Kilka win z Auchan, ale nic do trzech dych

W naszym słowniku pewne wyrazy są wymawiane z określoną konotacją. Ale jeśli pełne usta kojarzą Ci się tylko z australijskim shirazem, a skąpa suknia z pinotem to znaczy, że wino było niewłaściwie stosowane i zagraża Twojemu zdrowiu. Skonsultuj się z lekarzem, bo dla zwyczajnych ludzi zabawnie brzmią nasze rozmowy. Czasem moglibyśmy analizować wino w autobusie, a otoczenie głowiłoby się nad rozwikłaniem tematu rozmowy, gdy rozmawiamy o glebie gliniastej z zacięciem jak garncarze, o klimacie częściej niż pogodynka. Itede, itepe.

Za to degustowanie win w dużym towarzystwie ludzi niedoświadczonych jest ciekawą odmianą. Chyba nigdy dotąd nie degustowałem z osobami, przy których musiałem uważać na to co mówię. Nie chodzi mi o cięty język, ale język wina. Na tej zasadzie, na której kursów językowych nie zaczyna się od strony biernej w mowie zależnej ani wszystkich czasów przyszłych. Wiemy, że wino nie jest łatwym do zrozumienia napojem, nie jest też łatwym do opisania dla dyletanta. Nie lubię jednak tworzenia jakiegoś nimbu tajemniczości ani otoczki elitaryzmu wokół wina. Nie stoję w drzwiach jak selekcjoner klubu oceniając czyjeś buty, każdy może tu wstąpić, jeśli jest zainteresowany.

W ostatnim tygodniu prowadziłem dwie degustacje dla dyrektorów i managerów z Auchan, na które wybrałem różne wina z ich półek. Mógłbym skupić się w recenzji na tanich okazjach cenowych, ale w sieci jest nadmiar takich dyskontowych win, z których połowa to sikacze. A przecież nie każdy przedkłada ilość nad jakość, ja wolę rzadziej, a lepiej. Poza tym nalewanie win dla kilkunastu osób, opowiadanie o nich, odpowiadanie na pytania kompletnie wyklucza mnie z możliwości pochylenia się nad kieliszkiem w skupieniu. Potrafię dopiero, gdy już zostanę sam na sam z winem. W dodatku na jednej z degustacji w warszawskim hotelu trzygwiazdkowym kieliszki były tylko do wódki i brandy…

JEAN-CLAUDE BOISSET – ”Savigny-les-Beaune 2014”

Bardzo znane nazwisko dużego hurtownika. Gmina trochę mniej znana, ale mimo wszystko z samego burgundzkiego Złotego Stoku. Pięknie rozwija się po kilku godzinach: od burgundzkiej stajenki przez wyraziste kwaskowe wiśnie i porzeczki po nęcące nuty trufli i piżma, wyczułem też nietypowo coś jak granitową skałę. W ustach siła i obfitość, oczywiście w ramach regionu. Drobnoziarnista, ale szorstka tanina. Duża kwasowość chrupkich porzeczek, wiśni, żurawiny, trochę mięska i roślin. Polecam i mam mocne podejrzenia, że w najbliższych latach będzie jeszcze lepsze.

Ocena: 90 p. Cena: 99 zł. (Auchan)

 

MICHEL CHAPOUTIER – „Cornas Les Arenes 2014”

Za tym syrahem stoi człowiek instytucja nad Rodanem (choć facet robi się wszędobylski, nie zdziwię się, gdy zacznie obsadzać Irlandię). Nadal bardzo młody wygląd fioletu przechodzącego w rubin. Zapach też ciemny, głęboki: żwiru, ziemi, macerowanych wiśni, ziół śródziemnomorskich. Wino okazuje się za świeże (rzadki spotykany zarzut, hehe), młodziutkie wyekstrahowane wiśnie kooperują z pokładami ziemistości. Garbniki dobrze wklejone, tekstura gładka, beczki nie czuć, ale kwasowość wysoka. Surowe, niewidowiskowe wcielenie syrah do odłożenia na kilka lat. Nut fiołkowych szukajcie trochę dalej na północ od Cornas.

Ocena: 89 p. Cena: 99 zł. (Auchan)

 

LOUIS CHEZE – „Ro-Ree St. Joseph 2013”

Maliny i wiśnie mocno podbite skórą, pieprzem, ziemią, kardamonem. Zapach obiecał soczyste czerwone owoce, no i mamy dużo wiśni. Do tego ziemia, ziemia, dużo ziemi. Wysoka kwasowość, żywotność, obfitość. Bez beczkowej otuliny, garbniki niewyczuwalne. Wino dla miłośników syrah, ma pewną klasę i sporo podobieństw do tego Cornasa powyżej, ale dopijałem bez entuzjazmu przez zbyt zaznaczoną kwasowość.

Ocena: 87 p. Cena: 71 zł. (Auchan) Dostępne roczniki 2013, 2014 i 2015.

 

CHATEAU MAZEYRES – „Le Seuil de Mazeyres 2013”

Najlepsze wino obu degustacji. Kolor jasny. Pachnie bardzo obiecująco fiołkami, świeżymi wiśniami, wokół których unosi się delikatny dymny aromat. Gdy następnego dnia po otwarciu butelki rozkołysało się w ustach poczułem łagodnie falujące morze. Na fali tego pierwszego entuzjazmu pomyślałem, że dzień rozpoczęty takim kieliszkiem musi być udany.

Kwintesencja owocu pomnożona przez elegancję. Lekkie, chrupkie, pełne życia, z bardzo soczystym czerwonym owocem. Delikatna kwasowość łączy się z głaszczącą taniną i liściastym wypełnieniem. To wino, którego smak rozbudza wyobraźnię i dodaje energii. Mając do dyspozycji tylko jedną butelkę trzeba mieć wolę silną jak Jezus poszczący 40 dni, żeby zanieść ją do piwnicy. Nawet byle jakiego Pomerola poniżej stówki w Polsce trudno dostać. W dodatku jest to niby słaby rocznik, druga etykieta solidnego producenta, ale nie z czołówki. Pierwsze wino Mazeyres też jest dostępne za bodajże 119 zł. Przybieżajcie do Auchan! Koniecznie dekantujcie.

Ocena: 92-93 p. Cena: 82 zł. (Auchan)

 

GOMBA – „Barolo Coste di Ponente” 2012

Wyjazd z Francji. Próbowałem chyba wszystkich barolo z Auchan. To konkretne najpierw otula malinowym chruśniakiem. Podsmażane słodkie maliny i wiśnie, ściółka leśna, trochę ziół. Ładnie, ale usta mniej porywają. Atak zdaje się pełen okrągłych tanin, ale potem pojawiają się smaki liściasto-ziołowe, a tanina nagle robi się chropowata. Wiśniowo-malinowy owoc nie jest dość skupiony i krystaliczny. Jak na wino jest bardzo dobre, jak na nebbiolo średnie, a jak na barolo nieszczególne i już raczej się nie rozwinie na plus. Można kupić, ale nie nalegam.

Ocena: 87-88 p. Cena: 70-80 zł. (Auchan)

 

www.chlebowy.com.pl

 

 

Oko: Cukry i białka podczas pieczenia wytworzyły pięknie spieczoną skórkę na brzuszku chleba. Mączne kropkowane refleksy jako tło dla kolorów ochry, fistaszków, gliny i różnych odcieni brązu.

Nos: Zapach kamiennego pieca, zaczynu na ciasto, drożdży.

Usta: W smaku pajdy czuć dojrzewanie na osadzie (wyraźne dojrzałe nuty drożdżowe w miękiszu) i fermentację mlekową (maślany kremowy posmak z pokrycia kromki solidną warstwą solonego Lurpaka). Masa jadalna nie jest bardzo spulchniona, nierównomierna na obrzeżach z górną skórką. Ciało lekkie, miękkie, kwasowość bardzo delikatna. Chleb biały, więc taniny niewyczuwalne. Wspaniała chrupkość popękanej skórki w długim, pozostającym w pamięci finiszu.

Potencjał: Zawinięty w ściereczkę bawełnianą może leżakować tylko jeden dzień, innych metod przechowania nie próbowałem zastosować. Bo po chuj? Nie da się go nie zjeść.

Ocena: 97-98 p. Cena: 15 zł. za bochen, można kupić też połowę i ćwiartkę. Rozbrat 20, Warszawa. Mają też wino od ViniEAffini, w dużych ilościach.

6 thoughts on “Kilka win z Auchan, ale nic do trzech dych

  1. „Zawinięty w ściereczkę bawełnianą może leżakować tylko jeden dzień, innych metod przechowania nie próbowałem zastosować. Bo po chuj? ” O CHLEBIE TYMI SŁOWAMI?! SZCZYT PROSTACTWA!!!!!

  2. Co „poeta” ma na myśli pisząc o dekantacji Mazeyres ?
    Mam wrażenie dosyć frywolnego stosowania tego określenia jako synonimu mixu oddzielenia osadu ( to zasadnicze znaczenie dekantacji ) oraz napowietrzenia wina poprzez przelanie go do karafki.
    Wina nie piłem ale może się skuszę .
    Rozumiem,że 2013 to chyba zbyt mało czasu na wytrącenie się na tyle osadu aby trzeba było je dekantować więc napowietrzanie ?

    1. Oczywiście mam na myśli napowietrzenie. Butelka otworzona „normalnie” wieczorem najlepiej smakowała następnego ranka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *