Jestem blagierem

Tak przynajmniej mawiają najstarsi Rosjanie. Blogować każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Ta druga kategoria o dziwo też ma swoich entuzjastów. Niedawno natrafiłem gdzieś w Internecie na wątek o nazwie „Jestę blogerę”, nieoficjalny odpowiednik filmowych Złotych Malin, chociaż na razie bez ceremonii wręczania drewnianych klawiatur. Nieważne jak mówią o tobie, ważne, by mówili?

Ja jednak wolę nominację Magazynu Wino do najlepszego bloga winiarskiego roku, chociaż obyło się bez czerwonych dywanów i ścianki z modelkami. Cóż, popełniono błędy w kampanii wyborczej, ale winni temu zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Inni kandydaci jednak mieli lepszy program, zaplecze polityczne i środki finansowe. Zapomniałem nawet poinformować kogokolwiek, gdzie i jak można słusznie zagłosować dla naszego wspólnego dobra. Aby Polska rosła w siłę, a nam żyło się dostatniej!

Ja zresztą w ogóle nadal nie doceniam siły nowoczesnych mediów. Przecież początek XXI wieku to czas Internetu. Dawno, dawno temu (ze dwadzieścia lat temu) za siedmioma laptopami, za siedmioma smartfonami żyli sobie ludzie. Bez nieograniczonego dostępu do informacji, z ograniczonymi możliwościami komunikacyjnymi. Niektórzy z nich nadal nie korzystają z niektórych nowinek technologicznych i mają się z tym dobrze. Facebooka założyłem tylko dla celów komunikacji w świecie wina. Po namowach dodałem niedawno na nim podstronę swojego bloga Winny. Mgliste mam pojęcie o korzyściach czy zwiększonej czytalności. Wszedłem teraz na tę facebookową stronę bloga i poczułem się jak w GUS-ie. Wykresy, statystyki zgodne z czasem pacyficznym, wiek i kraj odwiedzających stronę, o co kaman? Może z czasem zacznę zagłębiać się w te zagadnienia (kto się nie rozwija ten się zwija?), ale największą przyjemność mam z samego pisania.

Moje pewne zacofanie technologiczne wynika ze świadomych wyborów tego czego potrzebuję by udanie żyć. Zauważyłem też, że nie każdy stoi przed możliwością takiego wyboru. Człowiek, który wychodzi z więzienia bez dostępu do Internetu w celi po 15 latach przechodzi gwałtowną adaptację do rzeczywistości i okazuje się analfabetą cyfrowym mimo że takie wyroki odsiadują nie tylko zbrodniarze z wykształceniem podstawowym. Jakim szokiem dla niego jest wejście w świat Facebooka, iPadów, GPS-ów i innych „niezbędników”?

To dość krótki wpis, w sam raz do przeczytania na kilkuminutowej przerwie w pracy przy przegryzaniu kanapki. A że nie ma w nim zbytnio winnej zawartości? Mimo wszystko włożyłem więcej wysiłku niż gdybym poszedł do najbliższego dyskontu po wino za 14,99 i te piętnaście złotych przekonwertował w piętnaście aromatów i przymiotników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *