Pisarze do piór, studenci do szkół! Szkoła Winicjatywy znowu otwiera podwoje.

Licealiści zaczęli Szkołę Winicjatywy z trzytygodniowym opóźnieniem, studencka starszyzna weszła w rok akademicki w terminie i było to wydarzenie godne upamiętnienia w moim notatniku. Tułaczka po jakichś sierocińcach zakończyła się powrotem w nie tak stare mury mokotowskiego Wine Cornera. Przerwa wynikała z kontrowersji urzędniczych. Obok miejsca naszych młodzieńczych i beztroskich pijatyk na studiach u dr Bońkowskiego powstało jakieś przedszkole. Oseski odprowadzane przez rodziców przyglądały się skrzynkom i butelkom wina przez prowokujące swym ogromem witryny sklepowe. Z czasem nabierały takiej śmiałości, że zaczęły przychodzić popołudniu same i domagać się udziału w naszych zajęciach praktycznych. Miarka przebrała się na lekcji o regionach włoskich, zresztą zobaczcie sami:

363_wino-dla-dzieciaka

Zgłosiliśmy tę sprawę przedszkolu, gdzie poszli po najmniejszej linii oporu i zamiast porozmawiać z rodzicami o niepokojących zainteresowaniach syna – złożyli donos na Wine Corner w Urzędzie Gminy.

A tak poważniej – po okresie banicji wracamy do Szkoły Winicjatywy. Takich regularnych zajęć prowadzonych przez eksperta trochę mi brakowało w Warszawie. Co prawda mamy tu (wino)grono znawców, ale niezbyt przekłada się na ilość dobrych zajęć połączonych z degustacją. Wojciech Bońkowski przez lata tworzenia portalu Winicjatywa jak chyba nikt inny zaczął docierać i do winomaniaków, i pod strzechy. Dzięki sprawnej komunikacji z czytelnikami zbiera tego owoce.

Na szkolny comeback wybrał temat „Tradycja a moderna”. Omówiliśmy pokrótce pewne różnice w podejściu do uprawy i winifikacji. Dla uściślenia i uporządkowania dostaliśmy wypisany rejestr cech. Do cech tradycyjnych zalicza się min.: małą gęstość nasadzeń, wczesny zbiór, stosowanie szczepów lokalnych wyrażających swój charakter, dłuższe dojrzewanie, kwasowość, taniczność i długowieczność win, typowość dla apelacji.

Natomiast rewizjoniści sadzą gęściej, chętnie szczepy międzynarodowe, później zbierają grona, lubują się w użyciu nowej beczki, robią wina o dominacji owocu, gładkich taninach i gotowych do szybkiego wypicia. Charakterystyczna jest zamiast winiarza rola enologa (często tzw. latającego, który doradza w wielu różnych winnicach) i natychmiastowa przystępność aromatyczno – smakowa, dzięki czemu wina podobają się ogółowi, jurorom na konkursach i dobrze smakują bez jedzenia.

Doktor W. Bońkowski przypomniał też, że słowo tradycja jest trochę słowem – wytrychem (jest nawet takie piękne imię Tradycja). To co kilkadziesiąt lat temu było w winiarstwie innowacją, dzisiaj może być określane jako tradycyjne, dlatego warto uściślać co kryje się konkretnie pod hasłem, do której konkretnie tradycji winiarz się odwołuje. Tradycja podziału niemieckich rieslingów według zawartości cukru w gronach zaczęła być stosowana dopiero w 1971 roku. Wcześniej na przykład określenie kabinett było stosowane w rozmaitym i dość dowolnym znaczeniu.

Alkohol na zajęciach – prawdopodobnie jedyna taka szkoła w Polsce
Alkohol na zajęciach – prawdopodobnie jedyna taka szkoła w Polsce

Tradycyjnie (i modernistycznie) na lekcji próbowaliśmy ośmiu win. Bardzo dobrych win. Największe wrażenie na mnie zrobił riesling Heymann-Lowenstein „Blaufusser Lay Uhlen Reserve 2010” (101 Win, 186 zł). H-L robi wina szczepowe odbiegające od klasycznych mozelskich, choć nie określiłbym ich za modernistyczne w rozumieniu przedstawionym powyżej, raczej autorskie i poszukujące: na „prawdziwych” drożdżach, bez kontroli temperatury fermentacji. H-L przekonuje, że macerowanie na skórkach kruchego rieslinga wcale nie musi być szaleństwem. Dlatego też wino ma sporo orzechowego charakteru, cielistości, oleistej faktury i gorzkawej końcówki, a przenikliwa mineralność rozchodzi się łagodnie po ustach i na długo w nich pozostaje. Upewniłem się, że moja butelka drugiego z najbardziej znanych win Heymann-Lowensteina spoczywa nadal w mojej piwnicy oczekując na konsumpcję.

Absolutnie nie odmówiłbym drugiego kieliszka Burlotto „Barolo Monvigliero 2012” (Vini e Affini, 219 zł). To z kolei znany ultratradycjonalista, który lubi fermentować grona z szypułkami w beczkach, a nawet wyciskać moszcz nogami. Barwa jasna klasyczna, zapach klasyczny (fiołki, płatki róż, truskawki, poziomki), w smaku wcale nie takie nieprzystępne jak bywają młode tradycyjne barolo, z czyściutkim lekkim owocem na tanicznym kręgosłupie i z orientalnym niuansem.

Konkurencyjne Mario Gagliasso „Barolo Rocche dell’Annunziata 2011” (Winkolekcja, 164 zł) było inne. Czuć, że użyto nowej dębowej baryłki: aromat świeżych czarnych owoców i przypraw, trochę prażonej kawy. W ataku chropowata tanina, więcej gęstości, likieru i uprażenia, ale też i alkoholu. Za to w finiszu taniny wydały się już dojrzalsze, bardziej owocowego pochodzenia, świeże jagody i trochę mlecznej czekolady. Ceny obu butelek wydają mi się być adekwatne.

Rozmiar ma znaczenie – wolałbym duże porcje wina, ale to moja wina. Nazwa tego bloga jest nieprzypadkowa, hehe. Wbiłem się na zajęcia przez własne gapiostwo jako ostatni i dodatkowy kursant. Dolewek znanych z dawnych lekcji nie było, ale nie tylko rozmiar się liczy, a też jakość! Wolę mniej, a bardzo dobrze, więc wyszedłem kontent. Dla dociekliwych statystyków lista pozostałych win:

Zilliken-„Saarburger Rausch Kabinett„(Winoblisko, 84 zł)

Roger Belland-„Santenay 1er Cru Gravieres 2012″(Mielżyński, 143 zł)

Frederic Magnien-„Cotes de Nuits-Villages Coeur de Roches 2013”(Mielżyński, 122 zł)

La Rioja Alta-„Vina Alberdi Reserva 2009”(Starwines, 89 zł)

Roda-„Rioja Reserva 2010(Mielżyński, 142 zł)

Cdn. Mam nadzieję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *