Degustacja i jej terroir – The Fine Food Group w Polonia Palace Hotel

Jest ziemia, na której rośnie sobie winorośl i niewiele więcej da się o niej powiedzieć. Ot, na przykład taki płaskowyż La Mancha, gdzie na wysuszonej słońcem skorupie ciągną się monotonnie kilometrami pokurczone krzewy białej odmiany winogron airen przerabianej na sikacze. Lokalni multiplantatorzy opowiadając o terroir w La Manchy brzmieliby równie wiarygodnie co Don Kichot majaczący o walkach stoczonych z wiatrakami. Na drugim biegunie o winiarzach burgundzkich mawia się z niewielką tylko przesadą, że wracając z winnicy oskrobują z gumiaków resztki ziemi, żeby z powrotem obsypać nią krzewy.

O winach mawia się, że smakują najlepiej na miejscu, w winnicy, u tego kto je zrobił, często własnymi rękoma. Wyobrażam sobie też miejsca, w których wina mogą smakować paskudnie. Nie chciałbym pić Cheval Blanc 1961 w fast foodowym lokalu z kubka jak bohater filmu „Bezdroża”. Ok, jeśli podejdziesz do mnie w KFC z Cheval Blanc nalanym do kubka, nie nasikam do niego, ale wyobrażam sobie picie tego wina w innym ąturażu. Na marginesie: zwróciliście uwagę, że Miles niezbyt przyjazny wobec merlota („Jeśli ktoś zamówi merlota, wychodzę. Nie piję żadnego jebanego merlota!”) ukochał sobie wino składające się w połowie z tego szczepu?

Zmierzam do tego, że ważne jest nie tylko to co się pije, z kim się pije, ale i gdzie się pije. Czy w Warszawie jest wiele efektowniejszych miejsc do degustowania niż drugi najstarszy istniejący w mieście Hotel Polonia? To jest dopiero terroir dla degustacji win!

31

Polonia Palace został oddany do użytku w 1913 roku w miejscu nieprzypadkowym, naprzeciwko Dworca Głównego Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej na skrzyżowaniu ulicy Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi. Co ciekawe, wówczas arteria ta była co prawda centrum miasta, ale bardziej na północy Marszałkowskiej przy Królewskiej, to tam znajdowało się największe natężenie ruchu ulicznego.

W tamtych czasach na powstające hotele zwykle adaptowano kamienice, ale jednym z trzech wyjątków była właśnie Polonia. Lokowanie gotówki w hotelarstwo i gastronomię stawało się modne i prestiżowe w kręgach arystokracji, która potrafiła sprzedawać swoje wiejskie majątki by parać się zajęciami wcześniej nieprzystojnymi tej klasie społecznej. Nic więc dziwnego, że pierwszym właścicielem Polonii był hrabia Przeździecki. Hotel z miejsca stał się symbolem nowoczesnego dyskretnego przepychu. Masz ciepłą wodę, ogrzewanie centralne i telefon w pokoju? No to sto lat temu znaczyłoby, że stacjonujesz w Hotelu Polonia.

06.1937. Warszawa. Derby warszawskie. W lo¿y cz³onkowskiej zasiadaj¹ /od lewej/ Zaleski, Senni, PrzeŸdziecki, Czartoryski, Czetwertyñski. ADM Sygn. I_S_441_5

To tutaj odbywały się pierwsze wybory Miss Polonia i nie chodziło w nich o najładniejszą recepcjonistkę hotelową. A w 1932 roku konkurs się nie odbył, bo słynna Zofia Batycka… nie chciała oddać korony.

Już nigdy nie będzie takiego lata i takich win
Już nigdy nie będzie takiego lata i takich win

Hotel Polonia jest niezwykłym miejscem na mapie historycznej miasta jako jeden z bardzo niewielu budynków Warszawy lewobrzeżnej nie zniszczonych (i najpiękniejszych) podczas II Wojny Światowej. Naziści anektowali hotel dla własnych celów, nie bombardowali i nie wysadzali siebie, opuścili go dopiero na początku 1945 roku. Z tego powodu cała południowa pierzeja kamienic sąsiadujących z Polonią w Alejach Jerozolimskich cudem ocalała kontrastując szokująco z cmentarnym gruzowiskiem reszty miasta. Pierwsza miejska powojenna „restauracja” została otwarta tuż przy Polonii – w pozostałościach po zbombardowanym tramwaju powracający Warszawiacy mogli popić gorącą herbatą pyzy ze skwarkami.

Hotel początkowo służył jako dom dla dyplomatów zagranicznych, w nim mieściły się ambasady i poselstwa – bo zwyczajnie nie było innych stosownych ocalałych budynków…Dyplomaci współżyli w hotelu z handlarzami złotem, cinkciarzami i prostytutkami (w tym wypadku może też dosłownie). To w Polonii Marek Kondrat (tzn. pułkownik Kwiatkowski) podczas rautu dał w mordę sowieckiemu jenerałowi, który dobierał się do Renaty Dancewicz (tzn. Krysi). Sporo lat później Kondrat porzucił aktorstwo dla wina, a wino pojawiło się jako hotelowy leitmotiv dnia 8 września roku pańskiego 2016 staraniem The Fine Food Group. Nazwa brzmi co prawda jak korpo – konkurencja Nestle i Danone, ale kryje się za nią sensowny importer win (i nie tylko).

Po tym króciutkim wstępie nadejszła wiekopomna chwila podzielić się z Wami wrażeniami z konsumpcji win na salonach. Otóż skupiłem się na dwóch rekolekcjach prowadzonych przez nie byle kogo, bo Holendra Franka Smuldersa o roboczym pseudonimie MW. Rodzime szczepy włoskie wypełniły nawę do pełna, w pierwszym rzędzie uklęknęli MVP’s: Strzelczyk, Pawłowski i Przyborek. Msza trwała aż półtorej godziny, kapłan przemawiał i nauczał, wierni nabożnie słuchali w skupieniu. Na szczęście ewangelia była urozmaicana kielichami wina – nie było złotych, ale za to ministranci poroznosili je sprawiedliwie wszystkim wiernym. I słowo ciałem się stało.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zafascynowany rzymskimi przypowieściami poszedłem za ciosem i zostałem na drugiej mszy dotyczącej uprawiania winorośli w obu Amerykach. Tutaj było jeszcze bardziej nietypowo, nie dość, że nasz mistyczny przywódca dawał skosztować wina to dopuszczał nas do głosu. Stała się rzecz niebywała: wierni zadawali pytania, a nawet wyrażali własne opinie. Zamiast tacy pomiędzy ławkami krążył telefon komórkowy z ocenami win z „Decantera”.

Były to jedne z najbardziej inspirujących i pożytecznych mszy w moim życiu!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Garść istotnych refleksji:

Wente-”Chardonnay Morning Fog 2015” – jesteśmy w Hotelu Polonia, ale aż chce się zanucić „Welcome to the Hotel California, such a lovely place”. Kruche aromaty skórki od cytryny i wanilii, w ustach trochę masełka, ale i tak zwiewne, szczupłe i delikatne.

Zenato-”Lugana Santa Cristina 2014” – po wenecku, zrobione ze szczepu trebbiano di lugana (vel trebbiano di soave). Czuć dość świeże zioła, morele, miód. Bardzo dobra struktura i owoc z nieznacznym cukrem resztkowym i brzoskwiniowo – tropikalnym smakiem.

Valle Reale-”Montepulciano d’Abruzzo Vigneto di Poppoli 2010” – ciemne wiśnie, przyprawy, garstka kawy i subtelnej beczki. Świetnie rozkładające się w ustach, soczyste, z równowagą, w wieku nadal dość młodzieżowym.

Zenato-”Cresasso 2010” – nie żadne cienkie wino mszalne! Szczep corvina zbierany jako ostatni w okolicach Werony o atramentowej barwie i jagodowo-beczkowych aromatach, w smaku o zrodzynkowanym słodkim owocu, dużej koncentracji i mocy. Pyszne!

Vite Colte-”Barolo Riserva Essenze 2011” – czekam jak na Godota na degustację, na której napoją mnie dojrzałym barolo. A znowu poczułem się jak pedofil dobierający się do małolata. Głęboki zapach ciemnych owoców, przypraw i smoły, garbniki twarde, ciało pełne i sprężyste. Fajnie, ale wolałbym bliższy kontakt jak dorośnie.

Wente-”Zinfandel Beyer Ranch 2013” – pachnie tartą śliwkową i nieco apteką. Smakuje klasycznie: bardzo owocowo, słodko, świeżo, niezbyt kwasowo, ale apetycznie – tanicznie.

Luigi Bosca-”Malbec Single Vineyard Lujan de Cuyo 2013” – zapach ciemnych słodkich owoców w kokosie, ale miło, bez chamstwa. Bardzo smaczne, w pierwszym smaku zaskakuje słonością, a łagodność przechodzi płynnie w garbnikowy posmak.

Zenato-”Amarone della Valpolicella Classico 2011″ – uuuuch. Petarda. Bukiet egoztycznych przypraw i niesamowite, potężne lekko powidłowe usta w kontraście do dość lekkiego ciała jak na taką strukturę.

Na koniec w pośpiechu przełykałem bardzo dobre australijskie shirazy od Langmeila i trzy roczniki riojy Muga Reserva przekonując się znowu, że dla tych gęstych i tanicznych rarytasów 5-7 lat to fraszka.

Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *