Degustacja win z „Sommeliera”

Dzięki szczodrości Arka Szacherskiego z firmy importerskiej „Sommelier” wziąłem parę dni temu udział w degustacji jej portfolio. Docierając na tę zamkniętą imprezę poczułem się w pierwszej chwili jak uczestnik tajnych kompletów: niemal brak drogowskazów, poszukiwanie domofonu i jazda windą prawie na dach Warszawy. Jeszcze tylko schodami na poddasze i upragniona duża sala, w której nawiasem pisząc, zaoszczędzono furę pieniędzy na umeblowaniu.

Nie przyszedłem jednak do salonu meblarskiego. Ważne, że na stołach butelek setka z okładem, już same nazwiska na etykietach gwarantowały emocje do ostatniej kropli: Allegrini, Trimbach, Guigal, Montes. W dodatku w myśl sentencji „spragnionych napoić” ilość butelek zdecydowanie przewyższała ilość degustantów. Bywalcy wiedzą, że zwykle na degustacjach bywa odwrotnie. Wtedy wpadam w panikę jak facet na gangbangu, gdy nie wie czy dopchnie się do dziewczyny. Skoro nie musiałem rzucać się na amarone to zgodnie z kodeksem degustacyjnym kazałem sobie najsampierw lać białe.

Najbardziej posmakowało mi Hess Collection „Napa Valley Chardonnay 2013” – subtelnie kwiatowe, zwiewne, o eleganckiej teksturze, w smaku wręcz słonawo-powietrzne jakby znad Pacyfiku (cena ok. 110 zł). Coś tam jeszcze było przyjemnego, ale białe to nie czerwone, bądźmy poważni.

Gdybym mógł zabrać coś na wynos  byłoby to Sequana „Pinot Noir Russian River 2009”. Wino znad ruskiej rzeki, ale kalifornijskie. Bogactwo aromatyczne (maliny, róże, słodkie przyprawy, piżmo), smak pieczonych czerwonych owoców, świeżość, długość i głębokość. Cena wszelako też emocjonująca – ok. 220 zł.

_DSC0710  a

Oszczędniejszym na pewno przyniesie satysfakcję nowozelandzki Villa Maria „Private Bin Pinot Noir 2012”. Za stówkę powąchamy ziemi, przypraw i poziomek, a możemy je odłożyć na później – jest jeszcze trochę ożywczej zieloności. W podobnej cenie izraelski pinot z Galil 2013 smakuje bardzo radośnie, owocowo i „niuansowo”.

Burgundię reprezentowały dwie sztuki od Louisa Latoura. „Corton Grand Cru 2008” polecam, gdy ma się fundatora. Ten pinot jest nadal młody, lekki, kwasowy, subtelnie korzenno-ściółkowy. Za 90 zł można natomiast kupić bez fundatora „Pinot Noir Bourgogne 2013” – też młody, kwasowy i bardzo soczysty.

Przenosiny do Bordeaux, z apelacji Pomerol podobały mi się Lagrange 2012 i Franc-Maillet 2009, ale cenowo ponad 200 zł. Dlatego chyba wolałbym nieco tańsze Clos Laborie 2011 z Margaux – ma ładną beczkę i taniny oraz świeży apetyczny owoc.

 

Moją uwagę zwróciło też australijskie Yalumba „Grenache Old Vine 2012” z Barossa/Eden Valley. Pachnie jak pinot noir, smakuje słodkimi przydymionymi czerwonymi owocami i jest zaskakująco lekko zbudowane. Naprawdę to się pije, za ok. 110 zł. Więcej trzeba by wydać na amarone: Corte Giara 2012 prawie dwieście, a Allegrini 2009 aż 350 zł, ale przyznaję, że moc, treść i długość tego wina robią wrażenie.

Jedynym rozczarowaniem było Bersano „Barbaresco Mannico 2005”. Okazało się starsze ode mnie, zupełnie płaskie w smaku, z nalewkowo-konfiturowym wyblakłym owocem. Nie kupiłbym nawet w głębokiej wyprzedaży.

_DSC0708  a

_DSC0711  a

Jeszcze następnego dnia mój język wyglądał jak u wyłowionego z Wisły. To chyba od tych ultra koncentratów słynnych chilijskich win Aurelio Montesa ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam *