Degustacja a terroir: Wrocław, Vininova i Zbyszek Cybulski

Polscy importerzy win przykładają wagę do terroir degustacji. Ostatnio pisałem o The Fine Food Group w warszawskim hotelu Polonia, a tydzień temu miałem autentyczną przyjemność próbowania portfolio Vininovy w podobnie historycznym miejscu – Hotelu Monopol we Wrocławiu.

Czytając o butelkach wina nierzadko dowiadujemy się też sporo o tle: od ilu pokoleń jest uprawiana winorośl, jakich beczek użyto, jakie imię ma pies właściciela. Gdy czytamy o regionach winarskich albo szczepach dostajemy we wstępie rys historyczny: który książe wydał edykt o uprawie, ile sangiovese ma klonów, w którym miejscu wapień przechodzi w margiel. Czasem są to informacje interesujące albo przynajmniej interesująco podane, ale zdarza się, że z odrętwienia lekturą wyrwałoby mnie na przykład podanie numeru buta, rozmiaru fiuta winiarza. Aha, jestem hetero.

Popijane wino może mieć różną oprawę. Dobre wino zawsze się obroni, jeśli nie jest z garnka i ma dobrą temperaturę. Ale wiemy, że smakuje lepiej, gdy znamy historię tej butelki. Nie zaszkodzi też znać historię miejsca, w którym wino pijemy, a wrocławski Hotel Monopol (pomimo nazwy) nie jest pierwszą lepszą speluną.

To najstarszy bodajże hotel we Wrocławiu, otwarty jeszcze pod koniec XIX wieku. Klimat hotelu zawsze tworzą ludzie: personel i goście. W Monopolu pracowało (i może nadal pracuje) wielu ludzi oddanych hospitalizacji (język polglish – zorientowanych na gościnność), również z kilkudziesięcioletnim stażem. A goście Monopolu? Dietrich, Picasso, plejada polskich aktorów i artystów czasów PRL-u.

Słynny balkon i słynna restauracja na parterze
Słynny balkon i słynna restauracja na parterze

Z tego balkonu śpiewał zgromadzonej publiczności Kiepura. ten słynny balkon i apartament 113 (w jego głębi) gościł nie tylko Kiepurę, o czym świadczy fotografia poniżej. Tylko proszę mi nie zarzucać promowania czegokolwiek.

Pierwszy raz na blogu o winach
Pierwszy raz na blogu o winach

Ten apartament 113 „zagrał” też w całkiem fajnym filmie z Fronczewskim „Konsul”. Ale nie na tym filmie chciałem się skupić. Otóż z Hotelem Monopol wiąże się „Popiół i diament” Wajdy, perła polskiej kinematografii, dla mnie pierwsze kino moralnego niepokoju na długo zanim ktoś ukuł ten termin. Jest to film, który moim zdaniem ma różne niedociągnięcia, ale przede wszystkim ma wielką siłę wyrazu wielkich rozterek i wielką rozedrganą kreację Cybulskiego.

Nie rozstrzygnąłem swoich niepewności: wiele źródeł podaje, że „Popiół i diament” kręcony był w Monopolu i wiele podaje, że hotelowa scenografia powstała w atelier wrocławskiej wytwórni filmowej. W recepcji dowiedziałem się, że słynna scena z kieliszkami – zniczami kręcona była w restauracji na parterze – dokładnie tej, w której odbyła się degustacja. Nie zdążyłem zweryfikować prawdy, jeśli jest to romantyczna legenda to cóż – konfabulować i tworzyć legendy też trzeba umieć. Czasem zmyślenia prawdziwe kupujemy i przekazujemy dalej chętniej niż fakty. Skoro mało kto podważa, że żył człowiek, który zamieniał wodę w wino… Szkoda, że w żadnych materiałach marketingowych nie pisali w jakie zamienił wino, ale skoro był takim magikiem to pewnie częstował porządnym cabernetem zamiast ówczesnych sikaczy doprawianych miodem i ziołami. Ja potrafię tylko zamieniać wino w urynę.

Tydzień temu degustowałem wina tam, gdzie Cybulski ciskał po kontuarze kieliszkami z płonącym spirytusem („granym” przez łatwiej palącą się benzynę) symbolizującymi znicze. I przed oczami miałem też ptasie rysy twarzy Adama Pawlikowskiego, który w tej scenie recytował imiona poległych podczas wojny kolegów. Jeśli ta scena była kręcona faktycznie w tej sali to pozostało z niej tylko kilka oryginalnych kolumn na środku sali i sztukaterie sufitu. Hotel przeszedł kapitalny remont dekadę temu…

Ta sala, te kolumny filmowe...
Ta sala, te kolumny filmowe…

Pewne jest natomiast to, że pewnej bardzo mroźnej styczniowej nocy 1967 roku Zbyszek Cybulski wpadł po nieprzespanej nocy do Monopolu (gdzie był częstym rezydentem) odebrać bagaż i taksówką pognał z kolegą na Dworzec Główny. Niestety tym razem pociąg do Warszawy o 4.20 ruszył punktualnie. Cybulski w kilku filmach gonił pociąg i wskakiwał w biegu, tym razem noga ześlizgnęła się ze stopnia…Dla dopełnienia obrazu dodam, że kilkanaście godzin wcześniej Cybulski dostał angaż do głównej roli nowojorskiej telewizyjnej wersji wspaniałej sztuki „Tramwaj zwany pożądaniem”.

Nieudany skok i pamiątkowa płyta chodnikowa...
Nieudany skok i pamiątkowa płyta chodnikowa

Ja tę samą drogę z Monopolu do Dworca Głównego przebyłem piechotą. Losu nie kusiłem, pociągu nie goniłem. Polskim Busem w obie strony przejechałem za biedronkowe wino czyli śmieszne 22 złote. W tej cenie dostałem kawałek historii miasta i kina oraz degustację win ponadbiedronkowych. Vininova to na przykład: szampany Lanson, barola Elvio Cogno, brunella Casanova di Neri, riojy Marques de Riscal, rieslingi Dr. Loosena. Jako ciekawy smaczek dodam, że grupa Likus zarządzająca Hotelem Metropol posiada też sieć „Vinoteka 13” z równie bogatym portfolio własnym. Czyli nie tylko krwiożercza konkurencja dwóch firm w jednej branży…

Spróbujcie spróbować setki win w trzy godziny! Nie jestem Usainem Boltem, żeby zadegustować wszystko co ciekawe musiałbym udać się z Vinonovą na Tour de Pologne.

Moja szczęśliwa siódemka degustacyjna:

1. Casanova di Neri – ”Brunello di Montalcino 2011”

To podstawowe brunello producenta wdarło się w moje usta niczym Bogumił Kobiela na bankiet hotelowy w „Popiele i diamencie”. Niesamowicie intensywne i długie, szarpiące tytoniowym finiszem, o świetnej równowadze. Słynniejsze „Tenuta Nouva Brunello di Montalcino 2011” dojrzewa w nieco mniejszych beczkach, ma mniej owocowości, więcej gładkości, balsamiczności, przypraw w ustach.

2. Hetszolo – „Tokaji Aszu 5 Puttonyos 2008”

Zaserwowałem sobie na dobranoc jak pocałunek od księżniczki. To słodkie aszu jest tak cudnie żwawe, energetyczne, słodkie i kwasowe, że chciałoby się mieć skrzyneczkę i co pięć lat wyjmować po jednym takim cacku. Zapach renklod, moreli i miodu nie do szybkiego zapomnienia.

3. Lanson

Szampany Lansona chyba bez wyjątku są wyjątkowe. Próbowałem czterech, ich znakiem szczególnym była świetna pienistość, która rozkwitała w ustach. Dłużej starzone na osadzie „Extra Age Brut” i „Extra Age Blanc de Blanc” były bardzo łagodne, aksamitne i dostojne.

4. Gabriel Meffre – „Hermitage Saint Christophe 2011”

Tak rzadko piję Hermitage, a tak uwielbiam…Tutaj miałem niby lekki, ale wyraźny zapach świeżego mięsa i lukrecji. W ustach też trudna do zdefiniowania oksymoroniczna mięsna lekkość, wytrawność i ożywcza mineralność z dyskretnym owocem. Mocna i drobno uszyta tanina w finiszu.

5. La Chablisienne – „Chablis Grand Cru Les Preuses 2013”

Chyba najlepsze grand cru w Chablis i w porównaniu z innymi chablis od tej uznanej spółdzielni tu naprawdę poczułem, że wspinam się na szczyt regionu. Piękny bukiet kwiatowo – woskowy. Częściowe dojrzewanie w beczce (niezbyt częste w Chablis) nadało winu ciała i okrągłości w smaku. Elegancja i spokój, do kontemplacji.

6. Elvio Cogno – dwa barola

Myślałem, że to będą moje ulubione wina degustacji. Słynne „Barolo Riserva Vigna Elena 2010” jest taniczne, kwasowe, ziemiste, z delikatnym wiśniowym owocem. „Barolo Cascina Nuova 2012” pachnie różami i delikatnymi przyprawami, w ustach jest na pewno lżejsze, chociaż adoruje intensywną kwasowością wiśni i malin. Na razie do soczystego steka. Częstujący mnie Francesco przekonywał o gotowości tych barolo do picia, ale ja i tak bym zakopał na kilka lat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

7. Argiolas – „Iselis Rosso Monica di Cagliari Superiore 2014”

Wino chyba z lokalnego sardyńskiego szczepu monica, może średnio znanego, ale dającego parę klasowych win, więc nie zdziwiłem się, że taki producent jak Argiolas wypuścił to bardzo dobre wino: pachnące fiołkami i dojrzałymi czerwonymi owocami, o sporej gęstości i gładkości, smaku świeżej czarnej porzeczki i słodkich pysznych taninach w przyjemnym finiszu.

Próba obejrzenia „Popiołu i diamentu” o piątej nad ranem po powrocie z Wrocławia spaliła na panewce (konia z rzędem temu kto wie, dlaczego coś można spalić na panewce i temu kto wie, dlaczego można dać konia z rzędem). Organy po paru chwilach ogłosiły strajk senny.

Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej

wokoło lecą szmaty zapalone

Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny

czy to co twoje będzie zatracone

Czy popiół tylko zostanie i zamęt

co idzie w przepaść z burzą.

Czy zostanie

Na dnie popiołu

gwiaździsty dyjament

Wiekuistego zwycięstwa zaranie ?

1 thought on “Degustacja a terroir: Wrocław, Vininova i Zbyszek Cybulski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *