Jest bordeaux poza Bordeaux. Rocznik 2008: Man O’War „Ironclad” vs Recanati „Special Reserve”

Serwus. Chciałbym obalić pomówienia jakobym alkohol pił tylko na mieście. Otóż w swoim gniazdku również osuszam butelki tylko zwykle tym się nie chwalę. Na podobnej zasadzie nie opowiadam o wycieczce z Bielan na Bemowo (dla tych, którzy nie byli na Bielanach i Bemowie: nieszczególnie jest o czym opowiadać). Chętniej sięgam po, pardon, myszkę, gdy dzieje się coś ciekawszego w kieliszkach.

Na przykład, gdy mam ochotę na dobre bordeaux, ale spoza Bordeaux.

No i właśnie, drodzy państwo, Polska jest podzielona. Nie tylko na zwolenników jednej prawicy i drugiej prawicy. Polska jest podzielona również PiSownią terminów winnych. Co z małej, a co z dużej? A może nawet z wielkiej zamiast dużej??? Jan Miodek stanowczo obstaje jednak przy dużej. Wielka litera nosi bowiem w sobie pierwiastek emocjonalny tak jak „wielkie chłopisko”, a czy litera może przekazywać emocje? Tautologię mamy więc już załatwioną: pozostajemy przy dużych i małych literach.

Winny.com.pl jest zwolennikiem szkoły bieńczykowskiej proponującej pisanie nazw regionów winiarskich z dużej litery, a szczepów i stylów wina z małej. Może szkoła bońkowska podniesie larum, ja i tak będę pisał z małej merlota, a nawet i caberneta. Po prawdzie to jednak tylko krowa i Korwin nie zmieniają poglądów, więc jeśli w niebie św. Piotr (tudzież inny ochroniarz niebieski) poczęstuje mnie Romanee – Conti to niezwłocznie zamelduję Wam degustację Pinota lub Pinot Noir. A może Pinot Noira? Boże, czemu ten polski jest taki piekielny! Ale na razie będę upierać się mimo wszystko przy pinocie. A jak nie pasi to wypierdalaj. Niektórzy pamiętają z początku lat 90. takie piękne słowo „pluralizm”, które oznacza zezwolenie na odmienne zdanie. Ma ono zastosowanie w tym przypadku.

Skoro już różnice między bordeaux i Bordeaux mamy omówione, przejdę do bordeaux w Nowej Zelandii i Izraelu (choć zawsze w Polsce znajdzie się ktoś kto doda, że Żydzi i tak rządzą w Bordeaux, ale to temat dla lekarzy, a nie winomaniaków).

Zacznę od Nowej Zelandii, ponieważ to tę butelkę otworzyłem najpierw i mimo tego samego rocznika 2008 nie zapominajmy, że szybcy Kiwi Boys zebrali owoce swojej pracy pół roku wcześniej. Przypomniała mi się anegdotka (za dużo dziś tych dygresji?). Trener piłkarzy z Sowieckiego Sojuza tłumaczył wyższość piłkarzy brazylijskich: „Bo gdy my śpimy to oni trenują”. No więc gdy Nowozelandczycy grali to Izraelczycy (Izraelici? Żydzi?) spali. Czy słusznie? Już za kilka minut się przekonacie.

Man O’War – „Ironclad 2008”

Jedno z najsłynniejszych bordeaux z Nowej Zelandii powstaje na małej wysepce Waiheke na północy kraju w regionie Auckland. Do wina zadysponowano na przykład równe 52% merlota, okrągłe 27% caberneta franka. Skrupulatnie odmierzone ledwie 1,4% sauvignona – zaskakujące, ponieważ ten szczep na Waiheke radzi sobie znakomicie. Wino ulepiono z gliniastego podłoża. Dzieciństwo spędziło, a jakże, we francuskim dąbku.

Szlachetny aromat dojrzałego bordeaux: dużo dymu i skóry, poza tym strych, gałka muszkatołowa, kawa, kakao. Nie jest w zapachu całkiem bezowocne – mamy czarne śliwki, ale w wersji już dżemowej. Jak widać (a raczej jak czuć) aromatycznie wino wybrało się już w daleka podróż, bo są to aromaty trzeciorzędne kilkuletniego dojrzewania w butelce. Usta dostojne, miękkie i trwałe. Taniny nie są wyczuwalne, ale obfitość ciała i wypełnienie w ustach świadczą o dużej ilości bardzo aksamitnych dojrzałych tanin. Smak dojrzałych czarnych owoców, finisz kawowo – tytoniowy. Zupełnie nie wystające 14,5 % alkoholu. W porównaniu do klasycznego Bordeaux brakuje nieco kwasowości, która pomogłaby mi wypić tę butelkę w dwa dni. Jest bardziej słone niż kwasowe. Może to kwestia oceanu i deficytu deszczów na wysepce Waiheke? „Ironclad” szczyt możliwości ma już troszkę za sobą, ale jedynym moim zastrzeżeniem wobec tego wina jest brak jakiegokolwiek zaskoczenia. Mam poczucie jakbym je znał już przed wypiciem.

Ocena: 90 p. Cena: ok. 120 zł (Wines United), wino już niedostępne, kupiłem 2-3 lata temu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Recanati – „Special Reserve 2008”

Po takiej nazwie dla wina można spodziewać się wszystkiego, ale jeśli zna się producenta to drwiący uśmieszek jest nie na miejscu. Recanati jest pionierem zbiorów ręcznych winogron w Izraelu, a „Special Reserve” jest najlepszym winem tego producenta, obsypywanym nie tylko medalami, ale i wysokimi ocenami krytyków.

Gorący klimat śródziemnomorski utrudnia harmonijne dojrzewanie szczepów bordoskich, ale ten kupaż z dominacją caberneta sauvignon i merlota robi się z gron zbieranych wysoko w Górnej Galilei. Mimo rosnącej ilości butikowych winiarni, w Izraelu 90 % wina produkuje dziesięciu dużych producentów i do nich zalicza się Recanati. Nic zaskakującego, że jest to wino koszerne, ponieważ Żydzi uroczystości religijne czy rodzinne obchodzą w towarzystwie wina. Czym jest w skrócie koszerność? Wszystkie czynności związane z wytwarzaniem wina w winiarni mogą wykonywać tylko religijni Żydzi. Do klarowania wina nie dodaje się żelatyny, kazeiny lub pęcherzy rybnych. Czyli wina koszerne są zawsze wegetariańskie, a jeśli nie dodaje się też białka jaja to mamy wina wegańskie. Uznajmy to bardziej za ciekawostkę niż praktyczną informację. Te praktyki nie mają zbytnio wpływu na jakość, chociaż certyfikat koszerności wymaga wysokich standardów jakości i higieny.

Przejdźmy do wina. Jak się nazywa ktoś kto w poniedziałek o 11.30 pije wino? Bloger. Ok, dość tego stand-upu, bo to wino jest poważne, w żadnym wypadku śmieszne. Zapach ma nieco świeższy od „Ironclad”. Intensywny i głęboki (barwę też): jeżyn i dzikich malin, przypraw i cedru, pojawiają się już nuty pudełka cygar, skóry i czekolady. Za pewien czas może wykształcą się nuty ziemiste grzybów czy mokrych liści. W smaku jest już dojrzałe, ale nadal giętkie. Bogate i intensywne od jeżyn i świetnie ułożonych tanin. Z pewnością o większej kwasowości niż Nowozelandczyk. Finisz jest długi i nieco prażony. W stylu bordeaux trochę nowoświatowego (brzydko to brzmi), z silnie zarysowanym owocem. Początkowo byłem bliski zachwytu, ale ocenę obniża za szybka ewolucja wina po otwarciu.

Ocena: 91 p. Cena: w promocji za pół ceny 110 zł (M&P Pawlina).

 

Zwycięzców było dwóch z lekkim wskazaniem na Recanati, oba wina warte stówki z okładem (w cenie wyjściowej Recanati za drogie). Moim zdaniem za bordeaux z Bordeaux tej jakości zwykle wyda się nieco więcej.

18 thoughts on “Jest bordeaux poza Bordeaux. Rocznik 2008: Man O’War „Ironclad” vs Recanati „Special Reserve”

  1. Co do bordeaux spoza Bordeaux, to temat uważam za świetny, jako miłośnik Bordeaux 😉
    Ostatnio wypiłem dwa wina z RPA, oba z South Wine na Burakowskiej. Morgenhof Estate 2005 na 90 pkt, mieszanka CS, Merlot, CF, PT i Malbec, w stylu to idealne Bordeaux, eleganckie, kwasowe, szczególnie piękny i złożony bukiet. JA bym w ciemno nei odróżnił od Bordeaux. Stellenbosh Cabernet Sauvignon Private Reserve 2008 jednak nie było takie złożone, może dlatego że to wino prawie wyłącznie składa się z CS? Bardzo dobre tak na 88/100 ale nie aż tak dobre jak Morgenhof, w ciemno bym powiedział że smakuje jak CS z północnych Włoch 😉
    Generalnie uważam że RPA to jest bardzo dobre źródło dla bordeaux spoza Bordeaux.
    Jednak najlepszym regionem, zdolnym do produkowania win porównywalnym stylowo i jakościowo do najlepszych Bordeaux jest Kalifornia. Tam są produkowane wina które w degustacji ciemno skrajnie trudno odróżnić od Pauillac, Graves czy Pomerol/St.Emilion. Oczywiście trzeba wiedzieć jakich producentów kupować ( niestety raczej niedostępnych w Polsce) bo większość masowo produkowanych win na bazie CS jest jednak stylistycznie inna ( bardziej miękka, bardziej pluszowa, słodsza) niż typowe Bordeaux.
    Piłem takie wina z Kalifornii, że uważam że nawet Bieńczyk nie byłby w stanie ich odróżnić od Bordeaux. Dodatkowo Kalifornia, co może wydawać się dziwne, jest tańsza niz tej samej jakości Bordeaux, dlatego kupuję coraz więcej win kalifornijskich kosztem Bordeaux

    1. Czytałem Twój wpis o tych winach z RPA. Co do kalifornijskich to temat już trochę przewałkowany, wiedzę o nich pewną mam, ale doświadczenie skromne, bo zaopatrywać się można właśnie tylko przez sklepy internetowe na Zachodzie. Ze względów finansowych przyhamuję z zakupami, chyba, że pojawi się jakieś Black Friday w Europie na Kalifornię z dostawą:) Centrum Wina sprzedawało teraz z rabatem 40 % cabernety Black Stallion i First Press, ale to i tak druga-trzecia liga za prawie 100 zł… Można kupić kupić mniej, a wybitnie, Leclerc rzucił np.: Poyferre za 500 i Petit Village za 280 – z 2010.

      1. Piłem na masowej degustacji Centrum Wina na Zakroczymskiej w starym forcie chyba 2,5 roku temu oba przez Ciebie wspomniane wina, było OK ale rzeczywiscie żadna rewelacja. Z tej degustacji najlepszym otwartym winem było Wolf Blass CS Black Label 2005, potem to wino kupiłem w promocji (-40%) w Centrum Wina. Rewelacyjny Cabernet ale w innym stylu niz Bordeaux.
        Co do Kalifornii to w FWS na pl. Bankowzm kupiem w cyerwcu ostatni butelk Louis MArtini CS Napa 2010 ya 90 y i to bzo doskonae wino tak na 91 pkt. Obecnie mają rocznik 2012 , którego nie próbowałem ale w Napa jest to potencjalnie ( w opinii Parkera i kolekcjonerów) równy lub lepszy od 2010 więc w zasadzie z tych trzech win czyli First Press, Black Stallion, Louis Martini to raczej bym to ostatnie proponował.
        Ja jeśli chodzi o Louis Martini CS Napa 2010 to jest dostępny we wspominanym kiedyś przez mnie sklepie niemieckim Champa-Vins za 16 Euro i to jest real deal.
        Tak samo Poyferre 2010 ( Parker 98+ pkt) za 500 zł to też jest real deal mimo że cena wysoka.
        Wystarczy wspomnieć że absolutnie porównywalne stylistycznie i jakościowo Las Cases 2010 ( też Parker 98+) w Leclercu jest za 1200 zł

        1. Klawiatura mi psikusa sprawiła i poprawny fragment powinien brzmieć:
          Co do Kalifornii to w FWS na pl. Bankowym kupiem w czerwcu ostatnią butelkę Louis Martini CS Napa 2010 za 90 zł i to było doskonałe wino tak na 91 pkt.

        2. Widziałem tego Louis Martini w Champie, ale trochę się boję zamawiać wysyłkowo wina zimą i latem. Zimą zamarznie, latem się ugotuje 🙂

          1. Piszecie o Champa Vins i Kalifornii, czego nie rozumiem. Ja tam widzę tylko wina francuskie, szampany, niemieckie, ale niczego z USA. Zastanawiałem się nad zamówieniem paru butelek, pracuje u nich Polka i miałem niedawno z nią kontakt mailowy.
            Chyba, że wysyłają mailem na życzenie aktualny katalog z innymi winami?

  2. W ofercie wtorkowej Champa-Vins, wysyłanej newsletterem, jest na samym końcu punkt: „All Over the Place” i tam są głównie wina z USA , czasem z Australii czy Nowej Zelandii.
    Z dzisiejszego newslettera:
    Jahr Liter Name Herkunft Punkte Info Stock €*
    2006 0,75 Cabernet Sauvignon Still Waters 21 13
    2010 1,5 Grange Penfolds OWC 1 1300
    2012 0,75 Shiraz Mourvedre BIN 2 Penfolds 7 14.5
    2013 0,75 Cardinale Carpenter/Jackson Family 96 PP 6 265
    2013 0,75 Chardonnay Cloudy Bay 90+PP 36 21
    2013 0,75 Dominus Napa Valley 96-100 PP 6 249
    2011 0,75 Dominus Napa Valley 6 89.5
    2013 0,75 Opus One Napa Valley 6 249
    2013 0,75 Pinot Noir Cloudy Bay 24 27
    2013 0,75 Sauvignon Tekoko Cloudy Bay 30 36
    2013 0,75 Vérité La Joie Jackson Family 100 PP 6 325
    2013 0,75 Vérité La Muse Jackson Family 100 PP 6 325
    2013 0,75 Vérité Le Désir Jackson Family Wines 99 PP 6 325

    Na przykładzie Dominusa i Opus One mozecie zobaczyć jak wyceniane sa wybitne roczniki jak 2010 czy 2012 a najsłabszy w ostatnich latach 2011. Z kolei 2013 to może być, zdaniem Parkera, najlepszy rocznik dla win kalifornijskich w historii.
    Champa-Vins ma dość skromny wybór win kalifornijskich, planuje wpis na moim blogu poświęcony sklepom w Europie, które mają przebogaty wybór Kalifornii i to na każdym poziomie cenowym, zarówno poniżej 30 Euro jaki i powyżej 100 Euro, które są odpowiednikami jakościowymi Mouton Rothschild, Latour, Leoville Las Cases, Angelus czy Petrus, przy czym po znacznie korzystniejszych cenach niż te sławne Bordeaux.
    Zobaczcie sami na przykładzie Verite 2013 z oferty Champa Vins, La Jolie 2013 (100PP) to wino robione na wzór Medoc, ile kosztuje 100 punktowiec z Medoc?? na przykład Mouton Rothschild? Albo La Muse 2013 to odpowiednik Pomerol, ile kosztuje 100 punktowiec z Pomerol?? na przykład Petrus lub Lafeur? Le Desir 2013 (99PP)to odpowiednik Ausone z St.Emilion, ile kosztuje Ausone ocenione na 99 pkt przez Parkera?
    Tak że ceny najlepszych kalifornijskich mogą sie wydawać szokująco wysokie ale bledną w porównaniu do cen porównywalnych jakościowo win z Bordeaux.

    1. Ha. Pytasz o ceny najsłynniejszych Bordeaux w porównaniu do Napy czy Sonomy. Nie piłem nigdy Petrusa czy Moutona, ale nie trzeba mi wiele tłumaczyć o tych chateau. Natomiast te ostatnie na liście Champy nazwy win widziałem pierwszy raz w życiu. Szukałem w kieszonkowcu Hugh Johnsona w sekcji Kalifornia – ani słowa. W Internecie wygrzebałem, że Verite to młoda butikowa winiarnia, która sprzedaje przez listę mailingową trzy wina. Czyli piszesz o anegdotycznych winach, których niemal nikt nie pił i prawie nikt nie zna. Poza Parkerem i Sucklingiem. To trochę jak z Masseto z Bolgheri, równie nowe i nowoczesne wino w absurdalnych cenach, które kocha też tylko Parker i Suckling.
      Żeby mieć żelazne argumenty do sporu to musielibyśmy spróbować razem najlepszych np.: Verite i najlepszych Moutonów z XXI wieku, a taki dzień niestety nie nadejdzie. Chyba, że masz kilka tysięcy euro luzem.
      Nie można za to zapominać, że podpieranie się jednym Parkerem jest dość zdradliwe. Wiesz, że on też ma gust i dużo wyżej ceni pewien styl win. Jego 100 p. często nie jest dla mnie przekonujące.
      I jeszcze ważna uwaga, że cenę win uzasadnia też historia i tradycja. Ja o winiarni Verite dowiedziałem się przed chwilą i dużo większą ekscytację przeżyłbym płacąc podobne pieniądze za na przykład Leoville Las Casses, bo za LLC wiem co stoi i to nie jest tylko droga etykieta. Przypuszczam też, że smakowałoby mi bardziej niż te enigmatyczne wina Verite, ale to już trochę gdybanie. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi ogólnie chodzi- nawet w rozmowach o tym co kto pił to łapiemy w lot terminy Sassicaia, Vega Sicilia, Angelus. A takie Verite – co za tym stoi, co możesz opowiedzieć?
      Ok, wino powinno się samo bronić, ale opowiadanie historii o wszystkim wokół butelki też ma sens.

      Dzięki za wyjaśnienia co do Champa Vins. Z Kalifornii nie mają niczego ciekawego dla mnie w tej chwili. Bo widzisz, odbiję piłeczkę: Dominus ze złego rocznika kosztuje prawie tyle samo co Leoville Poyferre 2010 w Leclerku. Wybrałbym to drugie z każdego powodu.

      1. Kilka spraw:
        – po pierwsze nie dziwę ci sie, że nei słyszałeś o Verite, ja też o tej wytwórni usłyszałem dopiero w zeszłym roku ale to żaden dowód bo tak z 80% sławnych producentów z Kalifornii nie jest znanych w naszym kraju. Ilu jesteś bez sprawdzenia w internecie jednym tchem w stanie z pamięci wymienić? Jestem pewien że taki Bońkowski, Bieńczyk, Kolecki-Majewicz czy Chrzczonowicz potrafiliby podobną ilość. Najlepszych wytwórni ( może oprócz Screaming Eagle czy Harlana bo te pewnie kazdy z nazwy zna) w Polsce się nie pija wiec się ich nie zna. Tak też jest z Verite, które produkuje wina chyba od 1998 roku a więc już kilkanaście roczników wiec to nei jest jakiś „Filip co wyskoczył z konopi” w 2013 roczniku.
        Przy okazji sprawdź na cellartracker co ludzie piszą o tych winach i jakie dają oceny, sam zobaczysz że nie tylko Parker i Suckling te wina piją. Porównałem sobie oceny wystawiane przez użytkowników cellartacker dla Verite La Joie i Mouton Rotshild od 2000 roku, bardzo pouczająca lektura.
        Ale kiedy piszesz o historii winiarni i ich prestiżu to oczywiście wiem co masz na myśli.
        I jeszcze co do Parkera. Po pierwsze wiele złego zrobiły oceny prezentowane jako Parkera kiedy w rzeczywistości są to oceny Wine Advocate czyli dla magazynu Parkera oceny wystawiane przez jego współpracowników i prezentowane w sklepach jako samego RP. To grube nadużycie i wynikają z tego takie opinie:
        ” wino dostało od RP 90 pkt a jest niesmaczne” dopiero grzebiąc głębiej można zobaczyć że to wino wcale nie Parker oceniał tylko ktoś inny z ramienia Wine Advocate.
        Po drugie lekceważąc Parkera odnośnie jego ocen i gustu popełniasz ogromy błąd, przynajmniej w odniesieniu do Bordeaux i Kalifornii. Facet jeśli chodzi o Bordeaux przetestował po prostu wszystko. WSZYSTKO. Masz jedną paletę smaku, jednego człowieka i wiesz czego się trzymać nawet jeśli jego gust jest inny. Zawsze pod tym samym kątem ocenia i jego gust można skalibrować z własnym i to wiele daje.
        Co do Kalifornii to w ogóle nie ma o czym mówić. ŻADEN Z EUROPEJSKICH KRYTYKÓW W PORÓWNANIU Z PARKEREM NIE WYTRZYMUJE PORÓWNANIA W DOŚWIADCZENIU, OPICIU, ZNAJOMOSCI PRODUCENTÓW ETC. Sprawdzając co taki Johnson ma do powiedzenia o kalifornijskich producentach to bez dużej przesady, można napisać że tyle co o polskich producentach.
        Inne poważne osoby które jakaś wiedzę mają, a i tak malutką w porównaniu do Parkera o Kalifornii to Galloni z Wine Advocate/Vinus i Tanzer z IWC.
        Chcesz wiedzieć coś wiecej o najwspanialszych winach produkowanych w Złotym Stanie? Bez czytania Parkera nie dowiesz się nawet 10% informacji.

        Co do obrony samego wina to ja myślę że Verite by się obroniło w degustacji w ciemno z bordoskimi Premier Crus, tym bardziej, że jest robione przez Francuza 😉 poczytaj dziesiątki ocen na cellartracker

        Ja też bym wolał Poyferre 2010 niż Dominus 2011 ale gdybym miał do wyboru Poyferre 2010 za 500 zł lub Ramey Cabernet Sauvignon Jerycho Canyon Vineyard 2001 za 105 Euro?? Raczej wybrał bym Rameya.

        1. To prawda, że zwykle nie wiadomo czy wino oceniał Parker czy ktoś z jego kręgu. Prawie zawsze widzimy inicjały RP, czasem to jest z bezmyślności, czasem z wyrachowania. Wydaje mi się, że sam Parker tu trochę też nabroił, bo mógłby radykalnie oddzielać noty WA od osobistych. Zapewne jest najlepszym znawcą Kalifornii, może też Bordeaux, ale powoli odchodzi na emeryturę, gusta idą w stronę subtelności, więc jego wpływy i renoma będą maleć. Trochę nie doceniasz innych krytyków, taki Hugh Johnson lubi wina w różnym stylu i z całego świata, czego o Parkerze nie da się napisać. A my, Europejczycy, znamy słabiej dobre wina z USA, bo bogatsi Amerykanie mają do nich bliżej. No i jakaś ilość producentów z USA mimo wszystko ma renomę. Nazwy takie jak Inglenook, Ridge, Shafer, Dominus występują w każdej książce, w przeciwieństwie do Verite. Zresztą, o tych winach możemy sobie tylko popisać na sucho – mnie ostatnio nie stać na ich kupno:)

    2. Nie będę zaglądał do punktów Parkera czy nawet kogoś innego, ale jak dasz mi wybór czym mnie poczęstować: anegdotyczną Sonomą dostępną na zapisy czy Ausone, Lafleur i Mouton ze średniego lub dobrego rocznika to….domyślasz się!

  3. Jeszcze taka mała ciekawostka z dzisiajszej oferty Champa-Vins, mają do sprzedania Cheval Blanc 1945, La Tour Haut Brion 1947, Petrus 1948, Haut Brion 1953 czy La Mission du Haut Brion 1961.
    Reflektuje ktoś z was? 😉
    W ilu sklepach można kupić takie wina? chyba najszybciej w domu aukcyjnym Christie’s….

    1. Mnie zadziwiła oferta sześciolitrowych butelek, które ostatnio oferują. Powiedziałem o tym żonie, to usłyszałem „Chyba nie zwariowałeś do końca” 😀

      1. wiesz, jak ktoś planuje ślub to na kilkadziesiąt osób to 6 l to moze być nawet za mało, albo na przykład na imprezę urodzinową lub pierwszą komunię dziecka. Okazja polania całej rodzinie zawsze się znajdzie 😉

        1. Święte słowa! „Kupiłem dwie duże butelki na chrzciny za 5000 euro” – mina żony bezcenna! Chyba, że jesteś z rodziny Solorza to wtedy opierdol, że takie sikacze kupujesz.

          1. Wiesz na ceny znanych Bordeaux nie mozna patrzeć przez pryzmat swoich – polskich zarobków bo one nie są skierowane dla przeciętnego konsumenta z Polski tylko takiego co ma przyzwoitą pensje w Euro, Dolarze czy Jenie. Dopiero jak się weźmie pod uwagę taką perspektywę to ceny typu 5 tys Euro za 6 litrową butelkę nie wydają sie takie absurdalne jak piszesz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *