Erowinny

Biada tym, którzy od wczesnego rana gonią za trunkiem, których do późnego wieczora rozpala wino” Księga Izajasza

 

Wiśta wio, łatwo powiedzieć… W jaki sposób mieszkając w Warszawie nie ganiać od rana za winem, gdy zaproszenia spływają jak na wesela w lipcu. Nie wymieniłbym wszystkich degustacji z ostatniego miesiąca, a co dopiero czynić z nich szczegółowe notatki. W zasadzie staję się tak wymagający, że zacznę odmawiać degustacji nie kończących się bankietem lub choćby skromnym trzydaniowym obiadem z deserem.

Zostałem bywalcem Vitkaca. To taki luksusowy dom towarowy postawiony w miejscu dawnego aluminiowego baraku z odzieżą second hand. Bywam, ale zakupów tam nie robię. Nie rozumiem jak można zmarnować dziesięć tysięcy na torebkę Louis Vuitton, gdy za tę kwotę można mieć szampana Kruga „Clos d’ Ambonnay”. Zrozum, człowieku, kobietę. A do Kruga zaraz jeszcze wrócimy.

No więc tydzień temu w Vitkacu zanurzyłem się w rozpasanej degustacji win australijskich: 21 shirazów, 17 chardonnay, drugie tyle win kupażowanych z udziałem shiraza lub chardonnay.

Jest indyk po bretońsku, po cygańsku, po bretońsku, indyk a la flaczki, indyk a la łosoś, indyk a la szynka” (menu w restauracji Kongresowej, z którego wybierał docent Furman w „Alternatywy 4”).

Nie dowieźli nic z Tasmanii, nic z Mornington, nic z Hunter Valley, był samotny cabernet z Coonawarry, dwa odpady z Margaret River. Piękny przekrój bogactwa kontynentu, nie ma co…

Błąkając się między stoiskami mrowienie poczułem tylko raz. Tutaj maskuję je nudą na tle likwidowanego Smyka i Pekinu (którego niektórzy też by chcieli zlikwidować):

Ja, Smyk i Langmeil

Langmeil – „Orphan Bank Shiraz 2013”

Intrygujący nos: sos śliwkowy, dym z ogniska, głóg, jałowiec. Po kolejnej degustacyjnej porcji tuzinów kangurzych shirazów nareszcie trafiłem na innego niż reszta, mimo że gęsty, czekoladowo-eukaliptusowy shiraz z obniżoną kwasowością to australijska bajeczka dla zwolenników teorii spiskowych. W tym shirazie (częściowo 150 letnie krzewy!) nareszcie znalazłem idealny ekstrakt, niespodziewaną słoność i brak wyczuwalnej taniny, która jednak była, oj była i dała temu winu piękne podsumowanie.

Ciekawiej za to było za kulisami. Kolega tygodniami uwodził niewiastę, w końcu postanowił pięknie sfinalizować ich przyjaźń. Hotel napakowany gwiazdkami, płatki róż w łazience i sypialni, szampan Kruga w coolerze. I co z tego koledze, skoro nie stanął… na wysokości zadania. Niepojęta sprawa, moje doświadczenia przekonują, że kobieta idealnie komponuje się z Krugiem i przy pomocy butelki potrafi kilkukrotnie osiągnąć… W każdym razie pewnego wieczoru zostałem Krugistą, wręcz gorącym wyznawcą zostałem. Aha, właśnie zastanawiam się też nad rozszerzeniem tematyki działalności publicystycznej, mam nawet roboczy tytuł takiej strony (patrz nagłówek). Łączenie wina z jedzeniem każdemu się przejadło, inni eksperymentują z winem i kinem, winem i książką, winem i muzyką. A co jest najnaturalniejszym uzupełnieniem wina, hę?

Pozdrawiam przy okazji moją nową czytelniczkę, z którą parę godzin temu degustowałem w wine barze butelki z doliny Douro. Wina nawet dobre, dyskusja jednak rozgorzała co do szat. Pół biedy, gdyby chodziło o zdejmowanie ubrań, granie w butelkę, itd. Nie, problemem okazały się ciuszki na butelkach, za skromnie ubrane były, że niby wina z takimi etykietami słabo się sprzedadzą… A ja pomyślałem, że Steinbecka mogę czytać nawet, gdy wydawca wrzuci na obwolutę cycatą blondynę w Porsche.

Inna mini-kontrowersja z ostatnich dni. Znajomy (też od win rzecz jasna, ale nie ten sam od hotelu i Kruga) zauważył na Facebooku skutki nadchodzącego lata. Otóż przypomniał, że do całkiem niedawna w dowodach osobistych obowiązywała rubryka „Znaki szczególne”, którą współcześnie uzupełniłby o odpowiedź: „Brak tatuaży”. Stosunku do tatuaży nie mam, bo stosunek jest z kimś kogo się lubi, czym wsadziłem kijek w mrowisko. Jako, że jestem tutaj u siebie i lubię cytaty to proszę: Dopuszczanie do krytyki nikomu nie podoba się. Więc dlatego tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było w ogóle. Tylko aplauz i zaakceptowanie („Rejs”).

Powróćmy do Vitkaca, tym razem na całodniową degustację i seminaria organizowane przez importera Vinoteka 13. Wystawieni producenci od znanych do słynnych: z Toskanii Il Poggione, Poliziano i Fattoria di Felsina, z Piemontu Elio Grasso. Master classes były na bardzo wysokim poziomie organizacji, jakości win i jakości wiedzy prowadzących właścicieli lub przedstawicieli winnic. Dużo win było godnych uwagi, wybrałem z nich dwie Felsiny:

Fattoria di Felsina – „Chianti Classico 2014” 95 zł.

Niezły przyprawowy nos, gałki muszkatołowej, kakao, owocu. W ustach zaczyna się lekko, potem nabiera zaskakującej zwariowanej dynamiki, mocy i głębi. „Bohemian Rhapsody” (pozdrowienia dla kol. Misiora). Ekstremalnie ziemiste, szorstkie pokłady czarnoziemu i wiśniowa moc.

Fattoria di Felsina – „Rancia Chianti Classico Riserva 2012” 199 zł.

Popisowe wino producenta. Gorąca kawa parująca z filiżanki, korzeń lukrecji, wiśnie w czekoladzie, kakao, przyprawy. Smak ewidentnie zbyt młodego wina, które ma wszystko co konieczne do starzenia, o sporej koncentracji, nutach prażonych, herbacianych i wiśniowych.

Zastanawiałem się za co degustację skrytykować, może za wschodnią ekspozycję szklanych witryn w sali seminaryjnej skutkującą niedostatecznym doświetleniem słonecznym?

Degustacja w ciemno

Albo przyczepić się za źle wybraną datę degustacji w ustanowiony przez Unię Europejską Międzynarodowy Dzień Seksu? Nie wiem czy Rada UE wydała rozporządzenia z kim i ile razy ten dzień należy świętować i ogólnie rzecz biorąc nie obchodzę żadnych świąt, ale tym razem spuszczę…kurtynę milczenia.

W poprzednim wpisie pojawił się wspaniały wiersz Baudeleire’a, dzisiaj na pożegnanie kontynuacja z „Kwiatów zła”.

„Dusza wina”

Raz wieczorem w butelkach piała dusza winna:

„Człecze wydziedziczony, mnie szczególnie miły,

Ze szklanego więzienia ma słoneczność płynna

Śle tobie pieśń światłości, braterstwa i siły!

Wiem, ile trzeba wylać na górę spaloną

I potu, i zabiegów, i skwarnego słońca,

By zapłodnić me życie – tchnąć duszę w me łono;

Toteż będę ci wdzięczna i wierna do końca.

Bowiem radośnie spływam, jak kojąca siła,

Do wysuszonej pracą spragnionej gardzieli,

I gorąca pierś człecza to słodka mogiła,

Gdzie mi raźniej niż w chłodnej piwnicznej pościeli

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *