Zupa dnia, czyli winny przegląd tygodnia

30 listopada

Toulouse-Lautrec rzekł, że zacznie pić mleko, jeśli krowy będą jeść winogrona. Uzbrojony w tę złotą myśl zrezygnowawszy środowego poranka z musli na mleku udałem się na godzinę 9.30 do Ambasady Hiszpanii degustować wina – bez zaskoczenia – hiszpańskie. Mikst Sobrino – Kozakiewicz przygotował znowu osiem win, tym razem z Riojy. I znowu selekcja była bardzo staranna, i znowu przeszliśmy przez crianze po reservy, i znowu napięcie degustacyjne rosło. Region Rioja to sztuka blendowania: począwszy od skupowania gron przez mieszanie podstref po łączenie szczepów. Tym razem jednak mieliśmy do czynienia najpierw z trzema winami z Rioja Alavesa i potem z pięcioma z Rioja Alta pomijając niżej położoną, gorętszą i słabszą Rioja Baja. W dodatku tylko dwa wina były kupażami. Przed rozlaniem win do kieliszków musieliśmy wymawiać nazwy szczepów. No, żeby mieć kłopoty z wymówieniem „mazuelo” musiałbym wydudnić go wcześniej ze dwie butelki – dość niemożliwe o tak wczesnej porze.

Osiem win, więc kieliszków osiem. Tak trzymać!
Osiem win, więc kieliszków osiem. Tak trzymać!

Mieliśmy rzadką okazję spróbować wina ze 100% graciano od producenta Alvia. Wyróżniało się ciemniejszą barwą, twardszą kanciastą strukturą, wyższą kwasowością i tanicznością mimo dziewięcioletniego wieku. Graciano jest trudne w uprawie i trudne do zrobienia jako wino kompleksowe, dlatego zwykle w Rioja jest ważnym małym dodatkiem jak petit verdot w Bordeaux. Najstarszym winem było jednak Ramirez de la Piscina Gran Reserva 2001. Niezbyt znany producent, ale butelka dała pojęcie jak długowieczna i piękna potrafi być Rioja z wybitnego rocznika. W nosie dominowały grzyby, wędzone śliwki, nieco nut herbacianych, przypraw i czekolady, ale w ustach bogactwo przełożyło się na ponętną świeżość z dopiero pojawiającymi się akcentami likierowymi.

Równie godnymi zakupu są przenikliwa i już całkiem dojrzała Muga Seleccion Especial 2011 oraz słodsza, ułożona i z idealnym ekstraktem Marques de Vargas Reserva 2010.


Delikatnie wprawiony w baśniowy nastrój udałem się na badanie  alkomatem poziomu wolnych rodników w organizmie. „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz”. Tych rodników wyszło mi dużo i nie wiem na razie co myśleć: zwiększyć ilość zielska w diecie czy raczej nie ufać badaniom jakiejś anonimowej placówki (dojenie frajera?). Nie palę, nie opalam się, jem mało smażonego, unikam konserwantów, tłuszczów zwierzęcych i fast foodu, nie mam infekcji, niedużo stresu, jako tako się wysypiam, nie wyglądam staro. W dodatku czerwonego wina nie unikam, a powinniśmy wiedzieć, że flawonoidy w nim zawarte hamują reakcje utlenienia, które źle wpływa nie tylko na wino, ale i ludzki organizm. Wino zawiera tych antyoksydantów dużo więcej niż sok – dzięki fermentacji dużo łatwiej rozpuszczają się w organizmie. Kto jak nie ja może mieć mało wolnych rodników?


Na takich rozważaniach oraz paru innych czynnościach upłynął mi czas do godziny 18-ej, gdy w sklepie Wine Corner zebrała się grupa uczniów czwartej klasy maturalnej Wojciecha Bońkowskiego. Lekcja była wybuchowa czyli wina z wulkanów! Dysponując arsenałem rozmaitych win z otoczenia wulkanicznego trudno upierać się przy dogmacie „Wino nie ma mineralności” (choć okazuje się, że edytor tekstu Open Office również nie uznaje pojęcia mineralności!). A przecież nawet w wodach wysoko zmineralizowanych laboranci wyczuwają mineralny posmak. Co prawda według badań chemicznych twierdzi się, że skład gleby nie ma wpływu na mineralne zawartości w winie, ale jak wytłumaczyć fakt, że wina spod wulkanów o podłożu granitowym, łupkowym czy gnejsowym mają zwykle charakterystyczny aromat i smak?

Co wyniosłem z lekcji? Niestety żadnego wina… ale parę ciekawostek. Że po odparowaniu alkoholu i wody z wina pozostałoby w postaci suchego ekstraktu masy ok. 18 g. minerałów po winie białym, a ok. 25 g. minerałów po winie czerwonym (głównie mangan, potas, magnez, żelazo, fosfor). Że najstarszym rodzajem gleby wulkanicznej dla winorośli jest piaskowiec, a gleby wulkaniczne nie są czysto osadowe, a raczej składają się z nałożonych różnych warstw próchnicznych. Że na greckim Santorini i węgierskim Somlo białe wina nie przechodzą drugiej fermentacji jabłkowo-mlekowej, ponieważ pozbawione są odpowiedniej ilości kwasu jabłkowego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Najsłynniejszym i najdroższym winem degustacji było łatwe do zapamiętania w nazwie Domaine Zind Humbrecht „Pinot Gris Alsace Grand Cru Rangen De Thann Clos St. Urbain 2007”. Jeden z głównych filozofów i okultystów świata wina ma w posiadaniu jedyne w Alzacji strome kilkuhektarowe bazaltowe siedlisko St. Urbain, które dostarcza kilku win z trzech szczepów. Nasze pinot gris było aromatycznie wycofane, przez co receptory zmysłowe mogłyby je spisać na straty. Mam jakieś przeczucie, że trzy łyki wina, które bawiły się moim językiem, dały tylko zapowiedź intelektualnej przyjemności płynącej z całej butelki. Elegancja i substancja przykryły 15,5 % alkoholu. Obelżywe dla dobrego wina jest określenie „półwytrawne”, wszakże do jakiego poziomu alkoholu w nim miałby przefermentować cały cukier ???

Silne doznania smakowe spowodowało też Zoltan Demeter „Tokaji Harslevelu Szerelmi 2015”. Tutaj oprócz klasycznej kwiatowego smaku zapamiętałem krystaliczną moc, z jaką to wino wlewało się w usta niczym wystygła lawa (to mój paradygmat).

Bardzo podobało mi się Bodega Volcanes de Chile „Tectonia Pinot Noir 2013” aromatami dymu, poszycia leśnego i ziemistymi, kwasowymi żwawymi ustami.


31 listopada

Mam dwa dowody na istnienie takiego dnia w kalendarzu. Pierwszy nazywał się Jan Himilsbach, któremu urzędniczka wpisała taką datę urodzenia. Drugi dowód dała lokatorka mieszkania kolegi, której okres najmu wygasał z listopadem. Odmówiła opuszczenia mieszkania: „Ale dzisiaj jest 31 listopada”.

Tego dnia zacząłem pić znowu grubo przed godziną 13. W eleganckiej sali hotelu Marriott zebrał się kwiat polskiej krytyki winiarskiej by popróbować czołowych win greckich. Prowodyrem zajścia była również Winicjatywa Wojtka Bońkowskiego. Formuła przypadła mi wyjątkowo do gustu: fajne seminarium plus komfortowe warunki degustacji. Nie tylko degustujący, ale też każda z butelek miały stosowną przestrzeń dla siebie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z dobrze znanych była Kir-Yianni „Ramnista 2012”. Ze zdumieniem usłyszałem, że Mielżyński ma kłopoty ze sprzedażą tego wina ze szczepu xynomavro. Przecież to klasa porównywana do dwa razy droższych nebbiolo, doceniona przez Magazyn Wino jako najlepsze czerwone wino do 100 zł w Polsce. Zapach świeżych malin, podsuszanych pomidorów, fiołków. W ustach to mocny wiśniowy pocałunek plus wrażenie jakbym został złapany za barki i szczękę. Wino do piwnicy na 10-20 lat za niewielkie pieniądze.

Z wyspy Santorini mogłem pięknie porównać siłę białego szczepu assyrtiko dzięki dwóm winom Sigalasa. Wersja bezbeczkowa jest naprawdę morska i wapienna w wyrazie, ascetyczna i szeroka w ustach. To samo assyrtiko z beczki nie ma tej ostrości, przy troszkę wyższym poziomie alkoholu potrafi zachować też ciut więcej cukru. To też są wina o zadziwiającym potencjale starzenia dzięki tej zagadkowej mineralności.

Dobrych win było dużo więcej, niektórych nie zdążyłem nawet spróbować, więc przedstawiłem tylko dwa banalnie anty-hipsterskie wybory. Z degustacji wyszedłem ze świetnym gadżetem w postaci książki „A guide to the wines of Greece”, którą miałem tylko w wersji internetowej.


2 grudnia

Działalność zarobkowa.

3 grudnia

Jak wyżej.


4 grudnia

To już trzeci dzień bez alkoholu na mieście. Pojawia się nieswoje poczucie zaniepokojenia i syndrom odstawienia. Z ratunkiem do mojego lokum przybywa kolega, nazwijmy go R. Pierwsza połowa (białe Allentejano), druga połowa (franek z Loary), dogrywka (shiraz z Australii), po rzutach karnych (montepulciano z Włoch, rzecz jasna) rywal pada wyczerpany na murawę łóżko. Ja znacznie lepiej rozkładam siły. Co prawda też zasypiam, ale mógłbym zagrać od razu drugi mecz.


5 grudnia

Apetyt rośnie w miarę picia. Ostatnio ukułem wobec kogoś termin „człowiek pijawka”, obym tylko sam nie podpadł pod tę definicję!

Szymon Milonas z Wine RePublic zaprasza grupkę fanatyków na żoliborskie degustacje w ciemno według formuły „Bring your own bottle”. Tym razem na śniadanie wina lekkie czerwone. Jak już pić w towarzystwie to dobrym i aż muszę zacytować Bułhakowa: „Kryje się coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie są ciężko chorzy albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdybym chciał przyznać indywidualne wyróżnienie to z tych jedenastu butelek wybrałbym… primitivo. Po radosnym, gładkim, korzenno-pestkowym Messer del Fauno „Primitivo IGT Puglia 2015” nie dziwota, że naród polski tak upodobał sobie ten szczep.

Zapewne cdn.

2 thoughts on “Zupa dnia, czyli winny przegląd tygodnia

  1. „Przecież to klasa porównywana do dwa razy droższych nebbiolo, doceniona przez Magazyn Wino jako najlepsze czerwone wino do 100 zł w Polsce. ”

    naprawdę nie trzeba wytrawnego oka żeby dostrzec że te nagrody magazynu Wino to są przyznawane przez „włoską mafię” czyli ludzi dla których włoskie wino to synonim ambrozji i nektaru w jednym. To że redaktorzy magazynu co raz jeżdżą na zaproszenia do różnych włoskich regionów do przyjaciół i kolegów wyjaśnia dlaczego taka Ramnista nie dostanie od nich medalu a dwa razy droższe Barolo w porównywalnej jakości dostanie i medale i pianie zachwytów.
    Dla mnie te całe nagrody magazynu Wino dla najlepszych win dostępnych na rynku polskim to szopka totalna

    1. Ale grecką Ramnistę wybrali w MW „the best red wine under 100”.
      Sporo włoskich win czerwonych też zbiera tam medale, ale nie doszukuję się w tym mafijnych zagrywek. Nie wykluczam niczego, ale nie chcę spekulować bez konkretnych poszlak.
      A tak w ogóle to medale i zaszczyty dla czteroletnich barolo czy bordeaux traktuję „na zaś”, za obietnicę tego czym będą w przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *