Stopniowanie przymiotników w trzy dni. Dobrze (Ribera), lepiej (Villany), najlepiej (Kutjevo).

Podobno dorosły człowiek nie lubi poniedziałku. Nie przepada też za wtorkiem. Środa przynosi iskierkę nadziei, w czwartek słońce wychodzi zza horyzontu, potem zaczyna się stopniowanie: piątek, piąteczek, piątunio. Nie jestem biurkowcem, może dlatego nie lubię tej korpo-mowy: pierdół powtarzanych przez znudzone biurwy, rozwieszanych nad biurkami biuro-memów. W dodatku robię to co uwielbiam i gwiżdżę na stękania maruderów o katorżniczym losie człowieka skazanego na pracę. Skazany jestem tylko na picie wina. Tak się składa, że w ubiegłym tygodniu również i dla mnie najprzyjemniejsze były środa, czwartek i piątek. W dodatku przyjemność narastała, czego jednak się nie spodziewałem. Ale po kolei.

Środa rano, godzina 9.30. Ambasada Hiszpanii. Julio Cesar Sobrino i wino, lubię to połączenie. Facet ma dużo więcej przyjaciół niż wrogów, zna się na ojczystych winach i charakterystycznie o nich opowiada. Na degustacji przedstawił nam osiem etykiet z regionu Ribera del Duero. Regionu, którego ikony winiarskie znam tylko z literatury. Za to piłem często trafiałem na przeekstrahowane mutanty, od których sztywnieje. Język niestety.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W środowy poranek na śniadanie podano mocne, ale na szczęście nie karykaturalne, wyważone wina. Tylko pierwsze z nich było oznakowane jako roble czyli z krótkim leżakowaniem w beczce. Pozostałe były klasy crianza (rok w beczce), jedno półtora roku i jedno dwa lata w beczce (reserva). Dąb wpływa zdecydowanie na aromaty i smak win z Ribery. Jak wiadomo dąb amerykański i francuski różnie oddziałują na wino, zaprezentowane wina dojrzewały różnie, niektóre nawet w beczkach z obu rodzajów dębu.

Wszystkie pozostawiały gęste łzy w kieliszkach, były ciemnej barwy. Pachniały beczkowo – tostowo, ciemnym słodkawym owocem, trochę czekoladą. W smaku były gęste, mocne i intensywne, absolutnie nie męczące. Mogły podobać się obfitością ciemnych owoców i zaskakująco dużą gładkością. Miały już kilka lat, ale o żadnym nie powiedziałbym, że zaraz zacznie przekwitać. I w żadnym nie wyczuwałem nadmiernego alkoholu. Bodajże tylko jedno jest dostępne u polskiego importera, więc przepisywanie tutaj szczegółowych notek z degustacji byłoby klasyczną sztuką dla sztuki. Świetne były dwa. „Majuelos de Callejo Reserva 2011” od niejakiego Felixa Callejo – długie, gładkie i piękne. Vilano „Terra Incognita 2010” również należy do riber o rysach kulturalnych, a nie kulturystycznych. Co prawda daje nam dużo beczkowych aromatów, ale popartych słodkimi owocami i kwiatami.

 

Oddzieram jedną kartkę w kalendarzu (czy jeszcze ktoś robi ścienne kartkowe kalendarze?). W madziarskiej restauracjo – winiarni Borpince posiadacze 30 złotych mogli poznać się z sześcioma winami uznanego producenta z regionu Villany. Wina Vylyan naprawdę są tego warte. Lubią lekko wypalone i wyłącznie nowe węgierskie beczułki, ale tylko w cabernet franc i w syrah z 2012 roku można je było wyczuć: bardzo nowoczesne, bardzo pijalne, bardzo prażone, bardzo leśno – owocowe, bardzo intensywne. Kipiące energią i jakością. Kupaż pod nazwą „Montenuovo 2012” jest subtelniejszy, stawia na elegancję i równowagę. I jest zdecydowanie warty 78 zł. Wina są do kupienia na miejscu, chyba kupiłbym te trzy butelki, gdyby nie moja zasada „Raczej nie kupuj win, które już spróbowałeś”. Te wina i inne można pić też sur la table na kieliszki. Centrum Warszawy, dobre wina, obsługa kompetentna i z jajami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jaki jest dzień po środzie i czwartku? Jeśli uważasz, że piątek wyślij sms na numer W piątek z zaciekawieniem przed południem pojechałem na otwarcie warszawskich targów „Wine Expo”. W sali na specjalnej tematycznej degustacji zebrała się śmietanka i ja. Z nerwów zapodział mi się długopis, autografów nie zdążyłem zebrać, bo mistrz ceremonii nakazał rozlewać trunki do pucharów.

Kojarzycie szczep graševina? Jego synonimami są: welschriesling (Austria), olaszrizling (Węgry), vlassky ryzlink (Czechy, Słowacja), laski rizling (Słowenia), riesling italico (Włochy). Dużo tu rieslinga w nazwach, choć jak to bywa w skomplikowanym świecie wina – z rieslingiem graševina nie ma żadnych genetycznych powiązań.

Spotkaliśmy się na uroczystym wyniesieniu zwłok – białych wytrawnych win z lat 60., 70. i 80 z kraju komunistycznego, jugosłowiańskich wina z Kutjeva. Przed oczami miałem Josipa Tito, samochody Zastava i żonę Donalda Trumpa, Melanię. Ekshumacja jest w tej chwili żywym tematem w Polsce, po cichu modliłem się, żeby po sali nie rozszedł się swąd po odpieczętowaniu wieka szklanej trumny.

Kutjevo to nazwa zarazem miasteczka, apelacji i spółdzielni w Chorwacji. Spółdzielni dominującej terytorialnie w kontynentalnym regionie win Sławonii, regionie znanym też z dobrej jakości dębu pod produkcję beczek. Piaszczysto-gliniaste podłoże i bardzo stare formacje skalne sprzyjają tej osławionej mineralności w winach. Ale w powszechnej świadomości graševina daje wina do w miarę bieżącego picia, więc cóż sobie mogliśmy myśleć o degustacji jugosłowiańskich roczników 63 czy 70? Od 1947 roku Kutjevo chomikuje w swoich ogromnych piwnicach (90-95% wilgotności!) konkretne zapasy wszystkich kolejnych roczników. Specjalnie dla nas wyciągnięto z nich kilka trumien butelek.

I co? I szok. Zdumienie. Niedowierzanie. Ostatni raz tak zdumiony byłem….aj, zaledwie kilkanaście godzin temu, gdy Legia zremisowała z Realem. Ale jeśli chodzi o zdumienie winne to nie pamiętam podobnego ostatnio.

Po prezentacji świeżego rocznika cofaliśmy się w czasie i z każdą kolejną chwilą uświadamiałem sobie, że tu żadnego odoru nie będzie, żadnego bezczeszczenia zwłok. O ile przy młodych dobrych graševinach przywoływane jest nawet chablis to okazało się, że ten szczep z wiekiem potrafi przypominać najwspanialsze słodkie starzone rieslingi mozelskie! Rocznik 1963 miał nadal nieco kwasowości, pachniał miodem, lipą, naftą. Roczniki 70 i 85 były absolutnie zadziwiające. Znacie to uczucie, gdy określacie kobietę na 18 lat, a okazuje się mieć lat 46 bez operacji plastycznych? A tutaj przepis na wino był podobno zwyczajny. Ot, graševina dojrzewa dość późno na krzakach, po fermentacji na drożdżach obecnych w powietrzu trafia do sporych beczek i jest butelkowana. Czy to w tej kwasowości i minerałach jest ta ukryta moc?

 

Złoto Arizony ze Sławonii, 1963.
Złoto Arizony ze Sławonii, 1963.

 

Kutjevo Graševina 1985 o zawartości alkoholu zaledwie 10,5 % ma łagodny bukiet grzybowo – orzechowy, ale bez zjełczałych elementów, żadnego rancio. Gdyby nie nuta grzybowa powtórzona w ustach to stawiałbym pieniądze na rieslinga klasy kabinett. Gdybym miał wybrać tylko jedno wino z tej degustacji to po rozterkach wskazałbym na rocznik 1970. Bukiet: zielona herbata, wyciśnięta cytryna, grzyby, siano, zioła i pewnie sporo więcej. Tak jak w 1985 – cudna, zniewalająca słodycz, ale większa glicerynowa oleistość, bo alkoholu „aż” 12 %.

Na koniec oszołomionym zmysłom podano młodziaka – wino lodowe z 2009 roku. Eisweiny warto raczej pić właśnie w młodym wieku, by poczuć tę owocową świeżość. Tutaj jej nie zabrakło, mnóstwo kandyzowanych owoców tropikalnych (ananas!) i zgrabne ciałko. Aż szkoda, że tak dobre wino podano po, a nie kiedy indziej…

 

Największe skarby mogą się kryć pod niepozornym opkaowaniem
Największe skarby mogą się kryć pod niepozornym opakowaniem

Mam zamiar kupić gdzieś świeżą butelkę lepszej linii (na przykład Graševina de Gotho) z Kutjeva i wypić kiedyś tam, przed śmiercią. Niektórzy marzą o kieliszku Chateau d’Yquem na łożu śmierci. Bez wpędzania w długi potomnych można w zastępstwie kupić graševinę z Kutjeva. Naprawdę na ostatnią godzinę życia też wystarczy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *