Barolo czy Priorat?

Najbardziej wyostrzone zmysły mamy rano, warto więc degustować wina na śniadanie. Degustacja to nie porno film, nikt nie każe połykać, choć z drugiej strony wypluwanie Barolo i Prioratu wydaje mi się grzechem zaniechania. W moim przypadku, wątroba pozostała syta, a głowa cała. Nie tylko w winie najważniejszy jest balans.

W ostatni piątek Warszawa rano opleciona była mgłą (z włoskiego nebbia jak nebbiolo) niczym wzgórza Piemontu i trudno uniknąć tego porównania jadąc na degustację Barolo. Był to zarazem mój debiut w blind tastingach dla blogerów organizowanych przez Michał Misior, który na początku objaśniał jak się deklinuje.

Potem ruszyliśmy z butelkami. O złym winie się zapomina: pierwsze Barolo określiłem zleżałym i marketowym, choć 225 złotych na paragonie to w markecie pięć kilko sera i pięć butelek wina. W dodatku Barolo nie było z marketu…

Podniecenie jak u kobiety w Tłusty Czwartek w cukierni Bliklego

O dobrym winie natomiast się rozmawia, a satysfakcja rośnie, gdy paragon maleje. Za 63 zł. w Trezor Wines można kupić smukłość, jędrność, czystość i równowagę komponentów w Fratelli Grasso-”Langhe Nebbiolo 2012”. To klasyczna sytuacja, gdy nebbiolo zbierane z dużego obszaru może być lepsze od anonimowego nebbiolo ze słynnego Barolo.

Bardzo podobało mi się Cordero di Montezemolo-”Barolo Monfalletto 2012” (Mielżyński, 196 zł.), które jest przykładem zacierania się różnic między podejściem tradycyjnym a nowoczesnym w Barolo. Barwa nasycona, wibrujący słodki aromat korzenny lukrecji, róż, coli. Usta obfite z dojrzałym i lekko likierowym owocem (tzw. nowoczesne), ale przy tym zadziorna pieprzność i garbniki (tzw. tradycyjne). Dzieciak, ale prawie ready to drink!

Elvio Cogno-”Barolo Ravera 2012” (Vininova, 228 zł.) – producent o podejściu bardziej konserwatywnym, którego wina do w młodości do mnie nie przemawiają (i słusznie, swoją butelkę otworzę za dekadę). Różano-herbaciane aromaty, w ustach klasyczna lekkość owocu jako kontrapunkt dla stanowczych garbników. Uroczy męski drań, ale w młodym wieku. Niech jeszcze okrzepnie.

Droższe (340 zł.) i flagowe wino od Elvio Cogno „Barolo Vigna Elena Riserva 2010” może jest już trochę przystępniejsze, choć jego ekstrakt i czystość sugerują dalszy ładny rozwój. Na kontemplację nie wystarczyło butelki, zawłaszczonej przez stolik środkowy, Monikę F. i Roberta Sz. (przez wrodzoną dyskrecję nie wymienię nazwisk). Niech mają, kiedyś tej Eleny już próbowałem.

Warto też wspomnieć o dwóch barolo od producenta Brezza (importer Wine&You, 169 zł.), których odbiór był przez jury dość różny. Brezza-”Barolo Cannubi 2007” wydało mi się być nietypowym winem dla tej słynnej winnicy, której gliniasta gleba daje wina wyrafinowane i gotowe do picia w młodym wieku. Cannubi Brezzy było świeże, zwarte, skoncentrowane, dość ascetyczne i mineralne. Wręcz za młode, czego nie napiszę o Brezza-”Barolo Sarmassa 2006”, którego ładne aromaty słodkiego tytoniu, suszonych poziomek i goździków nieco mnie rozczarowały nieprecyzyjnym smakiem. Zresztą, spójrzcie na różnicę w barwie:

Od lewej Sarmassa, Cannubi i pomocna dłoń B.R. Dąbrowskiego.

Nebbiolo jest szczepem wysokokwasowym i mocno garbnikowym – trochę paradoksalnie, gdyż ma cienką skórkę i niewiele pigmentów (co widać po barwie wina). Pewnie dlatego w porównaniu na przykład z bardzo antyoksydacyjnym gruboskórnym cabernetem szybciej wdrapuje się na szczyt i szybciej z niego schodzi, 10-15 lat przypadku Barolo to wiek statystycznie optymalny.

Prosto z degustacji pojechałem na półmiękkich nogach (komunikacją miejską oczywiście!) pozarabiać czyli zbilansować odchody (w postaci biletu wstępu za stówkę) jakimiś przychodami.

Wczoraj zaś rano udałem się znowu do Ambasady Hiszpańskiej. Priorat! Rozmiar nie jest najważniejszy, w przeciwnym razie o tej apelacji nie słyszałby nikt na świecie. I chociaż nie poczęstowano nas winami od piątki legendarnych budowniczych sławy regionu to wśród setki producentów trudno jest znaleźć wina nieudane. Trudno nie znaczy, że niemożliwe, niedawno kolega przyniósł mi Priorat z …Lidla. Oczekiwania miałem niewielkie, a rzeczywistość okazała się jeszcze brutalniejsza.

Przejdę do spraw przyjemniejszych.

Klucz degustacyjny u prowadzącego Julio Sobrino został zachowany czyli przeszliśmy od młodych win robionych w stali nierdzewnej do coraz bardziej beczkowych. Krótka lista najciekawszych win dla ciekawych moich doznań:

Genium Celler 2010 (Winne Pola) – głębokie aromaty korzenne, balsamiczne, ciemnych kwiatów (fiołki), usta bardzo jagodowe, miękkie i ułożone. Nie wyczuwam 15,5 % alkoholu. Bardzo dobre.

Casa Gran del Siurana-”Cruor 2012” (Mielżyński) – stajenny atak w nosie, przyprawy i kawa. I drapieżny, i gładki, z gęstym ciemnym owocem, espresso i czekoladą.

Coca i Fito-”Samsara 2014” (El Catador) – wcale nie mniej dojrzały niż poprzedni rocznik, z aromatami korzenia lukrecji, dżemu jagodowego i mlecznej czekolady. W ustach jednak młody, z chrupką kwaskową wiśnią i czereśnią.

Vall Llach-”Porrera 2012” (Winkolekcja) – najciemniejsza barwa i aromat, najbogatsze. Oparte na szczepie cariñena (co wpływa na kolor), najdłużej beczkowane w nowym dębie przez 16 miesięcy (co wpływa na aromat i smak) i biorąc pod uwagę koncentrację w ustach pewnie z wyjątkowo niskich zbiorów (w Prioracie rekordziści mają na krzaku jedną lub dwie kiście). Wino dla sybarytów, konkursowe, mocne, słodkie, prażone, miękkie i gotowe do picia. I diablo smaczne.

Cariñena rzadziej niż garnacha daje w tej apelacji tak alkoholowe wina (15,5%). Hmm, lubię wino czy alkohol w nim? Dodam jeszcze, że tego katalońskiego barda Vall Llacha coverował Jacek Kaczmarski „Murami”…

Wina były na dobrym poziomie, może bez obłędnej intensywności najlepszych Prioratów, ale żadne nie cierpiało na przypadłość przejrzałej owocowości Prioratów przerysowanych.

Wszystkie wina (oprócz Vall Llacha) oparte były o garnachę, która na łupkowej wulkanicznej llicorelli daje wina inne niż grenache nad Rodanem: jagody, ekspozycja słoneczna i zbiory są mniejsze. I chociaż poziom alkoholu jest równie wysoki (a nad Rodanem niektórzy z tego powodu po kryjomu wina rozwadniają), wartości pH są niższe czyli wyraźniej odczuwamy kwasowość i to się potwierdziło.

Na tytułowe pytanie „Barolo czy Priorat?” odpowiedzi nie będzie. Filmy też lubię najbardziej te, które nie udzielają odpowiedzi.

3 thoughts on “Barolo czy Priorat?

  1. Samsarę importuje też poznański MineWine.pl .

    Warto przypomnieć, że przed Samsarą z tej parcelki wytwarzano wino Plantes de Prior Pons. I tu Samsara (zrobiona bądź co bądź z tych samych krzaków) wypada nieco bladziej od poprzednika. Zmienił się właściciel ziemi, to i zmieniło się wino. A szkoda…

    PS. I, żeby nie było- Samsara też mi bardzo smakuje! 🙂

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *