A teraz coś z zupełnie innej beczki czyli WTF is FOMO?

Mieszkam w Warszawie, do pracy i na degustacje jeżdżę metrem lub inną komunikacją zbiorową. Tak jeździłem i 10 i 20 lat temu (choć wtedy nie na degustacje). I to już niemal wszystko w tym felietonie co dotyczy wina. Nie samym winem się żyje, więc nie zniechęcaj się i czytaj dalej.

Mogę nie bez kozery powiedzieć, że pińcejestem transportowym ekspertem i chociaż nie chcem, ale muszem być świadkiem pewnych przemian w zachowaniach społecznych. Być może te zjawiska nie dotyczą większości Czytelników mojego bloga – wobec czego odpada aspekt dydaktyczny – ale mam ochotę skanalizować nie tylko pozytywne emocje i chcę się nimi dzisiaj podzielić. Zwłaszcza, że na pewno nie jestem jedynym czującym absurd sytuacji jadąc metrem z masą współpasażerów.

W czasach, gdy chińscy nuworysze nie wymawiali jeszcze słowa Lafite, a ja nie odróżniałem wina od nalewki, w pojazdach komunikacji miejskiej należałem do mniejszości. Większość wpatrywała się średnio intensywnie w szybę, a Pałac Kultury jak stał tak stał. Ta mniejsza część, która nie spodziewała się jego zniknięcia czy pojawienia się kosmitów na najbliższym przystanku autobusowym – od prozy życia za szybą odcinała się prozą literkową. 

CowQjxgXYAAdVrv

 

Minęła dekada, może dwie, postęp technologiczny podróżnikom „przyszedł w sukurs” (prawa autorskie – Dariusz Szpakowski), nadał nowy sens tym, którzy z dobrodziejstw postępu korzystają. Jeszcze z dziesięć lat temu telefonem komórkowym w metrze szpanowano. Gdyby w rzędzie usiadło kilka osób ze wzrokiem wbitym w prostokąt plastiku wyglądałoby to na eksperymentalny performance. Teraz telefon jest naturalnym przedłużeniem wielu rąk dziewcząt w niezacerowanych dżinsach z pomalowanymi przedramionami i łopatkami. A właściwie to już nie żaden telefon. W salonie pewnego operatora dowiedziałem się, że komórka to już dinozaur, teraz są w sprzedaży tylko smartfony. I że tego smartfona kupię tylko z dostępem do Internetu. Bo przecież żyję w 2016 roku, muszę być podłączony, zawsze online, rozgałęziony kablami, nic ważnego nie może mnie ominąć. Muszę wiedzieć kto znajomy w jakim klubie się bawi i powinienem zobaczyć kto jakie zjadł przed chwilą śniadanie.

Kiedyś widziałem zabawny rysunek, na którym koleś czyta w autobusie książkę, a reszta pasażerów robi mu zdjęcia smartfonami. Pewnie będę nim ja za dziesięć lat. W scenie z „Dnia Świra” przesiadania się na zwolnione miejsca pasażerów autobusu Kondrat (znany niektórym jako Konrad lub Konrat) jako narrator komentuje: „Paranoja. A że przy oknie, a że przodem, a że bokiem.” Gdyby Koterski kręcił film w roku 2016 stawiam, że autobus wypełniony byłby młodymi ludźmi stukającymi w swoje telefony.

a8085816

Jakiś czas temu przeszło mi przez myśl, że niemożliwe, żebym tylko ja widział w tym coś niezdrowego. No i doszperałem się zdiagnozowania przez socjologów zjawiska FOMO – „Fear Of Missing Out”. Zjawiska nieuchronnego w społeczeństwach informatyczno – technologicznych, gdy mamy nieporównywalnie większy i szybszy dostęp do wszelkich informacji od poprzednich pokoleń. Życie upływa szybszym tempem, a przekaz informacyjny za tym nadąża. Jesteśmy nim zalewani. Rośnie jego ilość, maleje jakość, gdyż chce się przekazać lub odczytać sedno informacji w jak najkrótszej i najprostszej czyli spłyconej formie.

Do tego jazgotu informacyjnego większość dokłada swoją cegiełkę: zdjęciami, twittami, linkami, poszerzaniem bazy znajomych z sieci, itd. Technologie mają ułatwiać życie, a oplatują nas niezauważalnie, kradną czas dostarczając wiedzy często mało użytecznej. Socjologowie twierdzą, że jakość życia młodych pokoleń jest coraz bardziej postrzegana przez ilość udostępnianych wpisów (a moim zdaniem wpisików) lub zdjęć. Według badaczy zjawiska (choć do takich wniosków nawet  nie potrzebni mi eksperci) wyrażają one potrzebę akceptacji społecznej i dowartościowania. Można łatwo poczuć się ważnym czy podziwianym mając ileś „lajków”, „followersów”, itd. Tyle, że chwila takiego samozadowolenia może szybko prysnąć, gdyż inni też informują o każdej ciekawostce ze swojego życia. Wtedy pojawia się lęk, że ich życie jest jednak bardziej interesujące. Jeśli masz takie objawy skonsultuj się z lekarzem, gdyż każdy taki Twój lęk może zagrażać Twojemu zdrowiu psychicznemu.

Jasne – niemal każdy używa telefonu i Internetu, warto jednak zastanowić się czy odruchowe sięganie co chwilę po telefon, ustawianie wszelakich powiadomień czy odświeżanie poczty e-mail nie zabiera czasu na sprawy ważniejsze…

53383136ca400d1c0c664770c815e0ea

 

Czytałem o pewnej sytuacji, gdy kobieta w restauracji podczas grupowej kolacji zebrała uczestnikom telefony na środku stołu oznajmiając, że kto pierwszy po niego sięgnie ten płaci rachunek. Mógłbym chodzić na takie kolacje, miałbym sporo darmowych posiłków. Nie wydaje mi się jednak, że kiedyś było idealniej, zawsze wielu ludzi miało i ma tendencje do marnowania czasu (ja też). Poprzednie pokolenia najpierw siedziały nad odbiornikami radiowymi, potem radio wyparła telewizja, teraz telewizja ustępuje „inteligentnym” telefonom.

A ja mam jedno pragnienie czekając na pociąg metra, którym pojadę jutro do pracy. Żeby Ratusz i Zakłady Transportu Miejskiego wydzieliły jeden wagon czytającym książki i gazety. W pozostałych niech sobie czytają sms-y.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *