Ten dzień, w którym winna miłość schodzi na drugi plan

Nie, nie rodzi mi się dzisiaj dziecko. Pozostaje więc już tylko druga możliwość: Polska gra o medal Mistrzostw Europy. Że w piłce nożnej to nawet nie wymaga precyzowania. Piłka to noga i koniec, jeśli chodzi o inne części ciała dodajemy przymiotnik: ręczna, siatkowa, wodna.

Nigdy powiedzenie „Mamy 40 milionów ekspertów piłkarskich” nie było tak aktualne jak w tych dniach. W mediach wypowiadają się niemal wszystkie tzw. osoby publiczne. Niektórzy z wiedzą, inni na zasadzie „Nie znam się, więc się wypowiem”. Skoro zdanie zabierają osoby znane z niczego ścianek, a wynik meczu typuje w telewizji osioł wybierając marchewki to ja też postanowiłem podzielić się z Wami na łamach mojego bloga garścią warzyw refleksji.

A mam do tego prawo – jako małolat miałem kompletnego zajoba na punkcie sportu. „Przegląd Sportowy” czytany niemal codziennie od deski do deski, znałem najlepszych łyżwiarzy figurowych z Francji i pingpongistów z Korei Południowej. Składy i wiek piłkarzy z klubów polskiej trzeciej ligi mogłem recytować z pamięci, a mecze polskiej reprezentacji oglądałem z odtworzenia cztery godziny, żeby wychwycić wszystkie detale i każde zagranie poszczególnych piłkarzy. Taki klimat.

Z wiekiem choroba znacznie ustąpiła, a jej objawy nasilają się raczej jeden miesiąc na dwa lata. Gdy znasz się dobrze na temacie, potrafisz odróżnić w telewizji eksperta od pseudoeksperta po kilku zdaniach. Zwykle wyrabiam sobie sam zdanie, bo chociaż nie kojarzę z pamięci kto obecnie trenuje Inter Mediolan, ale czytania gry podczas oglądania meczu nie zapomniałem.

Dla mnie weryfikacją tego czy ta reprezentacja osiągnie sukces był dopiero mecz pucharowy ze Szwajcarią. Kibic świąteczny może nie wiedzieć, że do roku 1976 w finałach Euro grały CZTERY drużyny, do 1992 osiem, a jeszcze na „naszym” Euro szesnaście. We Francji znowu rozdmuchano turniej, idąc tym tropem kiedyś o wejście na mistrzostwa Liechtenstein będzie musiał pokonać Gibraltar. W dobry stylu wyszliśmy z grupy, ale de facto znaleźliśmy się dopiero wśród 16 najlepszych na kontynencie – czyli tak jak cztery i osiem lat temu. Harvey Keitel z czasów „Pulp Fiction” powiedziałby, że to jeszcze nie czas na lizanie się po fiutach.

I ja myślę, że reprezentacja Polski dopiero meczem ze Szwajcarią przeszła tak naprawdę pozytywnie egzamin, egzamin z zachowanej pamięci dla przeciętnego kibica za lat dziesięć. Co prawda nie był to mecz dobry Polaków w drugiej połowie i w dogrywce, zaczęło ubywać sił, a na razie nie objawił się nikt spoza pierwszego składu kto nie obniżyłby poziomu jakościowego. Gdyby przyznawać zwycięstwa za styl jak w skokach narciarskich to ekipa Nawałki raczej powinna już być na wakacjach. Ale sztuką jest też wygrać, gdy idzie ciężko.

Piłka nożna jest najbardziej nieprzewidywalnym i najbardziej niesprawiedliwym sportem drużynowym, tu naprawdę słabszy może pobić silniejszego, między innymi dlatego jest najpopularniejszym sportem na świecie. Dlatego też mawia się, że futbol jest zdecydowanie najważniejszą z nieważnych rzeczy na świecie. Tutaj naprawdę kilka centymetrów potrafi mieć znaczenie i doprowadzić do ekstazy miliony, a kolejne miliony do rozpaczy. Ciut krótsze palce (ewentualnie reakcja późniejsza o setne sekundy) bramkarza Fabiańskiego i Szwajcarzy strzeliliby gola z rzutu wolnego. I tego typu sytuacje często decydują o wynikach meczów, również tych najważniejszych na świecie. O roli przypadku, szczęścia i tych paru centymetrów w piłce można pisać prace magisterskie.

Oczywiście nie znaczy to, że to los rządzi wynikami meczów – ale w suchym wyniku często znikają detale. Dzisiaj zagramy z Portugalią, ale pamiętacie dlaczego nie z Chorwacją? Dlatego, że w 116 minucie meczu Chorwat trafił w słupek i Portugalia wyprowadziła od razu kontratak zakończony zwycięską bramką. Strzał w słupek – tych parę centymetrów od euforii do klęski, od 1:0 do 0:1, ale mało kto pamięta już następnego dnia o okolicznościach.

Polacy wygrali w rzutach karnych ze Szwajcarią. Istnieją dwie wyświechtane opinie: rzuty karne to loteria / rzuty karne to umiejętności. Moja jest pośrodku, ale w tym konkretnym przypadku Polacy pokazali stalowe jaja. Strzelali na bramkę, za którą stały tysiące niezbyt przychylnych szwajcarskich kibiców, a poszli jak po swoje. Cztery pociski plus Milika prawie pocisk. O tym, że to nie takie łatwy świadczy, że najlepszy Szwajcar huknął w krzaki.

Dzisiaj ludzie w Polsce lub Portugalii nie pójdą wcześnie spać. Śmiem twierdzić, że w Polsce jeszcze później w przypadku wygranej, ten społeczny głód sukcesu jest tutaj tak ogromny. Wygranie daje medal mistrzostw Europy. Ostatniego naszego medalu, i to mistrzostw świata w 1982 roku w zasadzie nie pamiętam, więc te emocje są mi nieznane. Jestem z tych skrzywionych pokoleń, które pasują do obrazu narodu uświęconego dwustoma latami martyrologii i umęczenia. Mundial 2002, Mundial 2006, Euro 2008, Euro 2012. Cztery raz wpierdol. Wypracowana szansa, wspomożona korzystnym rozstawieniem fazy pucharowej, może nie pojawić się cholernie długo. Zwłaszcza, że UEFA niesłusznie zrezygnowała z rozegrania meczu o trzecie miejsce. Dwa lata temu Holendrzy mieli w dupie taki mecz, bo celowali tylko w finał, ale ogólnie mecze o trzecie miejsce też przynoszą duże emocje. Czy w Polsce ulice nie byłyby puste jak butelki po rieslingu na pikniku?

Zwróćcie uwagę, że wpis ma już pewna objętość, a dopiero teraz pojawi się nazwisko Lewandowski. Otóż mimo nieustannych pozytywnych komunikatów ze sztabu reprezentacji co do postawy Lewego dla mnie widać, że powstaje problem. W ogóle nasi napastnicy stali się dość nienapastliwi, Lewandowski gra co prawda w połowie reklam, na boisku niby też, ale jakby coraz mniej. Mecz z Szwajcarią był dla niego nieudany, niby grał w podobny sposób co we wcześniejszych, ale z mniejszą skutecznością w działaniu. Oglądałem wnikliwie wszystkie mecze i w każdym kolejnym Lewandowski grał trochę słabiej. Mam swoje refleksje co można zmienić, ale nie piszę tego felietoniku dla ekspertów i mam zaufanie do Nawałki, że nikt z nas nie wie lepiej co robić.

Skoro Lewy wychodzi z lodówek to czemu ma go zabraknąć na blogu o winach?
Skoro Lewy wychodzi z lodówek to czemu ma go zabraknąć na blogu o winach?

Zaszliśmy do ćwierćfinału świetną grą obronną i pomimo średniego ataku. Mam przeczucie, że teraz do wygrania Lewy nie może odwalić lewizny, a Milik nie może być mylikiem. Niepokoją mnie objawy przemęczenia sezonem u Lewandowskiego i to, że jest najczęściej faulowanym piłkarzem na Euro. Ale wiem, że może jeszcze zostać bohaterem meczu, a nawet turnieju. Boniek i Rossi w 1982, Zidane w 1998 są emblematami tamtych mistrzostw świata, chociaż na podobnym etapie turniejów byli bardziej krytykowani niż Lewy teraz.

I mimo że nie jestem patriotą (bo w każdym kraju mądrzy żyją z głupimi, uczciwi z podłymi) to piłka wywołuje emocje, a emocje powodują, że z czymś się identyfikujesz. Jeśli Polacy wygrają, górę wezmą emocje pozytywne, a o przyjemność nam w życiu chodzi, dlatego lubimy oglądać piłkę, podróżować, pić wino i flirtować.

Na koniec ciekawostka dla tych, którzy czują niedosyt, że za mało wina na blogu o winie: jeden z najlepszych piłkarzy świata Hiszpan Iniesta właśnie odpadł już z turnieju i może pomagać rodzinie w Bodegas Iniesta, apelacja Manchuela 🙂welcome

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *