Blogerzy – Lidlerzy

Jeden raz podkręcę sobie statystyki bloga dyskontami. Jakie jest najpopularniejsze wino w polskiej blogosferze? Dowolne z Lidla.

Stoję z boku zjawiska, które zaczyna mi wyglądać na ofensywę Lidla wśród blogerów. Ale tam, gdzie ofensywa, tam też ruch oporu. Nie buduję barykady i nie namawiam do ciskania butelkami z benzyną. Rzucam tylko kałamarzem, a od atramentu nikt nie zginie (zwłaszcza, ze podobno mam lekkie pióro). W zasadzie mógłbym ograniczyć się do wzruszania ramionami tak jak dotąd robiłem, ale ostatni tydzień z życia winiarskiej blogosfery sprowokował mnie poświęcić trochę atramentu..

Lidl na Boże Narodzenie. Lidl na Gwiazdkę. Lidl na Święta. Lidl na Wigilię. To cytaty z dyskontowej gazetki promocyjnej? Nie, to cztery tytuły czterech różnych blogów z okresu dwóch dni. Blogów winiarskich. Co tu się kurwa odpierdala, wino z Lidla dołącza do Coca-Coli, mandarynek i Kevina z Polsatu.

Oto moje propozycje na następne nagłówki:

Lidl na Sylwestra (może być chodliwe, gdybym zdążył hasło opatentować to po Nowym Roku stałbym się bogaty). Lidl na Trzech Króli. Na zimowy wieczór. Na majówkowego grilla i na taras. Na pierwszy stosunek. Na ślub. Na rocznicę ślubu. Na rocznicę rozwodu. Na stypę.

Nie wiem czy w jakimś innym kraju występuje w tej skali fenomen zacieśniania więzi sieci dyskontowej z blogerami winnymi. I tak niskim kosztem, bo jeśli się nie mylę to Lidl zaprasza kilka razy w roku grupę blogerów/dziennikarzy na degustację i kilka razy w roku wysyła im po kilka win. W porządku, udziału w darmowych degustacjach raczej nie odmawiam, chociaż w Warszawie jest taka ilość innych i ciekawych, że bez Lidla da się żyć. Nie widzę nic złego w chwaleniu na blogu dobrego wina ani w braniu pieniędzy za akcję „Sommelier poleca”, jeśli faktycznie poleca. Ale żeby traktować otrzymane dwie butelki taniego wina jak Szlachetną Paczkę i opisywać te czterdzieści złotych w czterdziestu przymiotnikach?

Żeby było jasne – nie mam nic przeciwko żadnemu winiarskiemu blogerowi, więc autorzy niech się nie obrażają. Zwłaszcza, że przeczytałem tylko nagłówki bez zawartości i zresetowałem w głowie autorów. Niektórych może znam osobiście i lubię osobiście. Ja piszę o czym chcę, każdy ma to samo prawo. Krytyki się nie boję, bez niej nie ma rozwoju. W nagłówku mojego bloga widnieje „Skazany na picie wina”. Karę swoją wypełniam sumiennie, trochę trudniej byłoby, gdyby to miały być wina tylko z Lidla. Ale gdyby Lidl poszedł drogą plajtującej Almy to mogłaby też skurczyć się nasza blogosfera. Dla niektórych nokaut roku?

Przeczytałem kiedyś głos w dyskusji na ten temat, że blogerzy kulinarni nie opisują taniego sieciowego fast foodu. Analogicznie, czy jest sensowne analizowanie przeciętnych win z dyskontu, ze po kilku pudłach trafiło się wreszcie na pijalne za 14,90? Obok tych wszystkich win z Lidla na święta widziałem też tytuł innego wpisu do bloga: „Takie sobie … (tu jakaś nazwa wina – przypis autora) z Lidla”.

Jeśli faktycznie wina dyskontowe interesują największą liczbę czytelników to dowód, że mamy słabo rozwinięty rynek (wiem, żaden to news). Importerzy branżowi nie są w stanie zapewnić takiej dostępności i takich cen win codziennych dla tzw. Polski powiatowej. Jeśli najważniejsza jest liczba odsłon bloga, a wina z dyskontów są chętniej czytane to trudno. Tworzenie bloga nie traktuję jako listy przebojów ani tor Formuły 1, z nikim się nie ścigam na kliknięcia.

Może i te dyskonty interesują masy (masy w skali naszej mikrobranży). Mam jednak wątpliwości czy można rozwinąć umiejętności degustowania pijąc tylko wina sprowadzane przez Lidla i Biedronkę. Pomijam ewenementy w postaci słynnych Bordeaux z Lidla jak Chateau Talbot, Phelan-Segur czy Dassault. Z przyjemnością opisałbym na blogu takie podarki, ale jako że nie bujam w obłokach, kupiłem je sobie sam. Dodam, że raczej nie jestem majętniejszy od większości blogerów, ale wolę kupować wina niż na przykład samochód. I bez zbędnej fanfaronady – kupuję wina w różnych cenach, czasem też za dwie dychy w markecie. Jednak jak dotąd nie trafiłem w tej cenie na żadne, któremu chciałbym poświęcić odrębny wpis. To kwestia taktyki, każdy obiera własną tworząc bloga.

Wracając do renomowanych Bordeaux, zapewne za ileś lat ich widok w polskim markecie nie będzie zaskakujący, patrząc na takie sieci spożywcze jak Tesco czy Lidl na Zachodzie. W Polsce oprócz Lidla trochę takich poważnych etykiet z Bordeaux można znaleźć na stałe w Leclerku, Auchan, kilka w Carrefourze. Ten proces może zajść wtedy, gdy Polacy zaczną pić więcej win wytrawnych i będą bardziej skłonni do wydania na butelkę wina więcej niż magiczne 20-30 złotych. Czyli, gdy zarobkami będziemy doganiać Zachód. Czego sobie i Wam życzę na Nowy Rok. Ups… żeby nie skończyło się jak w dowcipie z kierownikiem: „Jak to, Kowalski, rozchorowaliście się, przecież wyraźnie życzyłem wam zdrowia na Nowy Rok ???”.

26 thoughts on “Blogerzy – Lidlerzy

  1. Generalnie się zgadzam z tym wpisem, dlatego ja czytam mało blogów o winie bo z reguły tam są opisywane wina które mnie nie interesują.
    Dodam jeszcze dwie uwagi:
    1. bardzo pochwalam opisywanie win, za które się swoją ciężką krwawicą zapłaciło 😉 nic tak dobrze nie wpływa na trzeźwy komentarz i obiektywny opis jak się wykłada 50, 100 czy 150zł z własnego portfela ;-).
    Myślę że z psychologicznego punktu widzenia trudno jest zjechać jakieś wino lub po prostu je nie polecić jak sie je dostało w prezencie od Lidla/Biedronki bo w tyle głowy jest myśl że juz więcej darmowej paczki z winami nie prześlą. To zwykła psychologia a nie kupowanie. Lidl jest wobec kogoś miły to ta osoba w ramach rewanżu jest miłą wobec Lidla 😉
    2. to pisząc muszę zauważyć z przyjemnością że patrząc na statystyki wejść na bloga mój tekst o tym gdzie kupić najlepsze ( a więc drogie) wina kalifornijskie w Europie miał najwyższą ilość z wszystkich moich wpisów. Czyli ludzie jednak są ciekawi naprawdę doskonałych ( a wiec zwykle drogich) win i szukają informacji na ten temat. Czyli jednak jest życie poza Lidlem dla polskiego amatora win 😉

    1. Ja też przeczytałem o tych sklepach internetowych, ale szybko uciekłem po analizie cen. Na razie jestem trochę broke.
      Reguła wzajemności jest znana, chociaż ja wolę uczciwość wobec siebie. Większy dyskomfort czułbym chwaląc słabe sprezentowane wino.

  2. Witam.
    Cieszę się, że napisał Pan o tym zagadnieniu. Ja dopiero zaczynam przygodę z blogowaniem o winie. Zapoznałem się z wieloma wpisami i ten temat mocno mnie męczył. Miło, że zostałem wyręczony, bo na początek nie bardzo wypada krytykować. Niestety przykład idzie z góry. Przed świętami natrafiłem na wpis jednego z najpopularniejszych winnych publicystów, autora książek, który szukał porządku na półkach winnych ośmiu sklepów konkurencyjnej sieci dyskontów. Tak sobie myślę, że z jednej strony to misja, żeby wybierać rodzynki z całej palety i oceniać je, skoro wielu ludzi tam zaopatruje się w wino, jednak chyba to zaszło troszkę za daleko. No ale cóż. Przed nami Sylwestrowa noc i jak fajerwerki sypią się wpisy o szampanach ze wspomnianej sieci (również przykład z góry). Ja rozumiem, że za pieniądze ksiądz się modli, ale mój punkt widzenia pozostaje podobny do Pańskiego. Pozdrawiam i życzę szampańskiej zabawy w Sylwestra z winem, które każdy wybierze dla siebie sam.
    Piotr

    1. Dzięki za komentarz. Autentyczność powinna być w cenie, więc jeśli ktoś wiarygodny wynajduje rodzynka to sam pójdę do sklepu i kupię. Ale wiele win jest niezauważanych, podczas gdy o byle badziewiu z Lidla lub Biedronki – sumując blogi da się uskładać rozdział w książce.

      1. Pewnie i to czasem nawet na półkach w marketach i w podobnie atrakcyjnych cenach. Z faktami jednak trudno dyskutować. Z ludzkimi wyborami również. Konsument, który ma niewielką wiedzę na temat wina może błysnąć w towarzystwie nad taką flaszczyną przytaczając podobne recenzje. Niby będzie bardziej świadomy niż przed jej przeczytaniem. Pytanie tylko czy o to w tym wszystkim chodzi?

  3. To zgadzasz się ze mną czy nie zgadzasz? Bo ja nie napisałem, że jestem za bojkotem win z Lidla. Nie jest czytelne, że chodzi mi o właśnie o proporcje? Że propozycje win na święta to na blogach po kolei głównie Lidl i Lidl? Napisałem też, że wiem o „Polsce B”, która jest trochę „skazana” na wina w dyskoncie. Tylko kto z blogerów w Internecie ma siłę dydaktyczną dla tej Polski B? Właśnie dlatego „nie zaatakowałem” Winicjatywy, bo jeśli ktoś jest opiniotwórczy dla zwykłych amatorów wina to Winicjatywa, więc niech pisze rzetelnie o nich. Jak na Winicjatywie 65% treści będzie o Lidlu i Biedronce to będę czytał więcej Decantera czy Wine Spectator. A koniec końców zgadzamy się na pewno w ostatnim Twoim zdaniu: każdy ma prawo pisać o czym chce. I ja to w poście też zaznaczyłem.

  4. Robert, dużo jest racji w Twoim artykule na blogu, ale nie do końca mogę się z tym zgodzić. Faktycznie, kiedy jakiś dyskont zrobi degustację i zaprosi blogerów, następnego dnia następuje zalanie internetu lepszymi lub gorszymi recenzjami. Tylko czy my nie patrzymy czasem przez pryzmat dużych miast?, miast w których dostęp do sklepów specjalistycznych jest bardzo ułatwiony! A co z tzw. Polską powiatową gdzie zamieszkuje ponad 75% Polaków, którzy mają tylko i wyłącznie dostęp do Lidla czy Biedronki. Czy zainteresujesz ich wpisem o degustacji komentowanej na której byłeś, czy przeczytają artykuł o winach z Burgundii, Toskanii, Palatynatu czy też Krems, nie!, Ci ludzie chcę wiedzy podstawowej, która pozwoli ich ukierunkować na towar, który mają w zasięgu ręki. Zresztą my wychodzimy z założenia, że piszemy o winach, które warto jest zakupić – resztę pomijamy. A co do importerów – temat na oddzielny wpis.

    P.S. Zróbmy kiedyś degustację w ciemno, gdzie na win damy przykładowo po dwa z Lidl/Biedronka. Oceńmy sami!

    1. Olafie,
      nie napisałem, że zgłupiałem od kilku wpisów dzień po bankiecie Lidla. Mam wrażenie, że tego Lidla jest z miesiąca na miesiąc więcej i więcej. Zareagowałem wysypką po wysypie blogów tuż przed Wigilią. Rozumiem, że ludzie bywają religijni, ale na święta z Lidlem nie wytrzymałem ciśnienia. Wolę napisać niż pierdolnąć kamieniem:)
      Nie mam danych o Polsce powiatowej, jaki procent czyta blogi o winie i jaki procent korzysta. Ciekaw jestem czy są blogerzy, którzy wiedzą o skuteczności poleceń w powiecie? Pomijacie wina, których nie warto zakupić? Może Ty tak robisz, ale ja gdy kiedyś czytałem więcej recenzji dyskontowych to pamiętam, że często konkluzją było „średnie/da się wypić/ takie sobie/ słabe”. Ok, można powiedzieć: opisałem średnie z Lidla za 15 zł, żeby przestrzec. Ale ten argument też można rekontrować wszelako.
      Że mało kto to przeczyta. Że mało kto to uzna za wiarygodne. Że to co komuś kumatemu przeszkadza w winie za 15 zł to będzie rarytasem dla totalnego amatora i uzna, że nawet ten Bońkowski to dupa, nie ekspert, bo cukier, drewno i szlauch jest w winie pyszne. Itd.
      Degustacja Lidl-Biedronka w ciemno? Jestem za, pomysł świetny. Wybrać wina w tych samych cenach i panelowo ocenić, wyniki uśrednić i podać narodowi.

      1. No to mamy temat na spotkanie z początkiem przyszłego roku… Życzę wszystkim w Nowym Roku więcej optymizmu :-).

  5. „Nie wiem czy w jakimś innym kraju występuje w tej skali fenomen zacieśniania więzi sieci dyskontowej z blogerami winnymi”. U mnie w Portugalii to uważane jest za po prostu świństwo i jest totalną dyskredytacją „blogera”.

    1. No, proszę, Jeronimo nawet u siebie olewa blogerów… Chociaż ja pisząc o „Lidlerach” świństw nie widzę, bardziej zachwianie proporcji, jakby poza Lidlem i Biedronką nie było win.

  6. Irku,
    Parafrazując, czy ktoś wyobraża sobie poważny magazyn/blog kulinarny, który odnotowuje każdą nowość w McDonalds czy KFC?
    Wielokrotnie o tym pisałem, ale dorobiłem się tylko gęby gościa, który nie rozumie blogowania. Trudno ale dla mnie wzorem winnych blogów jest raczej Wineanorak niż… zresztą nieważne. Podzielam w pełni pogląd Marka, z którym raczej rzadko się zgadzamy i autora bloga.
    I nie piszę tego jako importer dla którego obecnie pracuję bo dla mnie dyskonty to żadna konkurencja, raczej mi pomagają budząc zainteresowanie winem. Natomiast w sensie poważniejszej edukacji, uczenia się degustacji itd to żaden wzór. Bo wady wina na podstawie dyskontowej oferty poznamy dość szybko, a nieliczne „perełki” to raczej wypadek przy pracy niż reguła.
    Natomiast zażenowanie budzi fakt, o czym też pisałem, z jaką łatwością dyskonty sterują blogosferą planując swoje kampanie marketingowe. Wystarczy rozesłać parę kartonów i działa.
    Najtańszy product placement – tylko film nudny.

    1. Zgłaszam veto co do błędnych analogii. Na Sylwestra mamy wina musujące. Na Majówkę mamy wina do potraw z grilla. A na Boże Narodzenie mamy wina do karpia czy pierogów (uogólniam, bo ja osobiście nie jestem ortodoksem). Mój wpis na blogu nie wynika z irytacji pisania o winach na święta ani win do szparagów. Irytuje mnie, jeśli grono blogerów proponuje Lidla do szparagów, Lidla na Sylwestra i Lidla na Wigilię i chyba to łatwo odczytać z wpisu… Ale jeśli będą nadal tak pisać to niech piszą. Jak komuś nie podoba się to o czym ja piszę, może to wyrazić, nie mam z tym problemu.
      By the way, czytuję Twojego bloga i wiem, że nie masz fiksacji dyskontowej.

  7. No to po kolei. „czy ktoś sobie wyobraża poważny magazyn/blog motoryzacyjny który nie pisze nic o autach segmentów A-D?”. Tak ja sobie wyobrażam i wyobrażało sobie setki milionów ludzi. Był taki program w telewizorze, nazywał się Top Gear i miał jedną z najwyższych oglądalności w historii telewizji, a jakoś o samochodach typu VW Polo 1.0 było raczej mało? Dlaczego ludzie tak lubili ten program? Bo był robiony z pasją, wiedzą i olbrzymim humorem.

    Wiele razy czytałem w wielu winnych blogach jak to pasja do wina pchnęła autorów do pisania o nim. Sorry, ale jeżeli Waszą pasją są głównie wina z Lidla/Biedronki/Żabki/Motylka/Chrabąszcza oraz te podarowane od innych importerów to ja Wam tej pasji nie zazdroszczę. Czytając u Was o takich winach nic się o Was nie dowiaduję. Zamiast czytać kolejną recenzję wina z Lidla/Biedronki/Żabki/Motylka/Chrabąszcza itd. wolałbym przeczytać o Waszych własnych winnych wyborach.

    Ja nie atakuję Winicjatywy, bo:

    primo – Winicjatywa (w mojej opinii) jest komercyjnym przedsięwzięciem którego głównym celem poza dzieleniem się wiedzą jest zarabianie. Aspekt emocjonalno-misyjny nie jest tam tak bardzo (może wcale?) eksponowany jak u wielu blogerów;

    secundo – Autorytet, dorobek i doświadczenie (przynajmniej niektórych z autorów) jest gwarancją, że ich opinia na temat win z Lidla/Biedronki/Żabki/Motylka/Chrabąszcza itd. będzie jak najbardziej rzetelna. Sorry ale blogerzy piszący o winie nie są (w dużej większości) dla mnie takimi autorytetami.

    Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu mieszkańców mitycznej „Polski B” zakup win w sklepach stacjonarnych ogranicza się do Lidla/Biedronki/Żabki/Motylka/Chrabąszcza itd, ale skoro potrafią oni włączyć komputer, tablet, telefon itd. i przeczytać recenzje win na blogach lub Winicjatywie, to potrafią również otworzyć stronę internetową sklepu z winem, a wtedy wybór robi się bardzo, bardzo szeroki. Zakładam również, że mieszkańcy „Polski B” jeżdżą na wakacje nie tylko do Hurghady lub Sharm El Sheikh i są w stanie przywieźć wina z krajów pochodzenia w znacznie lepszych (co jest oczywiste) cenach niż w Polsce.

    Piszcie po prostu o dobrych winach, a każdy człowiek który potrafi korzystać z internetu na pewno je znajdzie. Tym którzy nie korzystają z internetu Wasze opinie są do niczego nie potrzebne i będą robić swoje zakupy w Lidlu/Biedronce/Żabce/Motylku/Chrabąszczu itd. bez Waszej pomocy.

    1. Zasadniczo zgadzam się z tym co napisałeś. Jedno wyjaśnienie – jeśli się nie mylę to Irek (Blurpp) na swoim blogu nieczęsto piszę o winach dyskontowych i czuć w nim autentyczność zainteresowania winem. Moim zdaniem zabrał głos raczej z pozycji adwokata:)

    2. No to jeszcze raz po kolei. Żeby daleko nie szukać posłużę się przykładem trzech blogów od naszych bratanków które regularnie czytam (choć w przypadku dwóch może być mowa raczej o przeglądaniu): http://borrajongo.blog.hu/ , http://tancolomedve.hu/ , http://www.winesofa.eu/ . Są to blogi węgierskich autorów i mimo, że społeczeństwo węgierskie jest dzisiaj uboższe od polskiego (więc powinno być bardziej spragnione wiedzy o tanich, marketowych winach) to jakoś nie spotykam się tam z akcjami promocyjnymi węgierskiego Lidla/Tesco/Spara itd. Da się? Da się

      Dlaczego czytam Blogi? (uwaga będę generalizował, Ci którzy domyślą się, że to nie o nich chodzi na pewno się nie obrażą, a o opinię innych nie dbam)

      Może po to aby się czasami dowartościować? Mam wrażenie, że często Piszecie o czymś o czym nie macie zielonego pojęcia, a wypicie jednej butelki jakiegoś wina upoważnia Was do pisania o wszystkich innych podobnych. Ja ze swoją nieprzesadnie wielką winną wiedzą mam/miałem niekiedy niezłą bekę czytając Wasze wypociny. Ja na tematy o których nie mam pojęcia staram się nie wypowiadać. Wam niekiedy tej pokory brakuje.

      Zastanawia mnie Irku twoje oburzenie, że napisałem: „Sorry ale blogerzy piszący o winie nie są (w dużej większości) dla mnie takimi autorytetami.” Czy to jest Irku z twojej strony żart, czy jesteś Irku takim bufonem, że uważasz, że fakt, że opublikowałeś w internecie trochę więcej niż kilka słów upoważnia Cię do bycia autorytetem dla kogokolwiek?

      Ja jestem człowiekiem który niekoniecznie potrzebuje autorytety i żeby ktoś się nim stał dla mnie musi wykazać się wybitną wiedzą, doświadczeniem i dorobkiem. Czy duża większość autorów piszących w polskiej blogosferze winnej może poszczycić się tymi przymiotami?

      Czytam Wasze blogi bo jak napisałem w poprzednim wpisie (tylko odwrotnie) są wśród Was autorzy których bardzo cenię, których lubię czytać (tak: Ty Irku jesteś wśród nich, mimo, że często się z Tobą nie zgadzam, a już zupełnie denerwuje mnie Twoje ciągłe jęczenie jaki to „przejebany” jest los blogera) oraz tacy którym wiele zawdzięczam.

      Czytam bo często jednak mogę przeczytać teksty które w bezpośredni sposób wypływają z Waszej pasji, teksty z których mogę dowiedzieć się jacy jesteście, co Was kręci (mimo, że często osobiście tych zainteresowań nie podzielam). Tylko prywatne wybory mogą powiedzieć cokolwiek o człowieku, czytając teksty które w sposób bardziej lub mniej bezpośredni powstały na zlecenie lub pod wpływem inspiracji innych nie dowiaduję się o Was niczego (Tutaj prztyczek bezpośrednio w Twoją stronę Irku. Często
      piszesz ile to butelek liczy Twoja piwnica, ile butelek przywiozłeś z tego lub tamtego wyjazdu. Niestety na Twoim blogu przeważają wpisy o winach które w taki lub inny sposób otrzymałeś od osób trzecich. Te butelki o Tobie nie mówią niczego).

      Ja nie szukam wśród Was autorytetów, czy podpowiadaczy co jest dobre, a co nie. Szukam wśród Was partnerów w (również) mojej pasji. Zbyt często jednak występujecie w roli pouczających nauczycieli, ja tego nie potrzebuję (ci co tego potrzebują niech się wypowiedzą, aczkolwiek ja nie przypominam sobie takich głosów).

      Wszystkie te słowa kieruję do tych autorów których teksty lubię czytać. Od Was oczekuję więcej. Tych których nie poważam lub ich pisanie mnie nie interesuje pomijam, nic od nich nie wymagam bo niczego dobrego po nich się nie spodziewam. Ty Irku, autor tego bloga (dzięki uprzejmości którego toczymy tą polemikę) oraz jeszcze kilku innych jesteście w tej pierwszej grupie. Dodam na koniec, że jeżeli zdarzy mi się umieścić jakiś komentarz pod którymś z blogerskich artykułów to również czynię to tylko na tych blogach które lubię i mnie interesują. Na pozostałe szkoda mi mojego stukania w klawiaturę.

      Żeby była pełna jasność co do mojej postawy, to napiszę, że ja również od czasu do czasu robię zakupy w Lidlu/Biedronce/Żabce/Motylku/Chrabąszczu itd. ale nie jest to temat który nie daje mi spać i którego łaknę jak kania dżdżu.

      Ps. Od wielu lat przeszło 95% procent urlopowych wyjazdów realizuję przy pomocy samochodu. Odwiedziłem w tym czasie wiele europejskich krajów gdzie rośnie winorośl i robią wino. We wszystkich tych krajach spotykałem rodaków w samochodach z tablicami rejestracyjnymi z całej Polski (oczywiście w jednych miejscach było ich więcej w innych mniej), tak więc do tej Twojej listy spokojnie mogę dopisać więcej państw/regionów.

  8. Polska B, C i D sobie znakomicie radzi. Kurierzy i poczta dowożą wina wszędzie. Stąd popularność wszelkiego rodzaju wysyłkowych klubów koneserskich i sklepów internetowych. Na stonkę i lajdla są zmuszeni tylko ci, którzy wino traktują w kategoriach, w jakich traktuje się alkohol oraz ci, co jeżdżą wylizingowaną octavią.

    Jako poszukiwacza winiarskich osobliwości zastanawia mnie, po kiego grzyba bloger, recenzent, czy ktokolwiek inny chce poświęcić swój czas i pieniądze na kupno, zdegustowanie i opisanie rzeczy powszedniej, dostępnej wszędzie w ilościach hurtowych. Dla banału. To nie najmniejszego sensu. Świat wina jest przebogaty w smaczki i łakocie dostępne na wyciągnięcie ręki bądź kliknięcie myszką.

    Wreszcie sens poznawczy, a właściwie jego brak. Rozumiem, że bloger jest koneserem lub aspiruje do bycia nim. Dlatego, nawet prywatnie dla siebie i swojego rozwoju, powinien mierzyć w wina emblematyczne dla danego regionu/apelacji od znanych producentów ze średniej wyższej lub wysokiej półki (ale nie najwyższej, chyba, że go stać) ;). Poznawanie świata win poprzez wina przeciętne lub średnie nie ma sensu.

    Pozdrawiam z prowincji

    1. Na tę wypowiedź niczym nie zabłysnę, bo wyznaję podobną filozofię, więc ewentualnie mogę „copy and paste”.

    2. I ja się pod tyn podpiszę 🙂
      Wobec wina wszyscy jesteśmy równi a w dobie Internetu wszystko jest na wyciągnięcie ręki.
      Jasne, że nie każdego stać na picie rocznikowego Petrusa chociaż raz do roku, ale czy w tych notkach degustacyjnych nie chodzi o poszukiwania win niebanalnych, ciekawych i nieoczywistych z różnych segmentów cenowych? Ja tak to rozumiem. Tymczasem wina z dyskontu są w jednym przedziale cenowym (większość do 50 PLN) i jak na mój gust dzielą się głównie na pijalne i niepijalne.
      A co do podziału Polski na „sekcje” to zostawmy to może politykom, bo im lepiej to wychodzi.

  9. Rozumiem, że „ja pierdolę” znasz tylko z filmów i autobusów skoro poczułeś zdenerwowanie… Nie tworzę podziałów i nie wiem też czy przynależę do bogatszej części społeczeństwa. Wydaje mi się też, że panowanie Lidla w blogosferze niekoniecznie wiąże się z niezasobnością portfeli i niekoniecznie dotyczy blogerów z małych miasteczek. Warszawscy też potrafią lidlować.
    Mamy swobodę wypowiedzi i z niej skorzystałem, możemy różnić się zdaniem, mi to nie przeszkadza w kolegowaniu się. „Róbmy swoje”. Nawet, jeśli kogoś to irytuje, więc nie czuj się urażony.
    Ja tylko dodam od siebie, że gdybym mieszkał na prowincji to kupowałbym więcej win przez Internet. Gdybym jechał do dużego miasta to zbierałbym kasę, zrobiłbym plan zakupowy i wrócił z kilkoma kartonami. Bo wino mnie kręci i uwielbiam planować zakupy win. Potrafię przejechać całą Warszawę z plecakiem 20 butelek wina z marketu.

  10. Polecam wszystkim Państwu winformacje.pl – facebookowy agregat newsów z branży win w Polsce – znajdziecie tam mniej więcej wszystko co najważniejsze z branży – bez podziału na lepszych i gorszych blogerów, importerów, producentów. Polecam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *