Konwersacje, degustacje

 

Jest końcówka grudnia. Mało wymagającemu obcokrajowcowi do nawiązania podstawowych kontaktów z Polakami na początek wystarczy opanować trzy niezbyt długie dialogi:

– Co słychać?

– W porządku.

– Wesołych Świąt!

– Dziękuję, wzajemnie.

– Szczęśliwego Nowego Roku!

– Dziękuję, wzajemnie.

Od dzisiaj (pierwszy dzień po świętach) dochodzą obowiązkowe opowieści o świątecznym stole, przeładowanym żołądku, wątrobie i spalaniu kalorii.

Skonam.

Ale bardziej dokuczliwe dla mnie normy stosunków międzyludzkich bywają na linii sprzedawca – klient, gdy występuję po stronie tego wchodzącego do sklepu. Nie chcę roztrząsać zagadnienia całościowo, w końcu to blog, a nie rozprawka. Odniosę się tylko do jednego niezbędnego elementu w dobrej obsłudze klienta – zmysłu wyczucia u sprzedawcy.

Tuż przed Wigilią przechodziłem przy sklepie z winami, w witrynie okiennej informacja o promocji. Wejdę zerknąć na rocznik i może kupię. W środku aż trzyosobowa warta, ale wiadomo – czas żniw. Ja piję i jem tyle samo przez cały rok, ale niektórym przewody pokarmowe w święta się wydłużają. Dwóch czy trzech klientów snuje się po sklepie, może uda się podejść bezkolizyjnie do półki zerknąć na vintage. Znana dwójka sprzedawców zajęta, trzeci nieznany (nowy?) w rogu sklepu odwraca się plecami. Pięć zdecydowanych kroków do upatrzonych butelek. Zdążam zarejestrować rewelacyjny rocznik na butelce i w tej chwili sprzedawca (nowy, ale wytrenowany) triumfalnym „Dzień dobry” obwieszcza, że nie muszę czuć się bezradnie i samotnie. Już bieży, już spieszy z pomocą. Może w książeczce standardów jakiś ekspert – teoretyk zza biurka wyznaczył mu limit „5 sekund na podejście do klienta”. Może ktoś uważa, że po pięciu sekundach klient nieprzywitany wyjdzie ze sklepu.

Wyczucie u sprzedawcy to cenna umiejętność. Potencjalnego klienta wchodzącego do sklepu nie należy traktować jednym szablonem. Żaden klient się nie spłoszy, jeśli skiniemy lekko głową na powitanie, żaden nie obrazi się nawet, gdy wejdzie niezauważony. Da się to nadrobić! Trudniej odzyskać pro-zakupowe nastawienie u klienta przez nadgorliwe pierwsze podejście.

Nie wierzę, ze tylko mnie irytuje „Słucham?”, gdy niczego jeszcze jako klient nie powiedziałem i gdy nie wiem czy chcę coś powiedzieć albo wręcz kupić.

Kiedyś standardowym pytaniem obsługi było „Czy mogę w czymś pomóc?”. Szkoleniowcy wyliczyli dokładnie, że na pytanie zamknięte klient w iluś procentach przypadków odruchowo odpowiada „Nie”. Żeby klient musiał się bardziej wysilić by odmówić, uczą formułki „W czym mogę pomóc?”. No, ale mi się wtedy ciśnie na usta odpowiedź typu: „W przeprowadzeniu przez ulicę”…

Przed świętami ludzie wpadają w szał robienia porządków. I mnie to nie ominęło. Przepisywałem do komputera rozmaite notatki i notki degustacyjne z karteczek i świstków papieru. Zaś w degustacjach uczestniczyłem „tylko” dwóch (warszawski rozpasaniec).

Na rozpoczęcie świątecznego tygodnia zawitałem do sali ekipy Wine rePublic. Wkupnym była butelka w klimacie „full-bodied red wine”. Zgadywaliśmy region pochodzenia siedmiu etykiet wypunktowując metodycznie różnice – nauka przez zabawę. Szymon Milonas w trakcie wniósł uwagę o powstrzymywaniu się przed za szybkim stawianiu hipotez i w konsekwencji strategii konfirmacyjnej.

Nawet słynne apelacje (Brunello di Montalcino, Chateauneuf-du-Pape, Priorat) mają wina na różnym poziomie jakościowym. Nic więc dziwnego, że lepiej wypaść mogła butelka znad Zatoki San Francisco. Wente „Zinfandel Beyer Ranch 2013” od The Fine Food Group to zinfandel w bardzo dobrym wykonaniu dobrego producenta. Ładnie użyta beczka, dobra intensywna tanina, proporcje wszystkiego, wino przystępne i apetyczne.

W PRL-owskiej radiowej Jedynce popularną audycją był „Podwieczorek przy mikrofonie”. A ja kontynuuję „Środowe śniadanie przy kieliszku” w Ambasadzie Hiszpanii. Winiarze w regionie Toro mawiają, że ich winami można się najeść, tak więc mój roboczy tytuł nie jest bez kozery.

Toro to względnie mała i zwarta terytorialnie apelacja, czerwone wina robi się niemal wyłącznie z samego tempranillo, a dokładniej jego klonu tinta de toro (dopuszcza się 10 % garnachy w krótko beczkowanym roble). Łatwo jest więc zachować homogeniczność win. Ciekawym odróżnieniem od pobliskiej Ribery del Duero czy Riojy jest krótszy wymóg leżakowania w beczce win dla klasy crianza: zamiast roku tylko pół. W Toro panuje klimat typowo kontynentalny: mroźne zimy, mało deszczów, duże różnice temperatur między dniem a nocą. Ale dzięki wyjątkowej ilości słońca winorośle nie mają problemów z fotosyntezą i akumulacją cukru gronowego. Toro jest niżej położone niż Ribera del Duero, jest więc jeszcze cieplej. Grona trzeba zbierać dość wcześnie, żeby nie wyhodować potworów. Szukanie finezji to nie ten adres.

Degustacja siedmiu Toro jak zwykle u prowadzącego Julio Cesara Sobrino dała niezły przegląd cech apelacji. Zapachy: ciemne owoce, balsamiczne, czekoladowe, słodkie przyprawy odbeczkowe. Do tego masywność, ekstrakt, sporo dojrzałych tanin i średnia kwasowość win. Na szczęście nie za młodych, bo zmorą degustatora bywają Toro z najnowszego rocznika – wersje starzone dłużej w beczce potrafią porazić usta.

Ale nie w każdym przypadku. Tego dnia najbardziej znane wino degustacji z Toro było też w moim mniemaniu najlepszym – Bodegas Maurodos „San Roman” 2013 (Złoto Hiszpanii, 163 zł). Po dwóch latach w beczkach zaatakowało klasycznym kokosem i wanilią, które po chwili rozwiał wiatr. Nadciągnęły lukrecja, czarne owoce i kakao, ale nadal nie wiedziałem czy moich ust nie wykrzywi paroksyzm garbników, drewna i koncentratu z jeżyn. Ooo… Ciało gęste, ale nie trzeba kroić nożem, tanina mocna, ale wcale niedrapiąca, objętość duża, ale nie groteskowa. Bardziej mleczna czekolada i kakao niż podwójne espresso. Diablo smaczne w wieku oseska, zaskakująco już zrównoważone, a do pełnoletności jeszcze brak kilku lat.

Pozostałe wina były niezłe i dobre. Wychodząc zauważyłem, że chyba tylko ja opróżniłem swoje kieliszki (trochę w spluwaczkę, trochę w przełyk). W prowadzeniu auta przeszkadza wyplute wino?

A jutro będzie o… dyskontach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *