Traktat o pożądaniu, część II. Zbieractwo.

W poprzednim odcinku poruszyłem temat zazdrości i pożądania.

Gwoli przypomnienia pierwszego odcinka: Ania jest dziewczyną Piotra, zżera ich rutyna tej samej codzienności. Pewnego dnia do agencji marketingowej, w której Ania pracuje, przenosi się singiel Adam, przystojny, brodaty i spontaniczny.

A, przepraszam, wątek perypetii uczuciowych Ani będzie kontynuowany na innym blogu, do którego odsyłam zawiedzione (zwłaszcza uczuciowo) Czytelniczki. Czuję się winny… W tym miejscu skupię się na winie, a nawet winach. A w następnym na ogromnej ilości win.

Skoro to czytasz to znaczy, że wino interesuje Cię niemniej niż perypetie i rozterki Ani. Naturalną konsekwencją tej rzeczy w pewnym momencie Twojego życia staje się kupowanie win na zapas, zwane w początkowym stadium zbieractwem, a w krańcowym przypadku kolekcjonerstwem. Trudno wychwycić moment przechodzenia z jednego stadium chomikowania w kolejne. Objawem tego zwyrodnienia jest kupowanie win nieproporcjonalne do możliwości konsumpcyjnych. Kobiety znają to zaburzenie, nazywając je łagodnie „shoppingiem”. Wczoraj na degustacji win australijskich poznałem termin „kenosillikafobia”, który oznacza lęk przed pustym kieliszkiem. Rzeczony lęk przybiera następnie takie rozmiary, że pusty kieliszek grozić będzie dopiero piątemu pokoleniu naprzód.

Pewnie Tobie to stadium lęku jeszcze nie grozi, chociaż może masz takie marzenia. Może nawet masz już jakieś zapasy. Mamy robią zapasy zimowe konfitur i kiszonych ogórków. To nic złego, że też chcesz jakoś przetrwać najbliższe miesiące i trzymasz w szafie wnękowej parę butelek. Po pewnym czasie przenosisz je do schowka pod schodami na wypadek srogiej zimy i obaw czy zapas wystarczy. Zima się kończy, zapas się nie skończył, ale po Nowym Roku sklep z zaopatrzeniem też mają zapas, a nowe roczniki w drodze. Grzech nie skorzystać z okazji i nie pognać na wielką wyprz. Błogosławione piwnice, do których można przynieść nowe butelki, pod schodami przecież już nie ma miejsca.

Jeśli umiałeś dbać o swój materialny byt to posiadasz też garaż, który jest świetnym miejscem na lokowanie win nie mieszczących się w piwnicy. Garaż też nie jest z gumy, ale od czego jest mama ze swoimi stanowiskami pod zimowe konfitury. Konfitury są smaczne, ale cukier to próchnica i kalorie. Cukier resztkowy w winach jest zdrowszy, mamę można też uświadomić  o zdrowotnym wpływie resweratrolu, polifenoli, flawonoidów i minerałów. Zresztą do win będących pod pieczą mamy my nie mamy łatwego dostępu, co powinno ostatecznie rozwiać jej wątpliwości.

Każdy zbieracz jest dumny ze swoich zbiorów. Ciasne, ale własne, mała rzecz, a cieszy. Ale ambicją większości zbieraczy jest powiększać zbiory. Myśli krążą wokół ciała, ust, nosa, oczu, sukni – tak się rodzi pożądanie do wina. Cieszysz się, jeśli z każdym rokiem przybywa Ci zbiorów, tworzysz spis butelek, spis przeradza się w katalog. Sumujesz ilości, przeliczasz na wartość. Chyba znamy to uczucie, gdy piwniczka win okazuje się równowartością czegoś tam i przez chwilę rozum podpełza i coś podszeptuje o opamiętaniu się. Ale próżność łechta to nagromadzenie butelek i marzy się znowu o więcej i więcej.

Pochwal się swoją piwnicą czyli w tym chaosie jest porządek.
                                   Pochwal się swoją piwnicą czyli w tym chaosie jest porządek.

 

 

Masz zbiory warte kilka tysięcy, a chcesz mieć za kilkanaście. Jak masz już za kilkanaście to fantazjujesz, żeby mieć za sto, itd.

A co powiesz na kolekcję za co najmniej 50 milionów euro – zebraną samodzielnie za własne pieniądze przy dość normalnych zarobkach?

O tym już niebawem w ostatnim odcinku „Sensacji XXI wieku”.

PS. A w poście poniżej przeczytasz pierwszą część wytworów moich fantazji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *