Rocznica Kieślowskiego i filmowa Donnafugata

W niemieckiej gazecie w rubryce „Matrymonialne” ukazał się kiedyś krótki anons: „Blondynka, ładna, wielbicielka „Niebieskiego”, poszukuje partnera życiowego”.

Nie obchodzę swoich urodzin, ale są daty, które mają dla mnie znaczenie. Dzisiaj upływa 21 lat od niespodziewanej śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, którego twórczość ukształtowała we mnie coś więcej niż gust filmowy.

Mniej więcej w tamtych latach obejrzałem pierwszy raz „Podwójne życie Weroniki”, choć właściwsze byłoby określenie „oglądnąłem” – pobieżnie, niecierpliwie, po gówniarsku. Nie rozumiałem treści i estetyki filmu, tak jak i jego półcieni, głębi zabiegów wizualnych. Do uchwycenia symboliki różnych scen jeszcze wtedy nie dorosłem. Symboliki zarówno zamierzonej przez reżysera jak i tej, którą interpretowałem samemu, mając dzięki temu cudowne podskórne poczucie udziału w tworzeniu filmu. Siła oddziaływania na mnie tego filmu oraz trylogii „Kolory” była nieporównywalna z żadnym winem jakie w ostatnich latach wypiłem. I z niejakim smutkiem konstatuję, że być może nieporównywalna z żadnym jakie jeszcze wypiję…

Nasunęła mi się za to pewna analogia między rozumieniem kina Kieślowskiego a rozumieniem wina. Ocenianie zawartości kieliszka wzbogaca nasza wiedza wykraczająca poza umiejętność odróżniania aromatów i twardości garbników. Istotny przecież bywa też kontekst: kto to wino zrobił, co go (lub ją) łączy z tym winem, w jaki sposób zrobił, z jakiej ziemi. Czyli podsumowując: istotny bywa dla nas pierwiastek ludzki w tym winie. Nie przypadkiem przecież stosujemy zabiegi antropomorficzne: wino ma ciało, usta, nos, prezencję, szatę, suknię, itd.

Filmy Kieślowskiego mówią za siebie, ale moim zdaniem prawdziwie ich dotknąć można wiedząc więcej o ich autorze. Ja nie mam takiego poczucia w przypadku filmów niektórych innych wielkich reżyserów. Za to jego kino jest dla mnie fenomenem głębokiego post-renesansowego humanizmu, zadawania pytań i szukaniu na nie odpowiedzi z pozycji obserwatora. Szukaniu odpowiedzi bez ich udzielania. Bez tworzenia moralitetów, które bywały nieznośne u (świetnego reżysera) Almodovara, bez manipulacji uczuciami odbiorcy u (świetnego reżysera) von Triera. Kieślowski transplantował na ekran wiarę w dobro ludzkiej natury. Warto zwrócić uwagę, że w jego filmach tak naprawdę nie spotyka się żadnych jednoznacznie czarnych charakterów, ludzi złych na wskroś. Niektórych ludzi los stawia przed trudnym wyborem. Kieślowski powstrzymuje się przed jednoznaczną interpretacją nawet w obliczu mordu taksówkarza bez motywu w „Krótkim filmie o zabijaniu”. Ocenę pozostawia nam samym, zastanawiając się co człowieka prowadzi do niegodziwości i jak społeczeństwo może postąpić z takim przypadkiem. Ktoś określił go specjalistą od wiwisekcji, który umie jak nikt inny przeprowadzić operację na otwartym sercu społeczeństwa.

On sam o sobie mawiał, że jest zwykłym rzemieślnikiem, a odpowiedzi znajdują tylko artyści kina. Nie, do Kieślowskiego nie pasuje określenie „fałszywa skromność”:

Kino na całym świecie jest podobne, dostaję kąt w małej hali zdjęciowej, tam przypadkowa kanapa, stół, krzesła. W tym udawanym wnętrzu groteskowo brzmią moje groźne komendy: Cisza! Kamera! Akcja! Po raz kolejny meczy mnie myśl, że wykonuje niepoważny zawód. Kilka lat temu francuskie „Liberation” zapytało kilkunastu reżyserów, czemu robią filmy. Odpowiedziałem wówczas: „Bo nie umiem nic innego”. (…) Rozumiem Felliniego i wielu innych, którzy budują ulice, domy, a nawet sztuczne morze w studio: mniej osób przygląda się w ten sposób tej wstydliwej i niepoważnej czynności, jaką jest reżyserowanie”.

Rzadko wracam do jego filmów, ale wystarczy mi, ze pozostają w pamięci. Zarówno te z polskiego okresu, o oszczędnej i realistycznej narracji, jak i te ostatnie ukochane produkcji francuskiej wzbogacone muzyką Preisnera i sopranem Towarnickiej. Krzysztof Zanussi zauważył, że te filmy nie starzeją się, ponieważ nigdy nie były modne…

Sam Kieślowski mógłby się znacznie dłużej starzeć, gdyby nie nikotynowa obsesja, a w konsekwencji zawały serca i śmierć podczas, wydawałoby się dość bezpiecznego, zabiegu wszczepienia by-passów. Świadome samobójcze działanie ludzi inteligentnych palących papierosy pewnie na zawsze pozostanie dla mnie niezrozumiałą zagadką.

Żeby ten memoriał nie wybrzmiał tylko w tonacji nostalgicznie – refleksyjnej, jedna z moich ulubionych anegdot dotyczących Kieślowskiego. Wiecie, dlaczego mógł powstać „Niebieski”, „Dekalog” czy „Amator”? Bo uparty młody Krzysztof podchodząc do egzaminu w łódzkiej Filmówce trzeci rok z rzędu otrzymał w zestawie pytań jako ostatnie: Jakie zna pan środki komunikacji międzyludzkiej? Kieślowski nie mając zbytniego pojęcia czym są mass media, spokojnie wymienił autobus, tramwaj i pociąg. Komisja spokojnie błyskotliwą odpowiedź zaliczyła…

Sięgnę teraz po kilka kieliszków wina, reminiscencyjnych z zaliczonej degustacji. Pozostaję jednak w kręgach filmowych. W rolach głównych:

Donnafugata – bezwzględnie jeden ze słynniejszych producentów Sycylii, nie wiedzieć czemu dla którego nawet stworzono odrębną apelację Contessa Entelina na zachodzie wyspy w prowincji Trapani,

Le Barbatelle – względnie nowy importer ciekawych win włoskich,

Villa Foksal – bezwzględnie jedna z najbardziej eleganckich kamienic w Warszawie o funkcji restauracyjnej. Ze strony firmowej dowiedziałem się, że została odbudowana po wojnie, a nad gośćmi czuwają po staropolsku: general director, sales director, sales & marketing manager, business development manager, three operations managers and executive chef. Z całego staffu Villi Foksal poznałem jednak tylko szatniarza, pardon – cloak-room attendanta (angielskie „cloak” nie jest tożsame z polską kloaką!).

O ile dla wielu z Was Donnafugata nie jest anonimową nazwą producenta win to zapewne mało kto wie o jego literacko – filmowej proweniencji. Na podstawie powieści „Lampart” jakiegoś sycylijskiego nietypowego arystokraty powstał w latach 60. film nakręcony przez Viscontiego z trójkątem Burt Lancaster, Alain Delon i Claudia Cardinale w rolach głównych.

Była to w europejska odpowiedź na „Przeminęło z wiatrem” (Visconti nie żyje, więc się nie obrazi za uproszczenie), taka epopeja historyczno-polityczno-miłosna nakręcona z amerykańskim rozmachem i inscenizacyjnym przepychem. Rzecz działa się głównie w zamku Donnafugata, zresztą naprawdę istniejącym w prowincji Ragusa, jednak położonym względem winnic Donnafugata na drugim końcu wyspy.

Kilka win Donnafugaty nosi nazwy bohaterów tej powieści i filmu.

Claudia Cardinale w roli Angeliki Sedara – jako aktorka średnia, jako kobieta bardzo apetyczna. Takoż wino „Sedara 2015”: chrupkie, kuszące, młodziutkie.

Rhett Butler i Scarlett O’Hara Starego Świata?

 

Alain Delon (odkryty właśnie przez Viscontiego) w roli Tancrediego – brawurowy dandys, gibki młodzian. W winie „Tancredi 2012” (cabernet sauvignon łamany przez nero d’avola) tego Delona aż tak dużo nie znalazłem. Wyczułem za to bardzo dobrej jakości beczkę i owoc, czarną porzeczkę, lukrecję, świeże przyprawy, ołówek. Długi jagodowy posmak i natarczywe taniny.

Burt Lancaster jako tytułowy filmowy Lampart – niestety bez winnego odpowiednika.

Ale za to spróbowałem słynnego „Mille e Una Notte 2012” o bardzo głębokim nosie czarnych owoców. Pięknie zbudowane wino z delikatnie wytłoczonym owocem, twardymi taninami bez cienia zielonej goryczki. Jednak w tym samym wieku pięciu lat znacznie tańsze „Tancredi” wywarło na mnie nie mniejsze wrażenie. Mogę jednak uwierzyć, że w tym drugim winie mamy jeszcze więcej obietnicy na przyszłość.

Z najlepszych win producenta nie można nie wspomnieć też o „Ben Rye 2014” z suszonych gron muszkatu aleksandryjskiego, robione w innej winnicy na małej wyspie Pantelleria. Zapach młodego „Ben Rye” wydaje się nieodległy od tokajskiego aszu (mimo odmiennych technik produkcji): skórka pomarańczowa, suszone morele, miód. Usta jednak są bardziej koherentne ze szczepem i gorącym klimatem, o niższej kwasowości, miodowo – morelowej i likierowej słodyczy. Mimo tej słodyczy wino jest bardzo dobre, absolutnie nie męczy i nie nudzi.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *