Depeche Mode i Turnau. Winny mówi jak jest. I co pić pod Depeszów.

Moim najbardziej emocjonującym wydarzeniem ostatnich tygodni był koncert Depeche Mode. Na świecie są miliony facetów seryjnie monogamicznych w kwestii kobiet, ale w sprawach tak poważnych jak zespół muzyczny czy klub piłkarski uczuciowo są stali jak Korwin Mikke wobec wolnego rynku. W moim przypadku wystarczy zapamiętać dwie nazwy: Depeche Mode i Legia Warszawa. Z Legią zacząłem chodzić w drugiej klasie podstawówki, z Depeszami chodzę od drugiej klasy liceum. I tak bujam się z nimi (i przy nich) od 26 lat. W tym czasie przeszedłem przez kilka kobiet, przeleciałem nieco więcej (pozdrawiam […]

Cheval Blanc 1989. Pijemy etykiety?

Jak pić takie wina jak Cheval Blanc czy Latour? Potraktować je jak zjawiskową kobietę: wyłączając telefon, zamykając drzwi i rozkoszując się w samotni? Ale przecież zaraz rozlegną się głosy oburzenia, że tym, co najlepsze, należy się dzielić! A można przecież pójść jeszcze trzecią drogą, bezdrożami, wraz z bohaterem filmu „Bezdroża”. Miles protestując przeciwko światu, wypił swoje Cheval Blanc 1961 w barze fast foodowym prosto z plastikowego kubka. Wybrałem rozwiązanie „Wino & Friends”, czyli pięciu kumpli w warszawskim lokalu o rzeczonej nazwie. Prawie na pewno nikt z Was nigdy nie wypije […]

Chateau Latour 1989. Winny do wanny!

Zmierzyłem się z legendą. O ile mi wiadomo, żaden bloger nie wszedł jeszcze na ścieżkę prowadzącą do Chateau Latour, chociaż nie wymagało to wielu drogowskazów. Choć koleżeński zakup Latoura 1989 za marne 600 złotych pewnie brzmi wiarygodnie jak smoleńska homilia prezesa wygłoszona w tonacji pacyfistycznej. Nie wydawajmy na wino więcej niż możemy sobie pozwolić, ale nie kupujmy taniej niż możemy zapłacić. Kupić raz w życiu według niektórych największe wino świata, podzielić butelkę na pięć osób i koszt maleje do 120 złotych czyli wartości kartonu wina z Biedronki. Do you wanna […]

Bordeaux. Gra wstępna.

Picie wina jest substytutem podroży. Czymś jak widokówka z innego kraju otrzymana od kogoś bliskiego. Tylko, że widokówki nie doświadczysz zapachem i smakiem, a każdy człowiek łaknie przecież większej i większej ilości doznań. Wino pite świadomie i wszystkimi zmysłami potrafi dać poczucie obcowania z z ziemią, która je wydała, z człowiekiem, który je stworzył. Nie zawsze możemy pojechać tam, gdzie było jego miejsce (jego czyli wina). Francuski myśliciel renesansu Blaise Pascal twierdził nawet, że wszystkie nieszczęścia człowieka wynikają z tego, że nie potrafi usiedzieć w jednym pokoju. Nie mogłem pojechać […]

Pinoty, nadwiślańskie bulwary i marketingowe pierdoły

Trwającą już miesiąc hibernację Winicjatywy odczuwają cyfrowo blogerzy. Moje ostatnie trzy wpisy przeczytało po dwieście osób czyli połowa zwykłych czytelników porzuciła mnie wraz z nieruchawą ostatnio Winicjatywą. Nie znam jeszcze dokładnej wizji rozwoju tego portalu, choć już poliszynel wie o wprowadzeniu części płatnej oraz pisma obrazkowego o winie. Mam jednak przypuszczenia, że wpłynie to na zahamowanie wzrostu ilości czytelników zarówno Winicjatywy jak i blogów podpiętych pod nią.   Mając to na uwadze przeprowadziłem tani i prosty eksperyment promując swój ostatni wpis. Facebook zyskał ode mnie dofinansowanie 7 złotych i bardzo […]

Amore amarone

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami kochali się Romeo i Julia. Tę romantyczną legendę znamy, jak i jej gorzkie zakończenie – przecież prawdziwa miłość powinna mieć słodko-gorzki smak. Zupełnie jak amarone. Tak się składa, że po włosku „amaro” oznacza „gorzki”, a nie „najlepszy kucharz w mieście”. Na przedmurzach Werony, niezbyt daleko od balkonu panny Capuleti rozciągają się winnice. Trudno mi stwierdzić czy kochankowie przekomarzali się między winoroślami, niech to zostanie ich tajemnicą. Zajmijmy się czymś podobnie pięknym. Amarone. INFORMACJE PRAKTYCZNE   Tradycja suszenia gron w regionie Valpolicella jest starsza niż […]

Erowinny

„Biada tym, którzy od wczesnego rana gonią za trunkiem, których do późnego wieczora rozpala wino” Księga Izajasza   Wiśta wio, łatwo powiedzieć… W jaki sposób mieszkając w Warszawie nie ganiać od rana za winem, gdy zaproszenia spływają jak na wesela w lipcu. Nie wymieniłbym wszystkich degustacji z ostatniego miesiąca, a co dopiero czynić z nich szczegółowe notatki. W zasadzie staję się tak wymagający, że zacznę odmawiać degustacji nie kończących się bankietem lub choćby skromnym trzydaniowym obiadem z deserem. Zostałem bywalcem Vitkaca. To taki luksusowy dom towarowy postawiony w miejscu dawnego […]

Lepiej gra się bez hetmana

Ponad sto lat temu ówczesny wybitny rosyjski szachista będąc w podróży musiał załatwić jakąś urzędniczą sprawę. Urzędnik go nie rozpoznał (w tamtych czasach nazwiska nie można było sobie wygooglować), ale przyjął i wskazał krzesło. Wskazał jednakże też szachy leżące na biurku przedstawiając się jako pasjonat tej gry i spytał grzecznie petenta czy w szachy również grywa. Petent na to, że przyszedł załatwić pilną sprawę, a w szachy niestety nie grywa. – Nie szkodzi, że pan nie grywa. Ja dzisiaj nie miałem z kim zagrać jeszcze ani jednej partii, wygląda pan […]

Bloger kategorii III

Przyznam, że po okresie intensywnego czytania blogów winnych przerzuciłem się w Internecie na przykład na felietony sportowe. W naszej blogosferze brak mi pisania o sobie, swoich odczuciach i poglądach. Brakuje mi świeżości jak brakuje w trzyletnim vinho verde. Jest jednak kilka blogów, które czytam bez względu na nagłówek czyli ze względu na autora. Blogów autorskich, których styl jest rozpoznawalny nawet z zakrytym nazwiskiem. Na takie nazwisko trzeba jednak sobie zapracować, żeby potem nazwisko pracowało na Ciebie. Wtedy nie musisz głowić się godzinę nad efektownym tytułem wpisu – bo masz kredyt […]

Wieczory, dla których warto żyć. Bordeaux u Bońkowskiego.

Co zrobić, żeby pić słynne bordosy? Trzeba mieć duże pieniądze. Lub duże nazwisko, bo uznani krytycy branżowi zawsze są mile widziani przez bordoskie zamki i kupców ich win. Mój upór i cierpliwość będą popłacać, ale na razie nie liczę na zaproszenia do spróbowania stu roczników Cheval Blanc. I choć w Warszawie czasem można zaliczyć trzy darmowe degustacje dziennie, ale konia (z fr. cheval) z rzędem temu, kto przypomina sobie jedną z nich poświęconą Bordeaux. Jestem więc skazany na dopieszczanie siebie czyli jak sobie nie kupię to się nie napiję. W […]