Kilka win z Auchan, ale nic do trzech dych

W naszym słowniku pewne wyrazy są wymawiane z określoną konotacją. Ale jeśli pełne usta kojarzą Ci się tylko z australijskim shirazem, a skąpa suknia z pinotem to znaczy, że wino było niewłaściwie stosowane i zagraża Twojemu zdrowiu. Skonsultuj się z lekarzem, bo dla zwyczajnych ludzi zabawnie brzmią nasze rozmowy. Czasem moglibyśmy analizować wino w autobusie, a otoczenie głowiłoby się nad rozwikłaniem tematu rozmowy, gdy rozmawiamy o glebie gliniastej z zacięciem jak garncarze, o klimacie częściej niż pogodynka. Itede, itepe. Za to degustowanie win w dużym towarzystwie ludzi niedoświadczonych jest ciekawą […]

Do czego by się dzisiaj przyczepić, może do Facebooka ?

Mam coraz więcej znajomych. W tej chwili już równo stu. Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem (czyli dość dawno temu) to niektórzy liczyli znajomych, nawet zapisywali ich sobie na kartce, tworzyli podkategorie przyjaciół, itd. Facebook ułatwia życie, sprawnie liczy, w ten sposób zostałem posiadaczem znajomych w ilości 100. Moim setnym znajomym na Facebooku zapragnął zostać Enrico Rivetto, którego nebbiola z kolei ja zapragnąłem poznać parę dni temu w wine barze Mielżyńskiego. Wcześniej Enrico za to zapragnął mieć żonę Polkę (nadążacie za moim słowotokiem?). Potrafi powiedzieć po polsku znacznie więcej niż „kocham […]

Nie uwierzysz co się stało! Sprawdź.

Kliknąłeś, kliknęłaś? Nie szkodzi, mi też to się zdarza. Moją stroną startową w komputerze jest gazeta.pl, cóż, jakąś przecież trzeba mieć. W biegu ślepego z chromym jeden z nich dobiegnie pierwszy, na tej zasadzie opiera się mój wybór między portalami internetowymi. Już Peter Breughel antycypując zilustrował dylemat: Gazeta, Onet, Wirtualna Polska czy Interia:   Jakiś czas temu jakiś twórczy animator portalu gazeta.pl wpadł na pomysł, że ludzie lubią coś przeżywać, czymś się poruszyć. Sieknął ogromnym tytułem „Dzień dobry, emocje!”. I trochę mniejszymi literami rozwinął złotą myśl: „Wierzymy, że prawdziwa historia […]

Dobrze być warszawiakiem

Z jakich powodów Warszawa jest lepsza od reszty Polski? Ma metro, Pałac Kultury i Legię na stałe, a tymczasowo Dudę. Zanim poznaniacy czy inne krakusy (i ci, i tamci mają za to Lecha) spuszczą na mnie psy z łańcuchów, dodam sprostowanie – Warszawa rządzi degustacyjnie. Nie chcę analizować różnic w ilości butelek wina jakie za wypłatę mogą kupić mieszkaniec Warszawy a mieszkaniec … (wpisz nazwę miasteczka). Bardziej interesuje mnie różnica w dostępności: liczbie sklepów specjalistycznych, wine-barów, restauracji poważnie traktujących wino i last but not least – ilości degustacji. Przecież gdybym […]

Paweł Zarzeczny – własny charakter pisma. Stanko Radikon – własny charakter wina.

Dziennikarz sportowy – brzmi to trochę jak aktor serialowy albo muzyk weselny. Chyba, że chodzi o Pawła Zarzecznego. O erudytę, który nie tylko zjadł bibliotekę, ale umiał barwnie opowiadać to co przetrawił w książkach i to co sam zaobserwował w życiu, wykraczając przy tym znacznie poza sport. Nie był ‚kozą, która skubie trawę tylko wokół własnego podwórka’ jak określił dziennikarzy, którzy mając swoje poletko boją się wyrazistości i wyrażania szczerych opinii bez kalkulowania. Bywał kontrowersyjnym na siłę mitomanem, megalomanem był non stop, ale łatwiej mi rozpoznać jego kolorową narrację niż […]

California über Alles

Unikam stereotypów narodowych, ale akurat amerykański pęd do sukcesu i do wygrywania ma różne uzasadnienia i przykłady na poparcie, nie tylko w polityce i sporcie. W winie Amerykanie też lubią utwierdzać się w wyjątkowości. O Sądzie Paryskim (konkursie piękności win kalifornijskich z francuskimi porównanym do mitycznego sądu Parysa) Amerykanie będą przypominać chyba do czasów, gdy obszar upraw winorośli przesunie się z Kalifornii na Alaskę. No i gdy amerykański krytyk winiarski będzie tak rokującym zawodem jak zdun i klucznik. Niewinna kameralna degustacja w Paryżu, z której uczyniono wydarzenie na skalę Watergate […]

Burgundia w Winicjatywie i w domu

Dwa tygodnie temu byłem na wyczekiwanym spotkaniu z burgundami u Wojtka Bońkowskiego. Biletów nie było na długo przed, podobno na czarnym rynku chodziły po cztery stówki, co też jest jakimś świadectwem mitycznego obraz regionu. Ale cóż, darmowych degustacji Burgundii w Polsce chyba nie było i chyba nie będzie. Jeśli coś dostajemy czy kupujemy w łatwy sposób, równie łatwo o tym zapominamy , więc z psychologicznego punktu widzenia wartość wynika w dużym stopniu z niedostępności. Dotyczy to PRL-owskiej czekolady na kartki i burgunda Henri Jayera, różnicę stanowi paragon: tam wycinamy karteczkę, […]

Rocznica Kieślowskiego i filmowa Donnafugata

W niemieckiej gazecie w rubryce „Matrymonialne” ukazał się kiedyś krótki anons: „Blondynka, ładna, wielbicielka „Niebieskiego”, poszukuje partnera życiowego”. Nie obchodzę swoich urodzin, ale są daty, które mają dla mnie znaczenie. Dzisiaj upływa 21 lat od niespodziewanej śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, którego twórczość ukształtowała we mnie coś więcej niż gust filmowy. Mniej więcej w tamtych latach obejrzałem pierwszy raz „Podwójne życie Weroniki”, choć właściwsze byłoby określenie „oglądnąłem” – pobieżnie, niecierpliwie, po gówniarsku. Nie rozumiałem treści i estetyki filmu, tak jak i jego półcieni, głębi zabiegów wizualnych. Do uchwycenia symboliki różnych scen jeszcze […]

Barolo czy Priorat?

Najbardziej wyostrzone zmysły mamy rano, warto więc degustować wina na śniadanie. Degustacja to nie porno film, nikt nie każe połykać, choć z drugiej strony wypluwanie Barolo i Prioratu wydaje mi się grzechem zaniechania. W moim przypadku, wątroba pozostała syta, a głowa cała. Nie tylko w winie najważniejszy jest balans. W ostatni piątek Warszawa rano opleciona była mgłą (z włoskiego nebbia jak nebbiolo) niczym wzgórza Piemontu i trudno uniknąć tego porównania jadąc na degustację Barolo. Był to zarazem mój debiut w blind tastingach dla blogerów organizowanych przez Michał Misior, który na […]

W poszukiwaniu ideału

A że za gorąco i duszno. Że za zimna wiosna. Że promienie słońca źle padają, trudno się opalić, a skóra jasna. Że wirusy szaleją. Że grzyb i pleśń. Rany boskie, nie lubię gderających bab. A dlaczego właściwie ja tak latam za tymi kapryśnymi pinotami? Pewnie dlatego, że jeśli choćby raz w życiu zasmakowało się nektaru… Więcej mam bruzd na czole niż wybitnych pinot noir na liczniku. Nawet, gdyby tych faktów nie należało ze sobą łączyć to wnioski nie są wesołe. Wzdycha się do nich, tęskni, ale wyrwać pinota ektraklasy bez […]