Rzuć bracie blagę i chodź na Pragę…I do Bońkowskiego. W ciemno.

Dwie mokre roboty na mieście w kilka dni – Warszawa da się lubić! I nic to, że z zawiązanymi oczami – ja nie cykor ani inszy Parker i nie pękam przy robocie. Mnie można lać w gardło w ciemno w dzień i w nocy.

Niedawno udałem się na Pragę na znaną wielu winoholikom metę przy Wiatracznej, gdzie towarzystwo znowu dopisało. Rojno, gwarno, baterii pełne regały, choć nazwa przybytku „13 win” skromna. Na poczęstunek podetknęli nam sześć kielonów i kazali zgadywać.

Pytania na kartkach były cztery: o szczep, region, rocznik i cenę. Porcje uczciwe, czasu też było dość by posiorbać, popić i pogłówkować. Z uwagi na odgadywanie zawartości kieliszka nie robiłem żadnych notatek, więc po tygodniu pamiętam głównie na zasadzie „smakowało / tak sobie”.

Na pewno czerwone, na pewno wytrawne...
Na pewno czerwone, na pewno wytrawne…

 

Po degustacji i oddaniu kartek butelki odkryto takie trunki:

1) Weingut Braun – „Riesling Trocken” 2014” Palatynat 38 zł

2) Terra Serena – „Sauvignon Blanc 2013“ 23 zł Wenecja (aktualnie w promocji)

3) Paolo Manzone – „Dolcetto d’Alba 2013”   Piemont 40 zł

4) Caruso & Minini – „Nero d’Avola Terre di Giumara 2014” Sycylia 46 zł

5) Bodega Franco-Espanolas – „Bordon Rioja Crianza 2012” 42 zł

6) Ego Bodega – „Malabarista Ecologico Monastrell 2014” Jumilla 32 zł

 

Sędziowie dyskretnie oglądają fanty, za chwilę ogłoszenie wyroku
Sędziowie dyskretnie oglądają fanty, za chwilę ogłoszenie wyroku

Lekki szum fal morskich w uszach, przyjemnie spędzone dwie godziny, a jeszcze przyjemniej zrobiło się, gdy przyszło wygrać te Mistrzostwa Pragi i w nagrodę mogłem sobie wybrać jeden flakonik do domu.

Jak widać po cenach wina były z jednej półki. W konkursie doceniłem crianzę Bordon (niemal czyste tempranillo), która wydała mi się winem za 70 zł: z kulturą dębu, koncentracją owocu i sznytem dobrej reservy.

Nie trafiłem tylko czerwonego dolcetto i białego sauvignon. To drugie zresztą polecam, choć wstrzelałem się, że jest pinot grigio z Alto Adige; było średnio kwasowe, stonowane i nienachalne, no i w bardzo przyjaznej cenie. Podobało mi się nero d’avola: dojrzałe mocne czerwone owoce plus apetyczna pikantność.

 

Parę dni na odsapnięcie i tym razem wyzwanie rzucił Wojciech Bońkowski, po którego degustacjach w ciemno można spodziewać się wszystkiego, w tym kukułczego jaja typu Carlo Rossi. W sklepie „Wine Corner” na Mokotowie wieńczyliśmy koniec kolejnego etapu studiów Winicjatywy pod okiem i nosem samego Naczelnika. Trunkowa ferajna zaprawiona w bojach (a po każdych zajęciach zaprawiona na glanc), wiedziałem, że letko nie będzie.

Dostaliśmy w sumie siedem win do ocenienia, musujące, trzy białe i trzy czerwone. Samodzielny opis win dotyczył: poziomu kwasowości, alkoholu, cukru, udziału beczki, przejścia fermentacji mlekowej, szczepu, regionu, rocznika i ceny.

Nikt z nas nie odgadł zastosowanego klucza doboru win, a był nim producent: włoski Nals Margreid z Adygi dla białych i chilijski Aresti dla czerwonych. Wina były jednoszczepowe, więc różne, ale gdybyśmy licytowali w otwarte karty to łatwiej możnaby zauważyć ich spójny styl.

Obraz 008aaa

Moja mowa będzie krótka – odwaliłem fuszerkę, nie odgadłem na przykład gewurztraminera, bo zabrakło mi w nim chamskich zapachów. Z siedmiu szczepów trafiłem tylko jeden, a obiektywnie cztery-pięć trafień było możliwe. „Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć” jak mawiał Lenin.

Jak na mój gust riesling i gewurztraminer Nals Margreid z Vini e Affini były zdecydowanie za drogie, bo bardziej smakowały mi trzy razy tańsze Aresti z Winkolekcji. Były też pytania dodatkowe teoretyczne, w większości nietrudne, chociaż wyłożyłem się na przykład w pytaniu o dodanie SIARCZANÓW.

Ale obie próby sił były morowe! Wiadoma rzecz – stolica. Tu się coraz więcej dzieje, oby więcej takich libacji w ciemno. Dziękuję za uwagę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *