California über Alles

Unikam stereotypów narodowych, ale akurat amerykański pęd do sukcesu i do wygrywania ma różne uzasadnienia i przykłady na poparcie, nie tylko w polityce i sporcie. W winie Amerykanie też lubią utwierdzać się w wyjątkowości. O Sądzie Paryskim (konkursie piękności win kalifornijskich z francuskimi porównanym do mitycznego sądu Parysa) Amerykanie będą przypominać chyba do czasów, gdy obszar upraw winorośli przesunie się z Kalifornii na Alaskę. No i gdy amerykański krytyk winiarski będzie tak rokującym zawodem jak zdun i klucznik.

Niewinna kameralna degustacja w Paryżu, z której uczyniono wydarzenie na skalę Watergate miała miejsce w 1976 roku. Ta wiktoria win kalifornijskich zbiegła się w czasie z otwarciem dla gości hotelu Victoria w Warszawie. A tydzień temu California Wine Festival zawitał właśnie do tej warszawskiej Victorii.

Przypadek? Nie sądzę! – tak zapewne wykrzyknąłby nasz obecny Minister Wojny, gdyby interesował się winami, a nie tylko brzozami i rakietami.

Nie wiem czy jest w Polsce inny hotel, który trafiłby tyle razy na taśmę filmową, więc jeśli umiesz czytać po polsku to dość niemożliwe, żebyś nigdy nie widział(a) Victorii w różnych słynnych filmach z epoki PRL-u.

Ale chwila, moment, nie każdy kto umie czytać po polsku był w młodości punkowcem, więc należy się wyjaśnienie genezy tytułu wpisu. Otóż na przełomie lat 70. i 80. w San Francisco istniał punkowy zespół Dead Kennedys, a „California über Alles” był jednym z ich najbardziej znanych utworów. Wokalista Jello Biafra wystartował nawet w wyborach na burmistrza San Francisco zdobywając kilka procent głosów, choć jego start był manifestacją szyderstwa z establishmentu, np.: domagając się by biznesmeni i politycy nosili maski klaunów w godzinach pracy. Osobiście nie jestem przeciwny prowokacjom, a nawet wprost przeciwnie, nie mam nic naprzeciwko.

Z festiwalu win kalifornijskich w Victorii wyszedłem zadowolony. Może bez poczucia uczestniczenia w najlepszej degustacji życia, ale poziom win i dwóch seminariów był dla mnie bez wątpienia wysoki. Konieczna jednak była selekcja, na chodzenie od stolika do stolika zabrakłoby czasu. Jeśli jakimś cudem na degustację trafił wielbiciel Kalifornii z hipermarketu to rozpoznał kilka swoich ulubionych win: Shitter Sutter Home czy Apothic. Ja też rozpoznałem swoje ulubione wina. Skupiłem się na próbowaniu, szkoda mi było czasu na pisanie notatek. Dla ciekawskich moja lista Top 10:

Ridge Vineyards – „MonteBello Red 2013”(dwa łyki=dwa orgazmy), „MonteBello Chardonnay 2013”, „Cabernet Sauvignon 2013”

Bonny Doon – „A Proper Claret 2014”, „Le Cigare Volant 2011”

Michael David – „7 Deadly Zins Lodi Zinfandel 2014”

Grgich Hills – „Napa Chardonnay 2013”, „Napa Fume Blanc 2014”

Long Meadow Ranch – „Napa Cabernet Sauvignon 2013”

W tym najlepsze awizowane nieobecne wino (czym byłem bardzo niepocieszony):

Joseph Phelps – „Insignia Napa Cabernet Sauvignon 2013”

A nawiązując do tytułu i zespołu Dead Kennedys, wina Bonny Doon pochodzą od Randalla Grahma – najbardziej pasującego faceta do miana rock’n’rollowego rebelianta w całej Kalifornii. Oprócz ekscentryczności słynie ze swojego umiłowania do win rodańskich i poświęcenia dla szukania siedlisk w Kalifornii pod szczepy Rodanu. To on od dawna stanowczo twierdzi Punk’s Syrah’s not dead! Ciekawostką są jego opisy na etykietach, zwłaszcza wymieniane wszystkie dodatki, na przykład kwas winny. Ma to sens w kraju, w którym mniej oficjalnie stosuje się mniej chwalebne dodatki w rodzaju winiarskiego botoksu o nazwie Mega Purple (kolorant + dosładzacz).

Znalazłem właśnie wywiad z Grahmem, w którym określił kalifornijskie wina za technicznie doskonałe, ale cierpiące na syndromy „Nikogo nie ma w domu” i „Deficyt znaczenia”. Czyli brakuje im tożsamości, powiązania z miejscem. Zwróć przy tym uwagę, że w całym Nowym Świecie nie ma ani jednego prawnego grand cru, żadnej piramidy jakościowej winnic. A przecież w samej Kalifornii występuje zróżnicowanie gleb i klimatu, które pozwala sadzić z powodzeniem niemal wszystkie znaczące szczepy vitis vinifery.

Najwięcej popularności Kalifornii przysparza w świecie wina Carlo Rossi cabernet sauvignon z Doliny Napa. Mimo że amerykańskie apelacje (AVA) w przeciwieństwie do modelu europejskiego charakteryzują się dowolnością sadzonych szczepów to połowa Napa obsadzona jest cabernetem i ta tendencja jest nadal rosnąca. Nie mogło tego tematu zabraknąć na seminarium, prowadzonym przez uznanego Master Sommeliera Geoffa Krutha, który zaproponował trzy bardzo wysokiej klasy „cabnapy”:

Louis Martini 2012 (bardzo aromatyczne i intensywne, słodkie czarne porzeczki z beczki),

Stag’s Leap Wine Cellars „SLV” 2013 (mniej spektakularne, lżejsze i bardziej eleganckie),

Silver Oak 2012 (otwarte, pyszne i jeżynowe, ze świetną taniną).

Degustację kontynuowałem w warunkach domowych wieczorem, bo mogłem zabrać jakieś butelki z pozostałych po skończonej imprezie. Ameryki nie odkryłem wybierając sztampowo kolejne „cabnapy”:

Merryvale – „Cabernet Sauvignon 2012”

Stag’s Leap Wine Cellars – „Hands Of Time 2013”

Oba mają po 14,5 %. Wyobraźcie sobie, że jeszcze w latach 80. w niektórych stanach USA wina powyżej 14 % sprzedawano w sklepach z mocnymi alkoholami jako wina niezdrowo mocne…

Wina bardzo ciemne. Stag’s Leap miał więcej nut czarnej porzeczki z liśćmi i mentolem, Merryvale był z trochę głębszym nosem jeżyn i słodkiego pieczonego ciasta owocowego, lukrecji, gorzkiej czekolady. Oba miały za to bardzo mleczny aromat. W ustach pełne potwierdzenie zapachów. Pełne i bardzo okrągłe, dojrzałe, gęste od apetycznych, rozwiniętych tanin. Oba umiarkowanie kwasowe, przyjemnie mleczne. Aż można przytulić się jak do misia, o ile facet po czterdziestce chce się przytulać do pluszowej zabawki. Wina ogólnie średnio skomplikowane, ale bardzo dobre, bardzo amerykańskie i do wygrywania konkursów. Raczej wyuzdane niż wysublimowane. Generalizując, wina kalifornijskie są mniej kompleksowe niż europejskie, ale bardziej „frontem do klienta”. Napiszę nawet, że fast foodowe, ale w tym wypadku nie uważam tego za obelgę.

Poza tym takie młode, napakowane dobrym gęstym owocem wina nawet poprawiają się drugiego dnia, więc nie warto dopijać butelki na siłę…

Z czego wynika ta specyfika klasycznego caberneta z Napy? Choćby z cieplejszego klimatu niż w Bordeaux – co daje więcej owocu, alkoholu i gładszych tanin. Mimo globalnego ocieplenia klimat w Napa jeszcze się nie zmienia, ale winiarze mogą wybierać dość różne terminy zbiorów, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Bordeaux nie ma tam ryzyka jesiennych deszczów (a w Dolinie Napa nawet by się przydały!). Mimo to większość wybiera zbiór gron na niedługo zanim same spadną z krzewów. Winiarze nazywają to „extra hangtime”, ja nazywam chorobą Parkinsona Parkera.

Na degustacji próbowałem ogólnie co najmniej kilkunastu cabernetów z Kalifornii. Nie przypominam sobie smaków papryki, żwiru czy ziemi, tak klasycznych dla choćby bordoskich mieszanek opartych o caberneta. Winiarze z Napy są chyba dość wrażliwi na jednowymiarowe podniebienia Amerykanów, bo późnymi zbiorami celowo eksterminują typowe akcenty papryki (pochodzące ze związków aromatycznych zwanych pirazynami). Czy jednak ich wina muszą być takie jak w Bordeaux? Oczywiście nie, choć na degustacji tych win zabrakło mi trochę różnorodności. Poza ten nawias wyjmuję MonteBello, ale to inna filozofia i inny region…

Aha, ceny? W tym wypadku też trudno nie wałkować porównań z Bordeaux. Poza samym „tip of the iceberg” po obu stronach, cabernety z Napy są droższe od Bordeaux. Łatwiej kupić w Europie dobre Bordeaux za 20 euro niż za tę kwotę równie dobrego caberneta z Napy w Kalifornii. Wiadomo, że ziemia w Napie jest horrendalnie droga, winogrona w skupie bardzo drogie. Ale jak czytam, że jest tam więcej odmian gleb niż w wielokrotnie większym obszarowo Bordeaux to mam wrażenie, że ktoś tu z tego zróżnicowania nie całkiem korzysta…

12 thoughts on “California über Alles

  1. Cześć,
    kilka moich spostrzeżeń:
    1. czekałem na jakieś relacje z tej imprezy na Winicjatywie ale poza szyderczą odpowiedź Bońkowskiego na moje pytanie nie doczekałem się niczego. Widać podniebienia zespołu Winicjatywy są na tyle wysublimowane i wyrafinowane, że nikomu nie chciało się przyjść i spróbować „chamskich, prymitywnych win dla amerykańskich prostaków i kmiotków”. No cóż jeszcze Bońkowskiemu to wypomnę przy okazji na Winicjatywie.
    Tym bardziej, cieszę sie że znalazłem twoja relację 😉
    2. Sam bardzo chciałem przyjechać do Warszawy ale niestety sprawy zdrowotne zmusiły mnie do pozostania w domu, mimo, że miałem zaproszenie.
    3. Widzę że zrobiłeś podobnie jak ja mam zwykle w zwyczaju, czyli wybieram max 15-20 win do spróbowania a reszte odpuszczam.
    Nie wierzę w te przechwałki typu że ktoś potrafi spróbować na degustacji 40-50 win bez żadnego uszczerbku dla kubków smakowych i podniebienia. Traktuję takie przechwałki tak samo jak teksty typu: ” wypije pół litra wódki i mogę prowadzić bez problemu”
    4. Lista wytypowanych które ja chciałem spróbować: Buccella ( mam ich CabS 2010 a w sprzedaży w Warszawie jest CabS2011 i ponoć rewelacyjny Merlot 2012), Grgich Hills, Merryvale Profile ( Profile CabS 2010 to moim zdaniem było najlepsze wino kalifornijskie na degustacji 2 lala temu w Winisferze), Pahlmeyer ( drogi i wybitny producent), Joseph Phelps ( rozumiem że sławna Insygnia była pod stolikiem dla wybranych) , Stag’s Leap Wine Cellars, Louis Martini CabS 2012 – jest do kupienia i chciałem sprawdzić czy warto za 100zł.
    5. Co do Ridge to 2 lata temu na takiej samej imprezie spróbowałem flagowego Montebello i drugiej etykiety czyli Estate i byłem mocno rozczarowany, tak samo jak Stag’s Leap Cask 23 2010.
    To znaczy to nie były złe wina ale jakieś takie chude, zbyt wielka kwasowosść, gorzki posmak, brak równowagi i owocu.
    Ja uwielbiam tak samo wina kalifornijskie zarówno w typowym miękkim owocowym i słodszym stylu jak i bardziej „europejskie, surowe, dystyngowane” natomiast Ridge i Stag’s Leap mnie totalnie wtedy rozczarowały, zostały po prostu zmiecione z powierzchni ziemi przez Merryvalle Profile 2010. Zabawna historii, facet od Mielżyńskiego który widział jak byłęm zaszokowany na końcu degustacji po prostu dał mi ok pół butelki tego wina do domu, tak że żona mogła spróbować i powiedziała mi że rzeczywiście jest pyszne.
    Potem okazało sie że Mielżyńskiemu w sklepie została jeszcze jedna butelka po tej degustacji i powiedział że może mi ją sprzedać za 300 zł. Nawet sekundy się nie zastanowiłem i myślę, że to był mój najlepszy zakup jaki kiedykolwiek dokonałem u Mielżyńskiego. Ostatnio jak sprawdzałem gdzie to wino można było kupić w Europie to jeden sklep w Luksemburgu miał za 190 Euro…..
    6. Rozumiem że na takiej degustacji są raczej pokazywane wina w najtańszej i taniej grupie cenowej, a takie na pierwszym miejscu powinny się wyróżniać owocowością, przyjaznym stylem, słodkim posmakiem. To nie jest tak ( takie odnoszę wrażenie z twojego tekstu) że wina kalifornijskie ogólnie są takie tylko te droższe są lepsze ale w tym samym stylu.
    OK ja piłem i mam jeszcze do wypicia drogie butelki więc to inna perspektywa ale wierz mi na podstawie swoich doświadczeń oraz przeczytania pewnie tysięcy wpisów i not degustacyjnych na średnim poziomie ( od 40 euro w górę), wysokim poziomie ( od 80 euro w górę) i najwyższym poziomie cenowym ( od 120 euro w górę) to te wina maja różne style, łącznie z takimi, które są w ciemno nie do odróżnienia od najwyższej klasy Pauillac, Pomerol czy Doliny Rodanu. Co do Burgundii to widziałem oceny porównawcze Pinot Noir od Marcassin i oceny jakości to były na poziomie Burgundzkich Grand Cru od Leroy czy Romanee Conti.
    7. Ceny win europejskich, szczególnie francuskich od wejścia do UE spadają i są coraz bardziej porównywalne do tych we Francji, ceny win z USA dużo wolniej spadają i dlatego powstaje rozdzwiek na naszym rynku między jakoscią tej samej półki cenowej dla Francji i USA.
    Natomiast gdy kupować w Europie Zachodniej to moim zdaniem średnia i wysoka półka cenowa ma lepszy wskaźnik cena/jakosci dla Kalifornii niz np. dla Francji. Dlatego m.in. kupuje coraz więcej wybitnych win kalifornijskich bo po prostu coraz mniej mnie stać na wybitne Bordeaux.
    8. „gęste od apetycznych, rozwiniętych tanin.” po angielsku to jest „ripe tannins” czyli po naszemu może ładniej będzie po prostu „dojrzałe taniny”
    9. „Z czego wynika ta specyfika klasycznego caberneta z Napy? Choćby z cieplejszego klimatu niż w Bordeaux – co daje więcej owocu, alkoholu i gładszych tanin. ”
    hmm pisząc klasycznego rozumiem że masz na myśli tych producentów co produkują wina z winnic położonych na dnie doliny (valley floor) ale jest jeszcze cała masa genialnych/fantastycznych/wybitnych producentów mających winnice w górach otaczających Napa którzy robią powiedzmy „górskie” Cabernety które mają inny styl od tych z dna doliny. Zresztą sam widziałeś jak ci smakował Cabernet z gór Santa Cruz od Ridge.
    W Polsce jest totalna biała plama jeśli chodzi o wiedzę na temat NIESAMOWITYCH producentów robiących swoje wina z winnic na wzgórzach albo nawet w górach wokół Napa: Spring Moutain ( Philip Togni), Howell Moutain ( Dunn), Atlas ( Turley), Diamond Moutain ( Diamond Creek), Pritchard Hill ( Chappelett, Bryant) . To tylko przykłady, taki Dunn,Bryant czy Togni to robią wina oceniane przez Parkera/Galloniego na odpowiedniki Latour/Mouton/Lafite a np. winnice położone w górach jak Las Piedras, Herb Lamb czy właśnie położone w rejonie Pritchard Hill to są nieformalne Grand Cru.
    Należałoby cały 2 godzinny wykład o tym zrobić a i tak człowiek by liznął tylko potrzebną wiedzę.
    10. W tym roku obiecuję, że na swoim blogu zamieszczę kilka notek win kalifornijskich co złamią stereotyp który panuje w Polsce. Gwoździem będzie Togni Cabernet Sauvignon 1994.
    Kiedy piłem Ramey Jerycho Canion czy Caymus Special Selection czy Diamon Creek Volcanic Hill to przyznaję że w ciemno bym nie odróżnił tych win w degustacji Bordeaux ( a Bordeaux uwielbiam) styl ich był bardzo bordoski.
    A co do tego aromatu „papryki” w Bordeaux to w każdym opisie musi je zaznaczyć Bońkowski i chyba stąd się to wzięło bo ja pijąc Bordeaux od kilkunastu lat nigdy nie spotkałem się z sytuacją w której ta „paprykowość” bo był wybijający się na pierwszy plan aromat. Tak że nie popadajmy w jakąś manierę sprokurowaną przez faceta co się zna na Bordeaux tak jak ja np. na Amarone
    Pozdro 😉

    1. Dzięki za ciekawe spostrzeżenia.
      1. Stoisko Phelpsa było nieobsadzone, wina stały zamknięte, a potem sprzątnięte.
      2. Martini CS 2012 za 100 zł? Dobra cena.
      3. Od MonteBello czuć było wielkim winem, właśnie miało już równowagę i świetny owoc plus wielkie perspektywy. Czasem zastanawiam się czy wino stanie się za kilka lat wspaniałe, tutaj nie miałem wątpliwości. W tej opinii nie kieruje mną magia nazwy.
      4. Niektórych win nie zdążyłem spróbować, np.: Merryvale Profile i Stag’s Leapów.
      5. Nie napisałem w tekście nic o pinotach z Sonomy, a na przykład na seminarium było ich chyba sześć – świetnych.
      6. Książkowo wiem, że Diamond Mountain czy Mount Veeder położone są wyżej i skierowane na wschód, więc cabernety muszą być bardziej wyszukane i lżejsze. Ale takich win niestety prawie że nie znam.
      7. Zielona papryka jest nutą pierwszo- i drugorzędną, moim zdaniem typową w młodym cabernecie (a tutaj były wystawione zwykle 2013-14). Może nie pijasz młodych Bordeaux z Lewego Brzegu, po paru latach w butelce ta nuta powinna zanikać. No i nie napisałem chyba o papryce na pierwszym planie, natomiast w tych kalifornijskich w ogóle jej nie zauważyłem.
      Pozdrawiam!

      1. Aha jeszcze a propos roczników, widzę że miałeś okazję spróbować najmłodszych czyli 2012 i 2013 i jesteś pod wrażeniem. Całkiem słusznie bo 2012 ma recenzje na poziomie 2010 czyli wybitny a 2013 w jednym tekstów Parker określił jako potencjalnie (bo wina jeszcze zbyt młode aby mieć całkowitą pewność) jako NAJLEPSZY W HISTORII KALIFORNII a w dodatku wina będą od razu wspaniale do picia gdy 2010 czy 2012 potrzebują trochę czasu aby stać się gotowymi. Także może dlatego Ridge 2013 tak ci smakowały 😉
        Ja to wolę kupować wina które mają ju dojrzewanie a sobą i są gotowe do picia jak te legendarnych lat 90tych albo na przykład 2001 czy 2004. Obecnie zbieram kasę na wina od Dunn Vineyards ( zarówno Napa jak i Howell Moutain), Staglin Estate, Chapallet Pritchard Hill. Jak mi coś zostanie to moze dokupię jakieś Bordeaux w Leclercu 😉
        Louis Martini Cabernet 2012 ma FWS na na stronie internetowej za 100zł. Mi rocznik 2010 bardo smakował.
        Może Mielżynski ma Pine Ridge Stag’s Leap 2013 ?

        1. Mielżyński ma Merryvale Merlot i nie wiem czy coś jeszcze. O 2012-2013 w Kalifornii dla caberneta czytałem niedawno specjalny dodatek w Decanterze, podobne odczucia. Te wina, które próbowałem były już przystępne za wyjątkiem bardziej ekstraktywnych Duckhorn i win Coppoli, który mi znowu nie smakował.

      1. Marek na pewno chętnie odpowie, jeśli przeczyta. Ja na Kalifornii niewiele się znam, ale Monte Bello 2013 w Winkolekcji pewnie kupisz nie drożej niż te 700 zł… Oferty zbytnio nie analizowałem, ale w niemieckim sklepie internetowym http://www.vinos.de mogę kupić słynny Priorat Clos Mogador za 60 euro, a tutaj mają to samo za 75 euro.

        1. Na Montebello 2013 za 700 zł w Polsce to bym raczej nie liczył skoro w Niemczech jest ponad 600 zł.
          Myśle że w Winkolekcji będzie za minimum 950 zł a raczej powyżej 1000 zł.

          1. Na degustacji zerknąłem w cennik Ridge, cena brutto w detalu wyszła mi chyba ok. 800 zł. Uparty człowiek pewnie kupiłby z pewną zniżką.

      2. To pytanie do mnie?
        Bo jeśli tak to ja z kolei mam kilka pytań 😉
        Czy wybrałeś ten sklep bo chcesz pojechać autem i przywieść osobiście stąd ten bliski Berlin?
        Czy chcesz kupować młode roczniki czy wolisz starsze niż 2010 albo nawet sprzed 2000 ?
        Jaki zakres cenowy Ciebie interesuje?

        Jeśli możesz kupić internetowo z dowozem kurierem to polecam dwa sklepy z Niemiec Zachodnich http://www.californiawines.de i http://www.schreiblehner.com/
        Szczególnie ten pierwszy ma bardzo dużo starszych roczników i spory wybór niedrogich czyli do 40 euro win.
        Co do Movenpick musisz napisać jakie poziomy cenowe Ciebie interesują. Jeśli tanie to kieruj się rocznikiem czyli 2013,2012 czy 2010. Z drogich to w Movenpicku na pewno bym kupił Mondavi To Kalon Cabernet 2013 za 124 Euro to jest bardzo dobra cena zważywszy na rocznik, producenta i winnice ( jedna z najlepszych na świecie dla Cabernet Sauvignon), w podobnej cenie co To Kalon jest w Movenpick drugie wino z Opus One też produkowane przez Mondaviego. To tak jakby porównywać Chateau Latour ( odpowiednik To Kalon) z Pavillon du Chateau Margaux ( odpowiednik drugiej etykiety Opus One)

  2. Trochę ostro Zinfandela potraktowałeś – Seghesio czy Ridge zasługiwały na wzmiankę (przy zastrzeżeniu że to top, zarówno jakościowy jak i cenowy).

    1. Jesteś czujny. I masz rację, ale pominąłem nie z lekceważenia, bo bardzo lubię wiele zinfandeli, a te, które wymieniłeś należą do topu. Seghesio Old Vines to może nawet najlepszy mi znany, ale nie wymieniłem go głównie dlatego, że już go próbowałem kilka razy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *