Miesięcznica – kwiecień

 

Gdy ponad rok temu wspominałem znajomym, że zakładam bloga winiarskiego, reakcje bywały w stylu „Aha, czyli będziesz pisał recenzje win”. Od początku było dla mnie jasne, że formuła recenzenta mnie nie interesuje, nie lubię ograniczeń. Czasem odchodzę nawet od tematu wina, nadmierne zafiksowanie nawet na czymś najbardziej pasjonującym może w pewnym momencie zmęczyć.

Jednak ostatnimi czasy szwendając się po mieście natrafiłem na wina wyjątkowo interesujące, więc ten wpis będzie czymś w rodzaju „The best of April”. Nie pozbawiony sensu jest też dział Winnego „Mokra robota na mieście”. Całą miesięcznicę spędziliśmy wszak pod psem. Nawiasem mówiąc, zwróciliście uwagę jak psy mają pod górkę w naszym języku? Pieska pogoda, pies z kulawą nogą, psi obowiązek, psi żywot, wieszać na kimś psy, ty psie, pies jako mundurowy, itd.

W każdym razie to globalne ocieplenie mnie już nieco znudziło w kwietniu. Najpierw udałem się do sklepu Wine Corner, gdzie sytuację win w Nowej Zelandii zreferował Sz. Kol. Świetlik Maciej, który ma łeb jak sklep nie tylko z racji fryzury. Istnieje realna możliwość, że zjadł encyklopedie o winach z Antypodów, bo jak opowiada o konkretnym strumyku, który przecina pasmo górskie na północy regionu Wyspy Południowej w Nowej Zelandii można by się zakładać, że wczoraj stamtąd wrócił. Tymczasem nie tylko nie wrócił, ale nawet nigdy nie pojechał. A oto rarytasy:

 

Greywacke „Wild Sauvignon Blanc 2014” (Vive le Vin, 109 zł.) nieoczywiste i indywidualne, gęste, okrągłe, ze świetnym owocem, szparagi na maśle, kwiaty.

Felton Road „Chardonnay Bannockburn 2012” (Wines United, 179 zł.) głębokie i szerokie (jak Rów Mariański?), orzechy, palone masło, proch strzelniczy.

Felton Road „Pinot Noir Block 5 2012” (Wines United, 345 zł.) subtelne, dymno-tytoniowe, lekko konfiturowe, o lekkich ustach, ale z długim garbnikowym finiszem. Jedna wada – cena.


 

Innym razem do sklepu Wine Corner zajechało RPA:

Groot Constantia-”Chardonnay 2015” (South Wine, 100 zł.)

Jest beczka. Aromatycznie ostre: palone masło i popcorn, smar. Usta jednak lekkie i miękkie, kwiatowe, absolutnie nie epatujące masłem. Odpowiednia kwasowość przy odrobinie wyczuwalnego cukru. Klasa.

Groot Constantia-”Pinotage 2014” (South Wine, 100 zł.)

Ciemne owoce, czekolada w proszku, wędzone śliwki, zioła. Idealnie dojrzały, pełny życia słodkawy, wyciśnięty owoc. Ładna kwasowość i eleganckie taniny. Niższa wydajność, starsze krzewy i dobry dąb czynią z pinotage szczep interesujący.

 


Chwila przerwy na dygresję. Moje notki z degustacji nie należą do najbardziej wyszukanych. Przypomniałem sobie pewnego dobrego bloga, w którym kilka miesięcy temu autor opisał dyskontowe wino za jakieś 25 zł. tak kwieciście i analitycznie, że je z ciekawości kupiłem. Rzeczywiście było warte ceny i to dwukrotnie wyższej, ale… Nie wychodzę z założenia, że porządne wino powinno zawierać dwadzieścia deskryptorów. Nie dodają one mi powagi i kompetencji. Wolę krótki i zwięzły opis, który trafia w sedno, przede wszystkim zrozumiały, a nie wybujały.

Nazywam to dyscypliną słowa. Duże litery oszczędzam na coś naprawdę poruszającego. Przecież jeśli interesujące wino opiszemy w dwudziestu zdaniach to czy w obliczu wybitnego nie pozostaniemy bezradni? Nie mam też zdolności odnajdowania aż tak wielu aromatów i smaków w zwykłym winie i podziwiam tych, którym to nie sprawia żadnych trudności. Nie chcę natomiast iść tropem pewnej dziewczyny, która zdawała kiedyś ze mną egzamin WSET. Opisując aromat degustowanego w ciemno wina białego wymieniła prawie wszystkie możliwe nuty owocowe dla białego wina, może guawę pominęła, choć nie jestem pewny. Nie wiem też czy komisja była usatysfakcjonowana.


 

Jedną z cyklicznych imprez dla branżowców winoholików w Warszawie są spotkania w Ambasadzie Hiszpanii. Prawie zawsze podoba mi się selekcja win na te warsztaty. Ostatnio dostaliśmy dobry przegląd szczepu albariño, oczywiście z Rias Baixas. Kiedyś apelacja nosiła tę samą nazwę co szczep, ze względu na jego rosnącą popularność w innych miejscach, w hiszpańskiej Galicji postanowiono uratować odrębność przez nadanie nowej nazwy tym winom (Rias Baixas znakuje się wina, które mają co najmniej lub tylko 70 % albariño). Jeszcze sprytniejszy zabieg przeprowadzono w Prosecco, gdzie jakimś cudem załatwiono zmianę nazwy szczepu z prosecco na glera – żeby cwaniaczki z innych regionów nie mogli sprzedawać złotych jajek pod nazwą szczepu prosecco.

Z albariño w Rias Baixas pojawił się problem tożsamości, wina smakowały prawie tak samo. Jakiś czas temu pojawiły się innowacje w produkcji: niektórzy zaczęli przeprowadzać fermentację malolaktyczną, trzymać wino na osadzie, a nawet używać beczki. Na degustacji dostaliśmy dwa przykłady albariño, w których starzenie kilka miesięcy na osadzie zasadniczo zmieniło ich charakter. Owoc zszedł na drugi plan, aromatycznie przewodził wosk pszczeli plus nuty mineralne i serowe. Pozostałe wina były klasyczne: ekspresyjne, wibrujące brzoskwiniowym owocem, soczyste, z nutami kwiatowymi, czasem powiewem morza. Podobały się.


 

Kolejna imprezka. Lutomski odważnie importuje wina z francuskiej Jury, z Domaine Baud. To chyba ta kategoria „Świetne wina niesprzedawalne”, choć na powodzenie zasługują!

Jura to tylko pięć szczepów. Czerwone (pinot noir i lokalne trousseau i poulsard) są blade, lekkie, trochę rustykalne, delikatnie wonne czyli nie dla fanów bogatego owocu.

Białe dwa: chardonnay i lokalny savagnin. Bardzo dobre musujące (20 miesięcy na osadzie). W ogóle Cremant du Jura są za mało dostępne, choć uważane za najbardziej równe cremanty w całej Francji.

Drugi raz wywarło na mnie wrażenie Chardonnay 2014 o aromatach masła, pigwy, suszonych kwiatów, krówki. W ustach mimo fermentacji malolaktycznej nie smakuje masłem, ma dobrą kwasowość, jest giętkie i grejpfrutowe.

Potem nadeszły dwa złotawe, delikatnie utlenione, orzechowe, ale lekkie wina i zakończyliśmy spotkanie słynnym specjałem vin jaune. Żółtym winem z nazwy staje się ono z wiekiem. Obecny rocznik 2009 niedługo po butelkowaniu ma jeszcze cytrynową barwę uchronioną przed tlenem pod drożdżowym kożuszkiem voile. Vin jaune nalewane są do dziwacznych butelek 620 ml. nieprzypadkowo, bo z 1 litra wina przez sześć lat dojrzewania wyparowuje średnio 380 ml. Na razie to wino ma piwniczny nos starej beczki, ale smakuje już charakterystycznie i intensywnie zjełczałym rancio i obitymi jabłkami.

I ewenement – w Jurze mocarne białe wina z chardonnay i savagnin podaje się po czerwonych.

Jak to pięknie kiedyś nazwał Sz. Kol. Czerwiński Marcin – Jurzyłbym!

 

Chateau Fonroque 2012

Na kameralnej degustacji w ciemno u Sz. Kol. Misiora Michała przekonałem się po raz setny jak ważny jest moment próbowania wina – prawidłowy timing. To wino świeżo po otwarciu zupełnie do mnie nie przemówiło. Przez głowę mi przeszło, że to cabernet franc z Villany, a okazało się znanym St. Emilion z Lidla (Villany to apelacja na Węgrzech, Lidl to apelacja niemiecka w Polsce).

Gdybym nie odsłonił etykiety, gdybym nie znał nazwy, przeszedłbym do następnego wina. Trzeba mu było dać drugą szansę już w warunkach domowych.

Nos: Wyciśnięte słodkawe czarne porzeczki i aronie. Dużo specyficznej młodej beczki, cedr, kakao, świeżo skopana ziemia.

Usta: Duża koncentracja bardzo dojrzałej porzeczki, trochę miętowe i prażone. Tłusta tanina po przeżuciu długo zostaje na dziąsłach. Bordeaux nowoczesne, kremowe i naprawdę już zrównoważone jak na ten młody wiek. Warte zakupu, zwłaszcza dla odłożenia na kilka lat.

Ocena: 90-91 p. Cena: 99 zł. (Lidl)

Chcę się bawić. Mówisz masz. W Bułgarii już za 500 zł. zmusisz małego chłopca do loda. Promocja tylko w Neckermannie.

2 thoughts on “Miesięcznica – kwiecień

  1. Rów Mariański to raczej wzorzec głębokości, a nie szerokości. Choć w tym winie pewnie jednego i drugiego nie zabrakło 😉

    1. Podobno ma 2000 km długości. Niech Ci będzie, że głębokie i długie jak Rów Mariański.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *