Z taką pewną nieśmiałością… Falstartuję, riohuję.

Załóżmy, że trenujemy łyżwiarstwo figurowe i chcemy wystartować w zawodach. Jury zawodów ustala, że do zwycięstwa liczą się tylko wykonane potrójne piruety, a na łyżwach wystarczy jeździć jak manekin. Trochę głupie? Można dyskutować, ostatecznie to jednak organizator gry ustala jej reguły. Mądre lub głupie, sprawiedliwe lub nieuczciwe, klarowne lub niejasne. Możemy powiedzieć, że w takim razie mamy w dupie takie zawody. Albo możemy wystartować i kręcić te piruety aż do skołowacenia. Możemy też uznać, że nasza ukochana dyscyplina to coś więcej niż obroty w powietrzu i wystąpić w zawodach, ale według własnych zasad, bez specjalnych nadziei na wygranie.

Ambasada Hiszpanii czy też organizacja zajmująca się promocją win hiszpańskich w Polsce zorganizowała konkurs dla blogerów, którego nagrodą będzie opłacony wyjazd na targi winiarskie do Hiszpanii. Właśnie przeczytałem dyskusję na ten temat między blogerami na facebookowym forum. Ciekawie jest poznać różne punkty widzenia, zwłaszcza, gdy jest ileś argumentów pro i contra. Ja od początku miałem jasne stanowisko, a podjęcie decyzji zajęło mi pewnie z pięć sekund. Niewielu pasjonatów wina odmówiłoby darmowego wyjazdu na dużą imprezę do dużego kraju winiarskiego. Gdybym był łyżwiarzem figurowym i jury przed Olimpiadą wprowadziłoby kryteria nie całkiem mi odpowiadające to… Nie zrezygnowałbym z takiej przygody. Wystartowałbym na własnych zasadach.

Z dość lakonicznego regulaminu konkursu dla blogerów wynika, że wyjazd i pobyt na targach przypadnie temu/tej, który(a) zrecenzuje największą ilość win hiszpańskich w co najmniej 100 słowach na każde wino. Podziwiam Szołochowa za „Cichy Don”, ale sam nie jestem zbyt płodny i nawet jeśli umiem pisać dobrze to niezbyt dużo. Żaden mój wpis nie powstaje na kolanie w metrze. I nawet, jeśli jest w nim jakaś swoboda i lekkość to okupiona kilkugodzinnym wysiłkiem. A w pisaniu produkcyjniaków to już w ogóle byłbym dętka.

Konkurs zaczął się prawie dwa tygodnie temu czyli popełniłam falstart. Pod koniec wpisu wyjaśnię niezależną ode mnie  jego przyczynę. W każdym razie wczoraj wieczorem spojrzałem na poszeregowany przy szafie rząd hiszpańskich butelek wygrzebanych z piwniczki lub dokupionych z kilku źródeł, z myślą o tym konkursie. Przypomniałem sobie o pewnej ilości już wypitych i roboczo opisanych w laptopie. I o roboczych notatkach – ciekawostkach, którymi chciałem się z Tobą podzielić.

Przypomniałem sobie również starą historyjkę dotyczącą Jana Himilsbacha. Mam nadzieję, że ją poznasz dopiero ode mnie:) Jego specyficzną grą – nie grą aktorską zainteresował się kiedyś Steven Spielberg, widział go w jakimś swoim najbliższym filmie. Co prawda warunkiem było przyswojenie angielskiego, no, ale Spielberg, ale Hollywood… Ilu by się oparło takiej szansie? Tymczasem, gdy spytano Himilsbacha czy już przyswoił język: „Nie, ten Spielberg może się jeszcze rozmyśli, a ja jak chuj z tym angielskim zostanę”.

No więc kasę na wina wydałem, czas na to co czytacie poświęciłem, konkurs wygra chyba ktoś inny, ale jak chuj z tą szansą się nie czuję. Nie mam rąk spętanych, pisanie jest dla mnie nadal fajną zabawą. Na potrzeby konkursu liter nie będę rozciągał (pamiętacie jak w szkole pisało się rozprawki na wymagane trzy strony w zeszycie?), wpisów na Hiszpanię będzie u mnie dość umiarkowana ilość, nie będzie kół ratunkowych w postaci desantu z Biedronki do dwóch dych. Postaram się też nie zanudzić tych, którzy zdecydują się czytać. Parę dni temu śniła mi się słynne wino „Janus Gran Reserva” Pesquery (jeden z hiszpańskich obiektów pożądania), więc może za bardzo żyję tymi mistrzostwami, he he.

W ramach Blogerskich Mistrzostw Hiszpanii postanowiłem podzielić kraj (jakby było za mało chętnych do jej podziału) na najważniejsze regiony i apelacje. Nie lubię być przewidywalny, ale… Na początku była Rioja… Jako pierwszy region hiszpański z nadaną apelacją w 1925 roku, pierwszy z super – apelacją DOC w 1991 roku. Rioja to nie tylko region, to brand. Gdyby zrobić ankietę u państwa Kowalskich znajomości regionów winiarskich świata to obstawiałbym pierwszą trójkę: Bordeaux, Chianti i Rioja. Pewien pan Kowalski zaimponował mi szczerym wyznaniem, że na winie zna się tyle o ile, bo ze szczepów umie wymienić tylko merlota i roję (pisownia fonetycznie oryginalna).

Hiszpania (a Rioja w szczególności) jest jedynym krajem winiarskim na świecie z oficjalną kilkupoziomową klasyfikacją win ze względu na długość kontaktu wina z beczką dębową. System ten ma dla mnie cenną wartość. W przypadku win starzonych rok, dwa czy dłużej w beczce gwarantuje dodatkowy określony czas przechowania wina u producenta w piwnicy. Niemal każdą crianzę, reservę i gran reservę można pić od razu po ukazaniu się w sprzedaży. W innych krajach wiele klasowych win z potencjałem starzenia domaga się potrzymania samodzielnie przed piciem, w przypadku Hiszpanii jesteśmy wyręczeni przez bodegę. Z powodów ekonomicznych (kryzys w Hiszpanii) jednak coraz więcej producentów odchodzi od zasady wyręczania klienta i zamrażania własnej powierzchni dziesiątkami tysięcy odpoczywających butelek. Wtedy nie mogą oczywiście posługiwać się ymienionymi terminami.

Na pierwszy ogień idą u mnie wina klasy crianza. W Rioja muszą spędzić co najmniej rok w beczce i rok w butelce. Zwróćmy uwagę na to, że dumnie brzmiąca reserva może być tak samo beczkowym winem, teoretycznie nawet tym samym winem– byleby tylko producent przetrzymał je dwa lata (zamiast roku) po zabutelkowaniu. Reserva zawsze jest droższym winem od crianzy u dnego producenta ze względu na przede wszystkim koszt dłuższego przechowywania i zamrożenie kapitału, w dalszej kolejności na jakość wina oraz prestiż samej nazwy reserva. Według mnie crianze są trochę korzystniejszym zakupem – kosztują jakąś 1/3 mniej, a smakują zwykle nieznacznie gorzej. Pod konkurs przygotowałem dwie crianze, a trzecia sama wpadła mi w gardło przedwczoraj.

Oczywiście Rioja to nie tylko wina beczkowe. Ba, lokalnie pija się (choć może raczej pijało w XX wieku) więcej win bardzo młodych joven lub roble, spełniających rolę alkoholowego świeżego soku owocowego. Ja niezbyt lubię taką Rioję. Byłem pewny, że mam w zapasie jedno takie młode tempranillo z Riojy, które mogłbym krótko opisać. Skoro nie mogę go znaleźć to znaczy, że zapewne już jest przeszłością,a takie przeoczenia nie zdarzają mi się przy naprawdę dobrych winach. Przejdę natomiast przez wszystkie poziomy win beczkowych z podziałem na trzy wpisy. Jak pewnie wiecie beczka od pewnego czasu jest passé. Może nie u krytyków i konsumentów w Ameryce, ale wielu europejskich i polskich krytyków winiarskich czasem sarka: „za dużo beczki”, „zbyt beczkowe”, „wali beką”, „szkoda, że z beczką”. Co ciekawe, praktycznie nie spotyka się zastrzeżeń odwrotnych. Wino nie bywa za mało beczkowe, nie bywa zbyt owocowe. Zagadnienie jest szerokie, nie planuję wywoływać sporu na tym tle. W moim odczuciu często są to kwestie subiektywne i stylistyczne, a nie obiektywne i jakościowe. Jeśli chodzi o mnie – stosunek do beczki mam umiarkowanie pozytywny. Mniej więcej tak jak do muzyki jazzowej.

Ok, nie wiem czy za te moje rozmyślania też płacą, jeśli liczą się tylko twarde dowody to:

CVNE VIñA REAL – „Rioja Crianza 2011”

CVNE to instytucja w Rioja. Nie wdając się w szczegóły, które nie dla każdego są ekscytujące, napomknę tylko, że w ramach tej spółki powstają wina CVNE Imperial, Contino i właśnie Viña Real. To konkretne wino powstało w podstrefie Rioja Alavesa, tej najbliższej Navarry i klimatycznie najbardziej atlantyckiej. Tempranillo, król Hiszpanii, wniosło na wagę 90 procent.

Pierwsze wrażenie dość słabawe, taki niedomagający kwaskowy, wiśniowy cherlak bez charakteru. Zdarzyło Ci się kogoś nisko ocenić przy pierwszym kontakcie i dać drugą szansę? To dobrze, bo tego wina przybywa. Drożeje w oczach i rośnie w oczach. Masy przybywa, intensywności przybywa, tanin przybywa. Leśnych malin i jagód, przypraw, trzeciorzędnych nut dojrzewania: skóry, czekolady, dymu. Robi się Rioja! Dopiero trzeciego dnia pojawia się lekka oksydacja, choć wino nadal jest dobre. Znacznie częściej trafiam na nietanie wina, które drugiego dnia notują spadek formy, a trzeciego nadają się raczej dla desperatów.

Ta crianza jest niemal najtańszym moim winem hiszpańskim na użytek tych konkursowych wpisów. Zarazem też najdroższym. Napomknąłem na początku o falstarcie. Otóż ten wpis miałem opublikować tydzień temu, ale… Smakując  tę crianzę chwila nieuwagi spowodowała nieznaczne zalanie klawiatury. Dość szybko okazało się, że również złącza przy płycie głównej, a laptop spędził tydzień na OIOM-ie. Mogę więc uznać, że koszt tego wina wyniósł 42 + 290. Ku przestrodze, wyłączajcie komputer natychmiast i nie suszcie suszarką. Wino bardzo polecam, pod warunkiem picia z obrusem rozłożonym na laptopie. Niestety ten rocznik chyba jest już u importera niedostępny, bo kupiłem je co najmniej dwa lata temu. Warte było dla mnie dwa razy więcej niż kosztowało.

Ocena: 88 p. Cena: 42 zł (Starwines).

VIñA BUJANDA – „Rioja Crianza 2012”

Tutaj były grona z Rioja Alta i Alavesa, z pominięciem plebsowej podapelacji Rioja Baja. Tempranillo bez domieszek, beczka tylko amerykańska, a rocznik jeszcze gorętszy niż 2011. Producent również bardzo duży, choć o mniejszej renomie, znany też pod byłymi nazwami Martinez Bujanda lub Valdemar. Kilka moich doświadczeń z producentem pozytywnych. Kolor głębszy niż Viña Real i z ciemniejszym rdzeniem. Świeży i przyjemny, malinowy, kwiatowy nos. Dalej łagodne suszone przyprawy dodawane do ciasta bożonarodzeniowego (popuściłem wodzy fantazji).

A smak? Owoc leciutko przypomina kompot z suszu, choć absolutnie to nie jest chuderlak, bo rok w beczce dodał mu masy. Choć wydaje mi się, że materii nie ma dość dużej by przeżyć długo, raczej krócej niż Viña Real. Dla mnie usta przyprawowe (goździki), galaretki różanej, czerwonych porzeczek i wiśni. Kwasowości ma ciut więcej niż tanin i nieco więcej niż słodyczy. Crianza bez cienia wulgarności, o którą czasem się ją oskarża. Smaczna, porządna, wypolerowana. Pozostawia posmak delikatnie sproszkowanego kakao. Drugiego dnia również była w niezłej kondycji, w kajecie zanotowałem dodatkowo czarne wiśnie, czereśnie i ciemną czekoladę.

Ocena: 86 p. Cena: 35 zł (Centrum Wina). czyli w CW może być tanio! Gdy ma się duże rabaty lub duże promocje. Również na to wino mógłbym wydać nawet dwa razy więcej.

SIERRA CANTABRIA – „Rioja Crianza 2012”

Wino – bonus, z degustacji publicznej przedwczoraj. Postanowiłem je dołączyć do wpisu, bo jest warte zakupu. Nie zrobię tego tylko ze względu na swoją pragmatyczną zasadę nie kupowania win, które udało mi się zdegustować. Może zapach nie był niczym zaskakujący (wanilia + kokos, po chwili macerowane czerwone owoce), ale to wino urzeka niezwykle atłasową teksturą. Poza tym ma ładną koncentrację, sporo smaków lukrecji i słodkawych czarnych porzeczek, miłej taniny (stawiam, że też od nowej beczki). Każda z tych trzech crianz ma 14 % alkoholu, ale w tej czuje się smakowo ducha moderny, więcej owocu i tej milutkiej gładkości. Aż chce się przytulić do tego wina…

Do punktowania potrzebuję pół butelki, jednego kieliszka nie oceniam. Cena: 59 zł (El Catador).

Motto na dzisiaj: warto kupować crianze z Riojy od dobrych producentów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *