ocena: 83 p. Cena: ok. 60-80 zł. (Sommelier Dystrybucja, kilka lat temu)

 

Ja sam do końca nie zawsze rozumiem co widzę w tych pinotach, gdy nie zawsze zachwycają. Zupełnie tak jak z… No, dobrze, zostawię pewne niedomówienie.

4 thoughts on “Pinoty, nadwiślańskie bulwary i marketingowe pierdoły

  1. Nie wiem o co chodzi z tymi statystykami dotarcia na facebooku bo szczycę się tym, że na tym portalu nie mam konta i nie przewiduję je mieć 😉 ale odkrycie że winami w Polsce ( zresztą na Świecie chyba też patrząc na filmiki na youtube) interesują się bardziej faceci niż kobiety to już dawno samemu zaobserwowałem. Nawet jeśli jest prawdą że kobiety częściej kupują wino to robią to wyłącznie z tego powodu aby napić się wina natomiast faceci się tym po prostu interesują. Z moich obserwacji wynika że stosunek facetów do kobiet interesujących się winem ale w sensie hobby czy fascynacji a nie tym jaka butelkę kupić do wypicia to jest jak 5:1.
    Zresztą stosunek mężczyzn do kobiet posiadających jakiekolwiek hobby ( poza zakupami) to też z 5:1.
    Chyba dlatego że w świecie pisania o winie jest tak mało kobiet, takie osoby jak Janice Robinson mogły zrobić taką karierę. Moim zdaniem ona została napompowana do tak niebotycznych rozmiarów przede wszystkim dlatego że jest kobietą. Czytałem jej notki degustacyjne wielu win i porównywałem do pisania takiego Parkera. W jej wykonaniu to jest po prostu dramat….
    Zresztą sami sobie porównajcie notki Parkera czy Sucklinga do Robinson na stronie Farr Vintners dla wielu Bordeaux np. https://www.farrvintners.com/wine.php?wine=29565&referrer=wine-searcher

    1. Konkretnie pojechałeś 🙂 Z ilością fascynatów winem wśród obu płci nie będę polemizował, jak i w kwestii innych hobby. To temat na pracę doktorską dla socjologa. Nie lubisz Robinson, ale chociaż nie przekręcaj jej imienia z Jancis 🙂
      A co do not degustacyjnych, Jancis są zawsze lapidarne. Trudno mi stwierdzić czy jest mniej kompetentna w degustowaniu, ale ona zawsze notuje na żywo i nie redaguje notek. Parker robi z notki artykuł przed komputerem….

    2. Moim zdaniem to sie zapetla – pijemy wino, co wyzwala zainteresowanie nim, przez co pijemy coraz bardziej swiadomie i selektywnie, co znowu pobudza zainteresowanie…Kupujac kolejna butelek wina nie da sie chyba choc troche nie zainteresowac tym, co na etykiecie ? Zas ‚kupowanie, zeby napic sie wina’, czyli poszukiwanie adekwatnej do danej okolicznosci butelki jest jak najbardziej fascynujace ! Bylo nie bylo, wino jest po to, zeby je pic i dlatego je kupujemy i zaglebiamy sie w tematyke z nim zwiazana.

      Co do proporcji 5:1, mam identyczne obserwacje, choc bylabym mniej surowa i dalabym 4:1. Dla mezczyzn hobby to czesto forma ucieczki, wiec uciekaja, w sport, majsterkowanie, zbieractwa rozmaite. Kobieta w tym czasie nierzadko opiera, karmi i oporzadza takiego hobbyste, zeby nie musial sobie zaprzatac glowy przyziemnymi sprawami i mogl w spokoju pisac notki, puszczac drony, biegac ultramaratony, grac amatorsko w kapeli metalowej, co tam kto lubi 😉

      Pozdrawiam z upalnego UK – za kilka tygodni zaczynam WSET Level 2 i nie posiadam sie z radosci 🙂

      1. To prawda że kobiety są większymi realistkami i praktykami jesli chodzi o tak zwane życie 😉 dlatego je bardziej niż mężczyzn interesuje konkret a wielu mężczyzn interesuje się jakąś ideą stad te wszystkie popularne hobby wśród Panów łącznie z winem.
        Powodzenia na egzaminie WSET2 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *