Bloger kategorii III

Przyznam, że po okresie intensywnego czytania blogów winnych przerzuciłem się w Internecie na przykład na felietony sportowe. W naszej blogosferze brak mi pisania o sobie, swoich odczuciach i poglądach. Brakuje mi świeżości jak brakuje w trzyletnim vinho verde. Jest jednak kilka blogów, które czytam bez względu na nagłówek czyli ze względu na autora. Blogów autorskich, których styl jest rozpoznawalny nawet z zakrytym nazwiskiem. Na takie nazwisko trzeba jednak sobie zapracować, żeby potem nazwisko pracowało na Ciebie. Wtedy nie musisz głowić się godzinę nad efektownym tytułem wpisu – bo masz kredyt zaufania u czytelnika, że nie zmarnuje tych kilku minut po kliknięciu.

Tradycyjnie trochę narzekam, ale obowiązkowo musiałem wziąść1 udział w Zlocie Blogosfery. Okupiłem go nawet stratami finansowymi: mogły być ładne zawodowe przychody, a wybrałem odchody (150 zł. za degustację porto). Na zocie stawiło się ze trzydzieści sztuk czyli połowa krajowych blogerów: za rok 2016 liczydła Winicjatywy nanizały w sumie 57 blogów. Aż 63 % wpisów w blogach w ubiegłym roku dotyczyło win z dyskontów i te dokonania zostały podsumowane w analizie kondycji blogosfery wdzięcznym określeniem „Blogerzy galerianie”. Bez odmieniania rodzaju żeńskiego. W połączeniu z drugą kategorią „Kronikarzy” (opisów win z proszonych degustacji) mamy już moim zdaniem blisko 50 blogów z 57.

 

 

Jak zauważono w trakcie prezentacji, brak na horyzoncie blogerów z autorytetem angielskiego Jamie Goode’a. Szukając polskiego Goode’a organizator zlotu Winicjatywa testowała nasze kompetencje, degustowaliśmy w ciemno dziesięć win. Podobno czwarte miejsce jest najgorsze (że tuż za podium bez medalu), mi jednak wydaje się, że najgorsze jest ostatnie, więc oceniam się na czwórkę minus. A może najgorzej było być Maćkiem Gontarzem, który przegrał sponsorowany wyjazd do włoskiego regionu Friuli ze Sławkiem Sochajem myląc się o jeden procent alkoholu w jednym z odgadywanych win?

Najlepszy w degustacji w ciemno okazał się jednak kol. Nowicki z Winicjatywy, który jednak jako współorganizator nie wyciągnął łapy po główną nagrodę. I dobrze dla niego, bo atmosfera zrobiłaby się niczym po losowaniu Narodowej Loterii Paragonowej, w której samochód wygrała koleżanka szefowej NLP.

W trakcie tzw. warsztatów z kreatywnego pisania (prowadzonych przez Ewę Wieleżyńską) przeszliśmy od roastów kolegi Nowickiego i koleżanki Józefiak do wieczorku literackiego dla geologów i historyków mitologii nordyckiej, który zaserwował kolega Piątek. Niewiele z jego referatu zrozumiałem, bardziej rozumiem samego autora – w moim przekonaniu tytułowego wilka stepowego Hessego polskiej sceny blogerskiej.

Brakuje mi za to na naszej scenie bloga, który wyłamałby się z kręgów adoracyjnych i umiał wykopać tematy kuluarowe. Wyłuszczę to dosadnie na przykładzie. Otóż czytanie, że w rieslingu od Turnaua są nuty jabłek i cytrusów i można go kupić u Kondrata, niespecjalnie mnie porywa. Ciekawszy jest fakt, że córka jednego z Turnauów wyszła za prawie 40 lat starszego od niej Kondrata. Jeszcze ciekawsze byłoby, gdyby Kondrat ją zdradzał. A najlepiej z mężczyzną. A gdyby okazało się w dodatku, że kochanek miał lat 17 i popijał z Kondratem prosecco na tarasie to mamy całkiem smaczną historię. Brukową, ale z winem w tle.

A uwierzysz, że w trakcie zlotu widziałem w hotelowej toalecie znanego blogera masturbującego się przy pisuarze?2

 

I tymi dygresjami przejdę płynnie do wrażeń z degustacji starych porto. Nie kwestionuję doniosłości wydarzenia, w końcu niecodziennie zdarza mi się spróbować win w wieku zbliżonym do mojego. Jednak mi chyba najbardziej smakowała porcja… najmłodszego porto Graham’s Vintage Port 2011. Z wybitnego rocznika wino swoją potęgą owocu, gęstością i gładkością ukazało potencjał na wybitność w przyszłości. Na drugim biegunie wiekowym Kopke Colheita 1967 i 1987 smakowały, i owszem, ale peanów nie pieję. Colheity robione są w stylu oksydacyjnym, z kilkudziesięcioletnim dojrzewaniem w starych beczkach i mają łagodne aromaty melasy, karmelu czy bejcy. Większe różnice odczuwałem w smaku, starsza colheita była mięciutka i delikatniejsza, trochę frapowała połączeniem słodyczy, słoności i kwasowości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wypełniając obowiązek kronikarza (kategoria blogerów numer 2 wg Winicjatywy) wspomnę o Graham’s Tawny 30 Years Old: złożonym porto, o zapachach starego drewna, rodzynek, goździków, suszonych owoców i solonych orzechów. W ustach było eleganckie, przypominało mi o solonych orzechach, karmelu i mandarynkach…

Kierując się podziałem Winicjatywy na kategorie najbliżej mi do blogera trzeciej kategorii czyli pamiętnikarza, który chce pochwalić się jakie dobre wino wypił.

Muga – „Prado Enea Rioja Gran Reserva 2009”

Wiecie czym jest speed dating? To seria pseudo-randek organizowanych w miejscu publicznym, w których ma się kilka minut na przekonanie do siebie płci przeciwnej. „Prado Enea” byłaby podobna do mnie w speed datingu, też nie przeszłaby do drugiej rundy. Na degustacji w ciemno u importera Wine rePublic pierwsze wrażenie było średnie: wino niezbyt przystojne i dość mrukliwe.

Resztkę niedopitej przez nas butelki zabrałem do domu w przekonaniu, że zasługuje na drugą szansę. I miałem rację. Oglądałem i wąchałem zawartość, wąchałem i oglądałem zwlekając ze spróbowaniem – jak przed pierwszym seksem z nowo poznaną kobietą. Podniecone nozdrza wyczuły rozgrzane borówki, leśne maliny i pieczone śliwki. Ponętne nuty cedrowe, słodkie przyprawy i czekoladę, do tego majaczący listek mięty…

Po dłuższej grze wstępnej wtargnąłem w idealnie zbudowane ciało. Trafiłem na harmonijną masę gęstego, dojrzałych malin i jeżyn, do tego wyczuwalną kawę i ładnie utkaną, długotrwałą taninę. Rocznik 2009 to wino bardzo młode, które dopiero zaczyna dumnie rozwijać swój pawi ogon. W piwnicy mam 2005, dobrze czeka się na otwarcie takiej butelki!

Ocena: 94-95 p. Cena wyjściowa: 249 zł. (The Fine Food Group, można kupić obecnie z ciekawym rabatem ze względu na zmiany własnościowe u importera – absolutnie warto!)

 

 

1 Prof. Pawłowicz K. „Szkoła polska mówi i pisze WZIĄŚĆ.” 27.08.2015

2 A Hitler zmarł w 1973 roku w Argentynie

8 thoughts on “Bloger kategorii III

  1. Robercie, domyślam się że zmiany własnościowe u importera są niezwykle ważną rzeczą w ustalaniu ceny win ale przepłacanie średnio ok. 60zł na butelce Prado Enea w krajowych sklepach uważam za działanie absolutnie nie warte rekomendacji.
    Enea GR w degustacji jest rzeczywiście bardzo interesujące, pochłania, to prawdziwy klasyk i jak wiele innych wielkich Rioja w momencie pojawienia się na rynku nie do końca w pełni jest gotowe do konsumpcji. W ubiegłym roku zmierzyłem się z PE GR i wyczwało się w końcówce zaznaczoną stanowczą kwasowość, która z czasem napewno ładnie zintegruje się z całością. Zdecydowanie podzielam opinie że w przyszłości będzie to jeszcze większe wino.

    1. A co powiesz na cenę ok. 150 zł. brutto za Prado Enea? Bo taka była cena kupionej butelki na degustację. A wino jest tak znakomite, że zakrywając ceny światowe na nie – wyceniłbym nawet na więcej niż 250. Chyba większość wypitych win DROŻSZYCH od PE uważam za gorsze jakościowo.

  2. Z tą liczbą blogów to tak na serio???

    57???

    Winicjatywa podała wszystkie tytuły, czy tylko liczbę całkowitą???

    Ja po wielkich mękach, nie wiem czy byłbym w stanie wymienić z piętnaście blogów?

    Podsumowując temat blogosfery z pozycji czytelnika dodam, że mnie najbardziej interesują autorzy kat. III (chodziarz interesujące bywają również artykuły z kat. II).

    Autor również jest dla mnie ważniejszy, niż choćby najbardziej krzykliwy tytuł, mimo że czasami (jak chociażby wydaje mi się w Twoim przypadku) moje zainteresowania są daleko od piszącego. 😉

    1. Podano liczbę 57 blogów, które przewinęły się przez silnik Winicjatywy. Przypuszczam, że jednorazowy wpis też został klepnięty. Ja po nazwach blogów pewnie też wymienię około piętnastu plus trochę więcej kojarzę, ale nie pamiętam nazwy.
      Czuwaj!

  3. „aż 63 % wpisów w blogach w ubiegłym roku dotyczyło win z dyskontów
    W połączeniu z drugą kategorią „Kronikarzy” (opisów win z proszonych degustacji) mamy już moim zdaniem blisko 50 blogów z 57.”
    ja win z dyskontów nie recenzuje a na degustacje mnie nikt nie prosi więc czuję się członkiem tej outsiderowej siódemki 😉
    PS. wczoraj byłem w Warszawie i kupiłem kilka win w Leclercu i Centrum Wina. W Leclercu oferta Bordeaux taka że Winkolekcja z Mielżyńskim mogą się chować…

    1. W Auchan też są Bordeaux w niezłych cenach, ale ja już jestem zaopatrzony, na razie nie dokupuję.

      1. Bardziej mi chodziło o ilość dostępnych cru classe a dopiero w drugiej kolejności o ich ceny w Leclercu ( chociaż ceny są bardzo dobre)
        W tym Auchan co mam sam dostęp to są tylko jakieś niedobitki tej oferty z jesieni, szkoda w ogóle porównywać do Leclerca.
        A w Auchan Piaseczno ( bo chyba to masz na myśli?) co jest ciekawego z klasyfikowanych? Jest coś z 2009 lub 2010?

        1. Nie, są następne roczniki 2011 Smith Haut Lafitte, Pape Clement. Estournel, Poyferre, 2012 Pichon Baron i parę innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *