Lepiej gra się bez hetmana

Ponad sto lat temu ówczesny wybitny rosyjski szachista będąc w podróży musiał załatwić jakąś urzędniczą sprawę. Urzędnik go nie rozpoznał (w tamtych czasach nazwiska nie można było sobie wygooglować), ale przyjął i wskazał krzesło. Wskazał jednakże też szachy leżące na biurku przedstawiając się jako pasjonat tej gry i spytał grzecznie petenta czy w szachy również grywa. Petent na to, że przyszedł załatwić pilną sprawę, a w szachy niestety nie grywa.

– Nie szkodzi, że pan nie grywa. Ja dzisiaj nie miałem z kim zagrać jeszcze ani jednej partii, wygląda pan na rozumnego człowieka, szybko pana nauczę, trzy partyjki zagramy i pana sprawę załatwimy.

Ogólnie: będzie pan zadowolony.

Czytelnicy Gogola czy Czechowa wiedzą jakimi wartościami kierowali się carscy biurokraci, więc arcymistrz mógł co najwyżej zdumieć się prośbą o zagranie w szachy zamiast wyciągnięciem ręki po sakiewkę. Jako że nie miał problemów z syntetycznym i analitycznym myśleniem, postanowił wczuć się w rolę adepta szachowego. Urzędnik objaśnił więc reguły, ale wygranie z nowicjuszem dałoby satysfakcję w rodzaju wygrania biegu z kulawym. Postanowił w ramach polityki wyrównywania szans zagrać bez najważniejszej figury bojowej – hetmana.

„Adept” grając nawet z przewagą hetmana przegrał trzy partie pod rząd, jednak rozbawiło go chełpienie się urzędnika tymi wygranymi. Rzucił grzeczna uwagę, że może lepiej gra się bez hetmana? Urzędnik zaperzył się uwagą dyletanta i żeby go przekonać o absurdalności tezy zaproponował kolejne trzy szybkie partie z odwróceniem ról. Tym razem to „nowicjusz” miał zagrać bez hetmana.

Role odwróciły się w dwójnasób, bo i zwycięzca był inny, a te trzy partie trwały jeszcze krócej niż poprzednie. Zbaraniałemu urzędnikowi arcymistrz spokojnie wyjaśnił: Przecież mówiłem, że lepiej gra się bez hetmana…

 


Sobotnie Mistrzostwa Polski Sommelierów w warszawskim luksusowym hotelu Regent miałyby jednego faworyta. Jednak w tak nonszalanckim stroju i z malowanym ramieniem nie można człowieka dopuścić do konkursu:

Piotr Pietras (ostatni dwukrotny mistrz Polski, dziesiąty sommelier świata i drugi sommelier Europy) zasiadł więc na trybunach. I co? Lepiej gra się bez hetmana! Przynajmniej dla równiejszej rywalizacji. Do pierwszej trójki zakwalifikowali się dwaj Anglicy: Maciej Łyko (asystent Pietrasa w londyńskiej restauracji) i Marek Przyborek oraz samotny Polak Maciej Sokołowski. Wybaczcie brak szczegółowej relacji, ale myślami błądziłem gdzie indziej.

Przyborek usiadł obok mnie, więc za chwilę ogłoszono go zwycięzcą

Jednak nie umknęła mojej uwadze degustacja w pół-ciemno, gdy finaliści nie mieli problemów z rozpoznaniem wszystkich czterej win jako kalifornijskich, pochodzących zresztą od kalifornijskiego sponsora. Wina najlepiej smakowały w kieliszkach Riedel i popijane Cisowianką Perlage. Zabrakło oklejenia zawodników sponsorami tytularnymi niczym kierowców Formuły 1. I zwieńczeniem powinno być polewanie szampanem Gosset w butelce magnum na podium przez zwycięzcę Marka Przyborka. Podrzucę te pomysły za rok. Jestem w końcu, pardon, świeżym, choć jeszcze niezbyt prężnym członkiem Stowarzyszenia Sommelierów Polskich.

Notatki robiłem tylko z jednego etapu finału. Finałowa trójka musiała opisać podanego szampana Gosset i podać jego nazwę. Interesujące jest przecież to jak profesjonaliści niezależnie od siebie postrzegają degustowane wino. Tym razem był to Gosset Blanc de Blancs. Maciej Sokołowski jako jedyny rozpoznał szampana zrobionego z samego chardonnay.

Maciej Sokołowski

Nos: skórka od chleba, świeże i zbite jabłka, brioszka, trochę kwiatów. Usta: miła kremowa struktura, skórka chlebowa, finisz jedwabny i kwiatowy. Gosset Blanc de Blancs.

Marek Przyborek

Nos: żółte owoce, brioszka, trochę czerwonych owoców pochodzących od pinot noir. Usta: żurawina, kredowa mineralność. Gosset Grande Cuvee.

Maciej Łyko

Nos: zielone jabłka, limonka, skorka cytryny, wilgotne kamienie, skórka chlebowa. Usta: zielone jabłko, biała śliwka, biała morela. Gosset Brut.

 

A ja pochwalę się swoim winem.

 

HEYMANN-LöWENSTEIN – „Erste Lage Uhlen Laubach 2007”

Laubach to jedna z trzech słynnych, stromych parceli tego producenta rieslingów znad Mozeli.

Złota barwa. Dużo aromatów nafty i dymu, również moreli i miodu. W tle piwnica, mokra skała, może rumianek i kwiaty.

Przyzwoita koncentracja owocu i smak przecieru z dojrzałych miodowych jabłek pieczonych na blasze. Można się zaklinać, że wino z cukrem resztkowym, choć Heymann-Lowenstein robi ultrawytrawne rieslingi. Dzięki wysokiej kwasowości to wino starzeje się jak eleganckie spätlese i nawet za następne 10 lat nie powinno być utlenione. Łagodne i woskowe, ale na dnie i w finiszu nieco ziemiste i szorstkie od tanin ze skórek. Nabrałem podejrzeń co do maceracji. Zajrzałem więc do biblii, a w niej fragment ewangelii:

„Rdzenne drożdże, fermentacja spontaniczna, bez kontroli temperatury, stosowana jest nawet krótka maceracja skórek w moszczu, co dla rieslinga jest ewenementem. Ślad niecodziennego połączenia paryskiej bohemy i niemieckiej zdroworozsądkowości, Brela i Kanta odnajdujemy w samych winach. Obecnie najistotniejsza posiadłość w Niemczech dla naszego życia duchowego.”

z listu św. Marka i św. Wojciecha do akolitów, psalm „Wina Europy”, s. 481.

Ocena: 91 p. Cena: ok. 150-200 zł. (101 Win – kilka lat temu, obecnie niedostępne)


 

Ten piękny ustęp natchnął mnie do wertowania poezji, odkopałem więc „Kwiaty zła” Baudelaire’a. Warto było, proszę na koniec o wzmożoną uwagę. Upajajcie się!

 

Trzeba wciąż być pijanym. To cały sekret: w tym tkwi wszystko.

Żeby nie czuć straszliwego ciężaru Czasu, który miażdży wam barki i zgina grzbiet ku ziemi, musicie wciąż się upijać.
Czym ? Winem, poezją albo cnotą, wedle upodobania. Byle się upić.
A jeśli kiedyś, ocknąwszy się na stopniach jakiegoś pałacu, na zielonej trawie skarpy czy w ponurej samotni waszego pokoju, poczujecie, że upojenie osłabło lub przeszło, spytajcie wiatru, fali, gwiazdy, ptaka, zegara, wszystkiego co pędzi, wszystkiego co wzdycha, wszystkiego co krąży, wszystkiego co śpiewa, wszystkiego co mówi,

spytajcie, która godzina; a wiatr, fala, gwiazda, ptak, zegar odpowiedzą: „Jest godzina pijaństwa ! Żeby nie być udręczonymi niewolnikami Czasu, upijajcie się; upijajcie się bez przerwy ! Winem, poezją albo cnotą, wedle upodobania”.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *