Dlaczego jesteś tak bardzo za pinotem?

Trudno jest mi wyobrazić sobie kogoś kto zawodowo zajmowałby się boksem, a nie oglądał nigdy walk Alego z Foremanem. Znałem kiedyś kelnerów z dwudziestoletnim doświadczeniem, wychowanych na filmie „Zaklęte rewiry”. Natomiast jeśli profesjonalnie zajmujesz się winem, albo jesteś jego wielbicielem, nie możesz nie znać filmu „Bezdroża”. Z okazji mojej weekendowej domowej degustacji odświeżyłem sobie ulubioną scenę z tego filmu. Jeśli „Bezdroża” są dopiero przed Tobą, i tak śmiało czytaj dalej, nie zamieszczę spoilera.

Główny bohater czterdziestolatek Miles, mieszanka neurotyka z romantykiem, którym była żona prawdopodobnie pomiatała, nie całkiem z własnej inicjatywy ląduje na randce. Maya zaczyna rozmowę: „Mogę ci zadać osobiste pytanie?”. On spodziewa się jakiegoś niewygodnego tematu, ale rozluźnia go kontynuacja pytania: „Dlaczego jesteś tak bardzo za pinotem?”

sideways-b3

Przez kilka minut obserwujemy z bliska świetną scenę damsko – męską. Miles podświadomie opisuje siebie, a nie charakter pinot noir: że ma cienką skórę, wymaga nieustannej opieki, jest w stanie rosnąć tylko pod najbardziej cierpliwym okiem i dużo czasu potrzeba by zrozumieć jego potencjał. Zatraca się w tym co mówi, skupia, patrzy częściej przed siebie niż na nią. Ona słucha z uwagą, uśmiecha się, jej oczy błyszczą, jej usta są pełne, przechyla delikatnie głowę, na chwilę wysuwa koniuszek języka z ust. Jest gotowa na romans. Miles kończąc opowieść pyta: „A co z tobą?”. Maya przeżywa jego niezamierzone otwarcie się i nagle zostaje wytrącona z seksualnego rytmu aluzji – Miles nie pyta o jej emocje, ale o wino. Pochyla się ku niemu i zaczyna mówić. On początkowo wbity w fotel jak nieśmiały prawiczek, po chwili nieznacznie wysuwa się zahipnotyzowany, zaciska usta i zaczyna wpatrywać wprost w nią. Zaczyna rozumieć, że rozmawiają o nim. Ona snuje opowieść, że lubi ten czas, gdy wino osiąga swój szczyt i następuje jego spadek formy. I – uwaga, tu Maya fenomenalnie rozkłada na łopatki – zawiesza na ułamek sekundy głos i dodaje dygresję: „tak jak twoje 1961 i że nadal zajebiście smakuje”, mając na myśli OCZYWIŚCIE WYŁĄCZNIE jego legendarną ukochaną butelkę Chateau Cheval Blanc 1961, prawdopodobnie też roku urodzenia Milesa.

W dodatku w tym momencie wzmacniając kontekst kładzie dłoń na jego dłoni. Napięcie wprost eksploduje z ekranu. No i on oczywiście nie sprawdza się totalnie niszcząc klimat: „Ale wiesz, ostatnio smakują mi rieslingi”. I wychodzi do łazienki. Licealista. Potem jego pocałunek jest niewiarygodny i nieprzekonywujący, ona ma dość sytuacji i wychodzi.

Tę scenę należy oczywiście popijać pinotem (jeśli spróbujesz z merlotem to ja wychodzę, nie gadamy). A co może być lepsze od kieliszka pinota? Brawo, jasne, że dwa kieliszki, a nawet trzy z pinotem. Postanowiłem otworzyć aż trzy butelki, a że nie chciałem utopić się w nadmiernie hedonistycznej rozkoszy to zamiast burgundów czy kalifornijskich pinotów wybrałem nie związane z „Bezdrożami” trzy zwyczajniejsze pinoty nowozelandzkie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
                                                                                                   

 

LAWSON’S DRY HILLS „Marlborough Pinot Noir” 2012 (Vininova, ok. 60-70 zł)

YEALANDS „Marlborough Pinot Noir” 2013 (Tesco Finest, 47 zł)

SEIFRIED ESTATE „Nelson Pinot Noir” 2014 (Marks&Spencer, 50 zł)

Jest to trzech producentów o dobrej renomie, robiących na kilku poziomach wina szczepowe, a te wymienione należą, jak same nazwy wskazują, do win podstawowych.

Rozczarowało mnie pinot z Tesco. O dziwo, bo Wojtek Bońkowski rekomenduje je w „50 win do 50 złotych”. W nosie piwonie, runo leśne, spalony kabel, maliny, wiśnie i trochę łodyg. Ten kabel i alkohol 13,5% niestety czuć tez w ustach. Ciepła owocowa słodycz malin i wiśni kończy się pewna pustką i niedosytem. 81 p.

Za to drugi pinot z największego regionu winiarskiego Nowej Zelandii Marlborough mnie zadowolił. Najlepsze pinoty regionu mają stanowiska na glinianych zboczach, ale temu nie brakuje niczego do ceny importera 60-70 złotych. Czteroletnie już wino z Lawson’s Dry Hills o bardziej nasyconej barwie i nutach lekko gotowanych owoców (czereśni, truskawek, jeżyn), ziół, goździków, najdojrzalsze z wszystkich trzech. Ciut wytrawniejsze też i pełniejsze, o smaku znów lekko gotowanych owoców, ziemistości i delikatnych ziół. 88 p.

Nieco tańszy, a podobnie dobry był pinot noir od największego wytwórcy z niedużego regionu Nelson, na północ od Marlborough. Zresztą Herman Seifried w 1974 roku jako pierwszy zasadził w nim winorośle, więc historycznie są to dwa regiony równorzędne. Jak niemal każdy pinot z nowej Zelandii spędził rok na odpoczynku we francuskiej beczce. Wyczułem klasyczne aromaty poziomkowo – malinowe i świeżych przypraw. Wino lekko zbudowane, dość kwasowe, prawie bez tanin, smaczne również w upały. 87 p.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *