Kto wylał Margaux, kto nie wylał Petrusa ?

Niedawno obejrzałem na You Tube jeden z odcinków „Wine Library TV” sprzed lat. Może ktoś zna, ale objaśniam. Jednym z innowatorów winiarskiego e-commerce był Amerykanin białoruskiego pochodzenia Gary Vaynerchuk. Jego ojciec prowadził w Nowym Jorku spory sklep z winem, w który wkręcił syna. Ten wykorzystał potencjał mediów, wypromował sklep, a głównie siebie stając się szybko młodym celebrytą świata win.

thumbnail_2_64f02019_v13

Vaynerchuk przez kilka lat publikował na You Tube filmiki, w których degustował wina. Oczywiście nie miałby oglądalności, gdyby wsadzał nos w kieliszek i nawijał o aromacie wiśni. Robił raczej zwariowane TV show z zabawnymi gadżetami w tle i zachowując jak postać z kreskówek. Taka popkulturowa stylistyka pod młodych Amerykanów mogących zainteresować się winem, ale szukających bardziej rozrywki niż specjalistycznej wiedzy. Filmiki miały dużą oglądalność, a co za tym idzie też i sporo krytyków. Hałaśliwość i rozmyślna głupkowatość Gary’ego w „Wine Library TV” była dla mnie trochę drażniąca, ale cóż – te programy nie były skierowane dla zgredów.

No więc oglądałem jego odcinek jubileuszowy, który uczcił degustując Margaux, Mouton Rothschild i Haut-Brion. Oglądając ślinka zaczęła cieknąć do mojego kieliszka (wypełnionego czymś znacznie bardziej pospolitym). Ale co tam, chociaż sobie posłucham, chociaż się wczuję jak inny pije, bo ciekawie opowiada. No, ale widzę, że kolega nalewa pół kielicha Haut-Brion, dzióbie pół łyka, wypluwa, a resztę też leje do jakiegoś kubła z logo drużyny baseballowej. Na stole trzy wielkie wina i niczym Poirot czy inny Marlowe zauważam, że brakuje mi jakichś elementów w tej układance. Gdzie są pozostałe kieliszki? Nie ma, do tego samego nalewa po chwili Château Margaux i wylewa je od razu do kubła New York Jets. Opłukał sobie kieliszek jednym z największych win świata, kurwa mać! Jakiś inny zadziwiony obserwator skomentował, że mógł płukać kieliszek Cheval Blanc, byłoby taniej.

Ślinka przestała mi cieknąć. Na resztę filmiku patrzyłem jak pan młody z „Wesela” Smarzowskiego na swoje sportowe Audi okładane szpadlem. Faceta stać na trzy butelki wina za kilka tysięcy euro i zabrakło mu na szkło. Nie wypił z nich nic, trochę opłukał gardło, a resztę po prostu wylał. Nie wiem czy Gary te butelki dostał, czy musiał je kupić, może stać go było kupić i wylać. Może stać go też było podcierać się Lincolnami.

Ale jakbyście mieli świeżo niedopite premier grand cru classé proszę o pilny kontakt. Jestem gotów podjechać w granicach terytorialnych Polski.

Przypomniała mi się też historia z własnego życia. Było to kilkanaście lat temu, gdy pracowałem na Rynku Starego Miasta u Adama Gesslera (niebanalnego restauratora, ulubionego głównie przez Urząd Miasta). Znałem się na winach jak poseł Liroy na ekonomii jak Zabłocki na mydle, ale dostałem polecenie zinwentaryzować bar. Było trochę butelek, których nazwy przewijały się w knajpie i coś mi mówiły (szatonefy, faustino riojy), były mocne alkohole do ważenia i wpisywania gramatur w tabelce inwentaryzacyjnej. Była też w lodówce częściowo opróżniona butelka wina z jakąś nieładną etykietą. Gessler czasem miał jakieś wina stołowe, więc postawiłem butelkę z boku z myślą, że po zliczeniu wyleję do zlewu te popłuczyny. Uprzedził mnie w tym główny manager, który w żołnierskich słowach wyjaśnił mi czym jest Château Petrus. Nie dowiedziałem się nigdy kto nie dopił Petrusa u Gesslera, niestety też nie dowiedziałem się jak Petrus smakuje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *