Gewürztraminery – domowy panelik

Uwaga: wpis nie zawiera treści obscenicznych i wulgarnych. Może zawierać też śladowe ilości migdałów treści publicystycznych i jest przeznaczony tylko dla osób zainteresowanych tematyką winną (ewentualnie zainteresowanych mną samym).

 

Kilka lat temu kupiłem butelkę słynnego gewürztraminera z włoskiej apelacji Alto Adige. Nieco później dopadłem drugiej znanej etykiety z tego samego regionu, ale zdegustowałem je dopiero niedawno. Rozochocony dorzuciłem trzy inne butelki win z tego szczepu w celu uczynienia panelu degustacyjnego. Chętnie popróbowałbym w jego ramach znacznie większej ilości win, ale bez sponsoringu i zasobności – cóż, jest to panel na miarę moich możliwości. Może kiedyś będę zamieszczał bardziej kompleksowe i przekrojowe panele win jednoszczepowych. Na razie mogę i lubię sobie poczytać precyzyjne panelowe opisy degustacyjne poznańskiego sommeliera Maćka Sokołowskiego.

Po wstępie przejdę do krótkiej charakterystyki. Gewürztraminer ciekawy jest już nawet na etapie dojrzewania gron – ze względu na ilość pigmentów skórek plasuje się pomiędzy winogronem białym a czerwonym.

gewurztraminer_-_raisins_sur_pied_de_vigne

Winifikuje się go wyciskając moszcz przed fermentacją, więc barwa wina jest niczym dość nasyconego białego – od cytrynowej do złotej. Jak widać oprócz niejasnej (zdecydowanie różowej) skórki ma też relatywnie małe kiście. Pączkuje wcześnie wobec czego jest narażony na wiosenne przymrozki. Z uwagi na naturalnie niewielką zawartość kwasów w gronach nie powinien przechodzić dodatkowej łagodzącej fermentacji jabłkowo – mlekowej.

Jak zapewne wiecie gewürztraminer jest szczepem bardzo charakterystycznym w aromatach i smaku. Bywa atrakcyjny zwłaszcza dla nowicjuszy dzięki intensywnym aromatom rodem z dalekowschodniego kredensu z przyprawami. I o ile verdicchio można pomylić z vermentino nie tylko z nazwy to trafne wskazanie gewürztraminera przyniesie satysfakcję początkującemu amatorowi wina.

Dobry gewürztraminer jest winem dla rozpustników. Dobry czyli z odpowiedniego dla niego regionu i z ograniczanej wydajności zbiorów, w przeciwnym razie może być mało aromatyczny, smakować mdło i trawiasto. Dobry gewürz swoją aromatyczność powinien jednak trzymać w pewnych ryzach – dla wielu degustatorów problemem może być wcale nie niedobór, a raczej kwestia „too much”, niczym tanie perfumy, które czuć w promieniu kilku metrów.

 

CANTINA TERLAN – „Gewurztraminer Lunare 2009”

Prawdopodobnie najsłynniejsze wcielenie tego szczepu poza Alzacją. Włoska Górna Adyga, sąsiedztwo Austrii i Niemiec. Bardzo solidna (co najmniej) spółdzielnia producentów Terlan, dość wysokie położenie winnic, gleba piaskowo – porfirowa. Nasycony i gęsty złoty kolor. Nos: dyskretny, oleisty, woskowy, nuty dojrzałych bananów, imbiru, miodu, a nawet solonych migdałów. Dzieje się, ale na pewno nie „too much”.

Usta bardzo gęste, niesamowicie oleiste i woskowo gładkie. Mała kwasowość. Trochę tropikalnych owoców, kwiaty. Dzięki masywnemu tłustemu owocowi, z którego zrobiono to wino nie czuję tych aż 15 % alkoholu. Czuję za to beczkę – okazuje się, że połowa wina fermentowała w sporych 500-litrowych tonneau. Pijąc w ciemno chyba stawiałbym na dość wiekowe szlachetne condrieu z północnego Rodanu. Tak jak condrieu – gewürztraminer nie starzeje się zbyt dobrze, widać to nawet po tak poważnym winie. Z wiekiem potrafi nabierać oleistej faktury, tutaj jest ona zadziwiająca, ale już zbyt dominująca. Niewątpliwie „Lunare” to duża klasa i moja ocena byłaby pewnie wyższa dwa lata temu. Otworzyłem butelkę nieco po szczycie lub ten szczyt przyspieszyły moje średnie warunki w piwnicy.

Ocena: 88 p. Cena: ok. 150 zł, kupione chyba internetowo w Salute, kilka lat temu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

HOFSTATTER – „Gewurztraminer Kolbenhof 2012”

Chyba główny rywal Lunare w pojedynku o palmę pierwszeństwa włoskich gewurztraminerów. Czyste aromaty: róże, landrynki, mieszanka owocowa (pomarańcze, liczi, marakuja). Gewürztraminer klasycznie perfumowany, ale nienachalnie. W trakcie degustowania umyłem ręce mydłem i nagle zapachniało mi tym Kolbenhofem. No tak, mydło w płynie o zapachu „rose petals”. Usta: kandyzowane owoce tropikalne, dużo gorzkiej skórki pomarańczowej, syropu na kaszel, wytrawność z niską kwasowością. Woskowość, choć oczywiście znacznie mniejsza niż w Lunare z uwagi na trzy lata młodszy wiek. Pełne usta i nieco gorzkiej nuty pochodzących od solidnych 14,5 % alkoholu. Oba gewürztraminery z Alto Adige na pewno nie były przykładami pasującymi do teorii win o lżejszym ciele od alzackich odpowiedników.

Ocena: 88 p. Cena: ok. 120 zł, nie pamiętam, gdzie kupiłem kilka lat temu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ZIEGLER-MAULER – „Gewurztraminer Alsace Grand Cru Mandelberg Les Amendiers 2014”

Niestety tylko jeden Alzatczyk, więc nie mogę docenić sławy tego regionu. Niezbyt znany producent z małego grand cru (22 hektary), którego pod-nazwa pochodzi od dużej ilości migdałowców rosnących w sąsiedztwie winorośli.

Kolor jasnozłoty. Aromat średniej intensywności: mandarynki, róże, ananas, miód. Trudno wywnioskować czy będzie wytrawny, w Alzacji nadal wielu producentów nie fatyguje się znakować stopnia wytrawności wina. Nawet vendange tardives może czasem okazać się winem wytrawnym. Tu jednak usta półsłodkie jako jedyne z pięciu win: kwiaty, morele, liczi. Nieco gęstości od cukru, ładna równowaga. Finał dość korzenno – pikantny. Kulturalne, ale niezbyt głębokie, do picia, nie do odkładania.

Ocena: 86 p. Cena: ok. 60 zł (Auchan).

 

WINNICA JAKUBÓW – „Traminer 2015”

Dość gęste łzy. Na szczęście na ściankach kieliszka, bo nie ma absolutnie powodu płakać nad stanem polskiego winiarstwa odnośnie tej butelki. Blogujący Kol. Bazylak dał niedawno wyraz swojemu zdegustowaniu jakością większości polskich win, wyłączając jednak właśnie tego traminera z Winnicy Jakubów. Nie wstydzę się zakomunikować, że smakuje jak niepolskie.

Nie wstydzę się też, że… to chyba pierwsze polskie wino jakie w życiu kupiłem! Jancis Robinson podczas niedawnej wizyty w Sierakowie chyba nie musiałaby zdobywać się na kurtuazję próbując tego wina.

Aromat czysty, choć trochę ulotny: pomarańczowa oranżada, i tradycyjnie bukiecik róż. Pierwszy łyk to ostra fajna żyleta i super świeżość dla złaknionego podniebienia. Potem odczuwałem już cielesność tego wina, również trochę alkoholu. Wynika to z dojrzałości selekcjonowanych gron i późnego zbioru. Winnica mogła sobie na to pozwolić w chłodnym polskim klimacie, a ten traminer wcale nie jest zwiotczały ani oleisty co zdarza się nawet w tak młodych winach. Jeśli chodzi o smak to czułem przewagę owoców tropikalnych (ananas), trochę landrynkowych, ale też pewien słony akcent.

Ocena: 85-86 p. Cena: 60 zł (Sklep 13 Win, dostępne być może w paru innych miejscach w Polsce). Kosztuje mniej więcej tyle ile powinno – nie miałem poczucia płacenia patriotycznego podatku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

CONO SUR – „Gewurztraminer Bicicleta 2015”

Niedawno otworzyłem butelkę znanego marketowego producenta z Chile. Nie ma za dużo o czym pisać, ale może kogoś to skłoni albo zniechęci do zakupu… Średni nos: lipa, nafta, dojrzały melon. Niemało ciała, ale też nieco kwasowości i oleistości. Owocowe, raczej tropikalne, ale ta tropikalność sprawia wrażenie pewnej przejrzałości. Nie ma też precyzji i głębi. Za prawie 30 zł. akceptowalne.

3 thoughts on “Gewürztraminery – domowy panelik

    1. Życzmy sobie na Nowy Rok spróbowania słodkich alzackich gewurzów od Zind-Humbrechta albo Trimbacha. Może byśmy uklęknęli:)

  1. Robercie drogi, mój wpis o polskich winach dotyczył raczej odbiorców a nie producentów. Cieszy mnie, że Tobie ten Traminer podobał się również.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *