Guado al Tasso 2001. Rarytas.

Każdy bloger na początku swej krzyżowej winnej drogi w Internecie musi zająć stanowisko w kwestii pisania notek degustacyjnych. Teoretycznie wydaje się to najłatwiejszym zadaniem, wystarczy mieć jakąś otwartą (lub otworzoną, choć ktoś niedawno upierał się, że użyłem formy niepoprawnej językowo) butelkę wina. Potem gramy w grę „Oko Nos Usta”, wstukujemy i enter. Pisać każdy może, jeden lepiej, a drugi gorzej, ale nie o to chodzi…

Jako miłośnik takich uciech cielesnych jak picie wina dbam o to by mieć w mieszkaniu zapas pozwalający na przetrwanie wojny z Rosją i Niemcami, a nawet nagły ogólnoświatowy atak filoksery winiec. Kilka razy w tygodniu mógłbym zamieścić relację z drogi butelki wina przebytej przez mój układ pokarmowy (pomijając może jej smutny koniec, choć ktoś powiedział, że w winie chodzi tylko o to, żeby je wypić i wyszczać). Z kilku powodów tylko niektóre z wypitych przeze mnie win dostępują zaszczytu opowiedzenia coś o nich, ponieważ:

  1. Szkoda pisać cokolwiek o winach zwyczajnych, niczym się nie wyróżniających. Komentator meczu Górnik Łęczna – Cracovia może czuł się w obowiązku analizować niecelne podanie Prusaka do Drewniaka podekscytowanym głosem. Ja wczoraj przeżywałem podobne emocje pijąc sangiovese z Marchii, ale nie będę Was tym męczył.
  2. Do napisania ciekawej noty degustacyjnej trzeba mieć talent mnożony przez kompetencje. Jakiś dryg mam, coś tam też umiem rozpoznać, ale student udający profesora zwyczajnego jest nadzwyczaj zabawny.
  3. Moja rekomendacja może kogoś zachęci do danego wina, ale nie mam mocy Parkera – i nie tylko dlatego, że mój imiennik pisze w języku bardziej międzynarodowym.
  4. Dochodzi do tego kwestia przydatności noty degustacyjnej dla odbiorcy. Kupuję nie tylko wina łatwo dostępne, a czasem nawet te dostępne zanim trafią do mojego kieliszka przechodzą do kategorii „towar niedostępny w magazynie”. Chyba częściej wypijam wino po kilku latach od zakupu niż kilku godzinach.
  5. Nie dostaję prezentów od sieci dyskontowych.

 

Na temat oceniania win, notek i degustacji w ciemno napiszę za jakiś czas obszerny felieton. Temat jest bardzo interesujący, a chyba nie został jak dotąd kompleksowo ujęty na polskim blogu.

Dzisiaj zamieszczam wrażenia z jednego z najlepszych win kupionych i wypitych przeze mnie w tym roku: Guado al Tasso 2001. Jest to wino z podpunktu czwartego czyli dostępność tego rocznika w Polsce jest mocno wątpliwa, kupiłem kiedyś w Centrum Wina ostatnia butelkę w dość okazyjnej cenie 200 zł.

Guado al Tasso to jedna z posiadłości największego imperium winiarskiego Włoch, rodziny Antinorich, która od XIV wieku zajmuje się uprawą i handlem. Guado al Tasso to tzw. supertoskan z apelacji Bolgheri położonej na zachodnim wybrzeżu Toskanii. Piero Antinori odegrał niebagatelną rolę w powstaniu kategorii supertoskanów, gdy namówił swojego wujka do sprzedawania pewnego wina robionego dla potrzeb rodziny. Tak powstała Sassicaia, a za nią inne wina w tym regionie oparte na szczepach bordoskich, niedozwolonych by uzyskać oznaczenie apelacyjne w Toskanii. To w największym skrócie, bo nie chcę zanudzać encyklopedycznymi wycinkami.

Przechodząc do analizy i oceny wina dodam jeszcze wyjaśnienie punktacji win. Napiszę kiedyś o tym więcej w felietonie, teraz ograniczę się tylko do wyjaśnienia przyjętej skali 100-punktowej. Każdy wie o tej skali, choć nie każdy wie jak się ją stosuje, a nie ma w niej żadnej magii czy tajemniczości. Punktem wyjściowym jest liczba 50, do której dodajemy maksymalnie:

5 – za wygląd i kolor,

15 – za aromat (czystość, intensywność, zróżnicowanie),

20 – za smak (długość, intensywność, balans, czystość, głębokość),

10 – za ogólną jakość i potencjał rozwoju wina.

 

Jestem wymagający i według tego szablonu oceniając wina stosuję takie pułapy jakościowe:

poniżej 80 kategoria nieczęsto mi znana, niewarta zachodu opisywania

80-85        niezłe, dobre

86-90        dobre, b. dobre

91-95         świetne

96-100      proszę przysyłać butelki

 

GUADO AL TASSO 2001

 

20151031905

Supertoskan nie może być winem robionym klasycznie z samego sangiovese (errata- a właśnie, że może!, dzięki Jongleurowi za uwagę) i musi zawierać szczepy międzynarodowe, tutaj mamy 60 % cabernet sauvignon, 30 % merlota i 10 % syrah. Dojrzewanie wina również przypomina styl bordoski, prawie półtora roku w nowych francuskich baryłkach. Dzięki wydłużonej maceracji na skórkach kolor tego już 15-letniego wina jest mahoniowo-brunatny. W pierwszym nosie uderza czekoladą i czarnymi owocami, trochę też tytoniem, ale i duszącymi nutami mięsnymi, które znikają po napowietrzeniu. Zapach czekolad i ciemnych owoców cały czas dominuje, pojawiają się też mokre liście, odrobina gałki muszkatołowej. W ustach eksplozja smaku kawy i czarnych owoców wsparta delikatnie liśćmi przypominającymi o wieku wina. Tym niemniej wino jest absolutnie wytrawne, żadnej zbędnej słodyczy, pełne, harmonijne, skoncentrowane i aksamitne ze świetnie wypolerowanymi garbnikami.

Doskonałe i wcale nie trzeba panikować by pić je już teraz, jeszcze kilka lat będzie wzbudzać podziw.

Ocena: 93p. Centrum Wina, 200 zł (wyprzedaż).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *