„Jedź pan na Koszyki”. Kiermasz Winicjatywy

Słabo znałem starą Halę Koszyki przy warszawskim MDM-ie. Nie moja część miasta, w dodatku trochę z boku głównych szlaków komunikacyjnych. Nie nadrobię, czasu nie cofnę… choć w zasadzie mogę spróbować. Trzeba tylko przewertować „Złego” Tyrmanda i jestem mniej więcej w połowie kryminalnego romansu, którego bohaterem było miasto Warszawa:

-To jedź pan na Koszyki – rzucił radośnie Kubuś, opadając na siedzenie. Rozklekotany opel zaczął podskakiwać na kocich łbach ulicy Puławskiej, centralnej arterii Mokotowa.

O, targowiska warszawskie!

Czyż jest coś bardziej poetyckiego w wielkim mieście niż targowisko? Czy może się cokolwiek równać w sile uczuciowej ekspresji z obraźliwymi rozmowami i zjadliwym targowaniem się przy rytualnym obrzędzie zakupów nabiału i owoców, warzyw i mięsa, ryb i kasz, pieczywa i kartofli? Trzeba być człowiekiem oschłym i zimnym, by nie dać się unieść wzruszeniu na widok gigantycznych połaci surowej wołowiny, by nie zatopić się w smutku wobec czarno – srebrzystych złóż ryb, wobec rozwartych z wysiłku, różowawych pyszczków świeżych karpi, by nie wydać okrzyku zachwytu stanąwszy oko w oko z brunatnymi kopcami włoszczyzny, by nie zatrzymać się w nostalgicznej zadumie przed nieskalaną, śnieżną bielą ciągnących się hen w dal szeregów twarogu! (…) Kunsztowne piramidy rzodkiewek przywodziły na myśl błogosławione zdrowym rumieńcem dziecięce policzki. Pachnący zagajnik szczypiorku w wiotkich pęczkach pokrywał całe stoiska, krotochwilna marchew, gderliwa pietruszka, wytworne selery i szparagi (…).

I jak stanąwszy oko w oko z taką literaturą, przedstawić degustację win tak by wzbudzić podobny apetyt, jakich figur retorycznych użyć by opisać te aromaty i smaki i przy tym nie popaść w śmieszność i grafomanię? Pisać jak się umie akceptując własne ograniczenia…

Halę Koszyki zamknięto dekadę temu, rozebrano bodajże w całości i postawiono na nowo z pewnym uwzględnieniem koncepcji oryginału i fragmentami zachowanymi ze starej hali, coś w stylu łódzkiej Manufaktury. Nie jestem znawcą tematu, ale niezbyt podoba mi się obdzieranie miasta z jego pierwotnej historycznej substancji. Warszawski krytyk teatralny i kulinarny Maciej Nowak zauważył, że Koszyki przetrwały obie wojny i PRL, a padły pod ciosami III RP i interesów developersko – urzędniczych. Nowa Hala jest bardzo gastronomiczna, zapewne kiedyś spróbuję przyjrzeć się jej bliżej, zwłaszcza, że obok kiermaszu zauważyłem z zaskoczeniem małą wystawę Zdzisława Beksińskiego.

Wino z Beksińskim w tle
Wino z Beksińskim w tle

Kiermasz trwał przez weekend, ja odwiedziłem go tylko w niedzielę. Mimo całkowicie otwartego dla wszystkich charakteru kiermaszu, niedzielnych degustatorów wina nieszczególnie dało się zauważyć. W ogóle warunki były całkiem komfortowe, a etykiet blisko dwieście, więc starałem się oddać kontemplacyjnemu metodycznemu degustowaniu, ale raczej bez robienia notatek.

Nie zawsze dałoby się notować wrażenia. Większość importerów nalewała z gestem, ale czasem chciałbym być hojniej obdarzony! Bo przy kilku stoiskach notę degustacyjną stanowiłyby dwa słowa: „wino czerwone”.

Podobała mi się reprezentacja Vini e Affini. Sami zawodnicy z pierwszego składu, mieszanka doświadczenia z młodością. Z pierwszej grupy wyróżniam Meroni „Valpolicella Classico Superiore Il Velluto 2009” o barwie i nosie Langhe Nebbiolo i ziołowo – owocowych ustach pinot noir. Jak na zwykłą valpolicellę 72 zł to dużo (choć Romano dal Forno parsknął śmiechem), ale jak na dobre pinot noir to skromna kwota. Z kolei bardzo młodziutki, ale ogromnie utalentowany jest Il Paradiso di Frassina „Rosso di Montalcino Gea 2015”: posypany bardzo obficie ziołami (tymianek!) i ufiołkowany, a potem szokujący brutalnym wlewem w usta. Kurde, zastanawiam się czy nie zaatakować tej butelki na kiermaszu w sklepie Wine Corner w najbliższy weekend, może zrobię sobie prezent…

Pewną niespodzianką był kram Lutomski Wino: kilku win odważnych i undergroundowych. Baud Pere & Fils „Chardonnay 2014” z francuskiej Jury nie mogło być normalnym chardonnay (drzewiej można było trafić na „normalnego/normalną chardonnay”, brrr!). Niełatwo uwierzyć, że nie dojrzewało pod drożdżowym kożuszkiem. Pigwowy aromat, a smak pomiędzy belgijskimi piwami spontanicznej fermentacji lambic a torfową whisky. Freaków zainteresował też pewnie bladoczerwony szczep poulsard. No i znane już na naszym rynku słoweńskie wino pomarańczowe Korenika Moskon „Sulne 2007”. Zawsze lubię tę woń jesiennych mokrych liści, skórki pomarańczy, różnych orzechów. Przy tym ten potężny smak sfermentowanych, kwaśnych owoców pozostaje w ustach i pamięci. Warte stówki.

W pamięci pozostały też trzy Egri Bikavery Thummerera (nieznany mi importer Wine & Fashion), Greywacke Sauvignon Blanc i chilijskie carignan od Vive le Vin. Nie nastawiałem się tym razem na zakupy, ale zacząłem trochę rozumieć kobiety przechodzące obok sklepu z butami… Ręce mam dwie, butelki takoż, w końcu przedświąteczny kiermasz, czas prezentów…

Ironizuję – sprzedawcy czegokolwiek nigdy nie mieli ze mnie pociechy w Boże Narodzenie. Ja w ogóle cierpię na bardzo przyjemną chorobę ad blindness – Mikołaje, renifery i gwiazdki na murach, słupach i przystankach są dla mnie niewidoczni. Na szczęście żaden importer nie był w czapie Mikołaja.

Zostały mi jeszcze tylko dwa tygodnie omijania centrów handlowych, „Jingle bells” i „Last Christmas”. A zamiast kolędy mam dla Was inną piosenkę: Fugazi „Blueprint”. W końcówce leci to tak: „Nevermind what’s been selling / It’s what you’re buying!”.

I ostatnia refleksja związana z rzutem oka na portal Winicjatywy. W dwóch wpisach o kiermaszu trzy posty forumowiczów. A w rubryce „Gorące dyskusje” od tygodnia czy dwóch gruntowne analizy porto z Biedronki za trzy dychy.

Ale że Dudka nie wzięli na Mundial ?!

Mietek mieszkał dwie kamienice dalej
Mietek mieszkał dwie kamienice dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *