Fritz Haag-„Brauneberger Juffer Sonnenuhr Auslese GK 2006” a aferka z Dereszlą z Lidla

Forum „Winicjatywy” ożywiają polemiki Sławomira Hapaka (zamojski importer Interwin) z różnymi interlokutorami. Ofensywnie usposobiony Hapak po każdej stracie piłki zaciekle odpiera kontrataki zespołu blogerów. Obie strony zwykle mają mocne argumenty, poziom techniczny niezły, taktyka, zaangażowanie, czujność. Nie ma nudy.

Ostatnią iskrą zapalną okazało się na pozór niewinne słodkie wino aszú z Lidla od niezłego producenta Dereszla. Szperaczoblogerzy wytropili ciekawą ciekawostkę, po przyspieszonym śledztwie i przesłuchaniu świadków (Państwowa Inspekcja Handlowa) i podejrzanych (Dereszla) okazało się, że producent nie widział potrzeby wyraźnie odróżnić trzy partie jednego wina. A problem jest, bo najlepsza partia wina zebrała znakomite recenzje przez panel Decantera, a partia butelkowana dla Lidla okazała się zdecydowanie innym winem – znacznie gorszym, pisząc w skrócie.

Jednomyślność jest mało twórcza. Jeśli dwie osoby zgadzają się permanentnie to jedna z nich w zasadzie jest zbędna. W przypadku wina od Dereszli dzięki dociekliwości kilku osób na forum „Winicjatywy” można było poznać interesujące fakty odnośnie tego jak różnymi winami może być wino w zasadzie o tej samej nazwie.

Nadarzyła się okazja by opisać słodkiego rieslinga mozelskiego od Fritza Haaga, które nie wzbudziłoby tylu kontrowersji w naszym światku. Podlega ono niemieckiemu prawu winiarskiemu, które bardzo precyzyjnie określa sposoby informowania konsumenta (czemu nie mamy zgrabniejszego słowa niż winopijca?) o zawartości butelki, mimo że etykieta takiego wina potrafi być na pierwszy rzut oka bardzo skromna informacyjnie. Żeby dostać się do środka trzeba znać szyfr i hasło.

Będzie trochę podstawowej teorii – sorry, ale taki mamy klimat. A w zasadzie Niemcy mają, gdyż przez powolne i niełatwe dojrzewanie gron kluczowym zagadnieniem uznaje się ilość cukru gronowego w momencie zbiorów. Wina szereguje się od klasy kabinett przez spätlese, auslese, beerenauslese, trockenbeerenauslese, eiswein. Wina klasy BA, TBA i eiswein mają tak dużo naturalnego cukru, że nie da się zrobić z nich win wytrawnych, co natomiast jest możliwe w przypadku kabinett (zwykle dość wytrawnych), spätlese i auslese.

Oczywiście ten system ma też wady. Riesling zbierany ręcznie na ekstremalnie stromych stokach łupkowych i wysokoplenny szczep zbierany maszynowo na równinie mogą mieć ten sam poziom cukru gronowego, dlatego samo słowo „auslese” na etykiecie nie mówi dużo o jakości.

Wina poważniejsze, objęte Qualitätswein lub Prädikatswein posiadają na etykiecie wielocyfrowy numer AP. Na samym końcu ciągu cyfr jest wymieniony rok, w którym wino zyskało aprobatę władz nadzorujących, w praktyce prawie zawsze jest to rok następny po roczniku zbioru. Najważniejsze w AP mogą być jednak cyfry poprzedzające tę datę: oznaczają konkretną partię wina producenta. Numer AP odzwierciedla ideę tworzenia czasem przez dobrych niemieckich winiarzy dość różnych win, które w innych krajach są traktowane jako to samo wino.

Gdyby Węgrzy kopiowali niemieckie prawo winiarskie, nie mielibyśmy aferki z „oszukanym” Chateau Dereszla z Lidla. Oczywiście pod warunkiem jasnej informacji o numerze AP w nazwie wina. Dzięki niemu dostajemy przekaz o na przykład: różnych kadziach fermentacyjnych, różnych momentach butelkowania, a nawet różnych dniach zbioru gron. Teraz jeszcze tylko należy wiedzieć jak duże znaczenie jakościowe ma AP w przypadku naszej butelki i voilà, hehe.

Ja wypiłem jedno ze słynniejszych słodkich auslese, która kategoria jest największą chlubą winiarzy ze Środkowej Mozeli.

 

FRITZ HAAG – „Brauneberger Juffer-Sonnenuhr Auslese Goldkapsel AP 9 2006”

No, na pozór nazwa wygląda prosto jak składniki lekarstwa na receptę, ale rozkminienie rozwikłanie jej nie nastręcza trudności przy opanowanym elementarzu. Juffer Sonnenuhr to nazwa specjalnie wydzielonej małej winnicy przy wsi Brauneberg (nazwa pochodzi od gleby łupkowej zabarwionej na brązowo żelazem). Ta parcela ma najbardziej suche w regionie podłoże łupkowe o południowym nachyleniu stoku. I karkołomnym stoku, dochodzącym do 40% czyli kwalifikującym się do nadania statusu czarnej trasy narciarstwa alpejskiego. Dlatego organiczne nawozy i środki grzybobójcze są dostarczane helikopterem.

95016110

Złoty kolor folii łatwo przeoczyć, a warta jest ona (w przenośni) kilkadziesiąt złotych – producent zapewnia nią o produkcie high-end premium. W przypadku Haaga wyższe numery AP i złoty kapsel mają wina z winogron zbieranych jeszcze później niż „normalne” auslese, o większej ilości gron z szlachetną pleśnią, większej selekcji gron oraz kadzi stalowych i beczek, w których przebiegła fermentacja.

Mimo że 2006 rok nie był perfekcyjny, a na winoroślach pojawiło się sporo szarej pleśni – ostrzyłem sobie zęby, śliniłem język i pocierałem nos na okoliczność otwarcia tej buteleczki.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Piękny kolor jasnego złota. Egzotyczny i perfumowany, ale nie buchający w nozdrza bukiet. Dojrzałe soczyste mirabelki, akacja, imbir, morele, miód, kwiaty, siano, potem spodziewana nuta naftowa.

W ustach gęstość dość wyczuwalna (AP 9 to u Haaga zwykle prawie wierzchołek), choć mniejsza od tokajskich aszu. Orientalne owoce, imbir, miód, charakterystyczna szczerozłota krystaliczność rieslinga, którą pije się trochę jak nektar. Tylko 7,5 % alkoholu. Finisz średniej długości.

Zdarza mi się wypijać butelki ze zbyt dużym poślizgiem czasowym, w tym wypadku chyba większe wrażenie czułbym za 10 lat, a może za 50 lat? Chciwość zwyciężyła.

W przewodniku „Wina Europy” wydanym w 2008 roku moja butelka „na świeżo” dostała trzy i pół serca jako bardzo dobre wino. Mi sprawiła dużą przyjemność, choć spodziewałem się orgazmu. Może w jeszcze lepszym i starszym roczniku…

Ocena: 90-91 p. 101 win, 135 zł (wyprzedaż), buteleczka 375 ml.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *