Nie piję, a jestem…

Od trzech tygodni nie piję. Nie, nie zacząłem należeć do żadnej z organizacji anonimowych alkoholików. Zresztą, cytując Woody Allena, nie chciałbym należeć do organizacji, która ma za członka kogoś takiego jak ja. Wyznając, że nie piję, rzecz jasna mam na myśli wino. Chwilowo nie jestem winny, zadowalam się prostszymi napitkami wprowadzającymi  element baśniowy w doczesność.

Jest to naturalnie stan chwilowy, stan przejściowy. Wynika z czynników zewnętrznych i ma implikacje w postaci stanu pogorszonej dyspozycji wewnętrznej organizmu. Mówiąc prościej, moje cztery kąty zostały w czasie błogiej Majówki gruntownie opierdolone. Szereg zdarzeń następujących po sobie niczym kostki domina sprawił, że win aktualnie nie ruszam. Stąd moja chwilowa melancholia i chwilowe poczucie chujowizny bytu. Zostałem splądrowany, więc chleję bezrefleksyjnie i z niechęcią piwo. Ma to swoje plusy dodatnie. Dzięki temu na przykład mam w dupie roczniki, nie zastanawiam się czy jęczmień wygrzewał się w słońcu czy może napierdalał w niego grad, czy chmiel ma szypułki i co wyjałowiła w piwie pasteryzacja.

Nie piję wina, chociaż mam co pić. Rabusie pogardzili butelkami okupującymi podłogę, półki i szafki, choć nie odpuścili nawet mojej wodzie kolońskiej. Może docenili jej większy potencjał nastrojowy, taka perfuma to ile ma alkoholu? Nie wiem dokładnie, ale zapewne więcej niż 14 %.

Moja ulubiona poetessa Agnieszka Osiecka wytłumaczyła w „Rozmowach w tańcu”: „Wino piją ludzie szczęśliwi. A w każdym razie mniej nieszczęśliwi niż ci, którzy piją wódkę (…). Ucieszyć żołądek i rozśmieszyć kelnera zamawiając na przykład „Nuits St. Georges – 57″, które jest rocznikiem fatalnym. W każdym razie wino piją ci, którzy lubią żyć. Wódkę piją ci, którzy chcą stracić przytomność.”

Przytomności tracić nie chcę i wódy nie lubię, ale wino ostatnio mnie nie cieszy. Oczywiście niebawem wszystko będzie tak jak powinno być. Przecież człowiek jest jak wino. Nie mam na myśli korelacji wieku z jakością, choć w przypadku ludzi jest to zwykle określenie zasadne. Myślę o tym, że człowiek też się odradza. Tak jak winorośl odradza się co roku – usycha by wiosną wypuścić nowe pędy życia.

Wino sprawia nam przecież przyjemność od zarania ludzkości. Krzewy winorośli od tysięcy lat uczestniczą w krzewieniu kultury (grafomania, wybaczcie – niewyspanie). Grecki starożytny poeta Panjazis tak hołubił wino:

Wino jak ogień ciepły – tak miłe jest i kojące,

Chorobie przystępu nie da, przegania żale palące,

Świętującemu człekowi puchar radości wnet daje,

Sprzyja uciechom ciała, do tańca chętnie staje.

 

Nie zapomniałem tego jak wino sprzyja ciału i duszy. Od trzech tygodni czułem się bezpłodny. Ta bezpłodność potrwa jeszcze kolejne trzy tygodnie. Ale ja tu jeszcze wrócę!

I tylko, kurwa, smutek, że nie wezmę udziału w Zlocie Blogosfery. Pocieszeniem jest wylot do błogiej sfery subtropikalnej. No, dwie grafomańskie wstawki w jednym felietonie to znak, że trzeba już postawić kropkę.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *