A teraz coś z (zupełnie innej) beczki, część II.

Różnice między dębem amerykańskim a europejskim (zwłaszcza francuskim), o których pisałem w poprzednim poście, stanowią o cenie. Nowa beczka amerykańska nie kosztuje więcej niż 1500 zł, francuska jest znacznie droższa, w zależności od jakości od 2500 zł do czterokrotności tej kwoty. Najwyższe ceny są w stanie płacić właściciele najlepszych Bordeaux, którzy sami wybierają konkretne drzewa w lesie do obróbki. Standardowo dęby francuskie sprzedawane są kupcom lub bednarzom aukcyjnie na działki, a nie na sztuki. Pochodzenie drzewa jest ważne, ale jeszcze większy wpływ na jakość beczki ma sezonowanie w naturalnych warunkach […]

A teraz coś z (zupełnie innej) beczki, część I.

Skoro tu trafiłeś to prawdopodobnie interesujesz się winem (ewentualnie mną jako kolegą z podstawówki wydłubanym internetowo). Jeśli jesteś bednarzem, beczkoznawcą albo Bińczykiem to raczej nie odkryję tym wpisem żadnej tajemnicy. Ale mogę się przydać, jeśli chcesz dowiedzieć się / przypomnieć / uporządkować to co wiesz o powiązaniu drewna z winem. Zwizualizuj sobie teraz wino, co widzisz jak pomyślisz teraz o winie? Jakbyśmy się pobawili w Strasburgera to najpewniej zobaczyłeś butelkę. Pan Karol umiałby to pięknie spuentować, niestety nie mam pod ręką żadnego sucharka dowcipu. Jeśli na słowo „wino” nie wyobraziłeś […]

Dwa pinot gris – złoty wiek i emerytura

Mam swobodne podejście do tradycji świątecznych, na przykład potrafię przyspieszyć śniadanie wielkanocne i zmienić zawartość koszyczka. Nie będzie jajek ani kiełbasy, są dwie butelki pinot gris. Od pinot gris można rozpocząć dzień, zakończyć, a w międzyczasie potraktować jako podwieczorek. Oczywiście, jeśli jest dobry i nie koliduje z harmonogramem dziennym.   Pinot gris jest mutacją komórek pinot noir, a niewprawne oko  w winnicy nie odróżni od siebie tych krzewów. Zwłaszcza, że miedziano-różowo-niebieskie grona pinot gris nie wyglądają na biały szczep. Nie sadzi się go w ciepłym środowisku, w którym dojrzałość polifenoliczna […]

Kto wylał Margaux, kto nie wylał Petrusa ?

Niedawno obejrzałem na You Tube jeden z odcinków „Wine Library TV” sprzed lat. Może ktoś zna, ale objaśniam. Jednym z innowatorów winiarskiego e-commerce był Amerykanin białoruskiego pochodzenia Gary Vaynerchuk. Jego ojciec prowadził w Nowym Jorku spory sklep z winem, w który wkręcił syna. Ten wykorzystał potencjał mediów, wypromował sklep, a głównie siebie stając się szybko młodym celebrytą świata win. Vaynerchuk przez kilka lat publikował na You Tube filmiki, w których degustował wina. Oczywiście nie miałby oglądalności, gdyby wsadzał nos w kieliszek i nawijał o aromacie wiśni. Robił raczej zwariowane TV […]

Degustacja win z „Sommeliera”

Dzięki szczodrości Arka Szacherskiego z firmy importerskiej „Sommelier” wziąłem parę dni temu udział w degustacji jej portfolio. Docierając na tę zamkniętą imprezę poczułem się w pierwszej chwili jak uczestnik tajnych kompletów: niemal brak drogowskazów, poszukiwanie domofonu i jazda windą prawie na dach Warszawy. Jeszcze tylko schodami na poddasze i upragniona duża sala, w której nawiasem pisząc, zaoszczędzono furę pieniędzy na umeblowaniu. Nie przyszedłem jednak do salonu meblarskiego. Ważne, że na stołach butelek setka z okładem, już same nazwiska na etykietach gwarantowały emocje do ostatniej kropli: Allegrini, Trimbach, Guigal, Montes. W […]

Trzy negroamaro – trzy poziomy jakości

Czasem degustuję wina w ciemno parami, gdy butelki odsłaniam dopiero po próbowaniu i wyciągnięciu pierwszych wniosków. Tym razem maszyna losująca w postaci narzeczonej wybrała parę z apelacji Salice Salentino. Dla lepszego porównania możliwości szczepu otworzyłem jeszcze potem (już nie w ciemno) trzecie negroamaro z tego samego regionu. Włoski obcas, region Apulia, blisko Adriatyk, ciepło, słonecznie, płasko. W tych pięknych okolicznościach przyrody usadowiło się właśnie negroamaro – lokalny szczep, na którym opiera się znana apelacja Salice Salentino. Bój okazał się nierówny ze względu na dysproporcję w umiejętnościach zawodników. Nad formą Cortepiany […]

JOSEPH DROUHIN – „Chambolle-Musigny Premier Cru” 1995

Pierwszy wpis na blogu. Niby to nie Camp Nou i naprzeciwko nie Leo Messi, a prostokątny ekran komputera, ale lekkie drżenie rąk jest. Niby trybuny nie huczą, a w głowie coś tam szumi. Może to nie nerwy, a wino? Nie powinno, wszak od dobrego wina głowa nie boli. Czterdziestoletniemu facetowi coraz rzadziej zdarza się robić coś pierwszy raz. Takie chwile celebruje się niczym wybieranie bielizny przez dziewczynę przed inicjacją. Niestosownie byłoby zacząć pinot grigio z dyskontu, z drugiej strony wchodzić z Chateau d’Yquem to grzech rozpusty. Zadumanie nad bielizną butelką na pierwszy raz […]